Miesiąc: Listopad 2015

By nie zgasła pamięć Polskiej Niezapominajki…

Są ludzie, którzy są Obywatelami Jordanowa nie będąc jego mieszkańcami. Są ludzie, o których wdzięczna pamięć nie powinna zgasnąć. Takim właśnie Obywatelem jest bez wątpienia red. Andrzej Zalewski, który od 1994 roku, do ostatnich dni swego życia na falach radiowej Jedynki mówił o naszym Mieście i cudach jego przyrody i pogody. Tego Mu nie zapomnimy.

W Towarzystwie Miłośników Ziemi Jordanowskiej zrodził się pomysł uczczenia Go poprzez postawienie niewielkiego obelisku upamiętniającą Jego zasługi dla naszego Miasta. Ten piaskowcowy obelisk – dzieło Zakładu Kamieniarskiego należącego do Pana Stanisława Tepra – stanie przed budynkiem głównym Zespołu Szkół im. Bł. Ks. Piotra Dańkowskiego na Chrobaczem. W tej chwili trwają rozmowy z dyrektorem ZS mgr Zbigniewem Kołatem w sprawie lokalizacji i terminu odsłonięcia obelisku, który chcielibyśmy odsłonić w dniu Polskiej Niezapominajki, a zatem w okolicach dnia 15.V.2016 roku.

Robert K. Leśniakiewicz 

Zdarzyło się w nocy 11 października 1944 roku

 

       11 października 1944  śpiących głębokim snem mieszkańców Hajdówki , nad ranem , ale w całkowitych ciemnościach  obudziły huki , zgrzyty stali dochodzące z linii kolejowej gdzieś w okolicach  Rapaczówki. Gdy się rozwidniło niektórzy z nich udali się tam. Zastali wysadzony stalowy most dwa ciężkie pruskie parowozy leżące w korycie i na skarpie rzeki, osiem wykolejonych wagonów , cztery  z końmi, cztery z działami artyleryjskimi. Druga połowa składu była nienaruszona jak i tylny trzeci parowóz wspomagający popych. Teren był otoczony przez żandarmów , wokół kręcili się żołnierze z wykolejonego pociągu. Kwiki rannych koni rozbrzmiewały nadal , niektóre z nich były dobijane przez Niemców.  Parowozy były dopiero wyciągnięte po wojnie prawdopodobnie w 1946 roku. Tyle relacja Władysława Bednarza , który spędził młodość na Hajdówce.

 

   Tej nocy miała miejsce akcja partyzancka wykolejenia pociągu zdarzającego na front wschodni. Należy zaznaczyć że w tym czasie linia frontu przebiegała na Wisłoku w okolicach Jasła i dlatego trasą przez Chabówkę, Nowy Sącz przejeżdżały transporty wojskowe. Partyzanci starali się przeważnie wysadzenia mostów łączyć z wykolejeniem przejeżdżających pociągów aby przerwa w funkcjonowaniu trakcji kolejowej trwała jak najdłużej. Zastanawiające jest jacy partyzanci dokonali tej akcji dywersyjnej. W okresie PRL przyjmowano że dokonali tego partyzanci sowieccy stacjonujący w paśmie Policy. Teraz przyjęta jest wersja że akcji dokonał oddział AK „Chełm” we współpracy z partyzantką sowiecką (oddział „Walka” lub „Awangarda”). Zastanawiające jest. że dzienniku akcji bojowych oddziału Chełm nie ma wzmianki o tym wydarzeniu. Ale nie to jest celem tego artykułu. Problemu kto wysadził most w tym artykule nie rozwiążemy. Potrzeba jeszcze badań źródłowych. Ważne jest że dwa  dni linia kolejowa, była nieczynna, dwa parowozy wpadły do rzeki , osiem  wagonów wykoleiło się , dwóch  żołnierzy zostało rannych.  Potwierdza to oryginalny meldunek niemiecki.

