Miesiąc: Kwiecień 2016

Pamiątkowy obelisk ku pamięci red. Andrzeja Zalewskiego

W dniu 28.IV.2016 roku, o godzinie 11-tej, w Zespole Szkół im. Bł. Piotra Dańkowskiego na Chrobaczym w Jordanowie, miała miejsce uroczystość odsłonięcia pamiątkowego obelisku ku upamiętnienia wielkiego przyjaciela naszego miasta – red. Andrzeja Zalewskiego – którego 92 rocznica urodzin minęła parę dni temu.

Redaktor Andrzej Zalewski urodził się w dniu 14 kwietnia 1924 roku w Warszawie. Najpierw harcerz a potem żołnierz Armii Krajowej walczący u „Ponurego” i „Nurta” i wreszcie Powstaniec Warszawski. Z zawodu magister inżynier rolnik, z zamiłowania radiowiec, przyrodnik i ekolog. Jako społecznik był on twórcą i animatorem Ruchu Polskiej Niezapominajki. A oto jego dokonania:

Red. Zalewski był związany z Polskim Radiem i TVP. W 1955 roku dzięki jego staraniom na antenie Polskiego Radia zagościł „Radiowy Kogutek” – a potem powstały Poranne Rozmaitości Rolnicze. W tym samym roku na antenie Polskiego Radia zaproponował organizowanie „wczasów pod gruszą”. W 1958 w TVP pojawiły się jego „Niedzielne Biesiady” – „Wówczas to na wsiach do świetlic wiejskich i szkół schodzili się na 3 godzinny program całe wsie. Od 1959 r. przeszedł na etat dziennikarza radiowego. Współpracował równocześnie z Telewizją Polską (programy rolnicze)”. W 1964 otrzymał stypendium FAO i rządu austriackiego. W latach 1970-1985 pracował na etacie w TVP.

W roku 1978 stypendium – studia – na zaproszenie Departamentu Stanu USA. Po powrocie z tego wyjazdu naukowego został ostatecznie pozbawiony możliwości pracy w telewizji w Polsce Ludowej. W 1985 roku – przechodzi na przyspieszoną dziennikarską emeryturę. W 1988 roku – początek współpracy z IV Programem PR

Rok 1990 – to początek felietonów Ekoradia – to jego autorski pomysł. Od 1994 roku współpracuje z nim Robert Leśniakiewicz, dzięki czemu cała Polska usłyszała o Jordanowie!

2001 – propozycja Pana Redaktora by „obok Walentynek wprowadzić w Polsce Święto Polskiej Niezapominajki”. (…). „To był właściwie pomysł radiosłuchaczy „Jedynki”. Pierwsze obchody Święta Polskiej Niezapominajki odbyły się w Szkole Podstawowej im. Partyzantów Świętokrzyskich Armii Krajowej w Wielkiej Wsi koło Wąchocka 15 maja 2002 roku. Lipiec 2002 – powołano Kapitułę Polskiej Niezapominajki. Jej przewodniczącym został Andrzej Zalewski.

Andrzej Zalewski zmarł w dniu 21 lipca 2011 roku w Warszawie wskutek wypadku. Pogrzeb Andrzeja Zalewskiego odbył się 27 lipca 2011 w Warszawie, pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim tamże. Mszy Świętej pogrzebowej przewodniczył oraz homilię wygłosił ks. bp Józef Zawitkowski.

Jest on laureatem m.in. „Złotego Ekranu” TVP za indywidualność.

W styczniu 2003 roku został uhonorowany Orderem i Dyplomem „Benemerenti” – „Dobrze zasłużonym” – „Za chwalebną służbę w środkach masowego przekazu, za dawanie świadectwa najwyższym wartościom, jakim są prawda i umiłowanie Ojczyzny”. Nagrodę tą przyznał Ordynariat Polowy Wojska Polskiego, a wręczył redaktorowi A. Zalewskiemu ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

W 2008 roku otrzymał odznaczenie „Zasłużony dla Ziemi Jordanowskiej” przyznawane każdego roku przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Jordanowskiej. Współpracował z Robertem Leśniakiewiczem w ramach Eko Radia, dzięki czemu w audycji pojawiały się informacje dotyczące Jordanowa i prognozy pogody dla naszego miasta.

