Miesiąc: Marzec 2016

I już po Świętach…

Święta, Święta i już po Świętach. Dwa tygodnie obłędnych przygotowań, dwa dni nieprzytomnego obżarstwa i pijaństwa (policja zatrzymała 1300 kierowców na podwójnym gazie) a potem dwa miesiące paskudnego bólu wątroby…

Zapowiadało się nader ciekawie: w dniu 23.III.2016 roku na portalu Twoja Pogoda pojawiła się następująca informacja:

 

Burza piaskowa, czerwony deszcz i śnieg

 

(23.03/17:49) – Od Grecji przez Turcję, Bułgarię i Rumunię po Morze Czarne wiszą niskie chmury, które przysłaniają niebo nad całym regionem. Nie są to jednak zwyczajne chmury, ponieważ powstały one w silnym strumieniu bardzo ciepłego i suchego powietrza, które płynie znad afrykańskiej Sahary po południowo-wschodnią część Europy. W tej formacji chmur wieje porywisty wiatr osiągający 80-90 km/h, który unosi pomarańczowy piasek znad Sahary w Libii i Czadzie, a następnie przenosi go daleko aż nad wody Morza Czarnego. Po drodze piasek łączy się z deszczem i spada na Grecję, zachodnią Turcję, wschodnią Bułgarię i Rumunię. Brudny deszcz barwi wszystko co napotka. Na ulicach wielu miast pojawiły się czerwone kałuże. Mieszkańcy skarżą się na zabrudzone pranie, białe ściany budynków i karoserie samochodów. W górach saharyjski piasek zabarwił na czerwono śnieg, co sprawia, że krajobrazy przypominają te znane nam z planety Mars. Na greckiej Krecie podczas zamieci piaskowej temperatura pierwszy raz w tym roku sięgnęła aż 31 stopni. Zjawisko burzy piaskowej na południu Europy nie jest niczym niezwykłym. O tej porze roku zdarza się, że na region spada kolorowy deszcz, ale ze względu na swoją postać zjawisko to zawsze wywołuje spore zamieszanie. Wystarczy jednak tylko jedno spoglądnięcie na zdjęcie satelitarne, aby wszystko się wyjaśniło. Zdarza się czasem, że piasek trafia aż nad południe Polski. 8 lutego 2004 roku saharyjski piasek z deszczem opadł na Podkarpacie, Kiedy indziej z kolei rdzawy piasek spadł na południowo-wschodnią część naszego kraju ze śniegiem i został mylnie uznany za groźne skażenie chemiczne. Pomarańczowy piasek ściągany dzisiaj znad Afryki nad południową Europę jest bardzo dobrze widoczny na pierwszym zdjęciu, które zamieszczamy pod artykułem. Na drugim zdjęciu satelitarnym zobaczyć możemy omawianą formację chmur, która wyróżnia się spośród innych chmur nad naszym kontynentem swoją bardzo jasną barwą, co jest ewenementem. (Twoja Pogoda, 23.III.2016 r.)

 

Natomiast w dniu wczorajszym, tj. 24.III.2016 r., polskie media podały następujące ostrzeżenie:

 

W Wielki Piątek na Polskę spadnie „krwawy deszcz”

 

Silne wiatry nad Saharą porywają w powietrze tumany piasku, niosąc je często przez setki, a nawet tysiące kilometrów. Tak jest i tym razem, gdyż podmuchy wiatru osiągające w porywach 60-70 km dotarły wczoraj do Sycylii, którą pokryły pyłem. Dzisiaj z kolei podobnego zjawiska mogą spodziewać się Grecy, Hiszpanie, Włosi i Turcy. Dotrze ono również do Polski.

 

W Wielki Piątek na Polskę spadnie „krwawy deszcz” W Wielki Piątek na Polskę spadnie „krwawy deszcz.”

 

Nad Morzem Tyrreńskim rozwinął się niż „Gaby”, który jest odpowiedzialny za ten rzadki przypadek. Powstający suchy i ciepły wiatr, tzw. sirocco, będzie kierował kłęby piasku w głąb Europy. Mieszkańcy Podkarpacia mogą już jutro spodziewać się krwawych opadów. Ulice, samochody i okna pokryją się pomarańczowo-brązowym pyłem. (Onet.pl, 24.III.2016 r.)

 

*

 

Czekaliśmy nań przez cały dzień. Pogoda w Beskidzie Średnim, gdzie mieszkam, była typowo wiosenna – do południa stosunkowo słoneczna, po południu zachmurzenie zwiększające się w miarę upływu dnia. Wiatr początkowo wiejący z kierunku N i NW wykręcił się na zachodni i zaczął nawiewać deszczowe chmury. W nocy spadł deszcz – 1,56 dm3/m2 – deszczówka była przeźroczysta, bez zmętnienia.

