Sprawy niesłychane

Atak zimy i wilcza pełnia

Listopad tego roku upodobnił się do listopadów z lat 60. ubiegłego stulecia, kiedy to zima zaczynała się właśnie w tym miesiącu i to czasami już na Wszystkich Świętych.

Tym razem zima przyszła 3.XI, kiedy to temperatura zaczęła spadać, i 4-go osiągnęła poziom -3,8°C. spadł także śnieg, który dał wodę w ilości 1,04 l/m². Potem były dwa dni przerwy i 6.XI znów zaczęło padać deszczem ze śniegiem – przy temperaturze +8,8°C, która w ciągu dnia poszła w dół, bo wiatr z południowego wykręcił się na północno-zachodni, przeszedł front chłodny i 8.XI temperatura nocna spadła do -3,8°C. Dnia 9.XI zaczął padać deszcz ze śniegiem, a w następne dni śnieg. 12 i 13.XI minusowa temperatura była przez cała dobę, zaś w nocy 14/15.XI spadła aż do -8,1°C. W dniu 15.XI wiatr wykręcił się na południowy, a temperatura poszła w górę, a ciśnienie z wartości 1016 hPa w dół, i znów z południa powiało ciepłem, a z zachodu nadciągają opady śniegu i deszczu ze śniegiem…

Noc 14/15.XI była nocą „wilczego księżyca”, superpełni, kiedy to Srebrny Glob zbliżył się do Ziemi na odległość 356.512 km* o godzinie 12:23 CET. Jego wielkość na niebie zwiększyła się o 14%, zaś jasność o 30%. I faktycznie – noc była bardzo jasna, aczkolwiek około godziny 22-giej nadeszła mgła, która zestaliła się w godzinach przedporannych, w związku z czym udało mi się sfotografować zachodzący Księżyc. Tak jasny Księżyc był w 1948 roku!

Poza tym przed wschodem Słońca jest widoczny doskonale Jowisz w konstelacji Panny (13° Wagi) jako obiekt o jasności -1,29 mag.

Robert K. Leśniakiewicz

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/11/atak-zimy-i-wilcza-penia.html

————-

*- Średnia odległość wynosi 384.400 km.

Kamienne kule we fliszu karpackim w Polsce

 

mgr inż. Stanisław Bednarz,

mgr Piotr Kargul,

inż. Robert K. Leśniakiewicz

 

Wstęp

 

Niniejszy artykuł ma charakter popularno-naukowy mający na celu przybliżenie pewnych ciekawostek  związanych z osadami fliszowymi Karpat Zewnętrznych i nie aspiruje do miana publikacji naukowej. Dlatego też nie będzie odnośników do literatury źródłowej,  terminologia będzie uproszczona aby była przystępna dla osób nie będących geologami, powoływanie się na autorów będzie zamieszczane w tekście.

Na początku należy wyjaśnić ze flisz karpacki to naprzemianległe zespoły piaskowców, zlepieńców, mułowców, łupków ilastych dużych miąższości do kilku tysięcy metrów sfałdowane  i nasunięte na swoje przedpole w wyniku sfałdowań w miocenie. Te wielokrotne struktury fałdowe nachylone w kierunku  północnym  i częściowo  oderwane od starszego podłoża bywają zwane płaszczowinami. Uogólniając, na terenie między Krakowem (konkretnie pograniczem Libertowa i Gaju), a Nowym Targiem wyróżniamy płaszczowiny podśląską, śląską, magurską. W  bardziej  wschodnich częściach Karpat wyróżniamy jeszcze płaszczowiny przedmagurską (dukielską) i skolską. Utwory fliszowe powstały w wyniku działalności prądów zawiesinowych podczas przemieszczania grawitacyjnego osadów piaszczystych i frakcji drobniejszych ze strefy płytkiej po skłonie kontynentalnych w strefy głębokiej oceanu. Następnie ulegały diagenezie, to znaczy scementowaniu spoiwem krzemionkowym, wapiennym lub ilastym i ostatecznie fałdowaniu. Fałdowanie i nasunięcie na przedpole było generalnie wynikiem nacisku płyty afrykańskiej i towarzyszącym jej  niewielkim fragmentom kontynentalnych (terrany) na płytę europejską. Wiek utworów fliszowych w Karpatach to Dolna Kreda – najwyższy Paleogen. Dla pełnego zobrazowania musimy wspomnieć że utwory fliszowe w mniejszym lub większym stopniu  towarzyszą wszystkim górom  powstałym orogenezie alpejskiej (np. Kaukaz, Alpy, Pireneje). Wyróżniamy flisze piaskowcowe, piaskowcowo-łupkowe rytmicznie ułożone, czy też o przewadze łupka gdy dostawy materiału ze strefy płytkiej ustawały. Ufff… – przebrnęliśmy przez wstępne szczegóły, ale bez nich dalsze czytanie artykułu byłoby utrudnione.

Szare masy fliszowe dla większości geologów lubiących efektowne skamieniałości lub dobrze wykrystalizowane minerały jest nieciekawy. Dużych skamieniałości prawie brak. W warstwach łupków wierzowskich płaszczowiny śląskiej koło Bugaja znaleziono (kilka!!!) amonitów kredowych, w łupkach menilitowych płaszczowiny śląskiej w Karpatach wschodnich trafiają się odciski ryb. Trzeba być wielkim szczęściarzem aby je znaleźć. Niekiedy w tzw. warstwach inoceramowych można znaleźć fragmenty muszli małża Inoceramus. I to z grubsza tyle.  Okruszcowanie miedzią lub manganem  występuje rzadko w utworach ilastych i ma charakter rozproszony nieciekawy dla oka. Z ciekawostek pozostały obfite ślady pełzania bezkręgowców odciśnięte na spodnich ławicach piaskowców w postaci negatywów. Te ślady nazywane są hieroglifami, gdyż w okresie gdy je odkryto nie umiano określić ich genezy, przypominały hieroglify egipskie, stąd nazwa. W potoku Chrobaczanka  w partiach wzniesienia Przykiec koło Jordanowa występują obficie. Pozostały jeszcze duże otwornice zwane numulitami, ale te „duże” otwornice są maksymalnie wielkości ziaren jęczmienia. Szare masy piaskowca urozmaicają smugi zielonych, czerwonych, niebieskich lub czarnych łupków w przypadku, gdy warunki w basenie były redukcyjne. Spotyka się pojedyncze skałki wapienne które przypadkiem wraz z materiałem piaszczystym dostały się do osadów fliszowych lub zostały oderwane od podłoża (np. Skałka Andrychowska, Skałka z Bachowic, czy też w Leśnicy). We wspomnianym Bugaju koło Kalwarii Zebrzydowskiej występuje skałka granitowa będąca tzw. porwakiem tektonicznym oderwanym od starszego podłoża. Wykorzystywano ją przy budowie linii kolejowej Skawina-Sucha. Warstwy fliszowe wschodnich Karpat fliszowych są źródłem ropy naftowej i gazu ziemnego w umiarkowanych ilościach, ale to już problematyka złożowa.

Dużą atrakcją Karpat Fliszowych są zgrupowania form skalnych lub pojedyncze ciekawie ukształtowane skałki. Najefektowniejsze są koło Ciężkowic tzw. „skamieniałe miasto”, tzw. „skały Prządki” koło Krosna, czy też skałki Żurawnicy koło Suchej Beskidzkiej. Efektowne formy skałkowe tworzą się najczęściej na wychodniach gruboziarnistych podatnych na modelowanie z warstw istebniańskich i ciężkowickich. Dodajmy  jeszcze rozległe stare formy osuwiskowe będące ostojami przyrody ze względu na trudną dostępność, jak i nieliczne  jaskinie szczelinowe. No cóż niewiele jak na tak wielki obszar, ileż więcej ciekawostek mineralogicznych i paleontologicznych niosą kieszonkowe Pieniny, Góry Świętokrzyskie, Wyżyna Krakowsko-Częstochowska czy też Sudety. Dlatego każda nowa ciekawostka uatrakcyjnia nam monotonie fliszu karpackiego. Tą ciekawostką jest obecność form kulistych.

  1. Wietrzenie kuliste we fliszowych skałkach karpackich

Ponieważ zmierzamy do problematyki kul kamiennych kolejnej ciekawostki w utworach fliszowych musimy przejść przez problematykę tzw. wietrzenia kulistego form skalnych. Wychodnie piaskowców ukazujące się na powierzchni narażone są na działanie zróżnicowanej  temperatury, wiatru, nasłonecznienia, wody. Są to tzw. procesy wietrzenia fizycznego. W obszarach o dużych zróżnicowaniach temperatur dobowych może ono  występować w dwóch formach: rozpad ziarnisty na skutek różnej rozszerzalności cieplnej oraz wietrzenia skorupowego (łuszczenie się skały), czyli odrywanie przypowierzchniowej warstwy skalnej, która była najbardziej narażona na wahania temperatury. Wspomniane złuszczanie (eksfoliacja) likwiduje krawędzie wychodni zaokrąglając je prowadzi to w rezultacie do tzw. wietrzenia kulistego. Uatrakcyjnia to formy skalne fliszowe formując je w baszty, ambony, grzyby.

Będąc przy tym temacie wspomnijmy o pewnej ciekawostce. Jeden z autorów tego opracowania jako bardzo młody pracownik nauki uczestniczył w badaniu różnic temperatur dobowych skałek w Ciężkowicach. Musiał on nosić  drabinę i co godzinę przez 2 doby mierzyć temperaturę na powierzchni  górnej 10 metrowej skałki. W tym czasie towarzyszący mi adiunkt spał smacznym snem wykorzystując pasje młodego. Ale w rezultacie przydało się to. Formy skalne są doskonałym miejscem dla pasjonatów geoturystyki to jest działu turystyki zajmującej się poznawaniu obiektów i procesów geologicznych. Ale my wracajmy do form kulistych. Przykład kulistego wietrzenia to przykład gdzie zjawisko nadawania kształtu kulistego następuje po diagenezie i wydźwignięciu wychodni na powierzchnię. Przy czym kuliste wietrzenie nie prowadzi nigdy do powstania idealnych kul, notuje się tylko zaokrąglanie powierzchni, czyli jest procesem post-sedymentacyjnym. Nie wszystkie rodzaje skał fliszowych poddają się modelowaniu kulistemu np. piaskowce magurskie budujące centrum Jordanowa nigdy nawet w odsłonięciach nie wietrzeją kuliście. Formy skalne zbudowane z tego piaskowca w innych częściach Karpat są w ogromnej części kanciaste. Odgrywa tu rolę system spękań ciosowych wzdłuż których odbywa się oddzielenie fragmentu.

  1. Kulistość konkrecyjna

 

 Innym rodzajem form kulistych  jest kulistość konkrecyjna. To znaczy, że wokół jakiegoś minerału, okruchu, narasta stopniowo koncentrycznie osad o innym składzie chemicznym niż skała macierzysta. Takie konkrecje kuliste mogą powstawać w trakcie diagenezy czyli cementowania osadu lub po niej. Przykładem konkrecji tego typu może być np. sferosyderyt lub konkrecje fosforytowe. Skupienia minerału żelazistego o formie owalnej zwane sferosyderytami występują także we fliszu karpackim szczególnie w warstwach istebniańskich  o wykształceniu łupkowym i były np. koło Kukowa przedmiotem eksploatacji górniczej. Przybierają formy zbliżone do kul lub dyskoidalne są łatwo rozpoznawalne gdyż różnią się składem chemicznym od warstwy macierzystej.

