grzyby

Grzyby Pod Basztą

 

W dniu 23.II.2018 roku, o godzinie 17:30, w Galerii Pod Basztą nastąpiło otwarcie wystawy fotogramów Roberta Leśniakiewicza pt. „Grzyby miasta Jordanowa”.

Na wystawie zaprezentowano kilkanaście zdjęć rozmaitych grzybów, które można znaleźć w parkach i na łąkach naszego miasta: na Rynku oraz ulicach Mickiewicza, Gen. Maczka, Kolejowej i Cmentarzu, Na Skotnicę i Błogosławionego Piotra Dańkowskiego.

Otwarcie wystawy poprzedziło słowo wstępne autora i pokaz prezentacji pt. „Zaczarowany świat grzybów” obejmujący 75 slajdów, na których przedstawiono podstawowe informacje o grzybach, grzyby występujące na Ziemi Jordanowskiej, grzyby egzotyczne z różnych szerokości geograficznych i innych występujących w Naturze od dna Rowu Mariańskiego aż do granic ziemskiej atmosfery i od okresu dewońskiego do czasów współczesnych.

Wystawa została zorganizowana przez MOK Jordanów, przy pomocy i wsparciu finansowym Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej.

Redakcja

Zdjęcia – https://grzybypl.blogspot.com/2018/02/grzyby-pod-baszta.html    

Reklamy

O Skawinie i jej związkach z Jordanowem

Dziś będzie o Skawinie, przeczytajcie bo, będzie o tym jak z powodu fluoru krowy padały na przednie nogi, o tym dlaczego prawdziwki w Jordanowie nie rosły, o prof Grodzińskim, o kawie zbożowej i piwie ze Skawiny .

Mój kalendarz – 653 lata temu Król Kazimierz Wielki, na mocy dokumentu z 22 maja 1364 r., ulokował Skawinę. Położenie było przygraniczne, bo na rzece Skawinka była granica z księstwem oświęcimsko-zatorskim. W „Księdze uposażeń diecezji krakowskiej” ( patrz wpis z 19 maja) Jana Długosza znajduje się informacja, że zamek w Skawinie został wzniesiony w przez Kazimierza Wielkiego. Nie ma po nim śladu poza szkicem i rekonstrukcjami.. W 1509 roku miał miejsce gigantyczny pożar.

Skawina była w posiadaniu benedyktynów tynieckich.. Na mocy układu rozbiorowego z 1772 roku Skawina i Tyniec znalazły się w składzie Galicji. Rozwój nastąpił z nastaniem kolei. W 1884 r. powstała węzłowa stacja kolejowa, z połączeniami do Krakowa, Oświęcimia i Suchej.. Wraz z tym następuje prawdziwy industrialny boom inwestycyjny. Powstają kolejno, między innymi: browar, który produkował do 1925 roku piwa ciemne i jasne w małych ilościach, rafineria nafty, Pierwsza Galicyjska Fabryka Wyrobów Kamionkowych i Szamotowych oraz Fabryka Środków Kawowych Henryka Francka i Synów, produkująca słynną kawę zbożowa Enrillo.

Po II wojnie światowej do wspomnianych zakładów dołączają jeszcze: Huta Aluminium i Elektrownia Skawina skąd płynie prąd do Jordanowa, Pod koniec lat 70. miała tam miejsce prawdziwa klęska ekologiczna, związana z produkcją aluminium w hucie. Podczas procesu uzyskiwania tego metalu z boksytów, dochodziło do nadmiernej emisji fluorowodoru co skutkowało skażeniem otaczających terenów. Pamiętam o osteoporozie nękającej ludzi oraz krowach w sąsiadujących z hutą wsiach, które padały na przednie nogi, o noworodkach z niezrastającymi się szwami na czaszkach, o skażeniu wód zamieraniu drzew. Pamiętam buńczuczna wypowiedź jakiegoś dygnitarza „że dzieci będą miały zdrowe zęby”. Sytuacja zmieniła się dopiero jesienią 1980 r., kiedy cenzura zelżała i „Gazeta Krakowska”, zaczęła zamieszczać obszerne artykuły.

