Turystyka

Dni Jordanowa: Legowisko 2017

Już stało się tradycją, że w czasie Dni Jordanowa mamy ekspozycję konstrukcji z klocków Lego, której animatorem jest Pan Damian Wicher.

W tym roku w jordanowskim Legowisku uczestniczyło 40 wystawców z różnych stron kraju. Tym razem ekspozycja zajęła aż dwa piętra naszego Magistratu. Lejtmotywem był świat Wojen Gwiezdnych – na parterze, w pomieszczeniach USC oraz pomniejszony obraz naszej cywilizacji na Sali Obrad.

Jeżeli idzie o Wojny Gwiezdne, to poza znanymi już modelami kosmicznych pościgowców i myśliwców doszły jeszcze całe kompanie szturmowców Imperium oraz model kosmicznego krążownika Imperium. Poza tym modele robotów R2D2 i C-3PO naturalnej wielkości, różne warianty postaci złowrogiego Darth Vadera. Ale najbardziej finezyjnym jest figurka jakiegoś szturmowca Imperium siusiającego w toalecie! No bo ktoś słusznie postawił pytanie: jak takie potrzeby załatwiało się w pełnej zbroi?

Do tego wszystkiego były modele marsjańskich łazików w różnej skali, które nawet jeździły strasząc małe dzieci. Te ostatnie najlepiej bawiły się w hallu konstruując różne rzeczy z klocków.

Mnie osobiście najbardziej podobała się dżungla z różnymi potworami, trollami itp. wytworami naszej wyobraźni. Ta ekspozycja zajmowała ogromną powierzchnię i stanowiła mieszaninę kształtów i barw. Czegoż tam nie było! Poza drzewami i inną wegetacją ustawiono tam ruiny jakby dawnych zamków czy innych budowli, a w nich straszące duchy, widma i kikimory. Wyglądało to wszystko naprawdę „zgroźnie”.

Poza tym było także moje ulubione miasteczko z modelami pociągów, modele różnych pojazdów oraz rzecz niezmiernie ciekawa – ekspozycja mobile z klocków lego – ruchomych instalacji przypominających dawne rojenia o perpetuum mobile.

Wystawa przyciągnęła uwagę przede wszystkim dzieci, które oglądały ją z uwagą, fotografując i filmując, co tylko się dało – no bo i było co. Okazuje się, że te wszystkie konstrukcje są wyłaniane w toku co miesięcznych konkursów i na naszej wystawie prezentowane są te najlepsze!

Pan Wicher marzy o tym, by w Jordanowie była stała ekspozycja LUGPol-u otwarta przez cały rok, co byłoby mocnym punktem w trakcie zwiedzania naszego miasta, no bo skoro Inwałd ma miniatury i Dinopark, Kraków swe muzea i zabytki, Wieliczka i Bochnia swe żupy, to Jordanów mógłby mieć swe Muzeum Klocków Lego czy coś w tym rodzaju. Można by dogadać się z Duńczykami i zrobić coś naprawdę fajnego dla dzieci i… niektórych dorosłych!  Pomysł świetny, więc dlaczegóżby go nie zrealizować?

 

Fotki i filmik – http://grzybypl.blogspot.com/2017/08/dni-jordanowa-legowisko-2017.html

R.K.F. Leśniakiewicz 

Reklamy

Spacer do Szamballi

Ta niedziela była cudowna – wprawdzie zaczęła się przymrozkiem do -1°C poza miastem i -0,8°C w mieście, ale ogniste, ostre, jaskrawe jesienne słońce szybko podniosło temperaturę powietrza do +12°C, i koło południa zrobiło się bardzo przyjemnie.

Wybraliśmy się tedy na Amfiteatr – to góra położona pomiędzy Bystrą Podhalańską a Cioskiem. Nazwa bierze się stąd, że przypomina ona ogromny amfiteatr otwarty od wschodu. Porośnięty jest brzozami, w których można upolować (Kanadyjczycy o zbieraczach grzybów mówią „mushroom hunters”) jakiegoś koźlarza…

Koźlarzy nie było, ale za to były różnego rodzaju bedłki i poza nimi także kanie czy czubajeczki (ja ich nie rozróżniam i nie zbieram), poza tym różne grzyby nadrzewne i opieńkowate, ale… ale nadal opieniasów ni słychu ni dychu!