  1. Formy kulisto podobne i dyskoidalne pochodzenia wirowego we fliszu karpackim

W roczniku PTG  z 1956 roku wybitni geolodzy karpaccy  Stanisław Dżułyński, Andrzej  Radomski i Andrzej Ślączka opisują w artykule „Utwory wirowe w łupkach fliszowych Karpat” nagromadzenia form wielkości do 30 cm o kształcie elipsoid obrotowych tkwiące w łupkach przejściowych pomiędzy warstwami menilitowymi i krośnieńskimi w Besku koło Rymanowa. Przypisują im pochodzenie związane z działalnością  prądów wirowych  towarzyszących prądom zawiesinowym. Potwierdza to ich kształt zbliżony do elipsoid obrotowych. Dla nas ważne jest że nie są to ani konkrecje ani formy wietrzeniowe gdyż powstały równocześnie z formującym się osadem  jak również fakt że zbudowane są z drobnoziarnistego piaskowca. Ale też zwracamy uwagę że nie są to formy idealnie kuliste o, których będzie mowa w dalszej części publikacji. Jest to jedyna praca, która dokładnie zagłębia się w genezę opisywanych form.

  1. Formy kuliste w Kysuckim regionie w Słowacji

Jeden z autorów  (R. Leśniakiewicz) dzięki współpracy ze słowackim uczonym dr Milošem Jesenským uczestniczył w wycieczce do kamieniołomu Vyšne Megonki  położonego w Kysuckim Parku Krajobrazowym, praktycznie tuż przy  granicy z Czechami. Kamieniołom ten położony jest w górach zwanych Jawornikami zbudowanymi z utworów fliszowych zbliżonych swą pozycją do piaskowców magurskich strefy raczańskiej płaszczowiny magurskiej wieku Eocen Górny. Noszą one lokalną nazwę piaskowce bukowieckie od miejscowości Bukowiec koło Jabłonkowa, gdzie po raz pierwszy opisano taką kulę. Po wielokrotnych odstrzałach  z górotworu  sypały się kule piaskowcowe o średnicy 30-310 cm, a podejrzewa się że są i większe. Ogółem zarejestrowano około 25 dużych kul, waga największych przekracza 30 ton. Kule te były znane mieszkańcom regionu od około 1995 roku, część z nich przedostawała się do pobliskiego potoku. Znajdowane są one w pasie o długości 15 km i szerokości 500 m pomiędzy miejscowościami Klokočov i Milošova. Niektóre z nich przetaczały się z części wierzchowinowej na stronę czeską. Największe ich skupisko położone jest  w warstwie około 1-2 m pod powierzchnią terenu w bardzo wąskim pasie. Potwierdzałoby to fakt, że powiązane są z jedną lub kilkoma ławicami piaskowcowymi. Pojedyncze znaleziska notowano także koło osady Hlavica , Jelitov , Kornica i  w Rakovej na łące Kopcisko.  Kule zbudowane są ze zbitego piaskowca na powierzchni drobnoziarnistego  czyli nie różnią się  strukturą od otaczających ławic piaskowca. Nie są więc to formy konkrecyjne. Również nie można im przypisać charakteru wietrzeniowego gdyż po odstrzałach odpadały od skalistej calizny nie dotkniętej procesami wietrzeniowymi. Formy są idealnie kuliste lub nieco elipsoidalne i ich geneza niewątpliwie współczesna procesom formowania się ławic piaskowca pozostaje do dziś niezbadana. Znamienne jest to, że odsłonięta świeżo kula ma idealnie kulisty kształt, a narażona na długotrwałe oddziaływanie temperatury, słońca, wody, wiatru czyli wietrzenia nie jest już tak efektowna. Wysuwano różne hipotezy jak pochodzenie wiązane z działalnością ludzką, jaja dinozaura, ale niewątpliwie są to formy ukształtowane na etapie diagenezy czyli cementacji luźnych osadów piaszczystych. Stanowisko to traktowane jest na Słowacji jako wielka ciekawostka geoturystyki i ma status  zabytku przyrody nieożywionej. Brak na tą chwilę w literaturze fachowej artykułu tłumaczącego genezę tego typu form.

Podobny charakter mają również  identyczne z wyglądu formy kuliste w piaskowcu fliszowym kaukaskim w Czeczeni. Istnieją tu bardzo duże podobieństwa do stanowiska z Kysuc. Po pierwsze notowane są z grubo ławicowych piaskowców o charakterze fliszowym paleogeńskich  będących osłoną fliszowa gór Kaukazu. Ulokowane są w ławicach górnej części wierzchowiny i w miarę erozyjnego odsłaniania staczają  się w dolne partie. Wygląd kul  tkwiących w ławicach jest łudząco podobny z tym ze są mniejsze od 30 cm do 1 m. Były przez entuzjastów traktowane jako jaja dinozaurów, co jest oczywistą bzdurą, gdyż piaskowce te są pochodzenia morskiego, a ich wiek pokredowy, czyli dinozaurów już nie było. Jest to kolejny dowód na istnieje procesu sedymentacyjnego o podobnej aczkolwiek nie wyjaśnionej genezie.

Te same dokładnie kamienne kule znaleziono także w Dagestanie, a dokładniej: w dorzeczu rzeki Kazikumskaja Kojsu w Lewaszyńskim Rejonie, w okolicach osiedla Chałżamaki. Średnica tych zadziwiających kamieni wynosi 20-130 cm. Ich pochodzenie nie jest wyjaśnione, przypuszczalnie uformowały się one jak kryształy – rosły powoli i równomiernie w sprzyjającym temu środowisku i staczały się w dół rzeki – tak pisze na łamach tygodnika „Tajny XX wieka” nr 7/2011, inż. Aleksander W. Goriełow z Sankt Petersburga, który znalazł je i opisał w czasie budowy elektrowni wodnej w 2010 roku. Znalezione przez niego kule wyglądają dokładnie jak te z Javorników.

  1. Formy kuliste w utworach piaskowcowych w dotychczasowej fachowej  literaturze polskiej

Relacje ze Słowacji zainspirowały nas do poszukiwania śladów form kulistych w Polsce. Rozpoczęliśmy zgodnie z metodyką badań od przeglądu literatury na ten temat. I tu doznaliśmy rozczarowania . Literatura jest bardzo uboga. Oprócz wspomnianej wyżej w pkt.3 pracy o wirowcach  zdołaliśmy się dokopać do wzmianki J.B Tomaszewskiego w „Przeglądzie Geologicznym” z 1978 roku. Notuje on w pokładach piaskowca podścielającego łupek miedzionośny (tzw.  biały spągowiec wieku Górnego Permu – o nie fliszowym charakterze) występowanie kulistych konkrecji barwy czarnej lub czerwonej. Napotkano je w wyrobiskach górniczych kopalni Lubin i Polkowice. Układały się one w niektórych poziomach ławic. Udowodnił, że skład chemiczny tych form różni się od otaczającego piaskowca, poprzez duża obecność materii organicznej, związków żelaza i manganu. Dlatego optuje za charakterem konkrecyjnym i kończy niezbyt dla nas optymistycznym zdaniem, że przyczyny powstania są złożone i trudne do wyjaśnienia.

W materiałach konferencyjnych Studenckiego Koła Naukowego Geologów przy Politechnice Śląskiej z 2015 roku  w artykule  Pauliny Pacy i Walentyny  Rospondek  pt. „Charakterystyka czarnych konkrecji piaskowcowych występujących w obrębie białego spągowca Monokliny Przedsudeckiej” autorki przybliżyły temat. Określiły wielkość konkrecji na od 3 do  40 cm, podkreśliły czarną barwę jako wynik warunków redukcyjnych w basenie sedymentacyjnym i nagromadzenia szczątków organicznych. Przeprowadziły szereg badań laboratoryjnych. Wywody zakończono zdaniem: przyczyny nagromadzenia materii organicznej w konkrecjach zawartych w białym spągowcu nie są jednak w pełni wyjaśnione. Są badacze jak K. Bogacz i P. Sawłowicz, którzy w artykule opublikowanym w obcojęzycznym czasopiśmie z 2001 roku, sugerują przedostawanie się materii organicznej w postaci kwasów humusowych z nadległych łupków miedzionośnych trakcie procesu diagenezy, czyli skłaniają się do syngenetycznego pochodzenia tych form. Dla nas ważne jest podkreślenie ich konkrecyjnego charakteru i odrębności składu chemicznego od skały macierzystej.

Nestor polskiej geologii zwłaszcza karpackiej Profesor Marian Książkiewicz w swej publikacji  „Uwarstwienie spływowe we fliszu karpackim” opublikowanym w „Annalles  Societatis Geologorum Poloniae” z 1949 roku ujął bardzo ważne dla nas zdanie: w wapnistych piaskowcach magurskich obserwowałem silne uwarstwienie skorupowe wokół kulistych lub elipsoidalnych konkrecji kulistych. Jest tu dla nas ważna przesłanka po pierwsze formy takie spotykano w piaskowcu magurskim i to przed 1949 rokiem. Autor nie podaje konkretnych miejsc.

Z kolei Jan Jasionowicz, Leszek Koszarski, Franciszka Szymakowska w roku 1957 w ramach prac Karpackiej Stacji Instytutu Geologicznego w publikacji „Geologiczne warunki występowania konkrecji fosforytowych w pstrych marglach węglowieckich (Górna Kreda) Karpat Środkowych” opisuje występowanie kulistych lub bochenkowatych konkrecji fosforytowych w wąskim pasie od Janowic nad Dunajcem koło Tarnowa aż po okolice Leska i Sanoka (około 200 km) w obrębie płaszczowin podśląskiej i śląskiej z największym nagromadzeniem w okolicach Bezmiechowej i Olszanicy koło Leska. Autorzy zwracają uwagę na wielkość przeciętnie 20-40 cm, barwę popielatą w środku, na powierzchni czarna na skutek nagromadzeń związków manganu, i powiązanie z konkretnym poziomem. Znamiennym dla naszych rozważań  jest duży ciężar  konkrecji co powoduje że w wypadku  przedostania się jej z odsłonięcia do potoku nie ulegają one przemieszczeniom co powoduje miejscowe ich wzbogacenie. Konkrecyjny charakter tych form związanych z obcymi dla skały macierzystej minerałami fosforowymi nie ulega wątpliwości. Od siebie dodajmy że jedno stanowisko nagromadzenia konkrecji fosforytowych w potoku Wańkówka w Olszanicy ma charakter pomnika przyrody nieożywionej w Parku Krajobrazowym Gór Słonnych.

Omawiając budowę geologiczną okolic Suchej Beskidzkiej M. Cieszkowski, J. Golonka, A. Waśkowska–Oliwa & M. Chrustek  w publikacji „Zeszytów Naukowych AGH Geologia” z 2006 roku  pt. „Budowa geologiczna regionu Sucha Beskidzka – Świnna Poręba (Karpaty Fliszowe)” zamieszczają również ważkie dla nas zdanie przy omawianiu piaskowców istebniańskich górnych płaszczowiny śląskiej – w odmianach o przewadze spoiwa węglanowego  niekiedy tworzą się sferyczne cementacje o konkrecyjnym charakterze  nieraz o dużych rozmiarach  do 5 m. Cementacje te powodują kulisty sposób wietrzenia piaskowców… Jest to dla nas istotne  gdyż poruszono wpływ konkrecji powstałych na etapie diagenezy osadu na przyszły sposób wietrzenia.

I to z grubsza tyle, pominięto tu literaturę dotycząca konkrecji żelazistych syderytowych gdyż odbiegają nieco od założeń niniejszej publikacji.

I jeszcze jedno na forum internetowym „Przyroda”  jeden z uczestników zamieścił zdjęcie kamiennej kuli o średnicy około 18 cm znalezionej pod Baranią Górą . Wywiązała się dyskusja, a to że meteoryt, a to że łajno dinozaura, wreszcie po badaniach geologów z AGH ustalono że to konkrecja piaskowcowa. Jest to ważne  dla dalszych części tej pracy.

Ponadto w jednym z numerów Kroniki Beskidzkiej roku około 2010  wzmiankowano o znalezieniu negatywu formy kulistej o średnicy około 5 m w Węgierskiej Górce podczas wykopów pod budynek bez bliższych szczegółów.