W 1981 wydział elektrolizy zamknięto, natomiast huta zaczęła się zajmować wyłącznie przerobem złomu aluminiowego. Ogromną rolę z likwidacji huty odegrał prof. Władysław Grodziński, jeden z prekursorów ruchów ekologicznych w PRL. Był częstym gościem w Jordanowie u swojej ciotki nauczycielki Stefanii Grodzińskiej, która miała dom „Na Zakrętach”. Po zamknięciu huty w Jordanowie pokazały się wreszcie prawdziwki . Nie było ich od 1970 do 1981 roku.[1]

Opracował – Stanisław Bednarz

————————————-

[1] Nie tylko prawdziwki, ale i inne grzyby, które w ogóle są doskonałym wskaźnikiem czystości środowiska. Określam to zjawisko jako „postindustrialny powrót grzybów do środowisk” – nie tylko leśnych ale i polnych i parkowych (AiR).

Grzyby miejsko-ogrodowe w Jordanowie

Muszę zacząć od pięknego zjawiska na rannym niebie, gdzie w dniu 28.X spotkał się w Wadze stareńki Księżyc – faza 0,05 z Jowiszem o jasności -1,24 mag. Na drugiej półkuli zapewne obserwowano zakrycie Jowisza przez Srebrny Glob…

Ale wróćmy na Ziemię. Ta jesień jest bardzo grzybodajna, co widać choćby po łąkach i parkach oraz ogrodach naszego miasta. Pan Bednarz doniósł mi o całych łanach czernidlaków pokrywających łąki położone nad Strączem. Z kolei ja miałem okazję obejrzeć sobie prześliczną kolekcję maślaków i monetek rosnących pod limbami i modrzewiami w ogródkach przy ul. Mickiewicza!

Na tejże samej ulicy – jej odgałęzieniu południowym – znajdowała się bajkowa kolekcja muchomorów czerwonych. Jak wyglądała – widać na zdjęciach. Niestety – zwarzył je jesienny przymrozek -3,5°C, jaki nawiedził Jordanów rankiem 28.X. Na ulicy Komunalnej było aż -5,5°C, zaś nad Skawą -3°C.

Cóż, wygląda na to, że pozostała nadzieja na opieniasy, ale czy nie będzie ona płonna…? Pan Bednarz wczoraj wpadł do lasu i poza dwoma podgrzybkami nie znalazł niczego, tak więc możemy definitywnie otrąbić koniec sezonu…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/grzyby-miejsko-ogrodowe-w-jordanowie.html

Robert K. Leśniakiewicz

Spacer do Szamballi

Ta niedziela była cudowna – wprawdzie zaczęła się przymrozkiem do -1°C poza miastem i -0,8°C w mieście, ale ogniste, ostre, jaskrawe jesienne słońce szybko podniosło temperaturę powietrza do +12°C, i koło południa zrobiło się bardzo przyjemnie.

Wybraliśmy się tedy na Amfiteatr – to góra położona pomiędzy Bystrą Podhalańską a Cioskiem. Nazwa bierze się stąd, że przypomina ona ogromny amfiteatr otwarty od wschodu. Porośnięty jest brzozami, w których można upolować (Kanadyjczycy o zbieraczach grzybów mówią „mushroom hunters”) jakiegoś koźlarza…

Koźlarzy nie było, ale za to były różnego rodzaju bedłki i poza nimi także kanie czy czubajeczki (ja ich nie rozróżniam i nie zbieram), poza tym różne grzyby nadrzewne i opieńkowate, ale… ale nadal opieniasów ni słychu ni dychu!

Na szczycie Amfiteatru – niespodzianka. Ania znalazła wielkiego koźlarza, ale zostawiliśmy go na rozsiew. Podobnie zrobiliśmy z napotkanymi podgrzybkami. Jednakże w drodze powrotnej udało się nam złapać dwa piękne okazy poćca – i ten wzięliśmy do domu.