4 listopada 2011 za wybitne zasługi dla Polskiego Radia został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jest honorowym obywatelem miasta Chmielnik (na Ziemi Świętokrzyskiej), miasta Jordanowa, a także gminy Pionki.

Obelisk powstał z inicjatywy i został sfinansowany przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Jordanowskiej przy wsparciu lokalnych władz miasta i dyrektora ZS Zbigniewa Kołata oraz Starostwa suskiego, na terenie którego został on postawiony.

W uroczystości udział wzięli: vice starosta suski – Zbigniew Hutniczak, członkini zarządu powiatu – Czesława Madoń, sekretarz miasta Jordanowa – Robert Wodziak, skarbniczka miasta – Grażyna Pałach, delegacja radnych miasta Jordanów, przedstawiciele duchowieństwa – ks. proboszcz Paweł Gunia, ks. Jerzy Skórkiewicz, przedstawiciele MOK Jordanów – Jan Hanusiak i Bogusław Nosidlak, dyrektor Gimnazjum – Janusz Łukasz, prof. Jerzy Semsch oraz Zarząd Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej – prezes Stanisław Bednarz, wiceprezesi: Władysław Łazarski i Robert Leśniakiewicz oraz dyr. Zbigniew Kołat, członek komisji rewizyjnej – Stanisław Zembol, nauczyciele i młodzież szkolna.

Zebranych przywitał dyr. Zbigniew Kołat, który następnie oddał głos prezesowi TMZJ, który przybliżył zebranym sylwetkę i dokonania red. Andrzeja Zalewskiego, akcentując szczególnie jego związki z naszym Miastem i Ziemią Jordanowską. Następnie głos zabrał Robert Leśniakiewicz, który w krótkich słowach wspomniał swoją współpracę z red. Zalewskim w ramach audycji „Eko Radio” i „Duchy Przyrody i pogody” realizowanych w latach 1994-2011.

Po ich wystąpieniach nastąpiło odsłonięcie obelisku pamiątkowego, którego dokonali Zbigniew Hutniczak, Stanisław Bednarz i Zbigniew Kołat. Przy obelisku złożono wiązankę kwiatów i… zasadzono kępkę niezapominajek. Modlitwę zaintonował i pomnik poświęcił ks. Paweł Gunia. Szczególne podziękowania złożono na ręce Pana Stanisława Tepra, który wykonał obelisk i tablicę pamiątkową. I na tym uroczystość zakończono.

Uczestnicy potem spotkali się na panelu dyskusyjnym przy kawie i ciastkach.

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/pamiatkowy-obelisk-pamieci-red-andrzeja.html

Zob. także:

 

Redakcja      

Reklamy

Śnieżni ogrodnicy…?

Wprawdzie mamy końcówkę kwietnia, ale pogoda płata nam niezłe figle. Jeszcze w dniu 23.IV mieliśmy za oknem +19,3°C w dzień i +7°C w nocy, pogodę niemal letnią, co od razu przełożyło się na bujny rozwój wegetacji. Zrobiło się pięknie, kwietnie i zielono.

Niestety – po wietrze halnym, w dniu 24.IV nastąpiło ostre załamanie pogody: temperatura poszła w dół i spadła do zaledwie +2,7°C w najcieplejszym miejscu dnia. Następnego dnia podniosła się do +6,7°C, a 26.IV do +14,3°C ale tylko po to, by następnego dnia spaść do +3,9°C, zaś w nocy 27/28.IV spadła do -1,8°C. Rośliny wrażliwe na mróz zostały zwarzone… A potem było tylko gorzej.

Okres ten obfitował w opady, których maksimum nastąpiło w dniach 27/28.IV i w nocy spadło 20,8 dm³/m² wody w postaci deszczu i śniegu. Początkowo zabieliły się szczyty powyżej 700 m n.p.m., a potem masy śniegu runęły na nasze Miasto. W efekcie w godzinach rannych mieliśmy piękne słońce i… jakieś 2-3 cm białego puchu, który szybko znikł pod gorącymi promieniami kwietniowego słońca… A wszystko to pod niskim ciśnieniem 994 hPa.

