Miesiąc: Maj 2016

Nowa książka o Jordanowie

 

W najbliższym czasie ukaże się praca dwóch autorek – Pani Wiktorii Leśniakiewicz i Pani Katarzyny Wilczak pt. „Jordanowskie miejsca pamięci – mały przewodnik”, wydany nakładem Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej, Stowarzyszenia Aktywizacji Społecznej i Obywatelskiej Inspiracja przy współfinansowaniu banku Spółdzielczego w Jordanowie.

Praca ta obejmuje co bardziej znane miejsca pamięci naszego miasta i okolicy – wszak Jordanowszczyzna jest nader ciekawym historycznie miejscem, w której zamieszkiwali ludzie wielkiego formatu, którzy oddali naszemu miastu i tej ziemi swe życie, wiedzę i niejednokrotnie swe własne środki materialne…

Nasze miasto i Ziemia Jordanowska to także dwie wojny światowe, epidemie i inne klęski elementarne, po których pozostały pomniki, groby i cmentarze. To walka o wolność z niemieckim okupantem. To pomniki żołnierskie i partyzanckie, które są czasami – niestety – dewastowane czy przysypywane śmieciami…

Temu wszystkiemu jest poświęcona ta praca, która wkrótce będzie dostępna dla Czytelników.

Redakcja

Reklamy

Pierwsze pociece – nareszcie!!!

No i wreszcie przełamała się zła passa. W dniu wczorajszym zadzwonił do mnie Pan Bednarz z powiadomieniem, że nasz wspólny znajomy Marek Kramarczyk będąc w terenie w Olszówce znalazł kilka poćców – borowików ceglastoporych. Zachęcony tą wieścią postanowiłem zaraz z rana wyruszyć do lasu na przeszpiegi.

Jakoż poszedłem dzisiaj o 9:30 na moje stałe dozory w Majerzowym Lesie i na Końskich Ugorach, gdzie znam kilka miejsc występowania borowikowatych. Pogoda była cudowna, temperatura +20°C niemal bezchmurne niebo – idealna na krótki wypad do lasu. Wkoło błękit nieba i jasna, młoda zieleń… Tu i ówdzie widzę ślady buchtowania dzików, ale na szczęście żadnego w okolicy nie ma.

Rozglądam się pilnie po Majerzówce, ale grzybasów ani słychu ni duchu. Udałem się zatem na Końskie Ugory i tam – jak to się mówi – od pierwszego sztosu złapałem piękny okaz pocieca! 15 cm średnicy kapelusza, mięsista noga i 220 g masy owocnika. Klasyczny pociec „rosołowy”! – niestety, trochę tu i ówdzie nadgryziony, ale nic to – jak na pierwszy raz, to nie ma co wybrzydzać!

Wracam do domu koło sztreki – ale nie ma już niczego: ani poćców, ani koźlarzy, nawet żadnej bedłki – co jest bardzo dziwne, bo zazwyczaj pojawiały się zaraz po deszczach, a tu nic… Poczekamy zatem na deszcze i ciepłe noce – choć ostatnio w nocy mamy powyżej +12°C, to jednak jeszcze jest za mało wody w ściole – wszak korony drzew zatrzymują prawie połowę z tych 3,64 dm³/m², co nam spadło z nieba ostatnio….

Fotki i filmik – http://grzybypl.blogspot.com/2016/05/pierwsze-pociece-nareszcie.html

Robert K. Leśniakiewicz

Most na Podlaski

Chodząc na spacery czy na grzyby w kierunku Podlasków zawsze zwracam uwagę na kładkę przerzuconą przez Skawę. Uważam, że przydałby się tam solidniejszy most – szerszy i wygodniejszy do przejazdu na drugą stronę rzeki.

