kultura

Świątki na szkle…

W dniu 20 stycznia 2017 roku, w Galerii Pod Basztą miało miejsce otwarcie wernisażu jednego z najbardziej zasłużonych artystów ludowych Pana Zdzisława Słoniny z Bogdanówki. Jego specjalnością są obrazy na szkle malowane i takiż był tytuł tej wystawy.

Włosi mają swe słynne freski klasztorne, Rosjanie wspaniałe uduchowione ikony, a my Polacy – my mamy na szkle malowane. Właśnie! To przecież nasza sztuka i nasza tradycja tak godnie i twórczo kontynuowana przez artystów takich jak Pan Słonina.

Co my widzimy na jego obrazach? Przede wszystkim sceny i postacie biblijne: Pan Jezus, Jego Matka, święci Pańscy i Aniołowie. Niby nic nowego, niby tematyka znana, ale pokazana w kolejnym ujęciu, w nowym wariancie. Nie wiem, jak inni, ale ja patrząc na nie w uszach natrętnie brzmiała mi piosenka grupy skifflowej No-To-Co o Mistrzu Nikiforze Krynickim:

 

Na wyblakłym papierze, malowane anioły

Święci Pańscy w pokłonach pochylają swe głowy.

W dali góry a na nich las zielony majowy

Kościół z wieżą wysoką, rozdzwoniły się dzwony

Dzwony, dzwonią i dzwonią, śpiew ich płynie daleko

Ginie w wąskich uliczkach i zamiera nad rzeką…

 

Lepiej nie można… A tutaj przygrywała nam góralska kapela.

Warto jest zobaczyć tą wystawę choćby dlatego, że jest to nasza, polska, ludowa twórczość naszego podhalańskiego czy beskidzkiego artysty, chociażby z patriotycznego obowiązku wobec naszej Małej Ojczyzny. Poza tym warto sobie przypomnieć to, czego się uczyliśmy na lekcjach religii i skonfrontować to z tymi obrazami na szkle malowanymi…

Zdjęcia i filmiki – http://grzybypl.blogspot.com/2017/01/swiatki-na-szkle.html

Robert K. F. Leśniakiewicz

Gwiezdne wojny w Magistracie

Życie z klocków Lego
Z wielkich marzeń mały świat
Układanka złych i dobrych dat
Nagle coś z niczego
Stary nieład w nowy ład
Życie z klocków Lego – Fabuland

Andrzej Rybiński

 

W dniach 20-21.VIII.2016 roku, w ramach Dni Jordanowa, w Magistracie miała miejsce już tradycyjna, ale niecodzienna Wystawa Klocków Lego – LEGOWISKO Jordanów 2016. Animatorem tej wystawy był Pan Damian Wicher, zaś organizatorami i patronami medialnymi: LUGPol, Miasto Jordanów, MOK Jordanów, Inspiracja, Małopolska Organizacja Turystyczna, South Truck Trial oraz sucha24.pl. Przybyli wystawcy właściwie ze wszystkich stron kraju i zajęli aż dwa piętra naszego ratusza. A było czym!

Na parterze, w westybulu i salce USC rozmieszczono klockowy świat Gwiezdnych Wojen. Jako że jestem zaprzysięgłym fanem tego serialu, poszedłem zwiedzić tą ekspozycję na pierwszy ogień. Zwiedzających przed wejściem witał naturalnej wielkości droid R2D2 oraz złowrogi Lord Darth Vader. Potem było miejsce zabaw dla dzieciaków i… drugi droid – C-3PO, znów Darth Vader i Luke Skywalker. W sali USC pokazano kolorowy świat Gwiezdnych Wojen: modele pojazdów kosmicznych Imperium i Rebeliantów, kilka modeli Falcona Millenium, pole bitwy na mroźnej planecie Koth, w tym modele kroczących machin bojowych Imperium i pojazdów latających Rebeliantów. Następnie modele budynków i figurki głównych bohaterów filmu. No i oczywiście model Gwiazdy Śmierci miotającej promienie zagłady na planetę Aldeeran…

Na piętrze był kolejny plac zabaw dla dzieci, zaś w Sali Posiedzeń wystawa naszej pomniejszonej cywilizacji. Czego tam nie było? – trudno powiedzieć. Jako zaprzysiężonego fana kolei interesowały mnie przede wszystkim pojazdy szynowe, które jeździły po miniaturowych miastach. Szczególnie wzruszył mnie widok pociągu pancernego Śmiały

Poza tym były także modele samochodów i innych pojazdów oraz (działające!) modele różnych maszyn i urządzeń oraz – ognisty smok!

Wystawa przyciągnęła uwagę przede wszystkim dzieci, ale i dorosłych, którzy oblegali ją przez dwa dni. No cóż, wszak każdy dorosły kiedyś był dzieckiem…!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/08/gwiezdne-wojny-w-magistracie.html

Robert K. Leśniakiewicz

Piéta powróciła!