  1. Znaleziska i prace terenowe autorów publikacji

 

6.1. Targoszów – warstwy istebniańskie górne.

Uzbrojeni w  potencjał wstępnej wiedzy o problematyce kamiennych kul zaczęliśmy się zastanawiać czy gdzieś sami  spotkaliśmy się podczas licznych prac terenowych z kamiennymi kulami. Przypomnieliśmy sobie że w Targoszowie  podobne formy zaobserwowaliśmy dawniej  w potoku Targoszówka  w Targoszowie. Nie wzbudziło to naszego zainteresowania gdyż po pierwsze wzięliśmy je za egzotyki tkwiące w warstwach istebniańskich, a po drugie problematyka kamiennych kul wtedy była nam obca. Dla wyjaśnienia uzupełnię że egzotyki to otoczaki  skał magmowych i metamorficznych pochodzące z niszczenia starszych masywów paleozoicznych , które dostawały się do osadów fliszowych. Warstwy istebniańskie są szczególnie bogate w formy egzotykowe. Po analizie danych wysnuliśmy wniosek że egzotyki nie mogą być idealnie okrągłe i takich rozmiarów. Pozostawało jeszcze podejrzenie czy nie są to sferosyderyty kuliste  będące w XIX i na początku XX wieku przedmiotem górniczej eksploatacji dla  hamerni w Makowie Podhalańskim  i Suchej Beskidzkiej. Pozostało zatem powtórnie sprawdzić odkrywkę. Naszą ciekawość rozpaliło dodatkowo zdjęcie kamiennej kuli tkwiącej w dnie potoku wykonane przez Pana Adama Kośmidera.

Pochmurnym lipcowym świtem 2015 roku przy zbliżającej się burzy frontowej zstąpiliśmy do koryta koło mostku. W pomrukach nadchodzącej burzy zdołaliśmy znaleźć w dnie jedna dużą formę kulista około 50 cm tkwiąca głęboko w dnie. Ponadto w ścianach odkrywki w warstwie mułowcowo-ilastej miąższości około 1 m. Należącej  warstw istebniańskich górnych  sypały się kule małych i średnich rozmiarów od 10 do 25 cm. Potwierdza to regułę powiązania form kulistych z określoną ławicą. Pojedyncze były w dnie potoku. Były z wierzchu szaro-czarne w środku brązowożółte i były idealnymi kulami. Absolutnie nie były sferosyderytami. Jednakże ich waga była zdecydowanie cięższa od podobnych nie kulistych fragmentów piaskowca. Stąd miejscowe wzbogacenie w dnie potoku. Najładniejszy okaz średnicy około 15 cm  został zabrany i zdobi ogródek jednego z autorów. Z wyglądu najbardziej przypominały okaz z Baraniej Góry, o którym wspominaliśmy w pkt.5. Brak możliwości szczegółowych badań laboratoryjnych pozwala stwierdzić tylko że mamy do czynienia z kulą piaskowcową o spoiwie wapnistym bardzo drobnoziarnista i upakowaną. Dalsze badania przerwała silna burza z huraganowym wiatrem, który łamał drzewa. Ledwie cało umknęliśmy. W dalszym etapie rozpoznawania tego tematu konieczne jest przejście przy stanach niskich całego potoku celem udokumentowania innych stanowisk, a także zbadanie laboratoryjne wybranych okazów. Takie badanie laboratoryjne potwierdziło by lub wykluczyło obecność obcych minerałów, a zarazem konkrecyjnego charakteru. Zamierzamy pogłębić te badania. W ten sposób uchwyciliśmy punkt zaczepienia dla obecności form kulistych w polskich Karpatach Fliszowych.

6.2.  Raba Wyżna – ogniwa piaskowcowe warstw łąckich

Podczas badań terenowych związanych z opracowaniem monografii miejscowości Raba Wyżna napotkano wokół kościoła ustawione kamienne kule w liczbie około 10 o średnicy 40-80 cm. Według miejscowego przedsiębiorcy Adama Sawiny wydobyto je podczas budowy kościoła z głębokości około 2 m. Wspomniał też że w innej części Raby Wyżnej, a mianowicie na osiedlu Dydówka w pobliżu połogiego wzniesienia Łysa Góra właściciele budowanych tam domów podczas wykopów fundamentowych znajdowali kamienne kule tej samej wielkości. Stanowisko Dydówka znajduje się około 500 m na NE od kościoła w Rabie. Faktycznie przy jednej z posesji było wyeksponowane 6 kul o rozmiarach około 30-60 cm.  Właściciel wskazał też w odległości 100 m inne miejsce gdzie podczas wykopów liniowych znaleziono dużo kul kamiennych, lecz nie zachowały się one. Było to dla nas zaskoczenie że  tak blisko naszego miejsca zamieszkania spotkano takie formy. Swoją strukturą wewnętrzną drobnoziarnistą zbitą przypominały formy z Targoszowa, tylko były większe. Zadziwiające jest, że napotkano je w warstwach łąckich (Eocen Środkowy) zbudowanych przeważnie z margli, podrzędnie tylko z piaskowca o cechach podobnych do magurskiego. Obaliło to dotychczasowe nasze przekonanie że formy kuliste we fliszu polskim powiązane są tylko z warstwami istebniańskimi.  Formy te występują jak i w poprzednich stanowiskach w wąskim pasie około 150 m szerokości i 700 m długości. Ich geneza jest prawdopodobnie identyczna jak form z Kysuckiego Parku. Rzuca się w oczy idealna kulistość tych znalezisk.

6.3.  Jordanów- stanowisko w piaskowcach magurskich.

Jednak największa sensacja zdarzyła się w naszym miejscu zamieszkania na ulicy Batalionów Chłopskich, czyli nie musieliśmy nigdzie jeździć. W lipcu tego roku podczas prac przy robotach ziemnych poprzedzających fundamentowanie znaleziono na czołach ławic zalegających na głębokości około 1,9 m ogromną formę o kształcie dwuwypukłego dysku  koloru rdzawobrązowego o średnicy 1,5 m. Ponieważ forma ta znajdowała się powyżej zakładanego poziomu posadowienia musiano ją wydobyć. Z powodu ciężaru około 3 ton operator  koparki rozbił ją, pękła na dwie dokładnie idealne połowy.

Penetracja miejsca znaleziska pozwoliła stwierdzić że  strop ławic piaskowca magurskiego (Eocen Górny) średnio-ławicowego (ławice miąższości  około 0,5-1 m)  bez łupkowego zapadającego na południe, znajdują się na głębokości około 1,9 m i jest nakryty grubą pokrywa glin deluwialnych. Jedynie  strop wspomnianej  formy znajdował się płycej. Nie wiemy niestety bo przybyliśmy  dopiero po wydobyciu, w jaki sposób forma ta była powiązana z ławicami piaskowca. Barwa okazu, a co zatem idzie skład chemiczny pełen związków żelaza i manganu wskazywał by na typową formę  konkrecyjną wytworzoną wokół  obcego skupienia mineralnego. Na pewno nie jest to forma wietrzeniowa na czołach ławic później zasypana, bo piaskowce magurskie wietrzeją inaczej, co omówiono na początku publikacji. Jest to znalezisko  innego charakteru niż kule z Raby Wyżnej i Targoszowa czy też Kysuc i Czeczenii.

  1. Zakończenie

Niniejsza publikacja ma charakter syntezy wszystkich dotychczasowych znalezisk form kulistych i pokrewnych  w formacjach piaskowcowych. Dokonaliśmy przeglądu wszystkich dostępnych informacji  z literatury wzbogaconych o własne obserwacje. Na razie wyczerpuje to temat znalezisk tego typu  w formacjach fliszowych Polski i innych krajów. Dokonano pogrupowania na formy wietrzeniowe, konkrecyjne i o nieznanym pochodzeniu. Po szczegółowej analizie danych odrzucamy wszystkie hipotezy (nie geologiczne) typu jaja dinozaurów, meteoryty, twory kosmitów, wytwory działalności ludzkiej. Przychylamy się do tezy że nieznane z genezy formy kuliste formowały sie na etapie powstawania i diagenezy  osadu fliszowego, czyli są syngenetyczne. Stwierdzamy że poza pracą Dżułyńskiego, Radomskiego i Ślączki  z 1956 roku (patrz pkt. 4) brak jest innych publikacji wgłębiających się w genezę. Inne prace ograniczają się do dokładnej analizy chemicznej oraz struktury i tekstury, nie siląc się choćby na hipotetyczne wskazanie genezy. Z drugiej strony bez modelowych sedymentologicznych  badań osadzania się prądów zawiesinowych zwłaszcza w warunkach zawirowań nie łatwo znaleźć odpowiedź. Istnieją wprawdzie laboratoria gdzie przeprowadza się symulacje procesów zachodzących w prądach zawiesinowych, ale skoncentrowane są na innych problemach. Wreszcie proces diagenezy (utwardzenia osadu), który zawiera elementy powiązane z czasem w sensie geologicznym, temperatury, ciśnienia, głębokości nie są możliwe do modelowania laboratoryjnego zwłaszcza w odniesieniu do modułu czasu. Czyli zjawisko kul kamiennych traktowane jest przez uczonych wyłącznie jako ciekawostka, o której czasem się wzmiankuje, ale nie traktuje jako istotny problem do rozwiązania.

Ze swej strony cieszymy się że mogliśmy przybliżyć Czytelnikowi ten temat i zachęcić do dalszego poszukiwania tego typu form. Nowe znaleziska na pewno odsłonią swe oblicze.

 

Jordanów, październik 2016

 Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/kamienne-kule-we-fliszu-karpackim-w.html

Zobacz także:

http://wszechocean.blogspot.com/2015/03/kule-dyski-skay-1.html i dalsze

http://wszechocean.blogspot.com/2015/05/piki-bogow.html

http://wszechocean.blogspot.com/2015/07/kamienne-kule-w-polsce.html i dalsze

http://wszechocean.blogspot.com/2016/04/kamienne-kule-w-bosni.html

http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/kamienne-zabawki-natury.html

http://wszechocean.blogspot.com/2011/09/atlantyda-i-agharta-23.html

http://wszechocean.blogspot.com/2016/01/zagadkowy-swiat-kaukazu.html

 

 

 

Wizje najbliższej przyszłości


Fragmenty z książki dr Leszka Szumana, polskiego astrologa i jasnowidza zamieścił Robert K. F. Leśniakiewicz z blogu www.wszechocean.blogspot.com  wklejam wraz z komentarzem autora.

