Kultura

Gwiezdne wojny w Magistracie

Życie z klocków Lego
Z wielkich marzeń mały świat
Układanka złych i dobrych dat
Nagle coś z niczego
Stary nieład w nowy ład
Życie z klocków Lego – Fabuland

Andrzej Rybiński

 

W dniach 20-21.VIII.2016 roku, w ramach Dni Jordanowa, w Magistracie miała miejsce już tradycyjna, ale niecodzienna Wystawa Klocków Lego – LEGOWISKO Jordanów 2016. Animatorem tej wystawy był Pan Damian Wicher, zaś organizatorami i patronami medialnymi: LUGPol, Miasto Jordanów, MOK Jordanów, Inspiracja, Małopolska Organizacja Turystyczna, South Truck Trial oraz sucha24.pl. Przybyli wystawcy właściwie ze wszystkich stron kraju i zajęli aż dwa piętra naszego ratusza. A było czym!

Na parterze, w westybulu i salce USC rozmieszczono klockowy świat Gwiezdnych Wojen. Jako że jestem zaprzysięgłym fanem tego serialu, poszedłem zwiedzić tą ekspozycję na pierwszy ogień. Zwiedzających przed wejściem witał naturalnej wielkości droid R2D2 oraz złowrogi Lord Darth Vader. Potem było miejsce zabaw dla dzieciaków i… drugi droid – C-3PO, znów Darth Vader i Luke Skywalker. W sali USC pokazano kolorowy świat Gwiezdnych Wojen: modele pojazdów kosmicznych Imperium i Rebeliantów, kilka modeli Falcona Millenium, pole bitwy na mroźnej planecie Koth, w tym modele kroczących machin bojowych Imperium i pojazdów latających Rebeliantów. Następnie modele budynków i figurki głównych bohaterów filmu. No i oczywiście model Gwiazdy Śmierci miotającej promienie zagłady na planetę Aldeeran…

Na piętrze był kolejny plac zabaw dla dzieci, zaś w Sali Posiedzeń wystawa naszej pomniejszonej cywilizacji. Czego tam nie było? – trudno powiedzieć. Jako zaprzysiężonego fana kolei interesowały mnie przede wszystkim pojazdy szynowe, które jeździły po miniaturowych miastach. Szczególnie wzruszył mnie widok pociągu pancernego Śmiały

Poza tym były także modele samochodów i innych pojazdów oraz (działające!) modele różnych maszyn i urządzeń oraz – ognisty smok!

Wystawa przyciągnęła uwagę przede wszystkim dzieci, ale i dorosłych, którzy oblegali ją przez dwa dni. No cóż, wszak każdy dorosły kiedyś był dzieckiem…!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/08/gwiezdne-wojny-w-magistracie.html

Robert K. Leśniakiewicz

I kolęda poszła w dal…

 

W dniu wczorajszym, czyli 17 stycznia, o godzinach 18:00-19:00, w jordanowskim Domu Strażaka odbył się I Noworoczny Koncert Kolęd w wykonaniu Orkiestry Dętej OSP Jordanów oraz gościa specjalnego – Katarzyny Miśkowiec, która była uczestniczką VI edycji The Voice of Poland, a której popisy wokalne uświetniły tą imprezę.

Dopisała pogoda, bo była dokładnie taka, jaka powinna być w Święta i w karnawale: było zimno, padał śnieżek, a zza chmur od czasu do czasu wyglądał biały, styczniowy, mroźny półksiężyc. Dopisała także publiczność. Sala Domu Strażaka była zapełniona.

Po powitaniu wszystkich gości – a w szczególności seniorów-strażaków-orkiestrantów – nastąpiła właściwa część programu – koncert kolęd. Zaczęto od bożonarodzeniowej piosenki Binga Crosby’ego, Franka Sinatry i kilku innych pt. „White Christmas” Irvinga Berlina – hitu z amerykańskiego filmu „Świąteczna gospoda”, a potem już popłynęły polskie kolędy, które śpiewała Pani Miśkowiec i ludzie na widowni. Pani Miśkowiec ma ładny, mocny głos i uważam, że powinien być wykorzystany – osobiście słyszę ją w repertuarze jazzowym.