W dniu 1.VI.2016 roku, na swe stare miejsce powróciła rzeźba Piéty –  Matki Boskiej Bolesnej z ul. Gen. Maczka. Została ona odrestaurowana i ponownie polichromowana przez ekipę Pana Stanisława Tepra, który odwalił kawał dobrej roboty. Możemy zobaczyć to na załączonych zdjęciach.

Jak widać, rzeźba ta powstała w 1833 roku i jest jednym z najstarszych obiektów tego rodzaju w naszym mieście. Bardzo się cieszymy, że znów ta rzeźba stoi na swoim miejscu świadcząc o historyczności naszego miasta!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/06/pieta-powrocia.html

Robert K. Leśniakiewicz

O jordanowskim Rynku w… Rynku

W dniu 22.IV.2016 roku, w jordanowskim MOK miała miejsce prelekcja mgr inż. Stanisława Bednarza, która zatytułowana była „Przemiany Rynku jordanowskiego na przełomie XIX i XX wieku”, pod auspicjami Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej.

Prelekcja miała formę przewodnika po jordanowskim Rynku z przełomu wieków. Przedstawione zostały przede wszystkim wszystkie cztery pierzeje Rynku z najstarszą zabudową z drewnianych domów, które zdobiono na kilka różnych sposobów – wszak Jordanów ma szczególne miejsce na styku kultur i regionów. Należy także przypomnieć, że jordanowski Rynek jest największym – po rynku w Krakowie – rynkiem w Małopolsce. Już samo to decyduje o jego niezwykłości. Widać tu jego architekturze wpływy podhalańskie, myślenickie, orawskie, beskidzkie, a także i architektury żydowskiej. Przed II Wojną Światową Jordanów był zamieszkiwany przez liczne rodziny żydowskie, a 90% sklepów było w żydowskich rękach.

Pan Bednarz wspomniał powstanie wszystkich murowanych kamienic w Rynku – od budynku Kasy Stefczyka i Spółdzielni Praca i Oszczędność do budynków Ratusza i Sądu Grodzkiego, a także Plant i pokrywającej je zieleni miejskiej. Jordanowski Rynek jest najzieleńszym tego rodzaju placem w Małopolsce i znajdujący się na jego płycie park zwany Plantami (na wzór Krakowa) jest unikatem w skali kraju.

Prelegent opowiedział historię poszczególnych kompleksów domów, jak i domów pojedynczych – a każdy z nich miał swoją historię. Wspomniano o lokalizacji sklepów, lokali gastronomicznych, siedzib władz miejsko-gminnych i milicji/policji, ośrodka zdrowia i innych ważnych instytucji dla życia miasta i jego mieszkańców.

Pod koniec prelekcji Pani Janina Szczudło przekazała prezesowi Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej zdjęcie członków klubu sportowego „Partyzant”.

Na zakończenie głos zabrała Pani Burmistrz Miasta mgr Iwona Bilska, która odpowiadała na pytania związane z żywotnymi sprawami Miasta i jego mieszkańców, prosząc o szerokie społeczne konsultacje, które mają za zadanie usprawnić kierowanie pracą Urzędu Miasta. I na tym prelekcję zakończono.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/o-jordanowskim-rynku-w-rynku.html

Robert K. Leśniakiewicz

 

 

I kolęda poszła w dal…

 

W dniu wczorajszym, czyli 17 stycznia, o godzinach 18:00-19:00, w jordanowskim Domu Strażaka odbył się I Noworoczny Koncert Kolęd w wykonaniu Orkiestry Dętej OSP Jordanów oraz gościa specjalnego – Katarzyny Miśkowiec, która była uczestniczką VI edycji The Voice of Poland, a której popisy wokalne uświetniły tą imprezę.

Dopisała pogoda, bo była dokładnie taka, jaka powinna być w Święta i w karnawale: było zimno, padał śnieżek, a zza chmur od czasu do czasu wyglądał biały, styczniowy, mroźny półksiężyc. Dopisała także publiczność. Sala Domu Strażaka była zapełniona.

Po powitaniu wszystkich gości – a w szczególności seniorów-strażaków-orkiestrantów – nastąpiła właściwa część programu – koncert kolęd. Zaczęto od bożonarodzeniowej piosenki Binga Crosby’ego, Franka Sinatry i kilku innych pt. „White Christmas” Irvinga Berlina – hitu z amerykańskiego filmu „Świąteczna gospoda”, a potem już popłynęły polskie kolędy, które śpiewała Pani Miśkowiec i ludzie na widowni. Pani Miśkowiec ma ładny, mocny głos i uważam, że powinien być wykorzystany – osobiście słyszę ją w repertuarze jazzowym.

