historia

Katastrofy komunikacyjne kolejowe, drogowe i lotnicze w Beskidach

– wykład  Stanisława Bednarza i Roberta Leśniakiewicza w MOK  w dniu 26 kwietnia 20127 r.

 Przy wypełnionej sali  przedstawiciele Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej  Stanisław Bednarz i Robert Leśniakiewicz  przedstawili  historie spektakularnych katastrof  samolotowych, kolejowych i samochodowych w  Beskidach w tym szczególnie w okolicach Jordanowa.

Na wstępie Stanisław Bednarz  zaprezentował  13 katastrof kolejowych w latach 1883-2004. Oprócz tego omówiono incydenty na dużych spadkach szlaku kolejowego w Sieniawie, Kasinie Wielkiej, Spyrkówce koło Zakopanego, gdzie nachylenie sięga około 28‰.

Największe zainteresowanie wzbudziły katastrofa w Barwałdzie w 1944 roku, która zalicza się do największych w Polsce  gdzie zginęło 130 osób, przez długi czas była utajniona.

Wjazd elektrowozu na ulicę w Zakopanem  w marcu 1979 roku, ucieczka pustego  elektrowozu ze stacji Zakopane do stacji Lasek  i  przerażające zdarzenia na niestrzeżonym przejeździe pomiędzy Bystrą, a Osielcem.

Następnie kolega Robert Leśniakiewicz przedstawił katastrofy powietrzne omawiając m.in. incydent z balonem stratosferycznym w 1938 na Polanie Chochołowskiej, katastrofę Li-2 na Gruszowcu, katastrofę niemieckiego samolotu transportowego Ju-52 w okolicach Babiej Góry i wreszcie  słynną katastrofę AN-24 na Policy oraz szereg mniejszych katastrof małych samolotów i śmigłowców.

Na koniec Stanisław Bednarz przedstawił katastrofy samochodowe i autobusowe zwracając szczególna uwagę na mało znaną katastrofę ciężarówki z Jordanowianki w 1955 roku w Malejowej gdzie zginęły 2 osoby z Jordanowa, oraz spektakularną katastrofę autobusową w Oczkowie, gdzie dwa autobusy w krótkim czasie wpadły do Jeziora Żywieckiego. Prelekcja była bogato ilustrowana i spotkała się z ciepłym przyjęciem.

Redakcja

O Skawinie i jej związkach z Jordanowem

Dziś będzie o Skawinie, przeczytajcie bo, będzie o tym jak z powodu fluoru krowy padały na przednie nogi, o tym dlaczego prawdziwki w Jordanowie nie rosły, o prof Grodzińskim, o kawie zbożowej i piwie ze Skawiny .

Mój kalendarz – 653 lata temu Król Kazimierz Wielki, na mocy dokumentu z 22 maja 1364 r., ulokował Skawinę. Położenie było przygraniczne, bo na rzece Skawinka była granica z księstwem oświęcimsko-zatorskim. W „Księdze uposażeń diecezji krakowskiej” ( patrz wpis z 19 maja) Jana Długosza znajduje się informacja, że zamek w Skawinie został wzniesiony w przez Kazimierza Wielkiego. Nie ma po nim śladu poza szkicem i rekonstrukcjami.. W 1509 roku miał miejsce gigantyczny pożar.

Skawina była w posiadaniu benedyktynów tynieckich.. Na mocy układu rozbiorowego z 1772 roku Skawina i Tyniec znalazły się w składzie Galicji. Rozwój nastąpił z nastaniem kolei. W 1884 r. powstała węzłowa stacja kolejowa, z połączeniami do Krakowa, Oświęcimia i Suchej.. Wraz z tym następuje prawdziwy industrialny boom inwestycyjny. Powstają kolejno, między innymi: browar, który produkował do 1925 roku piwa ciemne i jasne w małych ilościach, rafineria nafty, Pierwsza Galicyjska Fabryka Wyrobów Kamionkowych i Szamotowych oraz Fabryka Środków Kawowych Henryka Francka i Synów, produkująca słynną kawę zbożowa Enrillo.