Dr Leszek Szuman słynny polski jasnowidz ze Szczecina tak widzi losy Europy w kontekście III wojny światowej, jak opisał to w książce „Tajemnice astrologii” (Warszawa 1992). Pisze on o przepowiedniach różnych wizjonerów począwszy od 1084 roku aż do czasów współczesnych. A zatem zaczął on od wizji mnicha Hepidana/Hepithanousa:

 

  • Rok 1084 – Wicher wieje ze wschodu i wicher wieje z zachodu. Biada wszystkim, którzy znajdą się między tymi dwiema nawałnicami, pośrodku tych okropnych i niesamowitych zamieszek. Tysiącletnie trony zostaną strącone jak słomiane strzechy z chałup. Między Renem a Łabą oraz rzeką płynąca na wschód (Dunaj) będzie ziemia zaścielona trupami. Ziemia kruków i sępów. A kiedy później rolnik będzie tam siał zboże, to każde ziarnko zapuści korzenie w piersi jakiegoś zabitego człowieka. (To pasuje do II Wojny Światowej)
  • Rok 1709 – „Pergamin z Wismaru”. – Dojdzie do ciężkich walk pomiędzy Wschodem a Zachodem. Wielu ludzi straci życie. Drogami będą jeździły wozy bez koni, a ogniste smoki będą latały w powietrzu, miotając ogień i siarkę. Smoki te będą niszczyły miasta i wsi. Walki potrwają pięć lat i trzy miesiące. Ludzie bezsilnie będą przyglądać się tym zmaganiom. Głód, dżuma i choroby. Nadejdą czasy, kiedy nie będziesz mógł nic kupić ani sprzedać. Źli ludzie będą mieszkali na dnie morza i czyhali na zdobycz. Wojna rozpocznie się, kiedy zboża zaczną dojrzewać. (To by pasowało do I Wojny Światowej)
  • 1750 – Widzenie młynarczyka Mateusza z Apoig (pogranicze Czech i Bawarii) – Przyjdzie wielka wojna. Zacznie ją mały a zakończy wielki, co przybędzie zza morza. Kobiety już nie będą nosiły czarnych chust, a na Dunaju będą szczekały żelazne psy. Obuwie kobiet będzie pozostawiało ślady jak gęsie łapki. Nim się rozpocznie ogólny zamęt, nie będzie można po ubiorze rozróżnić kobiet od mężczyzn. Najgorszy czas nastanie, gdy nad lasem przeleci olbrzymi biały ptak lub będzie to ryba. Wkrótce nastąpi jedna wojna, potem druga, a w końcu trzecia. Zacznie się na Wschodzie a zakończy na Zachodzie. Ostatnia wojna przeleci błyskawicznie. Będzie to jakby olbrzymia czystka. Pełno trupów i moc wylanej krwi. Dojdzie do walki pomiędzy Chinami i ich sąsiadami. Lecz co jeszcze gorsze: zbliża się katastrofa. Zimno i trzęsienia ziemi pozbawią wielu ludzi życia. Te i inne przepowiednie są ważne i spełnią się przed rokiem 2111.
  • I połowa XIX wieku – wizje pastucha Mateusza Strombergera z Rabenstein – …nadejdą takie czasy, że ludzie nie będą rozsądniejsi, ale i głupsi. […] Zacznie się to wtedy, kiedy ludzie na wsi zaczną ubierać się jak mieszczuchy i będą wchodzić na klupę gnoju w błyszczących, wyczyszczonych butach. Kobiety będą pachniały jak kozy. Po wsiach będzie się widziało tylko czerwone dachówki, a na wsi będzie się nosić czerwone kapelusze. Kiedy przez wieś przeprowadzą żelazną drogę i żelazny pies będzie szczekać koło Klausenbach. Kiedy wozy będą jeździły bez dyszli i koni, a samowola ludzka przekroczy wszelkie granice przyzwoitości. Gdy w Zwiesel wybudują gmach szkolny jak olbrzymi pałac dla żołnierzy, i kiedy zboże dojrzeje, wówczas nadejdzie nagle wielka wojna. Pieniądz szybko straci na wartości. Za 200 guldenów nie będzie można kupić nawet bochenka chleba. Mimo to nie będzie głodu wśród ludności. Za złotą monetę będzie można kupić całe wiejskie gospodarstwo. Ludzie się będą nawzajem nienawidzili. Żołnierze będą latali w powietrzu jak ptaki. W nasze strony od strony lasu nadleci wielki biały ptak. Drzewo będzie wyniszczone, ale dla ludzi wystarczy. Nastąpi zrównanie stanów. Ludzie zatracą wiarę. Kiedy w Zwiesel kilku kapłanów będzie chciało odprawić nabożeństwo, tylko kilka osób przyjdzie popatrzyć. Zostaną wprowadzone nowe podatki, których nikt nie będzie płacił, i nowe prawa, których nikt nie będzie przestrzegał. Potem rozpocznie się zamieszanie. Brat nie będzie znał brata, a matka swego dziecka. Rozruchy. Ludzie o delikatnych rękach będą mordowani, lecz potrwa to jedną lub dwie fazy księżyca. Ludzie tak się będą ubierali, że nie rozróżnisz kobiety od mężczyzny. Bawarię zniszczą i objedzą, ale Czechy zniszczą całkowicie. Potem nagle przez noc nadejdzie wróg. Chłopi będą siedzieli przy piwie w gospodzie, a tu przez most pojawią się obcy jeźdźcy. Pobliskie góry będą aż czarne od tłumu żołnierzy. Ludzie będą uciekali […] cała zawierucha potrwa bowiem krótko. Kto przeżyje będzie musiał mieć głowę z żelaza. […] Lecz na tym nie koniec. Następnie przyjdzie katastrofa jak koniec świata. Wszędzie poprzez liczne kraje będzie szalał ogień. [Wojna wywoła naturalny kataklizm np. erupcję superwulkanu czy supertsunami?]
  • Okres międzywojenny – wizje rybaka Johanssona – Widzę straszną wojnę daleko na Wschodzie. Żółte twarze starają się dotrzeć poprzez Alaskę do kanady i Stanów Zjednoczonych. Ich atak zostanie odparty przy pomocy broni rakietowej. Będzie okres, kiedy Związek Radziecki będzie walczył razem z Amerykanami ramie przy ramieniu. Widzę, że przedtem wybuchnie jakaś straszna rewolucja. Mordy, pożoga, trupy. Leżą ich całe stosy.
  • Czasy I Wojny Światowej – dr Ferenc Kossutthany i jego przepowiednie dotyczące III Wojny Światowej – Na północy woda zaleje wybrzeża i zniszczy wiele miast. W przyrodzie nastąpi straszna katastrofa. Czegoś podobnego ludzkość jeszcze nie oglądała […] jednak będzie to dopiero wstęp do okropnych wydarzeń, które potem nastąpią… Nagle, z godziny na godzinę wybuchnie straszna wojna… W tym czasie nie chciałbym żyć – a jeżeli to nie w pobliżu oceanu. Wybrzeża Europy, Anglii i Ameryki zostaną zalane potężna fala wody. Rozpocznie się błyskawiczna wojna, lecz potrwa krótko. Jeden z przeciwników będzie się starał wytruć ludność gazem, ale z powodu przeciwnego wiatru mu się to nie uda. Nastąpi zaćmienie Słońca. W wojnie tej będą poszkodowani zarówno żółci jak i czerwoni. Po tej wojnie będzie długi okres krwawo okupionego pokoju. […]
  • Lata 30. – przepowiednie Aloisa Irlmayera – [III Wojna Światowa] odbędzie się; w dacie jej wybuchu będą znajdowały się dwie ósemki i jedna dziewiątka. Dwóch mężczyzn zamorduje jakąś ważną osobistość. Może się to wydarzyć na Bałkanach lub na Bliskim Wschodzie. I to będzie oznaczało początek wojny. Rozpoczną się one od Złotego Miasta. Na Dunaju już nie będzie mostu. Żółty pył posypie się od Złotego Miasta do zatoki. Złote Miasto zamieni się w popiół. Spadający pył nie pozostawi śladu życia. Ściana pyłu idzie jak krecha, z dołu aż do morza. […] Na dworze będzie wszystko zatrute, tak woda jak i pożywienie. Śmierć w postaci pyłu będzie krążyła dookoła. Ciemności potrwają 72 godziny. […] Umrze więcej ludzi niż w czasie poprzednich dwóch wojen. […] Nad Renem pojawi się Półksiężyc, co będzie chciał wszystko pożreć. W pobliżu Landau w Bawarii nie zostanie nic. Dookoła będzie wszystko żółte i zniszczone. Papież z Rzymu będzie uciekał w kierunku południowo – wschodnim lub przez Wielką Wodę. Tam potajemnie ukoronuje cesarza. Miasto, gdzie stoi żelazna wieża spala jego mieszkańcy i obywatele. Gdzie spojrzeć, tam rewolucja. W morzu pojawią się dziury, a potem powrotna fala zatopi wyspy i oderwie je od lądu. Trzy miasta znikną pod wodą. Jedno na północy, drugie na południu a trzecie na zachodzie. Na Wschodzie straszne walki – czerwone i żółte masy wojsk na ulicach. Kiedy znów zakwitną kwiaty, papież znów wróci, by opłakiwać. Po katastrofie zmieni się klimat…
  • Lata międzywojenne – wizja Janosa Kele o III Wojnie Światowej – Widzę młodych ludzi, a nawet dzieci, które jako dorosłe przeżyją następną, trzecią wojnę światową. Będą spokojni i szczęśliwi. Po tej wojnie poglądy na wiarę i życie duchowe zmienią się. Widzę ich wszystkich, kiedy będą starsi. Maja twarze pogodne i beztroskie. Będą żyli nie przeciwko sobie, ale razem z sobą dla siebie. Coś strasznego – chyba wojna – przeleci nagle jak huragan. Potrwa to krótko. Nasze dzieci nie ucierpią z tego powodu zbytnio, bardziej inne dzieci tych, którzy mają w obecnie w sercach nienawiść do bliźnich. Przyszłe pokolenia czeka spokój i radość życia, ale nim to nastąpi w różnych krajach wyleje się morze łez. W dacie przyszłej wojny widzę cyfrę 7.
  • 1980 rok – wizja o. Czesława Klimuszko, który w swej książce „Moje widzenie świata” tak pisał o naszej przyszłości: Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości. Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów. Przed Polską widzę jasność i wstępowanie do góry. Będzie bardzo dobrze. Dodatkowo według Ojca Klimuszki z Polski miały pochodzić osoby, które będą zmieniać świat. Sugerował, abyśmy byli optymistami i wcale nie myśleli o końcu świata. Czasami słynny polski jasnowidz ujawniał swoje wizje na temat przyszłości świata. Pisarz Tadeusz Konwicki twierdził, że ojciec Klimuszko bezbłędnie przepowiedział upadek komunizmu w 50 lat po zakończeniu II wojny światowej. Podobnie jak inni wizjonerzy, on także widział zagrożenia moralne i ekologiczne dla ludzkości i świata. Przyznał, że miał wizję potencjalnej wojny nuklearnej oraz wojen religijnych. Mówił tak:

Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy. Część buta włoskiego znajdzie się pod wodą. Wulkan albo trzęsienie ziemi ? Widziałem sceny jak po wielkim kataklizmie. To było straszne. Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwał pokój. Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną w wody morza, obudzą bestie. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale. Widziałem transatlantyki wznoszone jak łupinki… Ta góra wodna stanie ku Europie. Nowy potop ! Zadławi się w Gibraltarze ! Wychlupnie do środka Hiszpanii ! Wleje się na Saharę, zatopi włoski but, aż po rzekę Pad. Zniknie pod wodą Rzym ze wszystkimi muzeami, z całą cudowną architekturą […] Nasz naród powinien z tego wyjść nie najgorzej. Może pięć, może dziesięć procent jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża […]

A zatem będziemy mieli spokój gdzieś do roku 2032. Pocieszające. Jak na razie, poza wojną nuklearną, to rzeczywiście grozi nam Superwybuch dwóch albo nawet trzech Superwulkanów: Yellowstone, Laacher See i Campi Flegrei no i atak supertsunami po osunięciach się do oceanów ogromnych ilości gruntu na wyspach Palma de Canaria oraz Hawaii. To są realne zagrożenia ze strony matki Natury. Co do inwazji na Europę, to bardziej kojarzy się to z falami nielegalnych emigrantów uciekających z Afryki właśnie małymi łódkami – wielu z nich to V kolumna wojującego, szariackiego islamu, wiec wojna pomiędzy chrześcijaństwem a islamem na kontynencie europejskim jest wysoce prawdopodobna. Dlatego właśnie należałoby się dobrze pilnować. I dobrze pilnować naszych granic…

Inne wizje[1]

Niektórzy pątnicy po przybyciu do Jerozolimy zaczynają się zachowywać jak święci albo prorocy lub natchnięci Bożą mocą. Na coś takiego jest nawet specjalny termin – syndrom jerozolimski.

Ludzkość wojuje ze sobą od wieków – o terytoria, żywność, zasoby naturalne…  Ale do XX wieku wojenne ambicje ograniczały się tylko do lokalnych konfliktów. I i II Wojna Światowa otworzyły puszkę Pandory. Zgodnie z postulatami ezoteryków, jeżeli coś powtarza się dwa razy to tworzy normę i powtórzy się po raz trzeci. Stosy I i II Wojny Światowej rozpaliły się w Europie, a pożar Trzeciej – według astrologów i proroków wszystkich czasów – zapłonie na Wschodzie.