 

Od kolegów z Darz Grzyba dowiedziałem się, że na Podkarpaciu nie było żadnego opadu, ale Księżyc miał dziwny kolor – jakby miedziany, być może właśnie od tego pyłu. Ale nie było żadnych opadów, więc trzeba na nie poczekać…

 

  • 26.III – Wielka Sobota – przedpołudnie. Wiatr zmienił kierunek na SW, ale jak na razie nic podejrzanego nie pada z nieba, zresztą z ciężkich chmur pada upierdliwa mżawka – spadło jej 3,64 mm. Temperatura podniosła się do +4°C. Czerwonego deszczu nie ma. Podobny fakt sygnalizują mi darzgrzybowcy z Olsztyna, Rzeszowa i Chełma.
  • 27.III – Niedziela Wielkanocna. Pogoda nieco pochmurna, ale jest cieplej – do +11,7°C. Rano mgła, potem wypogodziło się. Czerwonego deszczu ani śladu.
  • 28.III – Poniedziałek Wielkanocny – pogoda wiosenna, temperatura do +14,2°C, piękne słońce i wiatr w kierunku S i S-SW. Czerwonego pyłu nie widać. Wprawdzie spodziewamy się opadów, ale nadejdą do nas z kierunku NW, więc nie ma szansy, by saharyjski pył dotarł do nas…

 

Jest już po Świętach, a czerwony pył nie spadł z nieba. A zatem, znów medialne wydarzenie i wiele hałasu o nic, bo jednak czerwonego opadu nie było… Ale to nie znaczy, że nie będzie. Wystarczy taki układ pola barycznego, że wyż zawiśnie nad Morzem Śródziemnym, a niż nad Bałtykiem i wiatr zamiecie pył z Sahary i zrzuci w Europie. Przy potęgującym się EGO takie rzeczy będą całkowicie możliwe.

Natomiast strach pomyśleć, co to będzie, jak dojdzie do erupcji superwulkanu pod Polami Flegrejskimi, a jego popioły zasypią nas jak szaroczarny śnieg. I tego należy się obawiać. Jak na razie nic nie sygnalizuje superwybuchu, ale strzeżonego warta strzeże.

W tej chwili mamy temperatury dzienne powyżej +15°C, zaś nocne ok. +2…3°C, więc wegetacja ruszyła, co widać na obrazkach:

 

Zdjęcia i filmik – http://grzybypl.blogspot.com/2016/03/i-juz-po-swietach.html   

Robert K. Leśniakiewicz

 

 

Atomowy dżihad

No i stało się to, co przepowiedziałem parę lat temu, kiedy w Polsce znów zaczęła się dyskusja na temat uszczęśliwiania nas budową 10 elektrowni jądrowych, począwszy od żarnowieckiego „Żarnobyla”, a skończywszy na wycince hektarów lasów pod budowę Warta – Klempicz EJ. Oczywiście wszelkie głosy krytyczne zostały skutecznie zagłuszone przez proatomowe lobby, któremu zależy na postawieniu w Polsce 10 atomówek w celu zapewnienia nam „taniej, bezpiecznej i czystej” energii.

To, że energia z atomów jest „tania, bezpieczna i czysta” włożyłem definitywnie pomiędzy bajki w dniu 11.III.20111 roku, kiedy to fale tsunami zalały elektrownie jądrowe znajdujące się na pacyficznym wybrzeżu Japonii. Jedna z nich została całkowicie zniszczona, druga została uszkodzona, a obie wyemitowały w powietrze i do wody oceanu miliony bekereli różnych radioaktywnych paskudztw, z czego 131I*, 90Sr*, 40K*, 137Cs* i 136Cs* stanowią niewielki ułamek tego, co zostało uwolnione z czterech reaktorów jądrowych Daiichi – Fukushima 1 EJ. Jak dotąd, ani władze w Tokio, ani TEPCO nie mówią o pozostałych radioizotopach, które uwolniły się po tej katastrofie…

Pisząc na temat budowy ewentualnych dziesięciu atomówek w Polsce, podkreśliłem gigantyczne koszty budowy i eksploatacji choćby jednej z nich. Poza tym szczególny nacisk położyłem na ich ochronę przed różnego rodzaju świrami pragnącymi rządzić światem przy pomocy broni. To samo dotyczyło również Ukrainy i jej pięciu jądrówek, które w tym pustoszonym przez wojnę kraju doskonale nadają się do szantażowania i terroryzowania ludności Ukrainy i Europy możliwością dokonania w nich sabotażu i w rezultacie – w najlepszym wypadku – powtórki z Czarnobyla. Rzecz dotyczy także fabryk chemicznych produkujących różne toksyczne paskudztwa – przykład Bhopalu czy Seveso jest tu groźnym memento…