W dniu 28.IV mieliśmy małą uroczystość odsłonięcia pomnika ku pamięci red. Andrzeja Zalewskiego i Pani Aura zapewniła nam piękną, słoneczną ale chłodną pogodę. Temperatura poszybowała do +9,9°C zaś ciśnienie wzrosło do 1005 hPa, wilgotność spadła do 40%. Wygląda na to, że ten śnieżny epizod dobiegł końca.

Ciekawy jestem, czy to byli już „zimni ogrodnicy” (Serwacy, Pankracy i Bonifacy) i „zimna Zośka”? Jeżeli tak, to maj zapowiada się ładnie i ciepło – oby… Media donoszą, że rolnicy i sadownicy już narzekają na straty spowodowane ostrymi przymrozkami.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/sniezni-ogrodnicy.html

Robert K. Leśniakiewicz

O jordanowskim Rynku w… Rynku

W dniu 22.IV.2016 roku, w jordanowskim MOK miała miejsce prelekcja mgr inż. Stanisława Bednarza, która zatytułowana była „Przemiany Rynku jordanowskiego na przełomie XIX i XX wieku”, pod auspicjami Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej.

Prelekcja miała formę przewodnika po jordanowskim Rynku z przełomu wieków. Przedstawione zostały przede wszystkim wszystkie cztery pierzeje Rynku z najstarszą zabudową z drewnianych domów, które zdobiono na kilka różnych sposobów – wszak Jordanów ma szczególne miejsce na styku kultur i regionów. Należy także przypomnieć, że jordanowski Rynek jest największym – po rynku w Krakowie – rynkiem w Małopolsce. Już samo to decyduje o jego niezwykłości. Widać tu jego architekturze wpływy podhalańskie, myślenickie, orawskie, beskidzkie, a także i architektury żydowskiej. Przed II Wojną Światową Jordanów był zamieszkiwany przez liczne rodziny żydowskie, a 90% sklepów było w żydowskich rękach.

Pan Bednarz wspomniał powstanie wszystkich murowanych kamienic w Rynku – od budynku Kasy Stefczyka i Spółdzielni Praca i Oszczędność do budynków Ratusza i Sądu Grodzkiego, a także Plant i pokrywającej je zieleni miejskiej. Jordanowski Rynek jest najzieleńszym tego rodzaju placem w Małopolsce i znajdujący się na jego płycie park zwany Plantami (na wzór Krakowa) jest unikatem w skali kraju.

Prelegent opowiedział historię poszczególnych kompleksów domów, jak i domów pojedynczych – a każdy z nich miał swoją historię. Wspomniano o lokalizacji sklepów, lokali gastronomicznych, siedzib władz miejsko-gminnych i milicji/policji, ośrodka zdrowia i innych ważnych instytucji dla życia miasta i jego mieszkańców.

Pod koniec prelekcji Pani Janina Szczudło przekazała prezesowi Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej zdjęcie członków klubu sportowego „Partyzant”.

Na zakończenie głos zabrała Pani Burmistrz Miasta mgr Iwona Bilska, która odpowiadała na pytania związane z żywotnymi sprawami Miasta i jego mieszkańców, prosząc o szerokie społeczne konsultacje, które mają za zadanie usprawnić kierowanie pracą Urzędu Miasta. I na tym prelekcję zakończono.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/o-jordanowskim-rynku-w-rynku.html

Robert K. Leśniakiewicz

 

 

Tobie boski Mistrzu…

Obejrzałem niedawno wystawę prac Pani Karoliny Wicha, które były wystawiane w Galerii Pod Basztą naszego MOK-u. wystawa, choć niewielka, jest niezwykle interesująca dla koneserów sztuki jak i zwyczajnych ludzi. Te prace, o których mowa, to są ikony, przedstawiające Jezusa, Jego Matkę i różnych świętych – namalowane w chwilach boskiego natchnienia– kiedy ręka artysty kieruje sam Bóg… Takie ikony były zawsze najpiękniejsze – nie malowane ludzką ręką – acheiropoietos.

