podróże

Jordanowianin na przedprożu Szamballi

W dniu 19.V.2017 roku, w jordanowskim MOK odbyła się prelekcja Pana Damiana Wichra, który zapoznał słuchaczy z wrażeniami ze swej podróży do Indii i Nepalu.

W czasie prelekcji pokazał on wiele zdjęć i filmików z życia codziennego Indii i Hindusów, hinduskiego wesela i ceremonii pogrzebowych nad brzegiem świętej rzeki Gangesu. Poza tym pokazał nam zdjęcia i filmy z Katmandu i Pokhary – dwóch największych miast Nepalu.

Najciekawszą jednak była jego wyprawa pod stoki Annapurny – 8091 m n.p.m. – to jest 9-ty co do wysokości szczyt na Ziemi. Pan Wicher opowiedział o swych niecodziennych przygodach, niezwykłych znajomościach, wspomniał ciepło o rosyjskich i ukraińskich towarzyszach podróży, o górskiej chorobie, o palącym słońcu i mroźnych nocach, o niezwykłych zwierzętach, które napotkał a także o niezwykle smacznym jedzeniu, które mu serwowano w hostelach i schroniskach. No i przede wszystkim o porażającym, surowym pięknie tego przedproża Szamballi – mitycznej krainy mędrców buddyzmu, lamaizmu i religii Bön…

A jak tam było, to opisuje jego poputczyk[1] Pan Wiaczesław Doczenko w swym blogu, który pozwoliłem sobie zacytować, bo warto.   Zob. całość – http://grzybypl.blogspot.com/2017/05/jordanowianin-na-przedprozu-szamballi.html        

Robert K. F. Leśniakiewicz

 

[1] Poputczyk z j. ros.: towarzysz podróży.

Reklamy

W kręgu klimatów tureckich

Kiedy dowiedziałam się że wezmę udział w wymianie zagranicznej z młodzieżą z CATKAYA ORTAOKULU nie mogłam opanować swojej radości.

Zacznę od tego, że moja szkoła Gimnazjum w Jordanowie zgłosiła udział w tym projekcie. Udało się i dostaliśmy dofinansowanie z Unii Europejskiej.

Nasi koledzy i koleżanki z Turcji przylecieli do nas 23.04.2013 roku. Dla nas tak jak i dla nich i naszych rodziców było to wielkie przeżycie. Każda z nas gościła w swoim domu jedną osobę. Gdy pierwszy raz stanęliśmy z nimi twarzą w twarz byliśmy przerażeni.  Nasuwały się pytania czy nas polubią? Czy się z nimi dogadamy?

Okazało się że to była tylko trema przed obcym i nieznanym  doświadczeniem.

Nasza nazwa projektu brzmiała ,,Don’ t be a coutchpotato” – to znaczy nie bądź kanapowym leniem. Naszą ideom było aktywne spędzanie czasu, dlatego zabieraliśmy naszych przyjaciół na długie spacery, graliśmy w piłkę, badmintona, tenisa stołowego, jeździliśmy na rolkach, rowerach, uczyliśmy się nawzajem swoich tańców narodowych i także śpiewaliśmy w swoich językach. Odwiedziliśmy nasze piękne miasto Kraków, gdzie podziwialiśmy Wawel, Sukiennice, kościół Mariacki i krakowskie zwierzęta w Zoo oraz stolicę gór, czyli Zakopane pokazując Gubałówkę i Krupówki, gdzie nasi koledzy kupili bardzo dużo pamiątek.  Zabraliśmy ich do Aqua Parku w Krakowie, gdzie spotkaliśmy się z dużymi oporami z ich strony, żeby założyli stroje kąpielowe. Byliśmy także w Rabce w parku zdrojowym. Spędziliśmy bardzo miłe chwile ucząc się ich języka, który był dna nas bardzo trudny, ale nadal pamiętamy kilka zwrotów (Merhaba- cześć,Nasılsın? Jak się masz? itp.). Ich jezyk angielski nie był zbytnio na dużym poziomie, np. często kontaktowali się z nami w stylu ,,Kali jeść”, ,,Kali spać” , lecz to nie zmieniało faktu że to byli bardzo mili ludzie. Jeżeli chodzi o jedzenie, religia zabrania im spożywania wieprzowiny, dlatego zawsze wcześniej pytali się czy to jest z kurczaka. Uwielbiali jeść codziennie ryż. Wiedzieliśmy, że to trudno będzie trafić w ich gust kulinarny, ale głodni nie byli J. Nie smakowała im także nasza herbata, ale dowiedzieliśmy się dopiero później dlaczego. Dla nich ciekawym spotkaniem z naszą kulturą był udział w naszej katolickiej Mszy Świętej. Zaskoczeniem dla nich było to, że kobiety nie miały spódnic do kostek, tylko do kolan ani także zakrytych całych rąk. W bardzo krótkim czasie dziesięciu dni bardzo się wszyscy zaprzyjaźniliśmy  i trudno było nam się rozstać na ten rok. Bardzo nam później ich brakowało w naszym życiu, odczuwaliśmy pustkę z braku obecności: Dilek, Seray, Zelihy, Bilada, Erdiego, Chihada, Jusufa, Tugby,Neris,Betul i Simgle.