No i temat z ostatnich dni. W Belgii doszło do bezprecedensowych ataków dżihadystów z ISIS na lotnisko i metro. Zamordowano prawie 30 osób, a dalszych 300 jest rannych. Europa zaczyna płacić frycowe za brak wyobraźni, głupio pojętą poprawność polityczną, niekompetencję i sprzedajność rządzącym nią eurofrajerów, którym wydaje się, że wystarczy wprowadzić multi-kulti i stanie się cud – źli mahometanie staną się dobrymi mahometanami i wspólnie z Europejczykami będą pracowali na ich ciepłe posadki w Brukseli i Strasburgu. Amen i OK.

Tymczasem okazuje się, że dzihadystom zaczyna roić się w szmatogłowych łbach wojna atomowa przeciwko Europie. Zamordowano pracownika ochrony z elektrowni jądrowych w Charleroi i skradziono mu przepustkę. To poważny sygnał, którego nie wolno zlekceważyć. Ponoć islamiści zapowiadali ataki na elektrownie jądrowe.

Czy coś takiego jest w ogóle możliwe? Oczywiście. Wystarczy niewielkie komando terrorystów by opanować elektrownię i spowodować zatrzymanie reaktorów. To scenariusz najbardziej optymistyczny, bo najczarniejszy zakłada doprowadzenie reaktora w stan nadreaktywności i duże bum!… A potem to świństwo trzeba będzie zbierać i dezaktywować w mogilnikach przez jakieś pół wieku. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku ataku i eksplozji takiego reaktora, w przypadku zaistnienia tegoż w Europie Zachodniej, radioaktywny fall-out spadnie na Polskę, a to z powodu przeważających wiatrów właśnie z zachodu.

Najgorsze jest to, że do euroidiotów nie dociera to, że mamy do czynienie z migrantami stanowiącymi całą armię, która stanowi realne zagrożenie militarne. Jeżeli prawdą jest na „migrantów” czekają w niemieckich portach statki z bronią, to mamy w samych Niemczech kilkaset tysięcy doskonale wyszkolonych, fanatycznych morderców, dla których wyrzynanie mężczyzn, kobiet i dzieci to pestka.

Zakładane komando atakujące elektrownię jądrową wyleci w powietrze razem z nią, ale znowu – ci fanatycy gardzą życiem i z radością oddadzą swoje po to, by zabić parę milionów niewiernych. Bo taka właśnie jest logika tej wojny.

Czy islamiści będą się osiedlać na terenach skażonych? Tak. Nawet jak będą wiedzieć, że spotka ich tam śmierć, bo taka jest właśnie filozofia islamu – oni idą do Raju, więc życie doczesne ich mało obchodzi. Kiedyś Ziemia sama się zdekontamituje i Europa będzie się nadawała do osadnictwa. Europejczyków już nie będzie, bo kilku eurokretynom nie chciało się ruszyć głową wtedy, kiedy jeszcze można było tego wszystkiego uniknąć…

Jeszcze jest czas, jeszcze można się skutecznie obronić przed zalewem terroryzmu islamskiego. Jeszcze można powstrzymać ten dżihad, który jest wymierzony tylko i wyłącznie w nas.

Mapki –  http://wszechocean.blogspot.com/2016/03/atomowy-dzihad.html

Robert K. Leśniakiewicz

Eurofrajerzy i multi-kulti

 

Ostatnie dni znów pokazały Europejczykom, że bezpieczeństwo na naszym kontynencie jest iluzoryczne. Bomby w Brukseli uświadomiły to nam po raz kolejny.

Idea swobodnego przepływu ludzi i towaru stanowiąca jedną z podstaw funkcjonowania Unii Europejskiej obraca się na razie przeciwko niej samej. Osobiście zawsze byłem przeciwnikiem otwierania granic dla bliskowschodniej dziczy. Piszę „dzicz” z całą odpowiedzialnością za słowa. Służąc na granicy widziałem i słyszałem niejedno i wiem, do czego zdolni są ci tzw. „migranci” i „uciekinierzy”, a tak naprawdę to amatorzy łatwego i lekkiego życia za nasze pieniądze.