Na szczycie Amfiteatru – niespodzianka. Ania znalazła wielkiego koźlarza, ale zostawiliśmy go na rozsiew. Podobnie zrobiliśmy z napotkanymi podgrzybkami. Jednakże w drodze powrotnej udało się nam złapać dwa piękne okazy poćca – i ten wzięliśmy do domu.

Naprawdę udała się nam pogoda. Przepiękne krajobrazy tej jesieni – cudowne widoki na moje ukochane Beskidy, zupełnie jak z tybetańskich legend o Szamballi – błogosławionej krainie, którą odwiedzali wielcy tego świata: Jezus z Nazaretu, Paspa, sułtan Baber oraz święci lamaiccy i buddyjscy. To właśnie stamtąd przybyli do Betlejem trzej Mędrcy ze Wschodu… Popatrzcie na te zdjęcia – czyż nie są to przepiękne okolice? W takim pięknym otoczeniu człowieka mimowolnie ogarniają jakieś mistyczne nastroje…

Cisza aż kłuje w uszy i tą ciszę niebieskich przestrzeni przerywają od czasu do czasu krakanie kruków, skwir jastrzębi i dochodzące z wysoka pomruki silników stratolinerów, które przypominają nam o naszej cywilizacji…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/spacer-do-szamballi.html

Robert K. Leśniakiewicz

Grzybobranie we mgle na koniec lata

No i mamy koniec klimatycznego lata, które nie było aż takie złe, jak to się nam wydawało. Było jednym z najlepszych w ostatnim ćwierćwieczu – jak mniemam! Oczywiście korzystając z wyżowej pogody pognałem z samego rana w lasy Na Podlaskach i stoku Cioska.

Pogoda była cudowna, choć mglista – widzialność jakieś 20 m, a i temperatura niezbyt zachęcająca – tylko +7,1°C. Ale na górze widać już było lachy niebieskiego nieba, więc grzechem byłoby nie pójść.

Na Podlaskach oczywiście nazbierałem pół koszyka maślaków ziarnistych i sitarzy. To są takie „grzyby awaryjne”, które się zbiera, jak w lesie nie ma czegoś lepszego. Potem znalazłem całą masę najrozmaitszych koźlarzy: topolowych, czerwonych, brązowych, białych, białawych i szarozielonych. Do tego podgrzybki: brunatne i zielone zajączki. Poza tym kilka prawdziwków – dość pogryzionych i zaledwie kilka kurek – te ostatnie mogłem policzyć na palcach jednej ręki. Za to obrodziły kolczaki obłączaste i pojawiły się także poćce.

W sumie po 40 minutach zbierania miałem pełny koszyk. Podziwiałem czarcie kręgi z kolczaków i mleczajów, które obrodziły nad podziw tego roku.

A teraz o tym, co mnie naprawdę irytuje w lesie – są to pseudo-grzybiarze, którzy rozwalają grzyby, których nie zbierają czy które są niejadalne z innych względów. Takich bym po prostu wieszał!

Pogoda wyrobiła się, mgła znikła i temperatura szybko poszła w górę – o godzinie 10:00 mamy już +20°C i neapolitańskie niebo nad głową. Jak na pożegnanie lata, to jest cudownie!

A jutro już jesień…

Fotki – http://grzybypl.blogspot.com/2016/08/grzybobranie-we-mgle-na-koniec-lata.html

Robert K. Leśniakiewicz

Nowa książka o Jordanowie

 

W najbliższym czasie ukaże się praca dwóch autorek – Pani Wiktorii Leśniakiewicz i Pani Katarzyny Wilczak pt. „Jordanowskie miejsca pamięci – mały przewodnik”, wydany nakładem Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej, Stowarzyszenia Aktywizacji Społecznej i Obywatelskiej Inspiracja przy współfinansowaniu banku Spółdzielczego w Jordanowie.