Po II wojnie światowej do wspomnianych zakładów dołączają jeszcze: Huta Aluminium i Elektrownia Skawina skąd płynie prąd do Jordanowa, Pod koniec lat 70. miała tam miejsce prawdziwa klęska ekologiczna, związana z produkcją aluminium w hucie. Podczas procesu uzyskiwania tego metalu z boksytów, dochodziło do nadmiernej emisji fluorowodoru co skutkowało skażeniem otaczających terenów. Pamiętam o osteoporozie nękającej ludzi oraz krowach w sąsiadujących z hutą wsiach, które padały na przednie nogi, o noworodkach z niezrastającymi się szwami na czaszkach, o skażeniu wód zamieraniu drzew. Pamiętam buńczuczna wypowiedź jakiegoś dygnitarza „że dzieci będą miały zdrowe zęby”. Sytuacja zmieniła się dopiero jesienią 1980 r., kiedy cenzura zelżała i „Gazeta Krakowska”, zaczęła zamieszczać obszerne artykuły.

W 1981 wydział elektrolizy zamknięto, natomiast huta zaczęła się zajmować wyłącznie przerobem złomu aluminiowego. Ogromną rolę z likwidacji huty odegrał prof. Władysław Grodziński, jeden z prekursorów ruchów ekologicznych w PRL. Był częstym gościem w Jordanowie u swojej ciotki nauczycielki Stefanii Grodzińskiej, która miała dom „Na Zakrętach”. Po zamknięciu huty w Jordanowie pokazały się wreszcie prawdziwki . Nie było ich od 1970 do 1981 roku.[1]

Opracował – Stanisław Bednarz

————————————-

[1] Nie tylko prawdziwki, ale i inne grzyby, które w ogóle są doskonałym wskaźnikiem czystości środowiska. Określam to zjawisko jako „postindustrialny powrót grzybów do środowisk” – nie tylko leśnych ale i polnych i parkowych (AiR).

Pół wieku temu…

50 lat temu w  nocy z 23 na 24.II.1967 r., o godzinie 22:50 wskutek wyładowania atmosferycznego wybuchł pożar kościoła w Jordanowie. W akcji brało udział 11 jednostek OSP. Dowodził nią Stanisław Leśniakiewicz i Józef Sulak. Olbrzymi wiatr zwany „orawiakiem” spowodował zagrożenie pożarowe dla całego miasta, spaleniu uległ dach kościoła. Pierwsze płomienie zauważyli pacjenci szpitalika w Jordanowie. W ostatniej chwili ksiądz proboszcz Franciszek Gryga zdołał wynieść Najświętszy Sakrament, obraz Matki Boskiej Jordanowskiej, kielichy i monstrancje. Jordanowska straż ciągnęła wężami wodę na dużą wieżę, ratując ją wraz z dzwonami. Stamtąd gaszono dach. Zniszczenia były ogromne – najbardziej zagrożona była główna nawa, której sklepienie nasiąkło wodą, co groziło runięciem na głowy wiernych masy cegieł, dachówek i reszty szkieletu konstrukcji dachu. Przyczyną wybuchu tego spektakularnego pożaru było  – uderzenie pioruna. I tutaj rzecz przeciekawa – to był tylko jeden piorun. Jeden! Wyładowanie atmosferyczne trafiło w sygnaturkę – niższą niemal o połowę od głównej dzwonnicy – a następnie spłynęło na dach i zapaliło jego więźbę, a następnie po drutach spłynęło do odległego niemal o 150 m już nieistniejącego transformatora obok Szkoły Podstawowej i go całkowicie przepaliło, co spowodowało, że całe miasto pogrążyło się w egipskich ciemnościach. Cała akcja ratowniczo-gaśnicza toczyła się po ciemku, a jedynym światłem były płomienie na dachu kościoła. Nie było jak zaalarmować strażaków z OSP Jordanów, bo z braku prądu nie działała syrena, więc alarmowano przy pomocy trąbki sygnałowej. Dzięki ofiarnej pracy  proboszcza, parafian udało się w niedługim czasie usunąć zgliszcza dachowe i zabezpieczyć sklepienie, pokrywając go prowizorycznie papą by nie rozmokło i nie runęło. Dzięki ofiarności parafian i Polonii z Chicago udało się w 1969 odbudować zniszczenia i odnowić wnętrze. Burze w zimie to rzadkość i zdarzają się średnio raz w roku. Ten rodzaj burz zwykle jest poprzedzony długo utrzymującą się odwilżą, która powoduje dość znaczne nagrzanie się gruntu. Jeżeli nad tak nagrzany grunt napłynie nagle zimne powietrze arktyczne to przypowierzchniowo nagrzane powietrze zaczyna się unosić. Tworzą się wtedy chmury burzowe. Burze zimowe powodują dużo mniej wyładowań jest ich niekiedy tylko kilka lub nawet jeden. Ale ten rodzaj zimowych wyładowań jest szczególnie niebezpieczny gdyż generowane są  tzw. wyładowania dodatnie. Na dowód mapa pogody.

