Miesiąc: Listopad 2016

Jaka będzie zima tego roku?

Na to pytanie usiłują odpowiedzieć uczeni od dłuższego czasu. Wiadomo, że wciąż pogłębiający się efekt globalnego ocieplenia (EGO) powoduje, że lata są coraz dłuższe i cieplejsze, a zimy mniej śnieżne i mroźne. To oczywista oczywistość, ale jakoś to nie chce dotrzeć do rządzących nami „geniuszy od siedmiu boleści” i „wybrańców narodu”, którzy gładko przechodzą ponad tym do porządku dziennego uchwalając coraz to głupsze i oderwane od rzeczywistości ustawy, rujnują gospodarkę naszego kraju. I teraz w tą zrujnowaną gospodarkę będą uderzały skutki EGO, boż wcale nie jest powiedziane, że w Polsce wyrosną palmy i pomarańcze, ale przede wszystkim nawiedzą nas różne katastrofy klimatyczne: długotrwałe deszcze, męczące upały i susze, niszczące burze, trąby powietrzne i tornada…

Jak na razie średnia temperatura Ziemi wzrosła o 2°C. Kiedy wzrośnie o 4°C przez nasz kraj przewalą się katakliktyczne zjawiska atmosferyczne, które będą porównywalne z plagami egipskimi. Podwyżka o dalsze dwa stopnie będzie równoznaczna z końcem istnienia naszej cywilizacji. Dlatego tak bardzo niepokoi mnie wykres opublikowany przez amerykańską National Oceanic and Atmospheric Administration – NOAA, ukazujący powierzchnię lodów na akwenach Wszechoceanu w latach 1978-2016. Jak widać wyraźnie, powierzchnia pól paku lodowego spada z każdym rokiem, ale najbardziej drastyczny spadek odnotowano właśnie w roku 2016. Jak widać, różnica pomiędzy areałem lodów w listopadzie 2012 a listopadzie 2016 wyniosła prawie 3 mln km²! Tyle właśnie mamy mniej lodu na północnej czapie polarnej i to właśnie niepokoi uczonych i klimatologów.

Jakie są prognozy? Jak na razie nieciekawe: łagodna zima, niemal bez mrozów i śniegów. Wszystkiemu są winne potężne wyże nad Syberią – 1076 hPa w centrum, które spychając aktywne niże atlantyckie powodują to, że zagarniają one masy ciepłego powietrza znad Afryki i kierują je na północ, nad Europę. W efekcie mamy u nas coś na kształt jesienio-wiosny, zaś w Kanadzie i USA – zimę i trzaskające mrozy…

Jedno jest pewne: będzie ciekawie. Za zimą płakać nie myślę i nie będę, jednakże musimy się przygotować na różne niespodzianki w rodzaju posuchy lub powodzi. Wraz z moimi Kolegami-naturalistami obserwujemy coraz więcej niezwykłych anomalii Przyrody w naszych lasach i na polach, których nie widziano tu wcześniej i nie bardzo wiemy, co one wróżą. Tak czy inaczej, cokolwiek będzie, będzie to NIEZNANE.

Robert K. F. Leśniakiewicz

Ilustracja – http://grzybypl.blogspot.com/2016/11/jaka-bedzie-zima-tego-roku.html

Ognie wiatru halnego

Każdy z nas mniej więcej orientuje się, jak działa wiatr fenowy, czyli w naszym przypadku wiatr halny. Powietrze znad Słowacji wypychane wyżem płynie na północ, gdzie znajduje się niż nad Polską, ale po drodze jest przegroda Tatr, przed którą następuje sprężanie i co za tym idzie – nagrzewanie mas powietrznych, które potem spływając po północnych stokach Tatr rozprężając się oddają ciepło. Dlatego właśnie w czasie wiatru halnego temperatura wzrasta – i tak np. w dniu wczorajszym mieliśmy +13,0ºC, zaś dzisiaj +11,9ºC. W nocy temperatura trzymała się aż +8ºC! i – co ciekawe – przeszła nad nami krótka burza z wyładowaniami atmosferycznymi, która dała opad rzędu 1,5 l/m². Nie jest to dobry prognostyk – grzmoty na suchy las – na ciężki czas, czyli na długą i ciężką zimę… Cała nadzieja w EGO!

W niedzielę pogoda była ciepła i nieco chmurna, ale zachód słońca pokazał nam wspaniałą feerię barw – od głębokiego karminu aż po siarkową żółć – na niebie i na chmurach. Chwilami wydawało się, że wewnątrz chmur szaleje gigantyczny pożar, od którego zaraz zapali się cicha ziemia.