Uzasadniam to tym, że kilka razy już po tamtej stronie Skawy paliły się zabudowania – ostatnio widmowy dom pomiędzy Podlaskami a Bystrą Podhalańską, który spalił się niemal doszczętnie. Owszem – nie był zamieszkały, niszczał i chyba była tam jakaś melina pijacka czy menelska – ale i takiego szkoda. Poza tym ogień mógłby się przerzucić na las, a wtedy… – byłaby powtórka z pożaru lasu w kanadyjskiej Albercie. Straż Pożarna musiała dojeżdżać tam od Bystrej i dom spalił się niemal doszczętnie. Taki los czeka każdy dom położony w tej okolicy. Solidniejszy mostek skróciłby czas dojazdu służb interwencyjnych i dałoby się uratować o wiele więcej. Nie mówiąc już o tym, że Pogotowie Ratunkowe też dojechałoby szybciej, w czasie tych 30 bezcennych minut…

No cóż – jak na razie jest to marzenie ściętej głowy. Miasta nie stać na uporządkowanie bałaganu z ulicami Mickiewicza, to co dopiero mówić o budowie solidniejszego, szerszego mostku Na Podlaski???

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/05/most-na-podlaski.html

Robert K. Leśniakiewicz

W grzybach drgnęło!

Kiedy zadzwonił do mnie wczoraj Pan Bednarz opowiadając mi, że znalazł pieczarkę o średnicy ćwierć metra – to przypomniał mi się tytuł z „Trybuny Ludu”, kiedy coś udało się zrobić czy coś zaczęło się dziać w gospodarce na plus. Natychmiast wsiadłem do samochodu i z aparatem fotograficznym pojechałem do niego.

I faktycznie – grzybicho było spore i mierzyło 25 cm średnicy. Nieco mniejsze było to od pieczarek z Rumunii, ale i tak był to postęp w porównaniu z totalnym bezgrzybiem strukturalnym ostatnich tygodni. Zidentyfikowaliśmy ją jako pieczarkę okazałą – Agaricus augustus – i okazała była.

[Niestety Wasza diagnoza jest błędna…  Wasz grzyb to nie pieczarka… a pierścieniak uprawny… tu macie linkę do tego gatunku >>> http://nagrzyby.pl/atlas-grzybow/lysicz … soannulata
Tu jest Wasz pierścieniak >>> https://2.bp.blogspot.com/-z0jhkoRECTg/ … 210005.JPG
Gwoli wyjaśnienia tak wielka i dorosła pieczarka miałaby już czarne blaszki a nie jak na zdjęciu fioletowe… – Wiesław Kamiński – grzyboznawca]

W dniu dzisiejszym udałem się jak zwykle w lasy Majerzówki i Końskich Ugorów. Niestety – niczego nie znalazłem, nawet zwykłej bedłki, ale za to te zielone krajobrazy i pogodne niebo wynagrodziły mi wszystko. Pachnące kwieciem powietrze, śpiew ptaków… I niestety, kilka spraw, które doprowadzają mnie do pasji: zaśmiecone strumyki, stan sanitarny drzewostanów, który moich wykładowców i instruktorów od urządzania i hodowli lasu z TL Brynek doprowadziłby do zawału serca, a w najlepszym wypadku do „panie paraluszu”…!

W drodze powrotnej poszedłem wzdłuż linii kolejowej, gdzie miałem szczęście zobaczyć jakiś pociąg z PKP IC, który prawie jechał do Zakopanego – widok rzadki i jakże piękny!

Dzisiaj pełnia Księżyca i kolejny dzień wielkiej koniunkcji z Antaresem, Marsem i Saturnem w Skorpionie. Układ to złowróżbny, bowiem dzisiaj mamy Marsa w opozycji, a to wróży wojny i przewroty. Mars to planeta wojny, Saturn to planeta śmierci i gwałtownych zmian – W astrologii Saturn tradycyjnie uważany jest za tak zwanego malefika, czyli planetę złoczynną. Wszelkie zmiany, nawet pozytywne, jakie przynosi w życiu, muszą być na ogół okupione dużym cierpieniem, jego działanie przejawia się pod postacią surowych sprawdzianów i testów, którym nie zawsze można sprostać i które nigdy nie są radosne. Położenie Saturna w horoskopie pokazuje dziedziny życia, gdzie spotykają nas trudności i zawody, gdzie nasza ekspresja jest utrudniona lub nawet niemożliwa. Wiąże się to z poczuciem braku bezpieczeństwa. Skorpion, to znak Domu Śmierci w zodiakalnym pasie… Pożyjemy – zobaczymy.