Orkiestra dała z siebie wszystko, by koncert był na poziomie i był na poziomie. To już nie te czasy, kiedy grało się „umpa-umpa” dwa marsze na krzyż, w tym jeden żałobny. Widać przede wszystkim to, że orkiestra odmłodniała i … jest w niej coraz więcej dziewcząt, które doskonale radzą sobie z instrumentami. Oczywiście także widać zmianę repertuaru – jest tu muzyka marszowa, popularna i sakralna – w tym kolędy – grane brawurowo i bez fałszów. Wielka w tym zasługa kapelmistrza …., całego zespołu i pieniędzy, które Orkiestra wreszcie dostała na swój rozwój. Trzymajcie tylko tak dalej!!!

I wreszcie przerywniki w postaci wierszy o nowym roku ks. Jana Twardowskiego czy Adama Mickiewicza – a wszystkie w interpretacji pani, która także prowadziła konferansjerkę. Recytowała pięknie i szkoda, że tak mało.

Mam nadzieję, że znów spotkamy się za rok w styczniowy wieczór by posłuchać i zaśpiewać polskie kolędy. No właśnie polskie, bo uważam, że – owszem, możemy słuchać amerykańskich, angielskich, francuskich czy nawet rosyjskich kolęd (są liryczne i piękne, jak stare romanse), ale takie właśnie koncerty powinno się zaczynać od kolędy „Bóg się rodzi”, a potem może być cudzoziemszczyzna. Dlaczego? – bo to polskie i nasze, bo nie jesteśmy jeszcze kolonią czy terytorium zależnym od USA, tak jak nie byliśmy 18 republiką Rad, więc powinniśmy zaczynać od polskiego poloneza, choćby z patriotycznego obowiązku! I mam nadzieję, że II Koncert zacznie się od niego, co daj nam Boże…

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/01/i-koleda-posza-w-dal.html  

 

Robert K. Leśniakiewicz     

Grafika 3D Pod Basztą

W dniu 9.X.2015 roku, o godzinie 17:00  w naszym MOK otwarta została wystawa prac Pana Norberta Czecha pt. „Grafika 3D”, która będzie czynna w październiku i listopadzie br.

Niestety, nie mogłem być z powodów zdrowotnych (powaliła mnie grypa) na otwarciu wernisażu, ale zwiedziłem wystawę już na spokojnie, bez tłumów, kilka dni później. Dzięki temu mogłem sobie obejrzeć wszystkie wystawione grafiki i zastanowić się nad każdą z nich.

Nie znam się specjalnie na sztuce, ale przyznam, że wystawione prace mi się podobały – szczególnie te, które przypominały mi przeczytaną literaturę fantasy i fantastyczno-naukową. Podobały mi się zatem grafiki przypominające książki Roberta E. Howarda z cyklu opowieści o Conanie Cymmerianinie, Daniela Laskowskiego z cyklu opowieści o Lestku Wislaninie czy filmy George’a Lucasa z cyklu „Wojny gwiezdne”.

Poza tym ciekawie się prezentowały grafiki przedstawiające zwykłe przedmioty w niezwykłych ujęciach czy ponura wizja pociągu-widma… Jednym słowem, każdy z nas znajdzie coś tam dla siebie. Każdemu z nas przypomną się jakieś migawki z naszej przeszłości, z przeczytanych książek, obejrzanych filmów czy wreszcie ze snów, które śniliśmy dawno temu.

Warto jest przyjść i obejrzeć te niepokojące wizje. Naprawdę.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/10/grafika-3d-pod-baszta.html  

Robert K. Leśniakiewicz

Śpiewam radość wędrowania…

W dniu 19.VIII.2015 roku, w jordanowskim MOK odbyło się niezwykle ciekawe spotkanie z przewodnikiem beskidzkim, pisarzem i podróżnikiem i przedsiębiorcą – Panem Marcinem Leśniakiewiczem z Suchej Beskidzkiej. Marcin Leśniakiewicz wsławił się nade wszystko swym dziełem – bo tylko tak można nazwać jego monografię pt. „Babia Góra i okolice” (Sucha Beskidzka, 2015) – która jest przewodnikiem po obszarze Stowarzyszenia Gmin Babiogórskich. W tej chwili jest to biblia wszystkich miłośników Babiej Góry i Beskidów, turystów i wszelkiej maści wędrowców górskich.

W pierwszej części Marcin Leśniakiewicz opowiedział o tym, jak udało mu się zrealizować swój zamysł stworzenia uniwersalnego przewodnika, pisanie którego związane było z koniecznością odwiedzenia i opisania każdego z ponad 700 obiektów wymienionych w tekście! I właśnie w tym tkwi wartość tej pracy – jest ona niemal w 99,99% pisana w terenie, a nie zza biurka.