Stanisław Bednarz

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2017/02/po-wieku-temu.html

Refleksja na Dzień Zaduszny

Dzisiaj jest Dzień Zaduszny. Wspominamy tych, którzy odeszli i są już po Tamtej Stronie. Pamiętamy o tych, którzy się nam zasłużyli – nam: Polsce, naszemu Narodowi i Krajowi. Pamiętamy także i tych, którzy dla tego Kraju i Narodu oddali swe zdrowie i życie. No, ale nie o wszystkich. Są bowiem żołnierze Armii Krajowej, o których nie chce się pamiętać. Są żołnierze, których wyklęto i skazano na niepamięć po raz wtóry, a ich grób – jak widać…

Pozostaje mi tylko zadać pytanie: czy Oni o taką Polskę walczyli?  Czy dla takiej Polski nadstawiali codziennie karku przez wszystkie lata okupacji niemieckiej? Jak widać, cała ta „wolna” Polska to tani blichtr i fasada, pod którą ukrywa się jeno fałsz, obłuda i hipokryzja…

Obłędne dążenie do rozliczenia przeszłości doprowadziło do kolejnego podziału Polaków – na tych prawdziwych i na tych z gorszego sortu. Tak więc znicze zapłonęły i warty harcerskie stanęły przy grobach żołnierzy Armii Krajowej (nie wszystkich), zaś nikogo nie było przy grobie żołnierzy radzieckich, którzy wyzwalali Jordanów spod niemieckiej (nie hitlerowskiej, nie nazistowskiej, ale właśnie niemieckiej – mówmy wreszcie otwartym tekstem!) okupacji. Podobno raziło to uczucia patriotyczno-religijne jakichś „najprawdziwszych z prawdziwych Polaków-ultrapartyjotów”.

Nie wiem, czy do tych „najprawdziwszych z prawdziwych” dociera, że gdyby nie ci, którymi tak pogardzają i których irracjonalnie nienawidzą, to ich dziadkowie i rodzice wyfrunęliby przez komin w Auschwitzu czy innym niemieckim koncentraku, a ich samych nie byłoby na świecie. Dla nich patriotyzm sprowadza się do plucia na Rosję, Polskę Ludową i „komunę”, bo to wkodowano im do mózgownic. Nie dociera do nich, że gdyby nie ta tak przez nich znienawidzona „komuna”, która dała Polakom szanse na rozwój i w miarę spokojne życie, to ci „patrioci” by „w bosu” paśli krowy u niemieckiego bauera albo rzępolili na skrzypeczkach u Żyda w karczmie, bo innego godziwego zajęcia by dla nich nie było. O nauce, studiach i starcie życiowym mogliby sobie tylko pomarzyć. I wreszcie nie dociera do nich, że gdyby nasi ukochani sojusznicy nie zdradzili Polski w czasie II Wojny Światowej, to może powojenna Polska wyglądałaby właśnie tak jak teraz: słaba gospodarczo, kapitał w obcych rękach, masowa emigracja za chlebem, wykluczenie społeczne, wielki margines biedy – i Polska jako jeden wielki śmietnik Europy rządzony przez wszystkich, ale nie Polaków… Takie polskie slumsy i favele obok pałaców namiestnikowskich zarządzających Polską szefów i dyrektorów koncernów.

