Poezja

NA SPYTKA JORDANA

 

Niechaj narodowi wżdy postronni znają,

że był taki koleś, co o nim godają,

co mądry był i rozmawiać umiał,

a jego obrotnością wielką władzę zdumiał,

tak że szef Zygi dał mu papiery,

by naraz działał ze swej kozery!

Taki to ziomal czasów dawniejszych,

że dzisiaj spotka się już tylko mniejszych,

Na laurach nie siedział, choć siadać już lubił,

bo rzeczy piękne podziwiać lubił –

a że rynków mało, to mu się zachciało

wybudować jakiś, gdyby tak się dało…

i stanął nad dróg wszelkich rozstajem,

otworzył piersiówkę, zapalił był faję,

mocą ducha świętego i dymem kadzony,

zaśmiał się głośno myślą uraczony:

‘Dyć ja połączyć swe pomysły mogę,

postawię tu miasto, co przetnie każdą drogę,

i handel tu zakwitnie, ludzie będą radzi,

nawet parę dębów gdzieniegdzie się posadzi,

nazwisko tak uchowam na kartach historii,

i niechże miasto kwitnie, a ród będzie w glorii’.

Historia lud bogaci jak ciżbę ludzie duchem,

gdy jedni prawią słowem, drudzy bystrym uchem,

gdy biedny człowiek taki skarb odrzuci,

nigdy nie zmądrzeje, a się wiecznie kłóci,

nie dziwota zatem, że mu życie ciężkim,

jest maluczkim, choć mógłby być wielkim.

 

Tomasz Małecki

Reklamy

Wtedy – potem!

Godziny się wloką

Ciężko Ci na duszy

Spoglądasz przez okno

Nieobecnym wzrokiem

Wtedy podnieś głowę

Stań przed lustrem

Zobaczysz tam ptaka

Ze złamanym skrzydłem

Weź oddech głęboki

Unieś ust kąciki

Spójrz znów do lusterka

A tam pączki róży i tęcza

Już Ci godzina – chwilą

Ciężar gdzieś uleciał

Za oknem tyle radości

Ptak i smutek odeszły

Teraz jesteś już silny Nadzieją!

Bożena Sandulska

        Wspomnienie przeszłości

                         

      Starsi mieszkańcy Jordanowa  pamiętają nadawane w latach pięćdziesiątych koncerty znakomitego zespołu harmonistów Tadeusza Wesołowskiego.

Nadawało je Polskie radio w godzinach południowych w każda sobotę. Wirtuoz polskiej harmonii (odmiana akordeonu) był muzykiem kompozytorem i pedagogiem .Tadeusz Wesołowski warszawianin urodził się 1.09.1918 roku., zmarł 9.06.1971 roku. Był synem złotnika ,organisty kościelnego. Tadeusz od dzieciństwa wykazywał niezwykłe zdolności i zainteresowanie muzyką. Ukończył studia w warszawskim konserwatorium i w tej uczelni został pedagogiem, kierownikiem sekcji akordeonu. Założył zespół harmonistów, z którym koncertował w Polskim Radiu , a także w wielu krajach  Europy i Ameryki. Zostawił po sobie bogaty dorobek nagrań na płyty i taśmy.

                                                                                          Jerzy Semsch

Pamięci Tadeusza Wesołowskiego

 

           Rozśpiewała się  polska harmonia,

Znikały smutki i troski,

Gdy na swojska nutę ludową

Grał Tadeusz Wesołowski.

Biegały z wdziękiem po klawiszach

Roztańczone palce

Dźwięczały polki i oberki,

Polonezy i walce.

Płynęły dźwięki  miłej melodii

Sercu drogiej , bliskiej i czystej

Spod klawiszy wydobytej

Palcami wielkiego Artysty.

Wyczarował harmonista

Odgłosy wsi polskiej ,spokojnej

I polne kwiaty w łanie żyta,

I zapach lipy upojnej.

W genialny sposób odtworzył

Temperament naszego ludu

Jego łzy i uśmiechy

I piękno rolnika trudu.

Była w tej grze świeżość poranka

Brylanty rosy na trawie

Poważne rodaków rozmowy

I tańce na wiejskiej zabawie.

Niosły się tony z głośników

W dolinach , równinach, po wzgórzach

Na twarzach zmęczonych , zgorzkniałych

Wykwitał uśmiech jak róża.

Za czyste piękno i dobro,

Które dał narodowi

Głęboki ukłon wdzięczności

Składam drogiemu mistrzowi.

                                                                          Jerzy Semsch

Mój komentarz

Czy pamiętam? No pewnie, że pamiętam! W latach 60., 70. do połowy lat 80., kiedy jeszcze Polacy byli dumni z tego, że są Polakami, a nie jak dzisiaj Europejczykami wstydzącymi się swej kultury, w niedzielę przed godziną siódmą rano Polskie Radio emitowało 30-45 minutowy koncert polskiej muzyki ludowej w wykonaniu Ludowej Kapeli Polskiego Radia pod dyrekcją Feliksa Dzierżanowskiego. Poza tym grały inne kapele ludowe i zespoły instrumentalistów – w tym wspomniany powyżej zespół akordeonistów Tadeusza Wesołowskiego. Wtedy słuchało się – w czasie rannej krzątaniny – prawdziwie polskiej muzyki: ognistych mazurków, krakowiaków i obertasów, skocznych trojaków, dostojnych polonezów i kujawiaków, szybkich galopów i polek. Parę lat temu na antenie PR-1 przypomniał to red. Andrzej Zalewski w godzinnej audycji. Niech Mu za to w niebie będzie policzone!