Naprawdę udała się nam pogoda. Przepiękne krajobrazy tej jesieni – cudowne widoki na moje ukochane Beskidy, zupełnie jak z tybetańskich legend o Szamballi – błogosławionej krainie, którą odwiedzali wielcy tego świata: Jezus z Nazaretu, Paspa, sułtan Baber oraz święci lamaiccy i buddyjscy. To właśnie stamtąd przybyli do Betlejem trzej Mędrcy ze Wschodu… Popatrzcie na te zdjęcia – czyż nie są to przepiękne okolice? W takim pięknym otoczeniu człowieka mimowolnie ogarniają jakieś mistyczne nastroje…

Cisza aż kłuje w uszy i tą ciszę niebieskich przestrzeni przerywają od czasu do czasu krakanie kruków, skwir jastrzębi i dochodzące z wysoka pomruki silników stratolinerów, które przypominają nam o naszej cywilizacji…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/spacer-do-szamballi.html

Robert K. Leśniakiewicz

Październikowy spacer

Ten spacer był naprawdę cudowny. Melancholijna poro – oczu oczarowanie! – jakby powiedział poeta. Orgia kolorów w przytłumionym słońcu, białe, szare i sine chmury. Zieleń, żółć, czerwień i wszystkie odcienie brązu, liściaste chmury na nieba błękicie – już zgaszonym, już przyszarzałym. I do tego lekki wiatr z południa i +17°C. Doprawdy – lepiej nie można!

Idę na mój stały grzybowy szlak: Majerzowy Las, Końskie Ugory i Las Wyspowy, a potem powrót przez Mąkacz do domu. Wchodzę na Majerzówkę i myszkuję wśród świerczyny – od razu rzucają się w oczy jakieś świerkowe bedłki, śliczne białe purchawki i młodziutki muchomorek czerwony. A potem już olszówki, podgrzybki i kurki.

Nie ma już prawdziwków i pocieców. Znalazł się za to 1 (jeden!) rydzyk i cała masa różnorakich gołąbków.

I znów jak za poprzednimi grzybobraniami stwierdzam totalny brak jadalnych opieniasów.

W okolicy Wyspowego Lasu (to nazwa moja a nie geograficzna) w sosnowym młodniku natrafiam na całe czeredy czekoladowych maślaków tkwiących w trawach.

Jak widać na załączonych obrazkach, grzybów jest w bród, ale… tylko do niwelety ~600 m n.p.m. Wyżej panuj totalne bezgrzybie strukturalne. No cóż – a w górach już jesień…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/pazdziernikowy-spacer.html

Robert K. Leśniakiewicz

Koniec sezonu 2016?

Pogoda dzisiaj wręcz wyrzucała mnie z domu. Niewielkie chmurki na niebie, ciepły wiatr z południa – taki quasi-halny – dający temperaturę +8°C w nocy i +16,8° w dzień. Tylko wychodzić i spacerować, albo pójść na grzyby. Ja wybrałem to ostatnie.

O wpół do ósmej pognałem w las Na Podlaskach, a potem na Cioska i Grań, gdzie spodziewałem się coś znaleźć. Pan Bednarz i jego koledzy twierdzili, że w masywie Przykca znajdowali rydze, prawdziwki i koźlarze. A zatem zimowy epizod nie zaszkodził grzybasom i znów się pojawiły. Zresztą dlaczegóżby nie? Przecież nie było nawet przymrozka, a śnieg leży dopiero od 1500 m n.p.m. – trochę go jest na Babiej Górze, trochę na Policy, ale tylko od północnej strony… A co do opadów, to lekko licząc ostatnio spadło nam ponad 70 mm deszczu, a więc wody jest pod dostatkiem, nawet w piaskowcowych masywach Hyćkowej Góry.