Tak już przy okazji, to wspomniał on o tym, że mieszkamy w jakiejś niejasnej krainie geograficznej zwanej Beskidem Makowskim. Nazwa ta – wydumana przez „mędrców” z Warszawy – zupełnie nie odpowiada rzeczywistości i już bardziej adekwatną byłaby nazwa Beskid Jordanowski… Należałoby tedy powrócić do dawnej nazwy Beskid Średni, co najbardziej przystaje do rzeczywistości! Podobnie jest z nazwami Maków Podhalański czy Bystra Podhalańska, które również nie pasują do beskidzkiego otoczenia, w którym się znajdują.

W drugiej części spotkania autor przedstawił nam swe fascynacje dwoma sąsiednimi krajami – Republiką Czeską i Słowacją, gdzie prowadzi także swe wycieczki. Bardzo ciekawym jest to, że zwiedza on te kraje (i inne też) „z buta” czyli per pedes apostolorum, na dalsze dystanse poruszając się środkami komunikacji publicznej. No i widzi i słyszy się to, czego nie da się ujrzeć i usłyszeć z kokpitu samochodu… A trzeba wiedzieć Czytelniku, że Marcin Leśniakiewicz zwiedza te miejsca, które są wpisane na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i takie, w których rzadko lub wcale przebywają tzw. „turyści masowi”. Jego sposób zwiedzania to wędrówka piesza i przemieszczanie się pociągami, autobusami czy busami, co pozwala na dokładne wyeksplorowanie zwiedzanej krainy. No i jest to o wiele tańsze, niż spędy 40- i więcej osobowe.

To dwugodzinne spotkanie dało mi pewność, że  żeby się dobrze bawić i odpocząć wcale nie trzeba jechać na Mauritius, do Tajlandii czy na Bali, a czasami największe i najciekawsze atrakcje czekają na nas w naszym kraju i w jego najbliższym otoczeniu.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/08/spiewam-radosc-wedrowania.html

Redakcja

Dni Jordanowa – polecam imprezy!

Wkrótce Dni Jordanowa – to okres wielu ciekawych imprez kulturalnych, wśród których szczególnie polecam:

W dniu 19.VIII.2015 roku, o g. 18:00 w Galerii Pod Basztą, spotkanie z autorem najbardziej kompleksowej pracy na temat Babiej Góry i okolic – Panem Marcinem Leśniakiewiczem z Suchej Beskidzkiej.

W dniu 22.VIII, o godzinie 10:00, w jordanowskim Ratuszu będzie miało  miejsce otwarcie ekspozycji LEGOWISKO 2015. Będzie to prezentacja prac ludzi zajmującym się kolekcjonowaniem, modelarstwem i twórczym przetwarzaniem konstrukcji z klocków LEGO. Jak zapewnia mnie jej animator Pan Damian Wicher, zapowiedziało się już 50 twórców „klockarzy” z całego kraju!

W dniu 23.VIII, o godzinie 11:15, w Galerii Pod Basztą będzie miało miejsce otwarcie wystawy i seminarium poświęcone architektowi jordanowskich zabytków Janowi Sas Zubrzyckiemu. Jako, że impreza jest firmowana przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Jordanowskiej i jej animatorem jest mgr inż. Stanisław Bednarz – Prezes TMZJ, będzie tam miało miejsce otwarcie wystawy i wystąpienia zaproszonych gości, wręczenie odznaczeń Zasłużony Dla Ziemi Jordanowskiej, a także zostaną wygłoszone referaty na temat neogotyku i budowli Jana Sasa Zubrzyckiego, które wygłoszą: dr inż. arch. Krzysztof Wielgus oraz mgr inż. arch. Anna Szczybura.

ZAPRASZAMY!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/08/dni-jordanowa-polecam-imprezy.html

Robert K. Leśniakiewicz

        Wspomnienie przeszłości

                         

      Starsi mieszkańcy Jordanowa  pamiętają nadawane w latach pięćdziesiątych koncerty znakomitego zespołu harmonistów Tadeusza Wesołowskiego.

Nadawało je Polskie radio w godzinach południowych w każda sobotę. Wirtuoz polskiej harmonii (odmiana akordeonu) był muzykiem kompozytorem i pedagogiem .Tadeusz Wesołowski warszawianin urodził się 1.09.1918 roku., zmarł 9.06.1971 roku. Był synem złotnika ,organisty kościelnego. Tadeusz od dzieciństwa wykazywał niezwykłe zdolności i zainteresowanie muzyką. Ukończył studia w warszawskim konserwatorium i w tej uczelni został pedagogiem, kierownikiem sekcji akordeonu. Założył zespół harmonistów, z którym koncertował w Polskim Radiu , a także w wielu krajach  Europy i Ameryki. Zostawił po sobie bogaty dorobek nagrań na płyty i taśmy.