Mój mistrz i mentor – Andrzej Zalewski – mówił niejednokrotnie o tym, że współczesny patriotyzm to nie tyle gotowość umierania za Ojczyznę – to może każdy, ale na pracy dla Niej dla dobra całego społeczeństwa. Przypomniałem te słowa, kiedy odsłaniano obelisk upamiętniający Jego osobę. A to był człowiek, którego trudno posądzić o prokomunistyczne przekonania!

Ale nie wszyscy dali się zwariować i pójść na lep wrzaskliwej pseudo-patriotycznej propagandy. Kiedy stałem przed grobami radzieckich żołnierzy, to podeszła tam także młoda matka z dwojgiem dzieci i wskazując na pomnik powiedziała: „Tutaj spoczywają radzieccy żołnierze, którzy przynieśli nam wolność w 1945 roku – pamiętajcie o nich”. Zapalili znicz i chwilę postali w ciszy. A to oznacza, że jeszcze nie wszyscy dali się ogłupić i zwariować…

Robert K. Leśniakiewicz

O Żydach Pod Basztą

Niedzielne popołudnia, dnia 21 sierpnia, obfitowało w wydarzenia kulturalne. Jednym z nich były prelekcje trzech historyków: mgr inż. Stanisława Bednarza, dr Grzegorza Miśkiewicza i dr Piotra Sadowskiego, którzy mówili na wspólny temat – mniejszość narodowa wyznania mojżeszowego w Polsce Południowej – ze szczególnym uwzględnieniem Jordanowa i okolic.

Okazuje się, że żydowska mniejszość narodowa w Jordanowie była stosunkowo późnym „nabytkiem” naszego miasta – wcześniej wpadali tutaj na jarmarki obchodni handlarze czy też komiwojażerowie, ale to było wszystko. Dopiero za cesarza Józefa II sytuacja się zmieniła i Żydzi zaczęli się osiedlać i w naszym mieście. Powstała synagoga, cmentarz czyli kirkut, rytualna łaźnia, no i gmina miała swego rabina.

W XIX wieku żydowska ludność Jordanowa zaczęła na dobre wrastać w społeczność miasta – powstawały sklepy, sklepiki i zakłady usługowe. Żydzi byli marnymi rolnikami, więc ich działalność poszła w handel i usługi oraz wytwórczość. Mijały lata. Społeczność żydowska rozrastała się i miała ważki wpływ na życie miasta.

A potem przyszła II Wojna Światowa, niemiecka okupacja i Holokaust. Jordanowscy Żydzi zostali zamordowani przez Niemców przy dzisiejszej DK 28 przy potoku Strącze.

Dzisiaj pozostał po nich tylko kirkut pieczołowicie restaurowany przez ekipę dr Miśkiewicza, który ma liczne kontakty z Żydami zamieszkałymi w USA, o czym mówił on w swym wystąpieniu.

Dr Sadowski mówił na temat ogólnej charakterystyki ludności żydowskiej w Małopolsce.

Temat jak widać był bardzo ciekawy i na swój sposób poruszający, wnoszący wiele nowych elementów do historii naszego miasta i okolic. Dowiedzieliśmy się m.in., że w Rabce, w willi „Teresa”, istniała szkoła Policji Kryminalnej i SD, której komendantem był SS-Untersturmführer Wilhelm Rosenbaum – sądząc po nazwisku, najprawdopodobniej z pochodzenia Żyd… – nie pierwszy i nie ostatni w służbie Hitlera.

Ciekawostką jest, że tejże samej szkole uczyli się także ukraińscy oprawcy z 14. Dywizji Grenadierów SS – 1. Ukraińskiej (SS-Galizien) i innych ukraińskich jednostek wojskowych w służbie III Rzeszy, którzy zasłynęli swym okrucieństwem i bezwzględnością wobec Polaków m.in. w Powstaniu Warszawskim i innych miejscowościach na terytorium okupowanej Polski. Zbrodni tych, podobnie jak wielu zbrodni OUN-UPA nie rozliczono do dnia dzisiejszego.