Fotki i filmiki – http://grzybypl.blogspot.com/2016/05/w-grzybach-drgneo.html

Robert K. Leśniakiewicz

Zemsta Zimnej Zośki

Tegoroczna majowa pogoda nie rozpieszczała nas przez dwie dekady. Początek miesiąca niby to ciepły rychło zmienił się w nie-majowy i niemiły pokaz Pani Aury, która jakby postanowiła nam udowodnić, że maj wcale nie musi być „czarowny i wonny”.

Pogoda w miarę dobra w dniu 13.V załamała się i dzienne niemal letnie temperatury, nawet do +23°C poleciały o 10°C w dół, zaś nocne ledwie co trzymały się powyżej zera. 16 i 17.V mieliśmy przymrozki – na szczęście niezbyt ostre. Tak czy inaczej – Zimna Zośka, 15.V, ostro wydziwiała z ogrodnikami i dość długo – temperatura poszła w górę dopiero 19.V.

Zimni Ogrodnicy (12-14.V) byli nie tyle może zimni, ile mokrzy (i chwała Bogu!) bo spadło razem 39 dm³/m² – nie za dużo, ale i tyle dobrze. Spowodował to Niż Genueński, który zawsze przynosi ze sobą nasycone wodą chmury znad Morza Śródziemnego. Przynajmniej zapełniły się trochę studnie i woda w zdrojach ulicznych przestała ciurkać…

Tydzień po Zośce był naprawdę paskudny – zachmurzenie całkowite i upierdliwy chłód. W dniu 17.V odnotowaliśmy opad śnieżnej krupy – na szczęście krótkotrwały, ale godzien odnotowania. Tym niemniej rośliny od mrozów nie ucierpiały. Natomiast nie pojawiły się grzyby, mimo intensywnych poszukiwań, a pierwsze maślaki ziarniste ukazały się 15.V, zaś 16.V w Rumunii pojawiły się mega-pieczarki!

W poniedziałek wieczorem na leśnej polanie w Szászrégen (Reghin w Rumunii, N 46°46’ – E 024°42’) , Andras Nagy i Zoltan Papp (na zdjęciu) znaleźli grzyba, który miał średnicę 37 cm i ważył 1150 gramów. Chociaż nie wymieniony w księgach rekordów, doświadczeni praktycy mogą wykazać, że jest naprawdę bardzo dobry zbiór. Do wzrostu tych grzybów przyczyniła się na przemian deszczowa i słoneczna pogoda.

Kudy nam do takich!? Może to jakieś mutanty po Czarnobylu czy Fukushimie? Może zaś walnęła jakaś elektrownia na Węgrzech czy na Ukrainie? Ale nie, bo pomiary skażeń radioaktywnych cały czas oscylowały pomiędzy 0,06 a 0,18 μSv/h – czyli tyle, co radioaktywne tło Ziemi w Jordanowie.
Poza tym 15.V odnotowano zakwit storczyków kukułek (Dactylorhiza maculata) w masywie Przykca.
Dzisiaj nareszcie pokazało się słońce i wiatr wreszcie wieje z południa. Ciśnienie skoczyło z 986 na 1011 hPa. Może wreszcie maj będzie takim, jakim być powinien…?

Zdjęcia – W. Kramarczyk, A. Nagy
Zob. – http://grzybypl.blogspot.com/2016/05/ze … zoski.html

Robert K. Leśniakiewicz

Bezgrzybia ciąg dalszy

Jak mawia stare mądre przysłowie: „Suchy kwiecień mokry maj, będzie żytko niby gaj” jak na razie nie ma zastosowania do tego, co się dzieje w przyrodzie i pogodzie – przynajmniej w naszym regionie. Koleżanki i Koledzy z Darz Grzyba pokazują coraz to wspanialsze grzybasy znajdowane w polskich lasach, a u nas tylko broch i posucha!

Korzystając z pięknej pogody wybrałem się w nasze lasy, naiwnie sądząc, że po opadach i zmianie fazy Księżyca w lasach wreszcie się coś ruszy. Niestety – znalazłem tylko coraz to większe piestrzenice, a poza tym wiju wichry, wiju bujny aż derewia hnutsja… – jak mawiają nasi sąsiedzi ze Wschodu. Totalne puchy!