Całe to barwne widowisko trwało kwadrans, potem Słońce zeszło niżej pod horyzont i chmury pociemniały. Ciekawie wyglądała chmura wisząca nad Osielcem, która generowała się nad Narożem i rozwiewała nad Grapą. Powoli ta dziwna chmura zmieniała swe kolory od ciepłych brązów pomarańczowych, poprzez malinowy aż do ołowianej siności.Poza nimi zaobserwowałem niewielkie mammatusy – charakterystyczne chmury frontu chłodnego, ale… – nie przechodził teraz żaden front! Czyżby kolejna osobliwość pogodowa tej jesieni?

Warto było spacerować w tym czasie, co widać na załączonych zdjęciach…

Robert K. Leśniakiewicz

Fotki i filmiki – http://grzybypl.blogspot.com/2016/11/ognie-wiatru-halnego.html

Atak zimy i wilcza pełnia

Listopad tego roku upodobnił się do listopadów z lat 60. ubiegłego stulecia, kiedy to zima zaczynała się właśnie w tym miesiącu i to czasami już na Wszystkich Świętych.

Tym razem zima przyszła 3.XI, kiedy to temperatura zaczęła spadać, i 4-go osiągnęła poziom -3,8°C. spadł także śnieg, który dał wodę w ilości 1,04 l/m². Potem były dwa dni przerwy i 6.XI znów zaczęło padać deszczem ze śniegiem – przy temperaturze +8,8°C, która w ciągu dnia poszła w dół, bo wiatr z południowego wykręcił się na północno-zachodni, przeszedł front chłodny i 8.XI temperatura nocna spadła do -3,8°C. Dnia 9.XI zaczął padać deszcz ze śniegiem, a w następne dni śnieg. 12 i 13.XI minusowa temperatura była przez cała dobę, zaś w nocy 14/15.XI spadła aż do -8,1°C. W dniu 15.XI wiatr wykręcił się na południowy, a temperatura poszła w górę, a ciśnienie z wartości 1016 hPa w dół, i znów z południa powiało ciepłem, a z zachodu nadciągają opady śniegu i deszczu ze śniegiem…

Noc 14/15.XI była nocą „wilczego księżyca”, superpełni, kiedy to Srebrny Glob zbliżył się do Ziemi na odległość 356.512 km* o godzinie 12:23 CET. Jego wielkość na niebie zwiększyła się o 14%, zaś jasność o 30%. I faktycznie – noc była bardzo jasna, aczkolwiek około godziny 22-giej nadeszła mgła, która zestaliła się w godzinach przedporannych, w związku z czym udało mi się sfotografować zachodzący Księżyc. Tak jasny Księżyc był w 1948 roku!

Poza tym przed wschodem Słońca jest widoczny doskonale Jowisz w konstelacji Panny (13° Wagi) jako obiekt o jasności -1,29 mag.

Robert K. Leśniakiewicz

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/11/atak-zimy-i-wilcza-penia.html

————-

*- Średnia odległość wynosi 384.400 km.

Pogodowe podsumowanie października 2016

Tegoroczny październik w Jordanowie był wyjątkowo mokry, pochmurny i chłodny. Dni z deszczem było aż 20, pozostałe były przeważnie pochmurne, dni naprawdę pogodnych i w miarę ciepłych  zliczyłem tylko 5 to jest w dniach 1, 15, 23, 24 i 28 października. Spowodowało to znaczny stopień zmniejszenia usłonecznienia ponad 50%. Nic też  dziwnego, że suma opadów jak na ten miesiąc była bardzo wysoka około 133,73 mm, gdzie przypominam że średnia wieloletnia dla października w Jordanowie to 55 mm. Czyli wielkość miesięcznego opadu była przekroczona około 2,5 krotnie. Podobnie wysokiej sumy opadów nie mieliśmy w Jordanowie  jak i w całym regionie od 1974 roku gdy w Jordanowie notowano 155 mm.

Największe opady dobowe zanotowano 3.X -29 mm, 4.X -26 mm, 5.X -36 mm łącznie za trzy dni 91 mm. Były miejscowości z bardzo wysokimi sumami opadów  np. 4.X w Węglówce spadło 54 mm, 5.X w Ustroniu 61 mm, w Makowie 47 mm. Nic dziwnego że po raz pierwszy w tym roku Skawa w Jordanowie przekroczyła stan ostrzegawczy. 4 października o godz. 18 osiągnęła 288 cm. Przekroczenie stanu ostrzegawczego trwało około 6 godzin. W Radziszowie w tym czasie przekroczony był stan alarmowy. Dalszy wzrost wody w Skawie został zatrzymany przez padający śnieg. Bo mieliśmy w tym miesiącu również istotny epizod zimowy.