I takie też są ikony Pani Karoliny Wicha. Przypominają mi dzieła Andrieja Rublowa i Teofana Greka. Zresztą czyjekolwiek by nie były – są piękne. Emanuje od nich egzotyka Bizancjum, przepych świętej Rusi, mądrość Grecji, melancholia Ukrainy i nade wszystko jakiś nieuchwytny urok Wielkiej Tajemnicy…

Warto to wszystko obejrzeć. Szkoda tylko, że nie przy blasku świec i śpiewie chórów cerkiewnych, ale i tak wrażenie jest niesamowite dla kogoś, kto choć raz w życiu otarł się o Wschód i jego magię. A teraz Czytelnicy drodzy popatrzcie na to sami…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/tobie-boski-mistrzu.html

Robert K. Leśniakiewicz

Zagłada Europy?

Europa sama sobie przygotowała zagładę. Ten truizm jest tak oczywisty, że szkoda go przypominać. Zaślepienie i sprzedajna głupota polityków UE doprowadza Europę do niebezpiecznej krawędzi wojny hybrydowej – lub jak kto woli wojny z wrogiem wewnętrznym – starego i zgnuśniałego, zanurzonego w dobrobycie i błogostanie  cherześcijaństwa z młodym, prężnym i głodnym podbojów islamem. Takie są podstawowe fakty. Nie ma się co czarować. UE – a w szczególności Niemcy – popełniła karygodny błąd zapraszając tzw. „migrantów” na swe terytorium.

Problem migrantów znany jest od kilku lat. Tzw. „boat-people” przeprawiali się przez Morze Śródziemne na Maltę, Lampedusę i Lesbos nie od wczoraj. Ale UE zdawała się nie dostrzegać problemu – robiono wszystko, by go zmarginalizować! Ale w końcu masowa imigracja zaczęła grozić gospodarkom Włoch, Malty i Grecji i podniósł się rwetes. Problem dostrzeżono, ale reakcja była taka jak zwykle – czyli półśrodkami…

Kanclerz Merkel wydawało się, że migranci z Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, to są wschodni Europejczycy, którzy będą cisi i pokornego serca pracować dla Niemiec i powiększać niemiecki dochód narodowy. Tymczasem nic bardziej błędnego! Migranci owszem, przybyli, ale… ale nie mają najmniejszego zamiaru pracować na chwałę pani Merkel i Niemiec, a wręcz odwrotnie – ich interesuje przede wszystkim socjal – najwyższy w Europie, mieszkania i … dolce far niente.

Prawica europejska oskarża o ten stan rzeczy lewaków, którzy rzekomo ułatwili islamistom przedostanie się do Europy i zagrożenie jej chrześcijańskim korzeniom. Nic bardziej błędnego! To zasłona dymna zakrywająca grzechy europrawicy.

Jestem socjalistą i wiem, że podstawowy aksjomat socjalizmu brzmi – KAŻDEMU WEDŁUG JEGO PRACY. A zatem jak zapracujesz – to masz. Tak jak w kapitalizmie, tylko masz większe osłony socjalne i inne przywileje z racji wykonywanej pracy. Natomiast w kapitalistycznej UE migranci dostają zasiłki za frajer – tylko dlatego, że są migrantami i im się należy. Nic im się nie należy, bo gdyby naprawdę zależało im na swych krajach, to by walczyli w kraju, albo w najbliższej zagranicy. I to jest właśnie to, czego zdają się lub nie chcą nie pojmować politycy UE.

Wysoki socjal dla migrantów jest jeszcze reliktem z czasów Zimnej Wojny, kiedy to Zachód musiał pokazać Wschodowi, że kapitalizm jest o wiele lepszy od socjalizmu i komunizmu. Chodziło przede wszystkim o uciekinierów z Polski i innych krajów bloku wschodniego. Problem polega jednak na tym, że Polacy i inne nacje brały się do roboty i wmniejszym czy większym stopniu wpisywały się w tamte społeczeństwa. W każdym razie nie szkodziły tamtym społeczeństwom. Więc brednie wypisywane przez najrozmaitszych „prawomyślnych” specjalistów są warte funta kłaków i wina leży po stronie Zachodu – a dokładniej liberalnej polityki migracyjnej, z której skorzystała przede wszystkim ISIS.