Wylot do Turcji…

3 maj 2014 rok

Lot samolotem, widok na lotnisku ludzi o ciemnoskórej karnacji i rozmowy ludzi w różnych językach. Dla człowieka marzącego o zwiedzaniu  świata i poznawaniu nowych ludzi to raj na ziemi.

Ciekawym, ale też rażącym zjawiskiem było dla nas jedno zdarzenie, gdy w samolocie pewna kobieta ciągle wstawała, by podać mężowi coś z pułki na górze, chociaż miała dalej od niego. Spytaliśmy się pani Emmel naszej tureckiej nauczycielki, czy to jest normalna sytuacja w ich zachowaniu? Zacznę może od tego, że tureckie społeczeństwo dzieli się na mocno wierzące i przestrzegające wszystkich zasad i takie nowoczesne gdzie, wiara oczywiście jest ważna, ale żyją inaczej . W pierwszym przypadku kobiety chodzą całe zakryte w czarne stroje, widać im tylko oczy, to znak, że kobieta należy tylko do swojego męża i jest mu podporządkowana. W Turcji to czy kobiety chcą nosić chusty na głowie zależy od nich lub ich mężów. Wszystkie kobiety na wsi, tam gdzie mieszkałyśmy noszą zakryte głowy i dziewczyny w wieku powyżej 15/16 lat, a w miastach jest już pół na pół.

Ludzie, żyjący w naszej wiosce, nie należeli do ludzi bogatych, dlatego nasza grupa zamieszkała w dwóch najlepiej wyglądających domach, które specjalnie dla nas odremontowali.

Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny domów na wioskach to widać że ludzie nie przywiązują wagi do elewacji, nawet nie wiem czy wiedzą że coś takiego istnieje. Dla nich ważne jest to że mają schronienie, a nie jak ono wygląda. Większość z nich jest biedna i śpią na ziemi przykryci kocami.

Jedzenie w Turcji jest pyszne i bardzo sycące. Turcy słyną  z różnych rodzajów kebabów. I naprawdę różnią się od naszych.

Nasi gospodarze byli bardzo mili, traktowali nas jak swoje dzieci, przytulali i lubili spędzać z nami wieczory. Mama Tugby rozkładała koc na podłodze i siedząc w kółku piliśmy turecką herbatę, która jest parzona w takim specjalnym czajniczku jest bardzo mocna i pyszna, i ciągle, gdy jedną wypijałyśmy dawali nam zaraz następną porcje. Obiady jedliśmy także na ziemi na takim niskim stoliczku siedząc po turecku. Nie pamiętam jak się te wszystkie pyszności nazywały, ale zupy były na bazie zup kremowych były bardzo gęste np. zupa z soczewicy, drugie danie zawierało się z ryżu, ale nie takiego jak jemy w Polsce ten ryż się bardzo różni, jest po prostu przepyszny, mięso to zazwyczaj był kurczak, oraz dostawaliśmy zawsze różne sałatki z sałaty, pomidorów, ogórków zalewanych dużą ilością cytryny lub gotowaną soczewicę z jakimiś innymi warzywami. Często jedliśmy mięso z ryżem w naleśniku lub ryż zawinięty w liście takiej ciemniej kapusty, coś w stylu gołąbka ale dużo mniejsze. Raz dostaliśmy makaron spaghetti i do tego ketchup co było dla nas zaskoczeniem. Na śniadanie podawali nam taki pyszny chleb, który sami piekli, coś na wzór ciasta od pizzy. Jedliśmy go serem, pomidorami, oliwkami, ogórkami i kiełbasą z salami i do picia oczywiście herbatę. Kolacja wyglądała tak samo. I tak przez 10 dni.