Śnieg zaczął popadywać  4.X wieczór, popadywał też 5-go ale trwałą pokrywę tworzył powyżej 750 m n.p.m. (np. już wtedy na Obidowej było biało), 6.X rano obudziliśmy się z pokrywą około 5 cm. Ale im wyżej tym śniegu było więcej. W Bogdanówce napadało 24 cm śniegu, w Lipnicy Wielkiej 12 cm, w Zakopanem 18 cm. W Tatrach i na Babiej Górze w tym czasie spadło około 50 cm. Śnieg topił się powoli i niechętnie. Tam gdzie go dużo napadało np. na górnym Przykcu odnotowano wielkie zniszczenia i obłamania drzew liściastych, które nie zrzuciły liści i nie były przygotowane na takie ciężary. Na Krowiarkach ofiarą śniegu było kilkaset drzew liściastych. W Jordanowie śnieg już stopniał 7.X po południu, ale na Przykcu utrzymywał się dalej.

W związku z roztopami woda w Skawie  osiągnęła 263 cm  czyli tylko 7 cm poniżej stanu ostrzegawczego. Przez resztę dni października Skawa utrzymywała się w strefie stanów wysokich i średnich nigdy nie schodząc do niskich co jest charakterystyczne dla października pogodnego. W dniu 9 października śnieg wycofał się na wysokość ponad 850 m. 15 października przyszło upragnione słońce i ciepło tak że śnieg wycofał się w wyższe partie Babiej Góry. Jaką-taką pogodą z umiarkowanym deszczem cieszyliśmy się do 2o października, kiedy znów zaczęło obficie lać.

U nas  w dniach 20-21.X spadło 21 mm, ale w Lachowicach około 45 mm. Duże nawodnienie zboczy spowodowało nawet punktowe osuwiska jak na cmentarzu w Stryszawie i przy domu w Kojszówce.  23-go nadszedł pierwszy istotny przymrozek tej jesieni około -2°C (w mieście było wtedy -0,8°C), przy pięknej pogodzie trwała jednodniowa eksplozja barw jesieni, czerwieniły się wszystkie buczyny i dębiny, zaś 24-go przyszedł wiatr halny i zlikwidował śnieg na Babiej Górze, a u nas zrzucał ogromne ilości liści.

28 października bardzo silny przymrozek przy dolinie Strącza notowano -5,5°C (w mieście było -3,5°C), woda w garnczkach dla zwierząt zmarzła. W Krakowie było -6°C. Odnotujmy jeszcze, że średnia temperatura października była niższa o około 1 stopień. W najcieplejszych dniach nie przekraczała 20 stopni.

Do końca miesiąca spadło 80 % liści. Po stopnieniu śniegu przyszedł umiarkowany wysyp grzybów, podgrzybków, kozaków, maślaków, rydzów było mało, a opieńki w ogóle, co jest ewenementem. Ogrody przydomowe zapełniły się łanami czernidlaków.

Początek października dał się we znaki też w świecie i w Europie. Nad Bałtykiem w dniach 5-7.X szalał sztorm powodując cofkę w rzekach przymorza, zalało też plac św. Marka w Wenecji. Nad Karaibami i Florydą w dniach 4-10.X szalał tropikalny huragan Matthews, który szczególnie dotknął znękane Haiti (podnoszące się z ruin po straszliwym trzęsieniu ziemi w 2010 roku).

12 października w Hiszpanii wystąpiły powodziowe opady np. w Barcelonie spadło 110 mm, Odessę zdemolował sztorm. Tajfuny szalały też nad Filipinami.

W dniach od 27 do 31 października w środkowych Włoszech koło Parku Monte Sibbilini wystąpiło kilka trzęsień ziemi od 5,5-6,5°R. Trzęsienia te nie spowodowały o dziwo ofiar w przeciwieństwie do sierpniowych, ale tysiące ludzi zostało bez dachu nad głową. Uszkodzona została w Nursji katedra św. Benedykta. Podobnie silne były dawno aż w 1980 roku. Dziwne trzęsienie 5,8°R odnotowano 29-go  koło wulkanu podwodnego Marsilli na Morzu Tyrreńskim. Z wybuchów wulkanów trzeba wspomnieć o wulkanie na wyspie Lombok w Indonezji gdzie zaginęło kilkudziesięciu turystów w dniu 7 października.

Reasumując w tym czasie na Wyspie Wrangla w głębokiej Arktyce były wielkie anomalie dodatnie. W październiku odnotowano tylko 5 dni z temperaturą poniżej 0°C, a powinny być wszystkie. Średnia miesięczna była dodatnia co nigdy do tej pory nie zdarzyło się. Skutkuje to zaburzeniami prądu strumieniowego, który wygina się w meandrach na południe powodując zrzuty powietrza arktycznego na południe oraz zaburzenia pola barycznego, co objawia się blokadami niżowymi. Niże nie mogą swobodnie przemieszczać się z zachodu na wschód. Stąd anomalny październik. Niestety większość amerykańskich, polskich i chińskich  „uczonych”  (sponsorowanych i przekupionych przez paliwowe lobby węglowo-energetyczne, co doskonale pokazał Leonardo di Caprio w swoim filmie „Czy czeka nas koniec?”, a który wywołał wściekłość w środowiskach związanych z tymże lobby) zaklina rzeczywistość podważając zmiany klimatyczne na Ziemi w sobie tylko wiadomych celach (nazwijmy rzecz po imieniu – nabicia kabzy!)