Orkiestra dała z siebie wszystko, by koncert był na poziomie i był na poziomie. To już nie te czasy, kiedy grało się „umpa-umpa” dwa marsze na krzyż, w tym jeden żałobny. Widać przede wszystkim to, że orkiestra odmłodniała i … jest w niej coraz więcej dziewcząt, które doskonale radzą sobie z instrumentami. Oczywiście także widać zmianę repertuaru – jest tu muzyka marszowa, popularna i sakralna – w tym kolędy – grane brawurowo i bez fałszów. Wielka w tym zasługa kapelmistrza …., całego zespołu i pieniędzy, które Orkiestra wreszcie dostała na swój rozwój. Trzymajcie tylko tak dalej!!!

I wreszcie przerywniki w postaci wierszy o nowym roku ks. Jana Twardowskiego czy Adama Mickiewicza – a wszystkie w interpretacji pani, która także prowadziła konferansjerkę. Recytowała pięknie i szkoda, że tak mało.

Mam nadzieję, że znów spotkamy się za rok w styczniowy wieczór by posłuchać i zaśpiewać polskie kolędy. No właśnie polskie, bo uważam, że – owszem, możemy słuchać amerykańskich, angielskich, francuskich czy nawet rosyjskich kolęd (są liryczne i piękne, jak stare romanse), ale takie właśnie koncerty powinno się zaczynać od kolędy „Bóg się rodzi”, a potem może być cudzoziemszczyzna. Dlaczego? – bo to polskie i nasze, bo nie jesteśmy jeszcze kolonią czy terytorium zależnym od USA, tak jak nie byliśmy 18 republiką Rad, więc powinniśmy zaczynać od polskiego poloneza, choćby z patriotycznego obowiązku! I mam nadzieję, że II Koncert zacznie się od niego, co daj nam Boże…

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/01/i-koleda-posza-w-dal.html  

 

Robert K. Leśniakiewicz     

Śpiewam radość wędrowania…

W dniu 19.VIII.2015 roku, w jordanowskim MOK odbyło się niezwykle ciekawe spotkanie z przewodnikiem beskidzkim, pisarzem i podróżnikiem i przedsiębiorcą – Panem Marcinem Leśniakiewiczem z Suchej Beskidzkiej. Marcin Leśniakiewicz wsławił się nade wszystko swym dziełem – bo tylko tak można nazwać jego monografię pt. „Babia Góra i okolice” (Sucha Beskidzka, 2015) – która jest przewodnikiem po obszarze Stowarzyszenia Gmin Babiogórskich. W tej chwili jest to biblia wszystkich miłośników Babiej Góry i Beskidów, turystów i wszelkiej maści wędrowców górskich.

W pierwszej części Marcin Leśniakiewicz opowiedział o tym, jak udało mu się zrealizować swój zamysł stworzenia uniwersalnego przewodnika, pisanie którego związane było z koniecznością odwiedzenia i opisania każdego z ponad 700 obiektów wymienionych w tekście! I właśnie w tym tkwi wartość tej pracy – jest ona niemal w 99,99% pisana w terenie, a nie zza biurka.

Tak już przy okazji, to wspomniał on o tym, że mieszkamy w jakiejś niejasnej krainie geograficznej zwanej Beskidem Makowskim. Nazwa ta – wydumana przez „mędrców” z Warszawy – zupełnie nie odpowiada rzeczywistości i już bardziej adekwatną byłaby nazwa Beskid Jordanowski… Należałoby tedy powrócić do dawnej nazwy Beskid Średni, co najbardziej przystaje do rzeczywistości! Podobnie jest z nazwami Maków Podhalański czy Bystra Podhalańska, które również nie pasują do beskidzkiego otoczenia, w którym się znajdują.

W drugiej części spotkania autor przedstawił nam swe fascynacje dwoma sąsiednimi krajami – Republiką Czeską i Słowacją, gdzie prowadzi także swe wycieczki. Bardzo ciekawym jest to, że zwiedza on te kraje (i inne też) „z buta” czyli per pedes apostolorum, na dalsze dystanse poruszając się środkami komunikacji publicznej. No i widzi i słyszy się to, czego nie da się ujrzeć i usłyszeć z kokpitu samochodu… A trzeba wiedzieć Czytelniku, że Marcin Leśniakiewicz zwiedza te miejsca, które są wpisane na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i takie, w których rzadko lub wcale przebywają tzw. „turyści masowi”. Jego sposób zwiedzania to wędrówka piesza i przemieszczanie się pociągami, autobusami czy busami, co pozwala na dokładne wyeksplorowanie zwiedzanej krainy. No i jest to o wiele tańsze, niż spędy 40- i więcej osobowe.

To dwugodzinne spotkanie dało mi pewność, że  żeby się dobrze bawić i odpocząć wcale nie trzeba jechać na Mauritius, do Tajlandii czy na Bali, a czasami największe i najciekawsze atrakcje czekają na nas w naszym kraju i w jego najbliższym otoczeniu.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/08/spiewam-radosc-wedrowania.html

Redakcja