Dożyjemy do roku 2027

Interpretatorzy tekstów średniowiecznego (już renesansowego, bowiem Renesans we Francji zaczął się pod koniec XV wieku – przyp. tłum.) francuskiego astrologa Michaela de Nostre Dame alias Nostradamusa (1503-1566) naliczyli w jego pracach co najmniej 12 proroctw dotyczących III Wojny Światowej. W jednym z nich ukazano nawet datę jej początku:

W siódmym miesiącu roku 1999

Z nieba zstąpi wielki książę zgrozy

Obali on wielkiego króla Angolmois

Ale przedtem i potem szczęśliwie będzie rządził Mars

 

Dopatrują się oni w tym dwóch przepowiedni: pierwsze trzy linijki mówią o jakimś wydarzeniu, na glebie którego na świecie pojawi się jakaś osoba obarczona wielką misją. Ostatnia linijka mówi natomiast o wojnie (Mars to planeta wojny), która się zacznie przed i skończy po tym wydarzeniu.

[Problem polega na tym, że to proroctwo zawarte w „Centuriach” jest różnie tłumaczone, co daje szerokie pole interpretatorom tych przepowiedni, i tak u Leszka Szumana w „Tajemnicach astrologii” czytamy:

 

W roku 1999 i w siódmym miesiącu

Nadleci z nieba straszny król

Opanuje kraj terrorem

Będzie szczęśliwie rządził przed i po wojnie

Centuria X,72

 

U sir Brinsleya Le Poer Trencha w „Operacja Ziemia” zaś brzmi to tak:

 

W roku 1999 i w siódmym miesiącu

Z nieba przybędzie potężny Król

Ponownie powstanie wielki Król Jacquerii

Przed nim i po nim będzie rządził Mars.

 

Jak widać rozbieżności są znaczne i można je sobie interpretować, jak tylko dusza zapragnie. Według tłumaczy „Centurii” istnieje aż 14 wersji tego czterowiersza! I jest w czym wybierać… – uwaga tłum.]

Z punktu widzenia chronologii, proroctwo to można by było nazwać chybionym, ale jeżeli obejrzymy się wstecz i wspomnimy rok 1999, to wszystko staje na swoim miejscu.

11 sierpnia miało miejsce pełne zaćmienie Słońca. W kalendarzu juliańskim, którym posługiwał się jasnowidz, data ta brzmi 28 lipca – czyli siódmego miesiąca. A kim zatem jest król Angolmois? Większość badaczy skupia się na francuskim mieście Angôuleme. Jednakże jest małe „ale”, bowiem jego nazwa brzmi Angôuleme w odróżnieniu od Anglomois u Nostradamusa.

W związku z tym powstała hipoteza, że słowo to jest anagramem (przestawianką sylab) i w takim przypadku rozszyfrowuje się ono bardzo prosto: kiedy wstawi się literę M z szóstej pozycji na pierwszą w wyrazie – otrzymujemy słowo Mongolois – Mongolski.

W czasach Nostradamusa Mongolią albo Wielką Tatarią zwano we Francji Wielkie Księstwo Moskiewskie, znajdujące się wtedy na skraju cywilizowanego świata, które niedawno uwolniło się od tatarsko-mongolskiego jarzma.

Co więc takiego miało miejsce w 1999 roku w Rosji? Na dwa dni przed zaćmieniem słońca, w dniu 9.VIII.1999 roku, stanowisko premiera objął Władimir Putin. To pasuje do tematyki wojny: dwie wojny czeczeńskie przed i po jego dojściu do władzy.

Tymczasem na arenie międzynarodowej miała miejsce operacja wojskowa NATO przeciwko Związkowej Republice Jugosławii, która trwała od 24.II do 10.VI.1999 roku. Być może to właśnie ona stała się iskrą, która zapaliła płomienie pożaru III Wojny Światowej.

[Trudno tej operacji nie nazwać konfliktem światowym, w który było zaangażowane 26 krajów z trzech kontynentów, na co już wskazywałem pisząc moją pracę „Projekt Tatry” w 2000 roku – uwaga tłum.]

 

Potem zapłonęły Irak, Libia i Syria… 

 

Podobnie jak w Mezopotamii – dzisiejsze terytorium Iraku – Nostradamus prorokował straszne wydarzenia: Dwadzieścia i siedem lat będzie się dłużyć krwawa wojna.

Sądząc z tego wszystkiego, sami tego nie wiedząc, żyjemy już w toku działań Trzeciej Wojny Światowej, i jeżeli założyć, że jej korzenie tkwią w przełomie XX i XXI wieku, to wedle Nostradamusa nie zakończy się ona do 2027 roku.

 

Przepowiednie Grigorija Rasputina

 

Można różnie odnosić się do postaci Grigorija Rasputina (1869-1916), ale w jego przepowiedniach i proroctwach można znaleźć różne świadectwa o nadchodzącej III Wojnie Światowej:

Po drogach Europy popełzną trzy głodne żmije pozostawiające po sobie popiół i dym, mają one jeden dom – i to miecz, i znają tylko jedno prawo – przemoc. Ale przeciągnąwszy Ludzkość przez kurz i krew, one same zginą od miecza.

Dwie żmije już przepełzły po Europie: I i II Wojna Światowa. Gdzieś przyczaiła się i czeka na swój czas ta Trzecia – najbardziej podstępna.

Być może będzie to – według tegoż Rasputina – na ziemiach pomiędzy dwoma rzekami (znów Irak), albo w palmowym ogrodzie (Egipt, Arabia Saudyjska) lub tam, gdzie kwitną lilie (Francja – ma trzy złote lilie na białym tle w swoim średniowiecznym herbie).

 

[Jak dotąd wszystkie wymienione wyżej miejsca są punktami zapalnymi islamskiego terroryzmu – czego dowodzą ostatnie wypadki we Francji i Belgii oraz powstanie ISIS – terrorystycznego państwa islamskiego – uwaga tłum.]

 

I jeszcze jedna wizja:

 

Z Zachodu przybędzie krwiożerczy książę, który ujarzmi ludzi bogactwem, a ze Wschodu – drugi książę, który ujarzmi ludzi ubóstwem. I będą wojny jak letnie burze, powalające drzewa i rozorujące wsie. I będzie tak do tego czasu, póki się nie okaże, że słowo Boże jest jedno, jedyne, choć napisano je w wielu językach. I od tej pory będzie jeden stół, tak jak jednym będzie chleb.

 

Syria jeszcze nie padła…

 

Bułgarska jasnowidząca Wanga także prorokowała wojnę pomiędzy wszystkimi narodami, przepowiedziała Ludzkości długie i ciężkie czasy konfliktów religijnych, a szczególnie wrogości pomiędzy muzułmańskim Wschodem a chrześcijańskim Zachodem.

Według prorokini, wojna zacznie się od padnięcia Syrii, a potem rozleje się ona na terytorium Rosji i Zachodniej Europy.

[Wygląda więc na to, że sprawdzi się wizja bezpiecznej Polski, którą przedstawił o. Klimuszko w 1980 roku. Twierdził on, że Polska będzie bezpieczna przez kolejnych 50 lat, czyli gdzieś do roku 2030 i to w czasach, w których wokół niej będą szalały wojny i katastrofy żywiołowe – uwaga tłum.]

Rolę zbawcy świata, podobnie jak w czasie II Wojny Światowej przeznaczona jest dla Rosji. Po tym zwycięstwie stanie się ona Supermocarstwem i będzie kierowała nowym światowym porządkiem. Po zakończeniu wojny na Ziemi zapanuje nowa religia i rozpocznie się tysiące pokojowego rozwoju i odrodzenia duchowego.

Tutaj możemy zaobserwować zbieżność z przepowiedniami astrologa Siergieja Wrońskiego, które ukazały się jeszcze w końcu lat 90. ub. wieku na nieuchronność Trzeciej Wojny Światowej, której ogniskiem stanie się rejon Zatoki Perskiej.

[Podobnie rzecz się ma z przepowiedniami astrologów i przepowiadaczy przyszłości z Europy Zachodniej, którzy przewidują III Wojnę Światową jako konflikt z islamem w Azji i Europie Zachodniej, i powstaniem po niej nowego systemu religijnego i rozwoju duchowego – nowego porządku świata w kolejnej epoce zodiakalnej – Epoce Wodnika. Polecam polskiemu Czytelnikowi pracę dr Leszka Szumana – „Tajemnice astrologii” (d. „Astrologia i polityka”, Warszawa 1992)  – uwaga tłum.]

 

On uważał, że Saddam Husain rozsiał w całym świecie arabskim bakterie czerwonej dżumy, która spowoduje wybuch wojny. No, ale po III Wojnie Światowej nastąpi tysiącletni okres pokoju

 

Na progu wojny

 

Według prognoz Pawła Głoby, światowy kryzys ekonomiczny rozpoczęty w 2008 roku będzie trwał do 2020 roku. Ten okres będzie najcięższym w czasie ostatnich 70 lat, a skumulowane naprężenia i napięcia mogą zakończyć się tylko wojną, a w 2014 roku Ludzkość stanie na jej progu. Nastąpi podstawowa zmiana politycznej mapy świata i zasadnicza zmiana geopolitycznego rozkładu sił.

Najbardziej niepokoi astrologa przebywanie Uranu z znaku Barana, co prowokuje permanentne wojny na Wschodzie i arabskie rewolucje. One rozpoczną stopniowe przenoszenie się w kierunku Rosji i w najbliższych latach także do Azji Środkowej.

A co się tyczy daty rozpoczęcia III Wojny Światowej, to wg wersji Pawła Głoby, to albo ją już przeskoczyliśmy, albo od marca 2014 roku (właśnie ta data często ukazywała się astrologom) ona już nadchodzi.

W związku z tym, staje się interesującą przepowiednia jednego z pierwszych rosyjskich astrologów Wasyla Niemczina, przepowiadającego wojnę światową po tym, jak 44 rządzącym zaoceanicznym mocarstwem będzie „czarny człowiek”. I został nim Barack Obama.

 

Apokalipsa

 

Petersburski astrolog Siergiej Szestopałow uważa, że aktualnie istniejący świat zbliża się do swego końca. Od 2014 do 2016 roku Ludzkości przyjdzie żyć pod panowaniem Plutona otwierającego Apokalipsę. Ale wbrew powszechnemu poglądowi, nie oznacza on końca świata, ale kres starego i powstanie nowego świata.

Z ludzkich oczu spadnie wreszcie kurtyna, i ludzie zobaczą wszystko w prawdziwym świetle. Narody przestaną wierzyć politykom (już nie wierzą – sic!) oszukaństwo i pazerność elit stanie się widoczna dla ludzi, i nikt nie będzie się na to godził.

Jednocześnie nastąpi przejście od piątej – aryjskiej, do szóstej rasy człowieka – teosam. Praktycznie wszyscy ludzie nowej rasy będą mieli możliwości paranormalne, takie jak prekognicja i jasnowidzenie.

[Takie PSI-właściwości posiadało wielu ludzi, ale zostali oni wytępieni lub znacznie przetrzebieni przez zbrodniczą działalność Świętej Inkwizycji w Średniowieczu i Odrodzeniu, tak więc właściwie będzie to powrót do korzeni, od których usiłowało odciąć Ludzkość chrześcijaństwo – uwaga tłum.]

Zmiany nastąpią także w obszarach moralności i etyki. Rasa aryjska odznaczała się skłonnościami do wojowania i złożonym stosunkiem do moralności. Dla pokojowych ze swej natury teosów ideały moralności będą świętymi.

Nowa era w historii Ludzkości zacznie się w 2017 roku. Ogromną rolę w tym odegrają naukowe odkrycia tanich i praktycznie niewyczerpanych źródeł energii. To pozwali wreszcie zlikwidować problem głodu, świeżej wody i cały szereg problemów (bytowych). Zmieni się życie Ludzkości.