Problem z nimi polega na tym, że nie mają najmniejszego zamiaru się asymilować i tworzą własne enklawy, które są wylęgarnią przestępczości. Wiadomo – ci „migranci” nie zamierzają podjąć pracy czy asymilować się z Europejczykami. A żyć się chce. I na ich życie pójdą nasze podatki. A na to nikt normalny nie da nigdy zgody. No chyba, że jest mieszkańcem Polski posługującym się językiem polskim i nic ponadto, bo reprezentującym interesy Niemiec, USA, Izraela, UE i ich kapitału…

A to zaczęło się jeszcze za tzw. „komuny”. W latach 1980-84 Polska stała się krajem tranzytowym dla obywateli Turcji kurdyjskiej narodowości. Doszło do tego, że Szwecja przestała przyjmować tych „migrantów” i musieliśmy kierować ich do Berlina Zachodniego, który ich przyjmował. Potem jechali do RFN, gdzie od razu zasilili przestępcze podziemie. Przecież nie po to uciekali z Turcji, by pracować… Oczywiście było wielu Turków, którzy podjęli tam pracę i jakoś wpisali się w niemiecką rzeczywistość, ale opinię zawsze psuli właśnie tacy ni to Kurdowie – ni to Turcy, którzy sami nie potrafili się określić. Podobnie było z Palestyńczykami, którzy uciekali z Izraela w kierunku krajów skandynawskich.

Potem była „przemiana ustrojowa” i nasze granice się otwarły – nieco za szeroko. Do Polski runęły potoki ludzi z krajów ZSRR i po 1991 roku WNP. Oczywiście zaczęła się masowa „turystyka emigracyjna” – głównie Cyganów z Bułgarii i Rumunii, którzy oczywiście nie zwiedzali Krakowa czy Warszawy, tylko gnali od razu na zachodnią granicę, by przez Odrę i Nysę przedostać się do niemieckiego Raju. Do Rumunii wracały puste autokary, albo w ogóle nie wracały. Ta paranoja zaczęła się w 1990 roku i trwała do czasu przystąpienia Polski do Układu z Schengen, czyli do grudnia 2007 roku.

Jaka była reakcja naszych rządów? – zapyta ktoś.

Żadna. Rządy były informowane o sytuacji na naszych granicach i… – i nic. Problem był wyciszany, szczególnie w czasie rządów Unii Wolności, których politycy blokowali wszelkie inicjatywy wprowadzenia zmian na lepsze. To właśnie im zawdzięczamy ciągłe utrącanie planów ekologów przeniesienia TIR-ów na tory. To oczywiste, rządy te tylko o ekologii mówiły – podobnie jak rząd PiS-u, który podniósł grabieżczą rękę na polskie parki narodowe – i niczego nie robiły. Nie robiły, bo ktoś brał za to ciężką kasę, by rozwalić polskie koleje, które mogły na tym zarabiać. Bo w gruncie rzeczy tylko o kasę tu chodziło.

Służąc w WOP, a potem w SG widziałem, co się wyrabiało na granicy i ostrzegałem po linii służbowej (i partyjnej, kiedy jeszcze istniała PZPR) – równie dobrze mogłem walić głową w mur. Z mojej strony było to wołanie na puszczy. W prostocie ducha i naiwności wreszcie opisałem cała sytuacje w prasie – m.in. „Polsce Zbrojnej” i na łamach „Granicy”. W „Granicy” mi tego nie puściła cenzura, ale „Polska Zbrojna” puściła kilka moich materiałów, no i się zaczęło. Najpierw wezwano mnie do Warszawy na dywanik, a potem kazano podpisać lojalkę, że nie będę opisywał tego, co się dzieje na granicy.

Cóż, ktoś bardzo się bał, że Polacy dowiedzą się czegoś więcej o machinacjach władzy. Teraz to rozumiem. W 1994 roku mając serdecznie dosyć tej roboty, za zniszczonym zdrowiem, przeszedłem na emeryturę. Miałem dość głupoty, sprzedajności, tchórzostwa i niekompetencji ludzi, którzy decydowali o bezpieczeństwie naszego kraju. Pozbyto się doświadczonych wopistów – no bo to byli przecież komuniści w pojęciu solidaruchów i solidurni (z których niejeden ma rodowód z PZPR – sic!) – i zlikwidowano niektóre Oddziały SG.

Sama SG została zredukowana do poziomu Straży Leśnej czy Straży Przemysłowej. Nie muszę się rozwodzić nad głupotą tego pomysłu różnych „nowatorów”, „reformatorów” i innych besserwisserów, którzy obejmowali tą służbę z partyjnego klucza, a przede wszystkim oszczędzali – na naszym bezpieczeństwie. Tak było właśnie na początku lat 90. I teraz w tej sytuacji, jaką mamy w Europie, SG będzie się musiała zmierzyć. Jest oczywistym, że zamknięcie południowych granic Europy dla „migrantów” uruchomi szlaki przerzutowe przez nasze wschodnie granice. Przede wszystkim przez pogrążoną w kryzysie i wojnie domowej Ukrainę.