Nie ma się co dziwić – noce wciąż są chłodne – temperatury oscylują koło +5°C, a opadów tyle, co kot napłakał. Zaledwie niepełne 4 l/m² na całą dekadę maja… Tyle, co nic.

Jedyne, co jest pocieszającego w tym wszystkim to to, że pogoda jest nadal piękna i leśne widoki witają nas wszystkimi odcieniami błękitu nieba i świeżej zieleni drzew i krzewów zaakcentowanej bielą obłoków i kwiatów. Ten widok uspokaja i doprawdy nie ma niczego piękniejszego od wiosennego lasu, śpiewu ptaków i buszujących zwierzaków.

Czekamy na wiosenne burze.

Zdjęcia i filmiki –  http://grzybypl.blogspot.com/2016/05/bezgrzybia-ciag-dalszy.html  

Robert K. Leśniakiewicz

Wiosenne bezgrzybie

Wczorajszy dzień był bardzo sympatyczny – temperatura wynosiła +19°C, ale słońce kryło się za chmurami. Udałem się na normalny patrol w Majerzowy Las i Końskie Ugory, gdzie spodziewałem się znaleźć jakieś grzyby. Trzy lata temu Ania znalazła tam właśnie 3 Maja dwa piękne borowiki, a ja kolorowego pocieca – wszystkich grzybów ocieca. W tym roku grzyby jakoś kulawo się pokazywały – mimo tego, że opady w kwietniu wynosiły 77,14 dm³/m² – co uważamy za niezły wynik, to winę ponoszą przede wszystkim niskie temperatury nocne, które nie sprzyjały grzybom…

Jak zwykle udałem się najpierw na smardzowisko, gdzie lepiężniki już rozwinęły swe płachty liści i nawet gdyby jakiś smardz się tam pojawił, to nie byłby w stanie go zauważyć…

Potem przekroczyłem Strącze i poszedłem na Majerzówkę. Na stanowisku # 1 wciąż pyszniły się dwie piestrzenice. Rozejrzałem się dookoła, ale poza nimi była jeszcze tylko jakaś bedłka. I to było wszystko.

Potem poszedłem na Końskie Ugory. Przedzierając się przez brzezinę znalazłem padłą sarenkę. Nie wiem, co ja zabiło, ale mogłem zrobić jej tylko zdjęcie. Nie miała żadnych widocznych obrażeń, ale mógł ja zabić jakiś wirus, motocrossowiec czy jakiś bydlak z dwururką – myśliwy albo mięsiarz-kłusownik.

Wracam nad Skawę, gdzie oglądam spustoszenia spowodowane przez bobry. I rzecz ciekawa – widzę tylko odziomki. To oczywiste: bobry ścięły drzewa, a chłopi je wywieźli… Współpraca gryzoni z największym niszczycielem polskiej Przyrody!

No i łaki na których pysznią się całe łany mniszka lekarskiego i… kok sagizu. I rzecz ciekawa – parę lat temu rosły u nas gigantyczne mniszki, których liście osiągały długość nawet do 60 cm. W tym roku rośliny są mniejsze, ale za to rosną w kępach po kilkadziesiąt osobników w jednym miejscu. Czyżby był to efekt katastrofy w Czarnobylu lub Fukushimie? Rzecz jest o tyle ciekawa, że ostatnio krążą pogłoski o katastrofie w dwóch rosyjskich elektrowniach jądrowych, a poza tym Holandia i Belgia szykuje się do możliwego sabotażu w którejś z ichnich elektrowni nuklearnych. Na razie prowadze pomiary, ale na szczęście nie było skażeń – poziom aktywności wynosi maksymalnie 0,09 – 0,17 mcSv/h (dawka śmiertelna wynosi ok. 1 Sv/h) – czyli tyle, co promieniowanie tła radioaktywnego Ziemi. Trzeba czekać na opady deszczu, może wtedy będzie tego więcej?

A my na razie czekamy na pierwszy majowy wysyp po nowiu Księżyca – co będzie miało miejsce w dniu 6.V – byle tylko było ciepło i padało… Jedyny plus to ten, że będzie dużo borówek czernic – kwitną jak szalone!

Fotki – http://grzybypl.blogspot.com/2016/05/wiosenne-bezgrzybie.html

Robert K. Leśniakiewicz