[Początek Ery Wodnika według różnych astrologów zaczyna się – wg Wikipedii – od:

  • roku 1844 (David Williams),
  • początku ery industrialnej w XIX wieku (Marcia Moore, Mark Douglas),
  • przejęcia całkowitej kontroli nad planetą (Vera Reid),
  • ekspansji religii podobnej do tej ze Średniowiecza (Robert Zoller),
  • wykorzystania energii jądrowej w II połowie XX wieku (Neil Spencer),
  • powstanie nowych rewelacyjnych technologii i wynalazków (Louis MacNeice),
  • kluczowych punktów historii jak np. Rewolucja Francuska (1789) czy rewolucja obyczajowa lat 60. (Ray Grasse),
  • roku 3573 (Rudolf Steiner),
  • roku 1433 (Terry Mac Kinnel),
  • dnia 11.XI.1991 roku (Śri Singh Sahib Harbhajan Singh Khalsa Yogiji),
  • i wreszcie dnia 26.II.1890 (August Vandekerkhove).

Jak więc widać – rozrzut jest dość znaczny i obejmuje niemal 2000 lat – uwaga tłum.]

 

I jeszcze jedna wizja Siergieja Szestopałowa. Nie wolno mieszać Apokalipsy (z greckiego: objawianie, odkrywanie, ujawnianie) z Armagedonem (ostateczną wojną pomiędzy światłem a ciemnością, dobrem a złem). Armagedon zaczął się 31.X.1931 roku, zaś 5 grudnia tegoż roku w Moskwie wysadzono w powietrze Cerkwię Chrystusa Zbawiciela. II Wojna Światowa i obozy koncentracyjne stały się efektem wydarzeń zachodzących na cienkim planie. Główne i decydujące starcie wygrały siły światła w październiku 1949 roku. Po tym wszystkim wojen w skali globalnej być nie powinno. Możliwe są lokalne starcia, polowania na oddzielne „wilcze stada”.

 

Cała nadzieja w kosmicznych siłach?

 

W tym także kluczu dotyczącym Trzeciej Wojny Światowej, wypowiadała się także filozofka religii Elena Roerich. W jednym ze swych listów z 1950 roku, stwierdziła ona, że nie będą użyte bomby atomowe, bo oznaczałoby to koniec naszej planety. Jej zdaniem, od wojny światowej odwiodą Ludzkość wpływy kosmicznych sił. Rosja będzie chroniona i będzie krajem zwycięskim: tak jest zapowiedziane i nakreślone w gwiezdnych runach. I wszyscy ci, którzy podzielą jej zwycięstwo.

Być może jest i nadzieja, która pozostaje w puszce Pandory? Przecież zgodnie z starogreckim mitem, po wyjściu z niej wszystkich plag i biedy, puszka zamknęła się – i pozostała w niej tylko Nadzieja.

A na zakończenie powrócimy do tego, od czegośmy zaczęli – do proroctw Nostradamusa. Zainteresowanym jego twórczością dotyczącym Trzeciej Wojny Światowej polecam jeszcze jeden jego mistyczny czterowiersz, w którym on wykorzystując astrologiczną symbolikę wieszczy:

Kosa zjednoczy się ze stawem w Strzelcu

W jego najwyższym punkcie

Dżuma, głód i śmierć ze zbrojnych rąk,

Wiek zbliża się do swego odnowienia.

 

Udało się rozszyfrować to proroctwo. Sądząc z tego wszystkiego, chodzi tutaj o koniunkcję Saturna (atrybut: kosa, sierp) i Uranu (staw), w samym końcu konstelacji Strzelca. Taka sytuacja panowała w dniu 13.II.1988 roku, i nie powtórzy się w ciągu następnych 500 lat.

[Według innej interpretacji podanej przez dr Leszka Szumana w „Astrologii i polityce”, chodzi tutaj koniunkcję Saturna i Uranu w północnych sektorach Skorpiona i taka sytuacja będzie miała miejsce latem 2016 roku, co jednocześnie wyznacza początek Ery Wodnika – uwaga tłum.]

 

Proroctwo Szamballi

 

Proroctwo Szambali mówi, że ludzkość zacznie powoli podupadać, zaś Ziemię ogarnie idea materializmu. Ludzie nią owładnięci skupią się wokół „złego króla” i myśląc, że podbili już całą Ziemię, odkryją Szambalę. „Barbarzyńcy” zaatakują ją wielką zbrojną armią, jednakże zwycięstwo odniesie XXXII król Szambali, Rudra Cakrin. W decydującej walce zarówno zły władca, jak i jego zwolennicy zostaną unicestwieni.

 

Szambala nie znajduje się w tej rzeczywistości, lecz w świecie alternatywnym, równoległym. Dokładnie takie zadanie postawiono obecnie przed LHC. Pełną moc operacyjną ma osiągnąć w maju, zaś w czerwcu rozpocznie się właściwe badanie zagadnienia.

 

W pewien sposób wiąże się z tym inne ostrzeżenie:

 

Gwiazdy objawiają nową erę. Kosmiczny ogień znowu zbliża się do Ziemi. Ludzkość” ponownie zostanie poddana sprawdzeniu, czy jej Duch rozwinął się wystarczająco… a fale zmyją byty niegodnych… będą błyskawice, gromy i deszcze gwiazd.[2]

W ostatnim czasie coraz więcej wskazuje na to, że gros proroctw o zdarzeniach apokaliptycznych ostatnich czasów ma szansę ziścić się w ciągu lat 2016-2017.

A zatem prawie już…

Z naprawdę wielu proroctw wyłania się kilka powtarzalnych w nich zdarzeń:

 

Wojny, kataklizmy, komety…[3]

 

CZĘŚĆ I – Kataklizmy i chaos

 

– potężny kataklizm powstały w wyniku upadku asteroidy do Morza Atlantyckiego; co w efekcie spowoduje duże podtopienia znacznych obszarów Europy Pd i Zach. jak też Afryki Pn., Wlk. Brytania, północ naszego kraju: okolice Szczecina, Zatoka Gdańska – też są zagrożone;

– jeszcze większa intensyfikacja trzęsień, wulkanów (co tak naprawdę rośnie obecnie cały czas…) a także różnych kataklizmów pogodowych (obecnie mamy efekt niespotykanego El-Nino, a niebawem La-Nina);

– w wyniku tych zdarzeń – nie ma się co dziwić, iż w konsekwencji może nastąpić efekt przepowiadanych „3 dni ciemności”; Dlaczego w proroctwie jest mowa o niewychodzeniu z domu i uszczelnieniu drzwi i okien? Bo siarka z powietrza będzie zabierać tlen. Będąc na zewnątrz po prostu się udusimy. Będziemy więc mieć tyle tlenu ile będziemy mieć we własnych domach. Ale spokojnie… to minie po 3 dniach…

– świetlisty efekt krzyża na niebie (jednoznaczny znak świadczący o zbliżającym się Armagedonie);

O tym jeszcze co nieco na samym końcu…

– totalny chaos gospodarczy, ekonomiczny… a warunki środowiskowe nieuchronnie prowadzące do klęski głodu (najpóźniej od 2018r);

– nie powinno więc dziwić iż w warunkach takiego chaosu, ludy z Bliskiego Wschodu i Afryki Pn które już są w Europie Zach. mogą przejąć inicjatywę. Pełne spełnienie III-Tajemnicy Fatimskiej jest tylko kwestią czasu. A ksiądz Malachi Martin wyraźnie przepowiedział, że III-Tajemnica Fatimska spełni się w całości do 13.05.2017.; Dotychczas – zdarzenia opisywane w III-Tajemnicy Fatimskiej wydawały się wręcz nierealne; Obecnie… jak najbardziej już tak;

– częstym elementem pojawiającym się w przepowiedniach jest też zabicie jakiejś bardzo znanej postaci (co ma być też znakiem końca czasów), co wywoła spore emocje na całym świecie; Śmierć kogo może wywołać aż takie emocje … jak nie papieża Franciszka. On już doskonale wie, że jego dni są policzone… Domniemuję iż stanie się to w 2017 r. A po nim nastąpi już tylko Petrus Romanus.

– I to będzie koniec Kościoła Katolickiego jaki znamy. Zresztą proces jego degradacji zaczął się już dawno temu, a obecnie zbliżamy się do fazy kulminacyjnej;

– niekoniecznie musi to jednak oznaczać koniec naszej religijności i duchowości. Wręcz przeciwnie.

Tyle, że w wyniku pewnych odkryć – ludzie w końcu poznają od dawna ukrywane prawdy i zrozumieją właściwy sens swojej duchowości. Ku temu procesowi – tym bardziej zmuszą ich bardzo ciężkie czasy w których przyjdzie im żyć;

– przypatrując się proroctwom Nostradamusa, Irlmaiera czy też Teresy Neuman, los takich krajów jak Francja, Wlk. Brytania czy też Niemcy – jest wręcz przypieczętowany. Szczególnie ucierpią Niemcy, a proces destrukcji już się właśnie rozpoczął…

Proroctwo Irlmaiera mówiące o tym iż kolumny wojsk rosyjskich wejdą w pewnym momencie od południa do Niemiec, niekoniecznie musi oznaczać inwazję. W czasach w których może nie być już elektryczności i nie będzie działać jakakolwiek elektronika – ponownie w historii na znaczeniu zyskają armie liczebne wyposażone w podstawową broń (np. Rosja, Chiny…). Wejście Rosjan może być więc misją stabilizacyjną, której celem jest opanowanie chaosu wywołanego przez imigrantów.

 

CZĘŚĆ II – III wojna światowa

 

Motyw nieuchronnego wybuchu III Wojny Światowej jest też jednym z częstszych przewidywań pojawiających się w proroctwach. Jakie będą zwiastuny jej rozpoczęcia?

– wcześniejsza potężna katastrof naturalna – (Ferenc Kossutthany) – patrz wyżej;

– gdy do Europy masowo zaczną napływać ludy z Bliskiego Wsch. i Afryki Pn ratujące się przed wojną (ewangelista Emmanuel Minos). To się już stało …i cały czas trwa…

– gdy zostanie zabita bardzo znana osobistość (Alois Irlmaier) – patrz wyżej;

– gdy zacznie się mówić o sukcesie zawarcia jakiegoś bardzo ważnego pokoju, a III Wojna Światowa wybuchnie tuż potem (Veronika Lucken, Ojciec Klimuszko). Dokładnie teraz wiele krajów próbuje dograć rozejm w Syrii…

– gdy na niebie pojawi się niespodziewana kometa (Veronica Lucken) – patrz wyżej.

O samej komecie jeszcze raz na samym końcu.

– i najbardziej konkretne wskazanie: czerwiec ‘2016 (ksiądz Malachi Martin);

 

Z tych przepowiedni wyłania się bardzo ponury obraz konfliktu największych mocarstw (USA, Chiny, Rosja). W czasie którego na pewno zostaną użyte różne rodzaje broni w tym jądrowa.

Ale co ciekawe – pomimo kilku detonacji nuklearnych – świat jednak zatrzyma się na krawędzi i dalsza eskalacja napięcia z użyciem broni nuklearnej zostanie powstrzymana.

Świat zostanie jednak w pewnych obszarach skażony, a radioaktywne chmury będę przez jakiś czas przesuwać się nad wieloma obszarami. Najbardziej zagrożonymi obszarami są oczywiście Bliski Wschód i Indie. Ale także Japonia, Rosja, Wlk. Brytania, a nawet USA.

 

CZĘŚĆ III – chaos, ale prowadzący do nowego porządku

 

Potężna katastrofa w wyniku upadku asteroidy + wspominane gdzie nie gdzie wzmianki o możliwym rozbłysku na Słońcu (ponownie ks. Malachi Martin) + powszechne dz. wojenne – mogą spowodować na wielu obszarach Ziemi brak elektryczności, ropy, gazu itd. Do tego drastyczne zmiany klimatyczne i gdzie nie gdzie skażenie spowoduje globalną klęskę głodu. A niejako w konsekwencji – rozprzestrzenianie się też różnego rodzaju epidemii.