A przecież to wszystko było za tej okropnej komuny, w tym szarym i siermiężnym PRL-u! Tak, ale mimo swych niedostatków, Polska Ludowa dbała o kulturę narodową i wykładała środki na jej utrzymanie, rozwój i promocję w kraju i za granicą. Mieliśmy dwa wspaniałe zespoły „Mazowsze” i „Śląsk”, które reprezentowały nasz kraj na całym świecie – wystarczy poczytać wspomnienia Stanisława Hadyny. Gdzie one są dzisiaj? Podobno są, ale ich nie widać, nie słychać. A przecież żyjemy w podobno wolnej, niezawisłej Polsce. Tylko że tego nie słychać. Z radia płynie jakiś zagraniczny szajs, o TV nawet nie mówię, bo robi mi się niedobrze.

Czego się wstydzimy? Tego, że jesteśmy Polakami! Bo chyba tak. Wstydzimy się hymnu – mało kto zna wszystkie zwrotki, wstydzimy się naszych barw –  bliższa nam Anglia, Niemcy czy Ameryka, której barwy nosimy na koszulkach i spodniach, bo to jest modne i na topie… Wstydzimy się swojego języka, zaśmiecając go jakimiś makaronizmami w rodzaju: „ubogacanie”, „celebryci” czy innymi potworkami. O ile jeszcze znosić to można w języku technicznym, to w języku literackim jest to nie do przyjęcia. Normalnego Polaka rżnie po uszach ten czasownik na końcu zdania – typowa łacina, która pasuje do naszego języka jak pięść do nosa. I dziwię się tylko cenzorom przepuszczającym do obiegu coś takiego! Że cenzury nie ma? – ależ jest, tylko broni innych priorytetów – jak to się dzisiaj modnie mówi, i czystość polszczyzny ma dokładnie gdzieś.

Robert K. Leśniakiewicz

Dlaczego

 

Przed mym oknem wielkie jesiony
Mocne,twarde,wytrzymałe
A i właściwości lecznicze
Też mają nie małe

Te wielkie jesiony
Za przystanek mają wrony
Ciągle więcej dolatuje
Występ wroni się szykuje

Jedna z tych wron zakrakała
Zaraz inne zaczynały
I po chwili instynktownie
Wszystkie już krakały

To nie ludzie,to wierzęta
W zwierzęcy instynkt wyposażone
My to ludzie przez Stwórcę stworzeni
I rozumem przez Niego obdarzeni

Estrada,-a na niej
Mierny aktorzyna
Swój występ od kpin
Z wiary i księży zaczyna

Rusza się jak małpa na gałęzi
A marzy się mu występ w La Scali
I zaklaskał ktoś na sali
Jeden zaklaskał,po chwili wszyscy klaskali

To co piękne i szlachetne zanika
Byle jakość i przeciętność rozkwita
Poklask u nas zdobywa miernota
Wywodząca się” od sierpa i młota”

Czemu to klaszczesz i co cię tak bawi
Kpina z Pana Boga co chce cię zbawić?
Nie bądż podobny do ptactwa czarnego
Nie klaskaj jak kpią z Pana Naszego

Będzie ci się wiodło
Będziesz prosił,będziesz miał
Bo nasz Pan przez całe życie
Będzie nad tobą czuwał

Franciszek Macias

SZTUKA ŻYCIA !

 

 

Zaczarowany Świat

Pełen ułudy i baśni

Zaczarowane słowa

Nadające szybki rytm serca

 

Ser-ce  Ser-ce  Ser-ce

Mi-łość  Mi-łość   Mi-łość

Za-ćmie-nie  Za-ćmie-nie

Za-sło-na  Za-sło-na

 

Piękny sen na jawie

Gdy się budzisz

Dopada Cię i wyśmiewa

Rzeczywistość twarda jak głaz

 

Jak że chciało – się znów zasnąć

Uciec w marzenia

Jak dziecko dni i nocy

Świadomości tzw – dorosłych !

Miasto  Mojego dzieciństwa

 

        Gdy zasypia moje miasto Jordanów

W zaułkach snują się jakieś cienie

Kaszmirowe niebo-usiane gwiazdami

Nastraja do marzeń –wspomnień

 

Można tu posłuchać różnych opowieści

O naszych przodków dawnych dziejach

O walecznej przeszłości wzlotach i upadkach

I powrócić do beztroskich lat dzieciństwa

 

Tyle tu tajemnic ciągle odkrywanych

Tyle pogrzebanych nadziei

Gdy się zastanawiam nad tym co minęło

Gdzieś tam -na dnie serca czuje tępy ból

 

A ci –co już odeszli na druga stronę tęczy

Mogliby powiedzieć wiele o jego historii

Lecz swoje przeżycia zabrali ze sobą

Dziś tylko Ich mogiły, -za Nich

 

Dymy jak wspomnienia-snują się po niebie

Wzlatują wysoko w gwiaździste przestworza

Wtedy się spostrzega ile mieści w sobie

Piękna oraz bogactwa przyrody i kultury

 

        Bożena Sandulska

Pozwól mi Panie

 

Pozwól mi Panie przenieść się do rodzinnej chaty.

Gdzie stół miłością bogaty,
gdzie dobrzy ludzie uśmiechy sobie ślą.

Kiedy w świąteczny czas

dobro błyszczy w nas.

W te strony

Gdzie cudne kolędy tony
unoszą się nad lasem
spojrzyj na ubogiego czasem.

Te chwile z bliskimi niech będą nam dane

Jak kiedyś wspólne kolęd śpiewanie.

                                                               Irena Stopa