No właśnie – ISIS i terroryzm. Amerykanie rozbełtali bliskowschodnie, śmierdzące bagno, które teraz chcą wykorzystać do własnych celów – a przede wszystkim do ekonomicznej wojny z Europą. UE stanowi bowiem coraz silniejszą konkurencję gospodarczą dla USA, które same pogrążone są w recesji – co widać choćby po zachowaniu amerykańskiego społeczeństwa, w którym popularność zdobywaja takie ciemne typy jak chociażby Donald Trump – faszyzujacy milioner, ucieleśnienie wyobrażeń o drapieżnych kapitalistach w początkowym okresie istnienia PRL.

A tak już nawiasem mówiąc, to bardzo chciałbym wiedzieć, skąd ci „biedni” migranci mają tysiące dolarów na opłacenie bandyckich opłat za przerzut do Europy? Przecież suma 2-3 tys. US$ od łebka to suma niebagatelna! Kto finansuje te przejazdy wypasionym bysiorom, którym nie chce się walczyć w swym kraju, ale mającym za to apetyty na niemieckie euro? Skoro nie ich rodziny, to kto?

Odpowiedź jest prosta i oczywista – kierownictwo ISIS. To oczywiste – kierownictwo ISIS finansuje arabskim rodzinom wyjazd z Syrii czy innego kraju na Bliskim Wschodzie, ale – rzecz jasna – nie za darmo! Warunkiem uzyskania tych pieniędzy jest podjęcie przez nich działalności szpiegowskiej a potem dywersyjnej w UE. To taka „uśpiona” agentura islamska w Europie. Potem na rozkaz z ISIS się obudzi i zacznie się „gorąca” wojna z Europejczykami. Mówiąc krótko i bez ogródek – muzułmański koń trojański już jest w Europie. Nie ma co robić sobie nadziei – III Wojna Światowa już trwa. Nie jest to wojna w dotychczasowym tego słowa znaczeniu. Najlepiej nazwano to po aneksji Krymu przez Rosjan – wojną hybrydową. Prawdę powiedziawszy najlepszym terminem jest w tym przypadku wojna pełzająca.

Sposób prowadzenia tej wojny jest dwuetapowy: pierwszy etap to zalew konkretnego terytorium przez wędrujących migrantów, którzy po osiedleniu się zaczną tworzyć społeczności mogące wywierać wpływ na politykę wewnętrzną państwa.jak wirus pasożytujący na komórkach organizmu, tak szybko namnażający się wschodni migranci – już obywatele danego państwa – zaczną dyktować swoje warunki skorumpowanym politykom i urzędnikom. A potem etap drugi – sięgnięcie po władzę w demokratycznych wyborach i wprowadzenie własnych rządów w oparciu o muzułmańskie, koraniczne prawo szariatu. I koniec komedii – będzie terror, nietolerancja religijna, przymusowa konwersja. Opornych czeka poderżnięcie gardła albo stryczek. Gdybyście mieli jakieś wątpliwości – to przypomnijcie sobie, co się działo na Bliskim Wschodzie w czasie Krucjat… Tylko że wtedy były jakieś równe szanse – teraz – dzięki sprzedajnym politykom z UE i posłusznym im pożytecznym idiotom będziemy mieli to samo w skali całego kontynentu. Tylko że sprzedajni politycy też szybko padną ofiarami islamskiego terroru i nikt się z nimi patyczkować nie będzie. Giaur jest giaurem… Turecki serial „Wspaniałe stulecie” – mam nadzieję – otworzył oczy wielu Polakom i pokazał oblicze islamu, które nawet takie cukierkowe i ulizane nie jest dla normalnego Europejczyka do przyjęcia.

Mylił się Igor Witkowski co do tego, że islam użyje broni masowego rażenia. Nie, bo to byłoby bez sensu. Nie skaża się ziemi, którą zamierza się opanować. Użycie BMR spowodowałoby skażenie środowiska w stopniu niewyobrażalnym i co za tym idzie, terytoria nimi porażone nie nadawałyby się do zasiedlenia. Owszem – grozi nam dywersja biologiczna czy chemiczna, ale nie masowe użycie BMR. A przecież o zasiedlenie i opanowanie terytoriów tutaj chodzi!