To musi doprowadzić do upadku świata jaki znamy. Ale to nie znaczy, że to już Koniec Świata. Nie.

To wszystko spowoduje, że wszystko się zmieni: od ekonomii, po standardy naszego życia.

Te pierwsze zmiany zaczną już być widoczne w 2016 r.…

Czeka nas niebywała jak dotąd rewolucja technologiczna szczególnie w zakresie alternatywnych źródeł energii, ale także w innych dziedzinach. Człowiek stanie się istotą bardziej humanitarną i duchową. Nie koniecznie też będziemy musieli pracować.

Zatem to co jest przepowiadane w wielu religiach i przekazach, że ludzkość po tych wszystkich okropnych zmianach rozpocznie nowy, lepszy etap swojego rozwoju – jak najbardziej jest prawdą.

Trzeba tylko przetrwać ten najgorszy okres. I gra na pewno warta jest świeczki.

Bo najcenniejsze co mamy to życie… i to czego jeszcze możemy podczas niego doświadczyć.

Jak w piosence: „…najpiękniejsze są dni, których jeszcze nie znamy”.

A po każdej burzy, … nawet największej …zawsze wychodzi Słońce.

 

I na koniec dodatek specjalny:

 

À propos znaków sygnalizujących nadejście Armagedonu, od zawsze mam przekonanie, że świetlny efekt krzyża na niebie może powstać w wyniku przecięcia się ogonów komet.

Informacją która mnie dzisiaj dosłownie zelektryzowała był news, że w dniach 21-22 marca 2016 do Ziemi zbliżą się naraz 2 komety. I to dość blisko (na niecałe 14 i 8 odległości od Księżyca).

Jest to wyjątkowo rzadkie zdarzenie i dziwię się, że nie jest w mediach to zbyt mocno nagłośnione (ja to znalazłem na Interii i w źródle: kosmonauta.net).

Załączam link:

http://nt.interia.pl/tech…ety,nId,2151050

Istnieje więc możliwość, że trajektorie tych komet mogą się tak przecinać, iż w pewnym momencie mogą wspólnie dać świetlisty efekt krzyża. Hmmm…

 

Zebrał – Robert Leśniakiewicz

[1] Wg Marina Chwyłja – „W przeczuciu III Wojny Światowej” w „Tajny XX wieka” nr 33/2014, ss.20-21 – przekład mój.

[2] „Epoch of Maitreya”, Dunhuang Collection, British Library.

[3] Na podstawie Forum Kod Czasu – http://kodczasu.pl/viewtopic.php?t=3063

Kamienny dysk z Jordanowa

 

Na blogu Klubu Kontaktów Kosmicznych oraz w miesięczniku „Nieznany Świat”, a także w nieistniejącym już kwartalniku „Czas UFO” niejednokrotnie pisałem o tajemniczych tworach jakimi są kamienne kule, które tu i ówdzie znajdowane są na całym świecie. Zainteresowanych odsyłam na następujące strony internetowe:

i inne. Ostatnim było ubiegłoroczne odkrycie kamiennych kul w powiecie suskim, rejonie Targoszówki, w korycie potoku o tej samej nazwie.

Tymczasem okazało się, że takie osobliwości są znacznie bliżej, niż mi się to wydawało, bo w mojej rodzinnej miejscowości – Jordanowie, na N 49°39’14” – E 019°49’36”, 471 m n.p.m. W dniu 21.VII.2016 roku, w czasie prac ziemnych na jednej z posesji przy ul. Batalionów Chłopskich, w wykopie znaleziono niezwykłą rzecz – kamienny dwuwypukły dysk z brązowego piaskowca magurskiego o średnicy 1,5 m i masie 2-3 ton. Znajdował się on na głębokości ok. 1 m. Przybyły na miejsce geolog – mgr inż. Stanisław Bednarz orzekł, że jest to kulista konkrecja piaskowcowa, a nie blok betonu czy meteoryt – jak początkowo sądzono.

Niestety, nie udało się wydobyć dysku w całości i rozłupano go na dwie równe części. Poza dyskiem w wykopie znajduje się także wychodnia piaskowcowa, której ów dysk mógłby być częścią. Dopiero po rozłupaniu dało się go wyciągnąć z wykopu.

Trudno powiedzieć, czy ów dysk był częścią wychodni, czy pozostawał poza nią. Nie było tutaj lodowca, więc nie może on być głazem eratycznym przezeń naniesionym. Nie widać na nim żadnych śladów obróbki mechanicznej – poza śladami zębów koparki, która go wydobyła. Na jego powierzchni widać ślady wietrzenia, a zatem przez jakiś czas musiał być on na powierzchni ziemi, albo nawet w wodzie. To nie powinno dziwić, bo jeszcze w Paleogenie był tutaj Ocean Tetys. Tak czy inaczej, stanowi on pewną osobliwość o nieznanym pochodzeniu, którą warto byłoby bliżej zbadać. I będzie ona badana.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/07/kamienny-dysk-z-jordanowa.html

Robert K. Leśniakiewicz

Opinie Czytelników

Ten dziwnie obrobiony kamień mógł być podstawą do zainstalowania działa właśnie w tym miejscu – na drodze wiodącej z Jordanowa do Myślenic i Jordanowa. W naszym mieście znajdowało się kilka stanowisk obronnych: na dzisiejszej ulicy Gen. Maczka, koło tzw. Zielonej Willi i na Drodze ku Skotnicy. Ich lufy były skierowane w stronę miasta, a zatem chodziło o powstrzymanie marszu ewentualnego nieprzyjaciela na kierunku Jordanów – Myślenice – Kraków. Budowane te obronne stanowiska były w połowie 1938 lub w lecie 1939 roku. Poza żołnierzami WP budowali je także Junacy lub harcerze – młodzi ludzie w mundurach, ale nie wojskowych. Tyle pamiętam. (Adam Leśniakiewicz)

Pogodowe podsumowanie wiosny

Tegoroczna wiosna trochę marudziła, trochę się ociągała, trochę się boczyła na nas, ale wreszcie przyszła. Zapowiadało się, że będzie ona sucha i trochę słoneczna trochę pochmurna – szczególnie w marcu i maju. A było tak:

 

Marzec:

Od 1 do 16.III przeważały dnie z zachmurzeniem ¾ – 1.0, z wysoką wilgotnością powietrza rzędu 80% i więcej. Potem były dwa słoneczne dni, zaś za nimi pochmurno aż do końca miesiąca. Najniższe ciśnienie atmosferyczne odnotowano w dniu 6.III i wynosiło ono 982 hPa, natomiast najwyższe – 1018 hPa odnotowano w dniu 17.III.

W dniach 5, 6, 18.III wiał wiatr halny, zaś 19, 29 i 30.III wiał tzw. „orawiec”, w czasie którego wilgotność powietrza spadła ≤20%. Opady w marcu były mikre – przez cały miesiąc spadło zaledwie 17,93 dm³/m² śniegu i deszczu – to niewiele, bowiem małe opady śniegu w poprzednich miesiącach nie dały zbyt wiele wody do gleby.

Najchłodniej było w dniu 18.III, w którym temperatura w nocy spadła do -4,8°C, zaś najcieplej było w dniu 30.III, kiedy to temperatura podniosła się do +18,6°C. Święta Wielkanocne – 27 i 28.III – były względnie ciepłe i bez opadów, czego się wszyscy obawialiśmy.

Najciekawszym dniem był 7.III, kiedy to nad Jordanowem zawisł smog, ale nad polami pojawiły się pierwsze skowronki. Tego samego dnia nad Wielkopolską pojawiła się zorza polarna. Dnia 14.III Kalifornia została zasypana śniegiem do grubości pokrywy 1 m, natomiast 17.III zaobserwowano u nas masowy wylot motyli i masowe kwitnienie krokusów! W dniu 25.III zaobserwowano pojawienie się zawilców oraz przylot czajek.

Kwiecień:

Kwiecień, zgodnie z przysłowiem nieźle nam „przeplatał” i mieliśmy rzeczywiście – trochę zimy, trochę lata. Prima Aprilis był chłodny, deszczowy i nieprzyjemny, ale za to następne cztery dni – pełne słońca i z temperaturą dzienną, która dobiła do +24,6°C. Niestety, były także nocne przymrozki do -2°C, potem aż do końca miesiąca były pochmurne dni, poza 21, 22, 26 i 29.IV. najzimniejszym był dzień 24.IV, kiedy to temperatura dzienna spadła do +2,7°C, zaś najcieplej było 5.IV. spowodowane to było przez wiatr halny, który wiał 3-5.IV i 14-17.IV – powodując wilgotność powietrza w granicach 20%.

W kwietniu opady odnotowano w 13 dniach, ale ich suma była znów niewielka – zaledwie 77,14 dm³/m², co nawet zmieściło się w przysłowiu: „suchy kwiecień mokry maj – będzie żytko niby gaj”.

Z ciekawszych obserwacji: w dniu 11.IV zaobserwowano pojaw pierwszych piestrzenic kasztanowatych i przylot pierwszych bocianów. Pierwsza burza ogrzmiała nam ziemię 12.IV i tegoż samego dnia zakwitły rzeżuchy łąkowe. W dniu 18.IV spadł grad, zaś 24.IV spadł śnieg w Paśmie Babiogórskim, w Arabii Saudyjskiej zaczęły się powodzie, a w Grecji były silne gradobicia. 27.IV zima pokazała, że nie dała za wygraną i w Jordanowie spadło 2-3 cm warstwa śniegu! Śnieg ten szybko się roztopił, co przyniosło ulgę w suszy glebowej i poprawiło stosunki wodne w naszym regionie.

 

Maj:

Najpiękniejszy miesiąc wiosny początkowo nie był wcale taki czarowny i wonny, jak opisują go poeci. Wprawdzie temperatury poszły do góry, i w I dekadzie miesiąca dobiły nawet do +23°C, ale II dekada stanęła pod znakiem zimnych Ogrodników i jeszcze zimniejszej Zośki, którzy wprawdzie byli stosunkowo ciepli – nawet do +22,4°C w Serwacego, ale cztery następne dni – 16-19.V były chłodne i nieprzyjemne. Zośka odemściła się 17 i 18.V zsyłając na nas lekkie (na szczęście) przymrozki i opad śnieżnej krupy.

Najcieplejszym dniem był 31.V, kiedy to temperatura doszła do +29°C, zaś najchłodniejszym był 17.V, z temperaturą +1,5°C na wysokości 2 m i przygruntowo -0,5°C. na szczęście były minimalne straty.

Co do opadów, to sumarycznie spadło nam 71,85 dm³/m² wody i mogłoby więcej. Tym niemniej wegetacja poszła szybko do przodu, i gdyby nie chłodny początek miesiąca, to grzyby pojawiłyby się u nas już na początku miesiąca, niejako w „czynie 3-majowym”! W maju mieliśmy 7 burz – w tym jedną z gradem – 31.V,  i 14 dni deszczowych.