A skala zagrożenia jest ogromna. Niemieckie służby przyznały kilka dni temu, że do miejsc zakwaterowania migrantów nie zgłosiło się 158.000 przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Co to oznacza w praktyce? To oznacza, że mamy 158.000 potencjalnych terrorystów w jednym z największych i najludniejszych krajów UE, którzy mogą uaktywnić się w każdej chwili i wypowiedzieć wojnę partyzancką Niemcom i reszcie ludów Europy. A wszystko przez niekompetencje i głupotę kilku eurofrajerów, którzy nie mając za grosz wyobraźni marginalizowali problem migrantów, aż wreszcie ten ich przerósł…

Nie wierzę w zapewnienia naszego rządu, że wszystko jest OK. i pod kontrolą. Dowodzi tego zamiar wprowadzenia nowej ustawy o środkach bezpieczeństwa, która prowadzi wprost do totalnej inwigilacji obywateli własnego kraju i zamordyzmu. Przypominam, że w straszliwym państwie policyjnym Polski Ludowej prawo do inwigilacji obywatela miały TYLKO CZTERY służby. Dzisiaj jest ich już dwanaście!!! – nie licząc prywatnych detektywów, kelnerów i babć klozetowych… I jeszcze chcą te uprawnienia rozszerzać!

Mój szef powtarzał zawsze – prawo jest wystarczające, tylko trzeba umieć je stosować. I on to potrafił, ale to był pogranicznik starej daty, z krwi i kości i o ogromnym doświadczeniu. Wystarczy zatem zmodyfikować istniejące prawo, i nie tworzyć nowego. W starciu z prawdziwymi terrorystami będzie naszym funkcjonariuszom i żołnierzom niełatwo, bo ci „migranci” to niejednokrotnie są zwyrodniali mordercy, którym nie zależy na życiu swoim i innych. Dlatego nie ma co się z nimi bawić w prawa człowieka – prawa człowieka bowiem są dla ludzi, a nie potworów w ludzkiej skórze. Oni powinni być eliminowani raz na zawsze, bo póki żyją to stwarzają zagrożenie. I to powinno być poza wszelką dyskusją. Lepiej zabić jednego terrorystę, niż narazić na śmierć kilkuset osób. Wedle stawu grobla. Jak już powiedziałem, to nie są ludzie – to potwory w ludzkiej skórze i dla takich nie powinno być miejsca na tej planecie.

I choć nie pałam miłością do PiS, to pochwalam panią premier za to, że na razie wstrzymała się z przyjmowaniem „migrantów” na polską ziemię. Uważam, że powinno się anulować wszystkie niekorzystne dla Polski zapisy i umowy zawarte przez rząd PO-PSL. Nie renegocjować, ale anulować. I to jest właściwa droga do podwyższenia bezpieczeństwa w kraju.

Uszczelnienie granic jest warunkiem sine qua non działania systemu bezpieczeństwa, bowiem – jak pokazuje praktyka – granica jest tą pierwszą zaporą chroniącą kraj przed wjazdem osób niepożądanych i wyjazdem osób poszukiwanych przez służby. W Polsce Ludowej ten system działał dobrze i granica była w miarę szczelna. Dzisiaj operacyjna jej ochrona jest – delikatnie mówiąc – niewystarczająca i powinno się powrócić do fizycznego jej zabezpieczenia. Nie zapominajmy, że mamy do czynienia z fanatycznymi zbrodniarzami, którzy nie cofną się przed nikim i niczym. Dla których śmierć nie jest żadną karą, a jej zadawanie innym jest najwyższą cnotą. Wojna z nimi, to nie są harcerskie podchody, to jest gra w zabijanego: albo ty zabijesz, albo zabiją ciebie i przy okazji wielu innych. I oby tylko zabijano terrorystów, bo to jest już wojna. To jest właśnie III Wojna Światowa…

A to pokazuje, że nie może być mowy o jakimkolwiek multi-kulti. To jest jakaś mrzonka wylęgła w głowie niedowarzonej. Nie może być mowy o jakimkolwiek mieszaniu się kultur, które nie mają ze sobą niczego wspólnego. Mieszania się kultur chrześcijańskiej i humanistyczno-scientycznej z fanatyczną ideologią zbrodni i przemocy dla samej przemocy. To tak, jakby kazać Polakom bratać się z nazistami!

Nie ma się co łudzić – Polska będzie celem ataków terrorystycznych. Będą atakowane kościoły, miejsca zgromadzeń, demonstracje czy Dni Młodzieży w Krakowie. Młodzież jest celem idealnym – młodzi, niedoświadczeni ludzie są ufni i otwarci na innych – i to zostanie wykorzystane przeciwko nim. Tego się właśnie należy obawiać.