Kolejna sprawa – przepowiednie naszych losów. Europa była ostrzegana od wielu stuleci przez wróżbitów, jasnowidzów, astrologów i wizjonerów, w których to ostrzeżeniach mówiło się o zalewie Europy przez Arabów. I wychodzi to właściwie w każdym aspekcie – już to politycznym, już to ekonomicznym, a przede wszystkim religijnym. Przewidywał to św. Malachiasz, Michel de Notre Dame vel Nostradamus,młynarczyk z Apoig, rybak Johnsson, pani Dickson, i wielu innych. W wizjach tych uporczywie przewija się motyw krwawego półksiężyca (symbol islamu), który podbija Europę. I rzecz ciekawa – Polska z tych wszystkich naturalnych kataklizmów, wojen, przewrotów i rewolt wychodzi w miarę obronną ręką. To właśnie mówi nam przepowiednia o. Czesława Klimuszki, który widzi Polskę bezpieczną do 2032 roku.

Ale czy mamy siedzieć z założonymi rękoma i czekać na cud? Nie, cuda się nie zdarzają, jak się im nie pomaga. Potrzeba nam mądrych i daleko widzących polityków, ludzi z wyobraźnią i myślacych o kraju, o Polsce i Polakach, a nie dewotów-idiotów nabijających sobie kabzę na niewiedzy i nieszczęściu innych. Potrzeba mądrych przywódców narodu, którzy są w stanie sprostać wyzwaniom czasów, w których przyszło nam żyć i którzy poprowadziliby naród poprzez niebezpieczne drogi Współczesności, a nie żerowali na nim mając go jednocześnie w głębokiej pogardzie, mamiąc ludzi wspaniałymi wizjami i obietnicami i żadnej nie dotrzymując jak wszystkie dotychczasowe rządy po 1989 roku. Potrzeba nam światłych ludzi nie bojących się patrzeć w Przyszłość, a nie żyjących upiorami Przeszłości, którzy rozumieją naszą Teraźniejszość.

Bo my Polacy cały czas żyjemy Przeszłością nie rozumiejąc Teraźniejszości i bojąc się Przyszłości. To nas zawsze gubiło i gubić będzie, póki nie zmienimy naszego nastawienia do świata, który nas otacza.

A wracając do tytułowego pytania, to zagłada Europy będzie na pewno – przynajmniej takiej, jaką znamy. Jeżeli przegramy tę wojnę, to zamiast UE będzie KE – Kalifat Europejski, w którym Niemcy, Francuzi i inni będą tylko niewolnikami i nikim innym. I to w najlepszym wypadku! W czarnym scenariuszu mogą być janczarami, którzy pomaszerują na Polskę i Rosję w celu zdobycia nowych ziem na chwałę islamu. Bo Polska tradycyjnie katolicka będzie broniła wartości chrześcijańskich – i mam nadzieję, że w tym wytrwa. A co do Rosji, to ta będzie broniła Matuszki Świętej Rusi i kto wie, czy jeszcze raz nie będzie musiała wyzwalać Europy, tym razem spod islamskiego jarzma. To wcale nie jest takie nieprawdopodobne, jak się to dzisiaj wydaje.

I na to też trzeba być przygotowanym…

Robert K. Leśniakiewicz

Niedzielny smutek pustego smardzowiska

Niedziela obudziła się pierwsza. Spojrzała na błękitne niebo ze złotym słońcem na wschodzie, wciągnęła do noska pachnące powietrze i stwierdziła, że jest piękna…

Bo tak było. Temperatura podskoczyła do letnich +23°C, wiatr wiał od Tatr, typowy wiatr halny. Pogoda z gatunku majowych, a przecież mamy dopiero po połowie kwietnia!