Jak widać, historia naszych ziem kryje niejedną – jakże ponurą – tajemnicę…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/08/o-zydach-pod-baszta.html

Robert K. Leśniakiewicz

Promocja małego przewodnika

W niedzielne popołudnie 21 sierpnia br., w Galerii Pod Basztą miało miejsce ciekawe wydarzenie kulturalne w naszym mieście. Została dokonana prezentacja opracowania Pań Wiktorii Leśniakiewicz i Katarzyny Wilczak pt. „Jordanowskie miejsca pamięci – mały przewodnik” (Jordanów 2016) w którym opisano i pokazano co bardziej i mniej znane miejsca wiążące się z osobami i wydarzeniami historycznymi.

Obie Autorki w swych wystąpieniach opowiedziały o inspiracji do napisania tego przewodnika, a która wyniknęła ze szkolnego projektu edukacyjnego, przeprowadzonego w Zespole Szkół im. Wojska Polskiego w Wysokiej k./Jordanowa. Projekt ten polegał na dotarciu i zapoznaniu się przez uczniów z historią miejsc zasługujących na pamięć w rejonie miasta i gminy Jordanów. Tak właśnie powstał pomysł przewodnika.

Autorki podkreśliły także i to, że przewodnik ten powstał z pobudek patriotycznych i – co może jest w tym najważniejsze – by czas i niepamięć nie zatarły pamięci o tych osobach, miejscach i wydarzeniach. Pamięć ludzka jest ulotna, zawodna i łatwo ulega różnym wpływom, które ją zaciemniają, zmieniają czy wręcz wypaczają, nadając wydarzeniom inny – czasami nawet przeciwstawny sens.

No i patriotyzm lokalny. Nasza Mała Ojczyzna ma się czym pochwalić i ma co pokazać. Dlaczego mamy być gorsi od Brytyjczyków, Francuzów czy Włochów? Dlaczego nie mamy być dumni z tego, co mamy, czego dorobiliśmy się przez te czterysta lat istnienia miasta? Uważam, że powinniśmy wreszcie przestać odczuwać jakiś kompleks niższości w stosunku do innych „ludów” Europy. I dlatego takie inicjatywy, jak obu Autorek należy popierać i promować w miarę naszych możliwości!

Obie autorki przekazały swe honorarium na rzecz Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej, za co im bardzo serdecznie dziękujemy!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/08/promocja-maego-przewodnika.html

Redakcja  

NA SPYTKA JORDANA

 

Niechaj narodowi wżdy postronni znają,

że był taki koleś, co o nim godają,

co mądry był i rozmawiać umiał,

a jego obrotnością wielką władzę zdumiał,

tak że szef Zygi dał mu papiery,

by naraz działał ze swej kozery!

Taki to ziomal czasów dawniejszych,

że dzisiaj spotka się już tylko mniejszych,

Na laurach nie siedział, choć siadać już lubił,

bo rzeczy piękne podziwiać lubił –

a że rynków mało, to mu się zachciało

wybudować jakiś, gdyby tak się dało…

i stanął nad dróg wszelkich rozstajem,

otworzył piersiówkę, zapalił był faję,

mocą ducha świętego i dymem kadzony,

zaśmiał się głośno myślą uraczony:

‘Dyć ja połączyć swe pomysły mogę,

postawię tu miasto, co przetnie każdą drogę,

i handel tu zakwitnie, ludzie będą radzi,

nawet parę dębów gdzieniegdzie się posadzi,

nazwisko tak uchowam na kartach historii,

i niechże miasto kwitnie, a ród będzie w glorii’.

Historia lud bogaci jak ciżbę ludzie duchem,

gdy jedni prawią słowem, drudzy bystrym uchem,

gdy biedny człowiek taki skarb odrzuci,

nigdy nie zmądrzeje, a się wiecznie kłóci,

nie dziwota zatem, że mu życie ciężkim,

jest maluczkim, choć mógłby być wielkim.

 

Tomasz Małecki