Wchodzę w las i faktycznie – znajduję kilka kurek i podgrzybków złotawych. Poza nimi pełno gołąbków brudnożółtych i innych „blaszaków”. Pnę się do góry i znajduję coraz więcej koźlarzy topolowych i różnobarwnych rosnących przy brzozach i świerkach. Na stoku Cioska trafia mi się nawet prawusek, niestety cały zgryziony przez zwierzątka leśne…

I tu rzecz ciekawa, po przekroczeniu niwelety 550 m n.p.m. kończą się grzyby, a zaczynają się szkody spowodowane przez śniegi – przygięte i połamane brzozy i topole, które nie zdążyły zrzucić liści na zimę. Pan Bednarz twierdzi, że podobne zjawisko ma miejsce na Przykcu po przekroczeniu poziomu 650 m n.p.m.. Na Grani znajduję tylko kilka muchomorów czerwonych i to wszystko. „Jadalniaków” ni słychu ni dudu.

Poza grzybami napotykam na jakieś przedmioty wyrzucane przez idiotów do lasu. Na puszki i butelki już nawet nie reaguję, pies z nimi tańcował, rozłożą się kiedyś, ale robienie z lasu składu meblowego, to już jest przesadyzm!

Schodząc rozglądam się pilnie za opieńkami. Dawniej – jeszcze jakieś 6-10 lat temu – były tu jesienią ogromne ilości opieńki miodowej i opieńki ciemnej. Dziś nie było ANI JEDNEJ!!! To naprawdę dziwne, bo ponoć wysyp był już pod koniec lipca, ale znowu – w tym roku udało mi się znaleźć 1 (słownie: jedną) opieńkę!

Nie to, żebym za nimi płakał, bo to szkodnik w drzewostanach jakich mało, ale wydaje mi się, że pojawił się jakiś czynnik biologiczny, który spowodował, że opieniasy się jakby przyczaiły i sypną się dopiero w przyszłym roku? Być może z nimi jest tak, jak z goryczakami żółciowymi, których też nie spotykało się jakieś 3-4 lata i pokazały się dopiero w tym roku…?

Wróciłem do domu w podmuchach ciepłego wiatru i z koszykiem wypełnionym w połowie. Wydaje mi się, że to ostatnie grzybobranie w tym sezonie – no chyba, że pojawią się opieniasy, to wtedy będzie przedostatnie.

Zatem – czekamy…!

 Robert K. Leśniakiewicz

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/koniec-sezonu.html

Październikowa susza…

Wczoraj poszliśmy w lasy Majerzówki i Końskich Ugorów w ciepłych podmuchach halnego wiatru, temperaturze +23°C i wilgotności powietrza 21%. Mimo paskudnych prognoz liczyliśmy na to, że nałapiemy przynajmniej kurek na niedzielne śniadanie.

Weszliśmy w las i pierwsza rzecz, na jaką zwróciliśmy uwagę, to było trzeszczenie przesuszonej ścioły leśnej pod stopami. Już to stanowiło zły prognostyk… I tak też się stało – grzybów po prostu nie było! To znaczy były, ale bardzo mało.

Pierwszym ciekawym „wynalazkiem” był mikrutki podgrzybeczek, który wyrósł obok olszówki i jakichś białych „badziewiaków”. Potem był jeszcze jeden, potem kurka i dwa podgrzybki złotawe. I to było wszystko!

A więc już po grzybach? Wygląda na to, że tak, bowiem zapowiada się załamka pogody i spadek temperatur poniżej +10°C i nocne przymrozki. Niektórzy twierdzą, że spadnie śnieg, co też jest możliwe. Wprawdzie Pan Bednarz pociesza, że pewna mieszkanka Jordanowa, którą spotkał, szła z Grapy i niosła cały kosz koźlarzy i podgrzybków, ale masyw Przykca jest bardzo wodonośny i  tam zawsze można spodziewać się jakichś „wynalazków”, podczas gdy w okolicznych lasach już niczego nie ma…

A na razie podziwialiśmy tylko urodę muchomorków, które też lubią pojawiać się przed październikowymi chłodami.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/10/pazdziernikowa-susza.html

Robert K. Leśniakiewicz