 

Stanisław Bednarz

Robert K. Leśniakiewicz

 

Refleksja na Dzień Zaduszny

Dzisiaj jest Dzień Zaduszny. Wspominamy tych, którzy odeszli i są już po Tamtej Stronie. Pamiętamy o tych, którzy się nam zasłużyli – nam: Polsce, naszemu Narodowi i Krajowi. Pamiętamy także i tych, którzy dla tego Kraju i Narodu oddali swe zdrowie i życie. No, ale nie o wszystkich. Są bowiem żołnierze Armii Krajowej, o których nie chce się pamiętać. Są żołnierze, których wyklęto i skazano na niepamięć po raz wtóry, a ich grób – jak widać…

Pozostaje mi tylko zadać pytanie: czy Oni o taką Polskę walczyli?  Czy dla takiej Polski nadstawiali codziennie karku przez wszystkie lata okupacji niemieckiej? Jak widać, cała ta „wolna” Polska to tani blichtr i fasada, pod którą ukrywa się jeno fałsz, obłuda i hipokryzja…

Obłędne dążenie do rozliczenia przeszłości doprowadziło do kolejnego podziału Polaków – na tych prawdziwych i na tych z gorszego sortu. Tak więc znicze zapłonęły i warty harcerskie stanęły przy grobach żołnierzy Armii Krajowej (nie wszystkich), zaś nikogo nie było przy grobie żołnierzy radzieckich, którzy wyzwalali Jordanów spod niemieckiej (nie hitlerowskiej, nie nazistowskiej, ale właśnie niemieckiej – mówmy wreszcie otwartym tekstem!) okupacji. Podobno raziło to uczucia patriotyczno-religijne jakichś „najprawdziwszych z prawdziwych Polaków-ultrapartyjotów”.

Nie wiem, czy do tych „najprawdziwszych z prawdziwych” dociera, że gdyby nie ci, którymi tak pogardzają i których irracjonalnie nienawidzą, to ich dziadkowie i rodzice wyfrunęliby przez komin w Auschwitzu czy innym niemieckim koncentraku, a ich samych nie byłoby na świecie. Dla nich patriotyzm sprowadza się do plucia na Rosję, Polskę Ludową i „komunę”, bo to wkodowano im do mózgownic. Nie dociera do nich, że gdyby nie ta tak przez nich znienawidzona „komuna”, która dała Polakom szanse na rozwój i w miarę spokojne życie, to ci „patrioci” by „w bosu” paśli krowy u niemieckiego bauera albo rzępolili na skrzypeczkach u Żyda w karczmie, bo innego godziwego zajęcia by dla nich nie było. O nauce, studiach i starcie życiowym mogliby sobie tylko pomarzyć. I wreszcie nie dociera do nich, że gdyby nasi ukochani sojusznicy nie zdradzili Polski w czasie II Wojny Światowej, to może powojenna Polska wyglądałaby właśnie tak jak teraz: słaba gospodarczo, kapitał w obcych rękach, masowa emigracja za chlebem, wykluczenie społeczne, wielki margines biedy – i Polska jako jeden wielki śmietnik Europy rządzony przez wszystkich, ale nie Polaków… Takie polskie slumsy i favele obok pałaców namiestnikowskich zarządzających Polską szefów i dyrektorów koncernów.

Mój mistrz i mentor – Andrzej Zalewski – mówił niejednokrotnie o tym, że współczesny patriotyzm to nie tyle gotowość umierania za Ojczyznę – to może każdy, ale na pracy dla Niej dla dobra całego społeczeństwa. Przypomniałem te słowa, kiedy odsłaniano obelisk upamiętniający Jego osobę. A to był człowiek, którego trudno posądzić o prokomunistyczne przekonania!

Ale nie wszyscy dali się zwariować i pójść na lep wrzaskliwej pseudo-patriotycznej propagandy. Kiedy stałem przed grobami radzieckich żołnierzy, to podeszła tam także młoda matka z dwojgiem dzieci i wskazując na pomnik powiedziała: „Tutaj spoczywają radzieccy żołnierze, którzy przynieśli nam wolność w 1945 roku – pamiętajcie o nich”. Zapalili znicz i chwilę postali w ciszy. A to oznacza, że jeszcze nie wszyscy dali się ogłupić i zwariować…

Robert K. Leśniakiewicz