Największym zaskoczeniem dla nas były ich toalety, które wyglądały nawet tak  w miejscach publicznych typu szkoła. Składały się z dziury w podłodze. Normalne europejskie toalety można było znaleźć tylko w hotelach w Samsun lub w domach osób takich jak Emmel.

Odwiedziliśmy, któregoś dnia ich meczet. Musieliśmy mieć zakryte wszystkie części ciała (oprócz twarzy) i chustę na głowie oraz ściągnąć buty przed drzwiami świątyni. Mężczyźni dodatkowo przed wejściem muszą umyć nogi i twarz w wodzie (coś typu fontanny), która stoi przed meczetem. Meczet składa się otwartej przestrzeni podłoga jest pokryta dywanem. Mężczyźni modlą się klęcząc przed ścianą w nawie głównej, a kobiety mają osobne miejsce do modlitwy.

Codziennie o równych porach słychać w radiowęzłach na drodze głos mężczyzny odprawiającego modlitwę, wtedy mieszańcy przerywają swoją pracę i mężczyźni idą się modlić na specjalnych dywanikach. Na początku zawsze nas ten głos, który przypominał jęk budził o 5 nad ranem, ale później się przyzwyczaiłyśmy.

Najciekawszym naszym zdaniem zwyczajem, w Turcji jest to że jest taki dzień w roku w którym miałyśmy zaszczyt uczestniczyć, gdy mężczyźni idą do wojska i cała wioska zbiera się w jednym miejscu i świętują . Starsi ludzie zbierają się w kółku przynosząc ze sobą krzesła i oglądają młodych tańczących charakterystyczne dla ich kultury tańce. Nie mogliśmy uczestniczyć w całym święcie, bo to wiązało się też z tym, że mężczyźni i kobiety wiązali się w tedy w pary. Mężczyźni szukali sobie kobiet.

Na koniec wioska urządziła dla nas podobną imprezę, ale w tej już mogłyśmy tańczyć, (uczyłyśmy się wcześniej ich tańców) i teraz pięknie je zaprezentowałyśmy. Było to niesamowite wydarzenie. Wszyscy chcieli zrobić sobie z nami pamiątkowe zdjęcie.

Jeżeli chodzi o osoby, które były z nami rok w temu, to nie wszystkie mogły z nami spędzać czas, gdyż wyszły już z tej szkoły(choć miały tyle samo lat co my), i uczyły się już w wyższych szkołach.

Czas w Turcji spędziliśmy bardzo miło zwiedzając Samsun , Amasye i okolice. Zwiedziliśmy wioskę Amazonek, poznałyśmy ich historie i nastawienie w stosunku do mężczyzn. Wybraliśmy się oczywiście w rejs statkiem po Morzu Czarnym. Poznaliśmy, historie Samsun zwiedzając muzea archeologiczne i historyczne. Dowiedzieliśmy się, że Ataturk, to dla nich taka sama postać historyczna jak dla nas Józef Piłsudski i bardzo go mają w poważaniu. Jego podobizna wisi w szkołach, urzędach. Poznaliśmy, także takie miejsce, coś w stylu parku narodowego, gdzie duży obszar zajmują torfowiska, wypasają się tam zwierzęta takie jak krowy, które są dzikie. Tam mieści się stacja ornitologiczna, gdzie pokazano jak się łapie ptaki i później obrączkuje, by badać ich migracje. Amasya to najpiękniejsze pod względem krajobrazowym miejsce, w którym byłam do tej pory. Znajdują się tam góry ale nie takie wysokie jak Tatry , one mają inny charakter ale także krajobraz rozkochuje w sobie ludzi.

Turcy o tej porze roku nie kąpią się w morzu, ale my nie przeżyłybyśmy tego, gdybyśmy nie weszły do Morza Czarnego. I tak się właśnie stało. Co było dla nich dużym zaskoczeniem.

Wszystko się kiedyś kończy, dlatego po długim i wzruszającym pożegnaniu musieliśmy wrócić do Polski.

Ewelina Ryś