Poszedłem do Majerzowego Lasu i wzdłuż koryta Strącza. Schodząc w kierunku potoku zauważyłem dziwny błysk na skraju Majerzówki. Zaintrygowało mnie to, boż przypominał mi się film „Roswell” Jeremy’ego Kagana, gdzie w taki sposób znaleziono rozbity Latający Spodek i pokiereszowanych Ufiastych…

Udałem się tam przedzierając się przez maliniaki i po jakimś kwadransie stanąłem przy… wysypisku plastykowych śmieci, opakowań i fragmentów jakiejś konstrukcji, która na pewno nie miała niczego wspólnego z Ufiastymi! A tyle się mówi o plastykach zatruwających środowisko… – równie dobrze by było można rzucać groch o ścianę. Durny wieśniak wywalił ten syf do lasu ciesząc się, że zaoszczędził na utylizacji. Szkoda mówić, boż głupota ludzka jest nieskończona.

Wpadam na stanowisko piestrzenic – obie podrosły i nabrały słusznych rozmiarów.

Wracam nad Strącze i idę wzdłuż jego brzegów. Lepiężniki już podrosły, liście się rozwinęły, kwiaty kwitną. Rozglądam się uważnie i nie widzę ani jednego smardza! Za to w trawach zaczęły się pokazywać jakieś bedłki, których jest już coraz więcej.

Pogoda jak na razie sprzyja grzybom. Wilgotno, ciepło i Księżyc idący do pełni. Niestety – zapowiada się ochłodzenia i nawet przymrozki, więc znów ze smardzobrania będą nici…

Robert K. Leśniakiewicz

Zob. zdjęcia –  http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/niedzielny-smutek-pustego-smardzowiska.html

NGL na kupie kompostu

Wybrałem się dzisiaj na smardze w okolice Stadniny Koni w Toporzysku k./Jordanowa. Pogoda – marzenie! Temperatura +23°C, ciśnienie 998 hPa, wiaterek z SW. Tylko iść w plener – „za miasto, za miasto – panowie!” jakby to napisał KI.

Miałem zamiar obfotografować smardze, których stanowisko znajduje się obok Stadniny. Ale pierwej wszedłem w las rosnący na zachód od niej. W lecie rosną tam różne grzyby – czasem nawet tak dziwne jak diabelskie zęby czy podobne do smardzów i okratków NGL – Niezidentyfikowane Grzyby Leśne… – sic!

Spaceruje po lesie słuchając śpiewu ptaków. Rozglądam się dookoła, ale nie widzę niczego smardzopodobnego, mimo tego, że lepiężników rośnie tam do licha i trochę. Teoretycznie powinno być zatrzęsienie smardzów, ale nie ma ani jednego. Tylko od czasu do czasu pokazują się jakieś bedłki.

Zniechęcony wracam do mojego wehikułu. Przechodząc koło góry kompostu wysokiej na jakieś pięć metrów rzucam na nią okiem i… Od razy wyciągam aparat fotograficzny, by uwiecznić rosnące tam grzybasy.

Najpierw były jakieś szarobrązowe bedłeczki, potem brązowe grzybki podobne do płachetek… Krążę po górze kompostu z aparatem w dłoni.

I naraz ze zdumienia odbiera mi mowę – moje oko wychwytuje coś dziwnego. Nawet nie bardzo wiem, jak opisać to… coś. Kuliste owocniki (chyba) z dziurami. Wyglądają jak jakaś nieznana forma życia z Kosmosu…? Nie jest to-to duże, wielkości średniego ziemniaka i trochę nawet do nich podobne, ale puste w środku. Robię kilka zdjęć, może ktoś rozpozna te grzybaski???[1]

Wracam do domu. Pogoda nadal ciepła, tylko wiatr się wzmógł. Po południu nad Krakowem przeszła burza z piorunami – Pan Bednarz i nasi krewni, którzy właśnie jechali tranzytem przez to miasto opowiadali, że nie tyle lało, ile waliło piorunami. To pierwsza tak poważna burza w tym roku! A jak spektakularnie wyglądała od nas – widać na zdjęciach.

Fotki i filmik – http://grzybypl.blogspot.com/2016/04/ngl-na-kupie-kompostu.html

Robert K. Leśniakiewicz

[1] Koleżanki i Koledzy z Darz Grzyba zidentyfikowali je jako kustrzebkę pęcherzykowatą – Peziza vesiculosa – grzyb jadalny, aczkolwiek nie zbierany ze względu na miejsca, w których rośnie…