Z ciekawszych spostrzeżeń należało odnotować przejście Niżu Genueńskiego w dniu 13.V, kiedy to spadło nam 23,4 mm deszczu. Z kolei w dniu 15.V odnotowano znalezienie pierwszego maślaka ziarnistego oraz zakwit storczyków Kukuły na stokach Przykca. 21.V znaleziona została przez Pana Bednarza ogromna pieczarka o średnicy 25 cm, podobnie jak w rumuńskim Siedmiogrodzie, gdzie znaleziono mega-pieczarki o średnicy 37 cm i wadze 1150 g! deszcze czy skażenie radioaktywne? Pytanie o tyle ważkie, że w Belgii i Holandii ogłoszono alarm przeciwatomowy w związku z możliwym aktem terroru wymierzonym w tameczne elektrownie jądrowe oraz awarią elektrowni jądrowej w Rosji. Przez dwa tygodnie prowadziłem pomiary skażeń, ale te trzymały się w granicach 0,06 – 0,18 μSv/h, więc wartości promieniowania tła Ziemi dla naszej miejscowości. Ale licho nie śpi, a po wydarzeniach w Czarnobylu i Fukushimie lepiej dmuchać na zimne… W dniu 25.V obeszły nas bokiem 2 burze – to stosunkowo nowe zjawisko jest związane ze zmianą cyrkulacji powietrza i efektem globalnego ocieplenia – podobnie stało się 31.V. W dniu 27.V pojawiły się pierwsze borowiki ceglastopore na Końskich Ugorach i Hyćkowej Górze. W okresie od 27 maja przechodziły codzienne burze, w trakcie jednej z nich na Babiej Górze piorun zabił turystę z Brzeska. W Niemczech piorun poraził piłkarzy na boisku. W tym czasie we Francji wystąpiła wielka powódź, ostatnia tej wielkości miała miejsce w 1982 roku, po- wódź dotknęła też Austrię i Bawarie. Te powodzie i burze nad Polską to wina płytkiego burzowego niżu z centrum nad Niemcami o imieniu Elwira, które to ściągało masy zwrotnikowego powietrza znad Morza Czarnego. No i 31.V przez cała Polskę przeszły potężne burze z ulewami , które nas na szczęście tylko musnęły skrzydłami, ale najgorzej dostało się Starachowicom na Kielecczyźnie, gdzie spadło 98 mm deszczu w ciągu godziny, Łodygowicom na Żywiecczyźnie – gdzie spadło 75 mm i Kirom Kościeliskim – 48 mm. Nas na szczęście burze obeszły boczkiem ale grzmiało i niewiele popadało około 10 mm w ciągu 15 minut. W miejscowości Męcina koło Limanowej piorun poraził 3 osoby. Z ciekawostek należy wspomnieć że w Rosji w Dagestanie wystąpiła biblijna plaga szarańczy, a Nowym Dworze Mazowieckim, tak wyroiły się muszki jętki że zbierano je łopatami.

W ramach astrologiczno-astronomicznych ciekawostek należy odnotować wyjątkowo złowróżbny i niepomyślny układ gwiazd i planet, który nastąpił w nocy 22/23.V, kiedy to doszło do koniunkcji (pozornego spotkania) Marsa w opozycji (najbliżej Ziemi) z Uranem i Księżycem oraz jedną z najjaśniejszych gwiazd – Antaresem w konstelacji Skorpiona (horoskopowy dom śmierci). Taki układ zazwyczaj zwiastuje wojny, rewolty i przewroty oraz różne kataklizmy naturalne. Niby w to nie wierzymy, ale jak to mówią – strzeżonego Pan Bóg strzeże. I dobrze by było, gdyby wreszcie do szkół średnich wróciło Przysposobienie Obronne tak lekką ręką wyrzucone przez nawiedzonych oszołomów! Bo jeżeli nawet rację miał o. Czesław Klimuszko, to do roku 2032 czekają na nas różne terminy i opresje, które dotkną także niektórych obszarów naszego kraju.

Robert K. Leśniakiewicz, Stanisław Bednarz       

Nocne Światła w sylwestrową noc…?

W sylwestrową noc, jak to mam w zwyczaju, obserwowałem iluminację naszego miasta – tysiące ogni sztucznych wypuszczanych o północy na powitanie Nowego Roku. Świąteczna kanonada przewalała się swym stacatto przez jakieś pół godziny w tą mroźną, zimową i całkowicie bezśnieżną noc.

Wtedy zobaczyłem to. W pewnej chwili spojrzałem w zenit i zobaczyłem dwa czerwone światełka na dużej wysokości poruszające się z N-NW na S – w kierunku Tatr. Pomyślałem, że to jakiś samolot i zająłem się fotografowaniem półksiężyca i znajdującego się nieopodal Jowisza oraz fajerwerków. Tymczasem ów „samolot” bardzo szybko przeleciał nad nami i znikł w dali. A oto metryczka tej obserwacji:

 

TYP INCYDENTU: NL

MIEJSCE:

Jordanów –  N 49°38’57″ – E 019°49′48″

Koskowa Góra – N 49°45’08” – E 019°47’00”

DATA: 1.I.2016 r.

CZAS: 00:08 CET/31.I.2015 r. 23:08 GMT

CZAS TRWANIA: ok. 20 s

ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1

ŚWIADKOWIE: kilka osób

ZDJĘCIA: nie było

PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: samolot pasażerski z Kopenhagi do Istambułu

 

Warunki pogodowe były następujące:

 

TEMPERATURA POWIETRZA: -8°C

WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 65%

WIATR: 0,0°B

CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 953/1014 hPa

ZACHMURZENIE: 0,0

WIDZIALNOŚĆ: CAVU, widoczny Księżyc w III kwadrze, planeta Jowisz i najjaśniejsze gwiazdy.

 

Odpaliłem komputer i usiłowałem znaleźć ten samolot przy pomocy aplikacji Flightradar24.com. i faktycznie – w naszej okolicy znajdował się tylko jeden samolot Boeing 737-82R z lotu PC 832 o znakach TC-CPC należący do tureckich linii lotniczych Pegasus Airlines lecący z Kopenhagi (CPH) do Istambułu (SAW) na wysokości 11.278 m i z prędkością 964 km/h. Nad Jordanowem mógł on być o godzinie 00:08 – 00:10 CET i mógł to być właśnie on. Ale czy na pewno?

Obiekt ten był widziany także przez grupę kilku osób – w tym Pana Stanisława Bednarza z małżonką Teresą ze szczytu Koskowej Góry, którzy także widzieli w opisywanym czasie przelot tego „samolotu”. I także jak w moim przypadku wydawało się, że ten „samolot” leci bardzo szybko – za szybko jak na zwyczajnego stratolinera. Poza tym leciał on z kierunku NW na SE.

A zatem istnieje możliwość, że widzieliśmy jeden i ten sam obiekt z dwóch różnych miejsc. Czy było to UFO w postaci Nocnych Świateł? Państwo Bednarzowie twierdzą, że widzieli światła stroboskopowe tego samolotu, natomiast ja widziałem tylko dwa czerwone światła pozycyjne. NB, następnego dnia czekałem o tym samym czasie na przelot tego rejsu i… nie było go…

A tak swoją drogą, nawet jeżeli to byli Ufiaści, to dlaczegóż by nie chcieli podziwiać świątecznej iluminacji naszych miast? Przecież na pewno Oni też mają swój zmysł estetyczny…

Zdjęcia iluminacji – http://wszechocean.blogspot.com/2016/01/nocne-swiata-w-sylwestrowa-noc.html

Robert K. Leśniakiewicz

 Nieznana katastrofa samolotu PLL LOT w Beskidach 19 marca 1954 roku.

Wszyscy znają dobrze szczegóły katastrofy samolotu AN-24 B na Policy w Zawoi 2 kwietnia 1969 roku, mało kto jednak wie że w Beskidzie Wyspowym  pod szczytem  Ćwilin 1070 m n.p.m. miała miejsce katastrofa samolotu Li-2 PLL LOT lecącego z Warszawy do Krakowa.  Ja też przypadkowo zapoznałem się z tą katastrofa studiując amerykańska stronę internetową o wszystkich wypadkach samolotowych w świecie. Najpierw zapoznam czytelników z miejscem katastrofy. Gdy jedziemy z Mszany Dolnej do Limanowej to niedaleko za Mszana Dolna wspinamy się na przełęcz i wieś o tej samej nazwie Gruszowiec. Na lewo od tej przełęczy wznosi się szczyt Śnieżnica o wysokości 1006 m n.p.m. , natomiast na prawo szczyt Ćwilin o wysokości 1072 m n.p.m. , który jest drugim co do wielkości  w Beskidzie Wyspowym.

Szczyt jest bardzo atrakcyjny posiada wiele osobliwości przyrody ożywionej i nie ożywionej, tak że zachęcam czytelników do odwiedzenia go. Z polany szczytowej roztacza się przepiękna panorama. Ale nie o tym będzie mowa. W dniu 19 marca z Warszawy wyruszył samolot Lisunow Li-2 Polskich Linii Lotniczych LOT na rejs do Krakowa. Powiedzmy więc  sobie co nieco o historii tego samolotu. Li-2 był licencyjną produkcją ZSRR na podstawie amerykańskiego samolotu DC-3 (Dakota). Wyjątkowo ZSRR legalnie zakupił licencje w 1938 roku od USA. Piszę wyjątkowo bo ZSRR bardzo często kopiował kapitalistyczne produkcje , nie pytając o zgodę Po dokonaniu przeróbek umożliwiających dostosowanie samolotu do ciężkich przewozów transportowych w 1939 uruchomiono produkcje do celów głównie transportowych , a także pasażerskich. Ogółem do końca 1946 roku gdy zakończono produkcje z taśm fabryki w Chimkach koło Moskwy zeszło 3000 sztuk , najwięcej w wersji transportowej. Polskie Linie Lotnicze LOT po wojnie odczuwały drastyczny brak maszyn. Z końcem 1946 roku do Polski sprowadzono do Polski 20 samolot Li-2 wersji 2P-pasażerskiej o dwóch silnikach tłokowych o mocy 840 KM każdy. Taki samolot zabierał 26 pasażerów  i  posiadał załogę złożona z 4 osób( 2 pilotów, 2 stewardessy). Otrzymały one numery rejestracyjne do SP-LAA do LAW. Nasz samolot nosił rejestracje SP-LAH. Czyli pochodził z tej dostawy. Były i następne dostawy tak że w 1954 roku PLL LOT miał na swoim wyposażeniu maksymalna liczbę 39 egzemplarzy. Samoloty te były w służbie  PLL LOT do połowy lat sześćdziesiątych  , a ostatni lot pasażerski  odbył się w 1967 roku. Stopniowe wycofywanie tego modelu rozpoczęto w 1961 roku. W lotnictwie wojskowym przetrwały do 1974 roku.

Ale wróćmy do pechowego 19 marca wówczas samoloty PLL LOT  Warszawy do Krakowa  latały nieco inna trasą kierowały się na Dąbrowę Tarnowska gdzie był radiolatarnia, a następnie skręcały na Kraków. Po minięciu radiolatarni w Dąbrowie Tarnowskiej  która w tym dniu miała awarię zasilania samolot utracił zdolności prawidłowej nawigacji . Zboczył  zatem  z zaplanowanej trasy i niespodziewanie w warunkach złej pogody to jest gęstej mgły  i błędu nawigacyjnego znalazł się nad Przełęczą Gruszowiec. Należy w tym miejscu dodać ze w 1969 roku  gdy była katastrofa w Zawoi  samoloty z Warszawy do Krakowa latały już inna trasą kierując się na radiolatarnie w Jędrzejowie. Ze względu na wspomnianą mgłę pilot w ostatniej chwili zauważył stoki Ćwilina. Podciągnął więc maszynę do góry by nie uderzyć czołowo i złagodził w ten sposób skutki uderzenia gdyż osiadł  równolegle do stoku. Manewrem tym uratował pasażerów bowiem  zginęła  tylko 1 osoba z 23 znajdujących się na pokładzie  , a pozostałe zostały ranne. Samolot rozbił się wysoko koło przysiółka Bursawina nad osiedlem Granice na wysokości około 950 m n.p.m. W warunkach dużego zaśnieżenia okoliczni mieszkańcy przez cały dzień  na prowizorycznych noszach z gałęzi świerkowych jak i na własnych plecach znosili  rannych do karetek , które stały na dzisiejszej drodze krajowej nr 28. Manewr podniesienia dziobu maszyny , który uratował pasażerów , był możliwy w tej maszynie gdzie zainstalowane były silniki tłokowe , a prędkość przelotowa wynosiła 240 km/h. W AN-24B w 1969 taki manewr był niemożliwy gdyż samolot miał silniki turbośmigłowe o mocy 2820 KM każdy, a prędkość przelotowa wynosiła 450km/h,  i samolot uderzył czołowo w stok. Wrak Li-2  w późniejszych dniach przetransportowano do Limanowej gdzie leżał jeszcze długo koło bazyliki.

Stanisław Bednarz