I tylko pozostaje mieć nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Robert K. Leśniakiewicz

Marcowy śnieżek

Marzec tego roku nas nie rozpieszcza. Zacznę od tego, że w ogóle marzec i listopad, to dwa najgorsze miesiące w roku: zimne, mokre, reumatyczne i wyjątkowo niezdrowe, dzięki dzikiej jeździe ciśnienia atmosferycznego, albo niżowej stagnacji i przechodzących zimnych i ciepłych frontów…
Jednym słowem mówiąc – goriotorama – jakby to napisał Balzac. Mglista wilgoć dawała się we znaki wszystkim reumatykom i sercowcom. Bolały stawy, bolały serca. Marzec i listopad to miesiące, w których umiera najwięcej ludzi…
Od 1 do 7.III pogoda była jeszcze jaka-taka – a nawet dość dobra, co stało się dzięki wiatrowi halnemu, który wiejąc w dniach 5 i 6.III podniósł temperaturę powietrza do +13°C.
Niestety, od 7.III pogoda się dokumentnie zepsuła i nastąpiły ciemne dni – pochmurne, zimne i wilgotne, z temperaturami w granicach +5°C w dzień i +3°C w nocy – maksymalnie! Wilgotność powietrza w dzień wynosiła powyżej 80%, co w połączeniu z brakiem słonecznego światła i mglistym zachmurzeniem powodowało już tu opisane negatywne efekty psychosomatyczne. Wiatr wiał cały czas z kierunku N i N-W przynosząc zimne, wilgotne powietrze znad Atlantyku.
W dniu dzisiejszym Pani Aura nas jeszcze raz zaskoczyła i rano obudziliśmy się z widokiem śniegu za oknem. Niewiele tego było – jakieś 5 cm, ale zawszeć to śnieg i temperatura spadła do -0,9°C przy spadku ciśnienia o 10 hPa na 12 h!
Ale nie tylko u nas spadł śnieg, bo w północnej części Kalifornii tez nasypało i to zdrowo – co najmniej metr śniegu w ciągu doby! Poza tym nad Wielkopolską pokazała się zorza polarne w dniu 7.III – co zawsze stanowiło zły omen, zwiastujący wojnę…
Czekamy na wiosnę, ale obawiam się, że ta przyjdzie dopiero po Świętach Wielkanocnych, na które zapowiadany jest nawrót zimowej pogody, co było czymś normalnym u nas, więc nie mamy co narzekać!
Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/03/marcowy-sniezek.html

Robert K. Leśniakiewicz

Walne Zebranie Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej

W dniu 5.III.2016 roku odbyło się w jordanowskim Magistracie kolejne Walne Zebranie Sprawozdawczo-Wyborcze TMZJ. Otwarcia Zebrania o g. 10:00 dokonał prezes TMZJ Stanisław Bednarz, który stwierdził prawomocność obrad: obecnych było 52 członków na wymagane 45-osobowe quorum. Na wstępie powitano zaproszonych gości oraz odmówiono modlitwy, które zaintonował ks. proboszcz P. Gunia.

Nastąpiło uroczyste wręczenie Odznaki Zasłużony dla Ziemi Jordanowskiej Panu Stanisławowi Teprowi – jako dodatkowy punkt poza porządkiem obrad.

Następnie miały miejsce wystąpienia zaproszonych gości Zebrania: Senatora RP – A. Pająka, Starosty Suskiego – J. Bałosa, Burmistrza m. Jordanowa – I. Bilskiej.

Zostały wygłoszone dwa okolicznościowe wiersze jordanowskich poetek: I. Stopa i B. Sandulskiej.

Jednogłośnie przyjęto proponowany porządek obrad.

Na przewodniczącego Zebrania jednogłośnie wybrano St. Bednarza.

Na sekretarza Zebrania wybrano R. Leśniakiewicza.

Wybrano Komisję Skrutacyjną: St. Kargul, Br. Szymańska, Zb. Godyń oraz Komisję Uchwał i Wniosków – T. Bednarz, K. Burmistrz, P. Sadowski.

St. Bednarz odczytał sprawozdanie Zarządu TMZJ za kończącą się kadencję.

Odczytano sprawozdanie z działalności finansowej sporządzone przez skarbnika E. Rychlik.

Odczytano sprawozdanie z działalności Komisji Rewizyjnej sporządzone przez M. Migas.

Głosowanie Uchwały nr 1/2016 dot. udzielenia absolutorium Zarządowi TMZJ – absolutorium zostało udzielone jednogłośnie.