                                                                                          Jerzy Semsch

Pamięci Tadeusza Wesołowskiego

 

           Rozśpiewała się  polska harmonia,

Znikały smutki i troski,

Gdy na swojska nutę ludową

Grał Tadeusz Wesołowski.

Biegały z wdziękiem po klawiszach

Roztańczone palce

Dźwięczały polki i oberki,

Polonezy i walce.

Płynęły dźwięki  miłej melodii

Sercu drogiej , bliskiej i czystej

Spod klawiszy wydobytej

Palcami wielkiego Artysty.

Wyczarował harmonista

Odgłosy wsi polskiej ,spokojnej

I polne kwiaty w łanie żyta,

I zapach lipy upojnej.

W genialny sposób odtworzył

Temperament naszego ludu

Jego łzy i uśmiechy

I piękno rolnika trudu.

Była w tej grze świeżość poranka

Brylanty rosy na trawie

Poważne rodaków rozmowy

I tańce na wiejskiej zabawie.

Niosły się tony z głośników

W dolinach , równinach, po wzgórzach

Na twarzach zmęczonych , zgorzkniałych

Wykwitał uśmiech jak róża.

Za czyste piękno i dobro,

Które dał narodowi

Głęboki ukłon wdzięczności

Składam drogiemu mistrzowi.

                                                                          Jerzy Semsch

Mój komentarz

Czy pamiętam? No pewnie, że pamiętam! W latach 60., 70. do połowy lat 80., kiedy jeszcze Polacy byli dumni z tego, że są Polakami, a nie jak dzisiaj Europejczykami wstydzącymi się swej kultury, w niedzielę przed godziną siódmą rano Polskie Radio emitowało 30-45 minutowy koncert polskiej muzyki ludowej w wykonaniu Ludowej Kapeli Polskiego Radia pod dyrekcją Feliksa Dzierżanowskiego. Poza tym grały inne kapele ludowe i zespoły instrumentalistów – w tym wspomniany powyżej zespół akordeonistów Tadeusza Wesołowskiego. Wtedy słuchało się – w czasie rannej krzątaniny – prawdziwie polskiej muzyki: ognistych mazurków, krakowiaków i obertasów, skocznych trojaków, dostojnych polonezów i kujawiaków, szybkich galopów i polek. Parę lat temu na antenie PR-1 przypomniał to red. Andrzej Zalewski w godzinnej audycji. Niech Mu za to w niebie będzie policzone!

A przecież to wszystko było za tej okropnej komuny, w tym szarym i siermiężnym PRL-u! Tak, ale mimo swych niedostatków, Polska Ludowa dbała o kulturę narodową i wykładała środki na jej utrzymanie, rozwój i promocję w kraju i za granicą. Mieliśmy dwa wspaniałe zespoły „Mazowsze” i „Śląsk”, które reprezentowały nasz kraj na całym świecie – wystarczy poczytać wspomnienia Stanisława Hadyny. Gdzie one są dzisiaj? Podobno są, ale ich nie widać, nie słychać. A przecież żyjemy w podobno wolnej, niezawisłej Polsce. Tylko że tego nie słychać. Z radia płynie jakiś zagraniczny szajs, o TV nawet nie mówię, bo robi mi się niedobrze.

Czego się wstydzimy? Tego, że jesteśmy Polakami! Bo chyba tak. Wstydzimy się hymnu – mało kto zna wszystkie zwrotki, wstydzimy się naszych barw –  bliższa nam Anglia, Niemcy czy Ameryka, której barwy nosimy na koszulkach i spodniach, bo to jest modne i na topie… Wstydzimy się swojego języka, zaśmiecając go jakimiś makaronizmami w rodzaju: „ubogacanie”, „celebryci” czy innymi potworkami. O ile jeszcze znosić to można w języku technicznym, to w języku literackim jest to nie do przyjęcia. Normalnego Polaka rżnie po uszach ten czasownik na końcu zdania – typowa łacina, która pasuje do naszego języka jak pięść do nosa. I dziwię się tylko cenzorom przepuszczającym do obiegu coś takiego! Że cenzury nie ma? – ależ jest, tylko broni innych priorytetów – jak to się dzisiaj modnie mówi, i czystość polszczyzny ma dokładnie gdzieś.

Robert K. Leśniakiewicz