Praca ta obejmuje co bardziej znane miejsca pamięci naszego miasta i okolicy – wszak Jordanowszczyzna jest nader ciekawym historycznie miejscem, w której zamieszkiwali ludzie wielkiego formatu, którzy oddali naszemu miastu i tej ziemi swe życie, wiedzę i niejednokrotnie swe własne środki materialne…

Nasze miasto i Ziemia Jordanowska to także dwie wojny światowe, epidemie i inne klęski elementarne, po których pozostały pomniki, groby i cmentarze. To walka o wolność z niemieckim okupantem. To pomniki żołnierskie i partyzanckie, które są czasami – niestety – dewastowane czy przysypywane śmieciami…

Temu wszystkiemu jest poświęcona ta praca, która wkrótce będzie dostępna dla Czytelników.

Redakcja

Pierwszy foczy szczeniaczek na Helu

W dniu przedwczorajszym, w helskim Fokarium przyszedł na świat foczek – synek Bubasa i Undy Mariny! Maluszek ma się dobrze i dokazuje – można go obserwować całodobowo na stronie: https://www.youtube.com/watch?v=jEIyIAIvVSk.

Czekamy na dalsze focze szczeniaczki, których imiona w tym roku zaczną się na literę „O”.

Robert K. Leśniakiewicz

Pańska Ława wróciła!

Skawa, Skawa na Skawie Pańska Ława… – tak można by zaśpiewać na znaną ludową nutę. Zmyta parę lat temu przez powódź, dzisiaj powróciła na swe stare miejsce!

Było jej nam brak – mieszkańcom Jordanowa i Bystrej oraz turystom idącym Głównym Szlakiem Beskidzkim, bo trzeba było nakładać drogi i iść jakieś 2 km sztreką. Wprawdzie po torach pociągi jeżdżą raczej nader rzadko, ale jeżdżą, ergo wypadek jakiś zdarzyć się może…!

Tak czy owak – widać, że ktoś wreszcie ruszył głową i pomyślał o nas i o nich. No i grzybiarze też się ucieszą, bo będą mieli łatwiejszy dostęp do bystrzańskich lasów i vice-versa.

Tak już nawiasem mówiąc, to za naszego życia jest to piąta – tak, już piąta! – Pańska Ława! Najpierw była porządna, drewniana. Potem już metalowe, a ostatnią z nich zniosła woda wielkiej powodzi w 2010 roku. Teraz będzie – mam nadzieję – od 2016 przez czas jakiś do kolejnego powodziowego kataklizmu.

Tak zatem z optymizmem patrzmy na kolejny przejaw troski o mieszkańców i turystów.

Robert K. Leśniakiewicz

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/02/panska-awa-wrocia.html

Most, pociąg i „balunio”

W czasie ostatnich wojaży po kraju mam okazję zobaczyć, że jednak coś w nim się dzieje, coś się robi mimo powszechnego zastoju czosnkowo-cebulackiego. Niedawno wspomniałem o tym, że most na Białce w Juszczynie wreszcie zostaje odnowiony i naprawiony. I rzeczywiście – jest on malowany i odnawiany, a poprzez niego jeżdżą pociągi! Udało mi się to nawet sfotografować!!!

Drugą ciekawostkę ujrzałem w Krakowie. Jadąc do domu koło Mostu Dębnickiego ujrzałem coś, co zrazu wydawało mi się być UFO. Ale nie, to nie było UFO, ale aerostat o znakach SP-BNV, który od kilkunastu lat unosi się nad Krakowem. I słusznie – przynajmniej jest to polski balon, a nie niemiecki czy austriacki sterowiec!

Co jeszcze ciekawego zobaczymy w te wakacje?

Zdjęcia – http://www.grzybypl.blogspot.com/2015/07/most-pociag-i-balunio.html