Przyjęto tryb głosowania jawnego za wyborem Zarządu TMZJ. K. Burmistrz zgłosił wniosek za ponownym wyborem członków starego Zarządu na nowa kadencję. St. Buda wyraził pisemną zgodę na kandydowanie w takim przypadku. W jawnym głosowaniu wybrano jednogłośnie zarząd w składzie: St. Bednarz, St. Buda, R. Leśniakiewicz, Wł. Łazarski, A. Piszczek i E. Rychlik.

K. Burmistrz zgłosił wniosek o pozostawienie Komisji Rewizyjnej w starym składzie. Wniosek przegłosowano i stosunkiem głosów 51 „za” i 1 „wstrzymujący” Komisja Rewizyjna pozostała w starym składzie.

Komisja Skrutacyjna potwierdziła prawomocność wyborów.

Wzniesiono toast za nowo wybrane władze Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej.

Następnie odbyła się dyskusja, w której omówiono wiele bieżących spraw Miasta i nie tylko.

T. Bednarz odczytała protokół Komisji Uchwał i Wniosków, które pojawiły się w dyskusji.

I na tym Zebranie zakończono.

Pogodowe podsumowanie zimy 2015/2016

 

Zima z przełomu lat 2015/16 charakteryzowała się dużą dynamiką pogody i – zgodnie z zapowiedziami – była raczej łagodna. Niestety, dynamika ta wiązała się głównie z Efektem Globalnego Ocieplenia i występującymi zjawiskami El Niño i La Niña na Pacyfiku, a także zaburzeniami w przebiegu Golfstromu na Atlantyku.
Pisząc o jesieni, zakończyliśmy nasz artykuł tymi słowy:
Ktoś może zapytać, jaka będzie zima? Wiele wskazuje na to, że łagodna. Szyszki świerkowe są na górze strzał, krety ryją, brzoza wciąż ma jeszcze żółte liście. Wydaje się więc, że śniegi z trzeciej dekady są tylko tymczasowo i początek grudnia może być po wodzie, co wróży Boże Narodzenie po lodzie. I tak trzymać. Mniej palenia w piecach, mniej sadzy i dwutlenków węgla i siarki w powietrzu i czystsze środowisko.
No i rzeczywiście – zima była dość łagodna. A oto fakty:

GRUDZIEŃ – grudzień 2015 roku był u nas całkiem łagodny. Temperatura minimalna wyniosła -10,5°C w nocy 31.XII/1.I, zaś maksymalna +15°C w dniu 23.XII. Nie ma się co dziwić – wiały wiatry z południa i południowego-zachodu, a takie zawsze przynoszą ciepłe masy powietrza. Ogółem takich dni było 23. Opady były bardzo małe i dni opadowych (głównie deszczu) mieliśmy jedynie 9, zaś suma opadów była przerażająco niska i wyniosła 21,64 dm³/m²! Gdzie te czasy, kiedy w grudniu kopano się w śniegu, na ulicach bandy rosły do 2-3 m, a samochody jeździły tunelami, zaś pociągi spóźniały się o 24 godziny…? Poza tym – na szczęście – nie odnotowano żadnych anomalii.
U nas, bo na świecie było różnie, i tak: 5.XII odnotowano potężny wybuch Etny, który wyrzucił popioły na wysokość 13.000 m, a tego samego dnia nad Wielką Brytanią przeszedł orkan Deedee. W dzień później nad Anglią szalał huragan Dermott. 8.XII nad Islandią przeszedł huragan, który przyniósł opady gęstego deszczu. 20.XII mieszkańców Krakowa dusił gęsty smog. 22.XII w Polsce wiatr halny wywiał smog z Krakowa, a w Hiszpanii odnotowano temperaturę +20°C i plaże zaroiły się od ludzi. 24.XII na środkowe stany USA runęły tornada. 25.XII znaleziono pierwsze… bazie! W dniu 26.XII w Wielką Brytanię uderzył sztorm Frank, co spowodowało powodzie w Anglii i Irlandii. Powodzie zalały także stany znajdujące się w dorzeczu Missisipi i Missouri.
W grudniu mieliśmy okazję zaobserwować ciekawe zjawisko optyczne – świetlistego słupa przed wschodem słońca.
STYCZEŃ – Nowy Rok 2016 powitał nas chłodem i temperatura nocna spadła do -16,9°C w dniu 4.I, i to był najzimniejszy dzień w styczniu. Najcieplejszym dniem był 30.I, kiedy to temperatura podniosła się do +11°C, no i znów – przez 20 dni wiatr wiał z kierunku S i SW. Opady deszczu i śniegu występowały przez 14 dni, ale ich suma była bardzo niska i wyniosła jedynie 21,16 mm! Ciekawymi były spadki ciśnienia związane z pasażami niżów nad Północna Europą i wyżami nad południem naszego kontynentu. W dniu 12.I barometr wskazywał 918(979) hPa!
Niestety – w tym miesiącu wskutek wyziębienia organizmu zginęło 19 (a w ogóle 90) osób, zaś zaczadziało 19 (a w ogóle 31) ludzi.
Tymczasem na świecie miały miejsce następujące kataklizmy pogodowe: 2.I wystąpiły powodzie w 17 stanach USA, szczególnie w Missouri i Illinois; 17.I ostra zima uderzyła w Bułgarii. 20.I ulewy i powodzie w Kalifornii, 23.I potężne śnieżyce sparaliżowały życie we wschodnich stanach USA. 25.I zima sparaliżowała życie na Okinawie, Tajwanie, Japonii i Południowych Chinach – temperatury spadły tam do +4°C i spadł śnieg! Tego samego dnia zatrzęsła się ziemia w Hiszpanii – 6,5°R oraz na Alasce – 7,1°R. 30.I trzęsienie ziemi na Kamczatce. A u nas burze elektryczne w Lublińcu i Zamościu, które miały miejsce 31.I. Na Islandii spadły ogromne śniegi – w ciągu kilku godzin napadało 5 m białego puchu!
LUTY – na początku luty nie pokazywał swej okrutnej, lutej natury i na Gromnicę (dzień Matki Boskiej Gromnicznej – czyli 2.II) temperatura dzienna podeszła do +10,4°C!
Ten miesiąc cechowała szczególnie dynamiczna i zmienna pogoda! Okresy niemal majowej pogody przeplatały się z okresami mroźno-śnieżnymi i zima pokazywała, że nie ma zamiaru tak łatwo opuścić pola i oddać go wiośnie. I tak: 5.II pogoda się załamała i temperatura spadła do -1,6°C oraz spadło śniegu, który to opad dał 1,56 l/m². Zaś potem – w dniu 8.II temperatura dzienna dobiła nawet do +10,3°C a przez 5 dni wiał wiatr halny, który w dniu 10.II przekształcił się w wichurę – „orawca” dmącego z NW, która z kolei przyniosła nam 17,1 mm opadów deszczu i śniegu oraz spadek temperatury do -1,7°C. Wichura ta była spowodowana drugim tej zimy, szalenie ostrym spadkiem ciśnienia do wartości 979 hPa, co znów odbiło się ludziom na zdrowiu – ucierpieli głównie reumatycy i sercowcy… Jej prędkość wynosiła 200 km/h w Zakopanem i ok. 120 km/h u nas… Opady śniegu i gruba warstwa śniegowych chmur spowodowały przerwy w odbiorze TV satelitarnej!
Następne uderzenie zimy przyszło w dniu 19.II, kiedy to znów miała miejsce śnieżyca, a temperatura nocna spadła do -0,8°C i napadało 1,56 l/m² śniegu. W dniu 22.II temperatura dzienna podniosła się do +14,6°C – dzięki temu, że znów powiał nam halny, na szczęście o mniejszej sile, niż poprzedni.
Dnia 24.II mieliśmy znów podmuchy zimy i śnieżne „chaje” dały nam 9,36 mm wody opadowej w postaci śniegu, a w dniu 27.II temperatura nocna spadła do -8,6°C. Miesiąc kończy się pochmurną pogodą i kolejnym ociepleniem. Ogólnie rzecz biorąc, mieliśmy pod koniec lutego przeplatankę zimy z wiosną. W lutym spadło nam 38,56 l/m² wody opadowej.
Z ciekawszych wydarzeń odnotowano: 6.II trzęsienie ziemi o sile 6,4°R na Tajwanie, które spowodowało wielkie straty; w dniach 7 i 8.II odnotowano wichury w Polsce Pd. i we Francji, które wyrządziły znaczne szkody; 23.II spadł śnieg na Wyspach Kanaryjskich; 24.II pojawiły się pierwsze krokusy na Babiej Górze, zaś 28.II spadł śnieg na południu Portugalii i na hiszpańskim Costa de la Luz!

*

Ogólnie rzecz biorąc, zima była nader łagodna i – niestety – znów sucha. Deszcze i śniegi, które spadły od początku grudnia ub. roku nie zapewniły jej za wiele w glebie. Mamy nadzieję, że wiosna będzie dostatecznie wilgotna, by rośliny uprawne miały jej pod dostatkiem, a studnie i koryta rzek nie świeciły dnami…

Robert K. Leśniakiewicz
Stanisław Bednarz

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2016/03/pogodowe-podsumowanie-zimy-20152016.html