Sądząc z powyższych informacji można wysnuć wniosek że na front wschodni był przemieszczany pułk artylerii konnej. Świadczy o tym ilość wagonów około 15, działa artyleryjskie i duża ilość koni. Podobne spostrzeżenia ma dr Piotr Sadowski współautor naszej monografii. I jeszcze jedna sprawa zdaje się że wielka obława niemiecka w lasach nad Sidziną – 13 października 1944 mogła mieć związek z tą akcja , a nie z zaatakowaniem posterunku mostowego w Kojszówce. Ale jest to tylko domniemanie. Dzięki przedstawionym danym zwłaszcza relacji Władysława Bednarza  i treści meldunku niemieckiego otrzymanego od dr  Piotra Sadowskiego , wzbogaciły się nasze dane o tym szczególe lat wojny.

Stanisław Bednarz

 Jubileusz 40-lecia posługi organisty jordanowskiego Pana Andrzeja Śliwy w Parafii  Trójcy Przenajświętszej w Jordanowie

 

Minęło okrągłe 40-lat jak  muzyka kościelna, pięknie płynąca spod rąk Pana Andrzeja Śliwy rozbrzmiewa w Jordanowskim kościele. Uświetnia nią radosne i smutne uroczystości zarówno roku liturgicznego jak i obrządków kościelnych.

Pan Andrzej Śliwa urodził się w roku 1951 w Myślenicach , ukończył Technikum Ekonomiczne oraz Wyższe Studium Muzyki Liturgicznej przy Akademii Teologicznej w Krakowie. Jako organista pracuje już 45-lat , to też okrągły  jubileusz, gdyż wcześniej sprawował tę funkcję w kościele św. Jakuba w Myślenicach , w Trzemeśni oraz w Jeleniu koło Jaworzna.

Do naszej jordanowskiej parafii przybył w 1975 roku rozpoczynając swą pracę od pierwszej niedzieli adwentu , gdy proboszczem naszej parafii był śp. Ks. Kanonik Franciszek Gryga. Swa pracę wykonuje z ogromnym zamiłowaniem i talentem, uważa że śpiewem człowiek modli się podwójnie. O skali talentu Pana Andrzeja niech poświadczy fakt że będąc na parafialnej pielgrzymce w Pradze w kościele św. Agnieszki , z  wielkich, misternych  organów koncertowych, przy których pierwszy raz zasiadał, wydobył  całą głębię tonów, wygrywając piękną muzykę.

Jego wielkie sukcesy to miedzy innymi oprawa muzyczna Koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Trudnego Zawierzenia w 1994 roku. Z tej okazji skomponował hymn i pieśń na cześć naszej Pani Jordanowskiej. Należy nadmienić również współpracę Pana Andrzeja Śliwy z chórami i orkiestrą OSP.

Jubilat jest długoletnim członkiem Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej, odznaczony odznaczeniem regionalnym „Zasłużony dla Ziemi Jordanowskiej”.

Towarzystwo Miłośników Ziemi Jordanowskiej jak i redakcja Echa Jordanowa z tej uroczystej okazji pięknego jubileuszu składa Szanownemu Panu życzenia obfitych łask Bożych , dużo zdrowia i  wszelkiej pomyślności będąc wyrazicielem uczuć wielu mieszkańców naszej jordanowskiej społeczności.

 

Szczęść Boże

 

                                                                                        Władysław Łazarski

                                                                                        w imieniu Towarzystwa Miłośników

                                                                                                                    Ziemi Jordanowskiej                                

 Nieznana katastrofa samolotu PLL LOT w Beskidach 19 marca 1954 roku.

Wszyscy znają dobrze szczegóły katastrofy samolotu AN-24 B na Policy w Zawoi 2 kwietnia 1969 roku, mało kto jednak wie że w Beskidzie Wyspowym  pod szczytem  Ćwilin 1070 m n.p.m. miała miejsce katastrofa samolotu Li-2 PLL LOT lecącego z Warszawy do Krakowa.  Ja też przypadkowo zapoznałem się z tą katastrofa studiując amerykańska stronę internetową o wszystkich wypadkach samolotowych w świecie. Najpierw zapoznam czytelników z miejscem katastrofy. Gdy jedziemy z Mszany Dolnej do Limanowej to niedaleko za Mszana Dolna wspinamy się na przełęcz i wieś o tej samej nazwie Gruszowiec. Na lewo od tej przełęczy wznosi się szczyt Śnieżnica o wysokości 1006 m n.p.m. , natomiast na prawo szczyt Ćwilin o wysokości 1072 m n.p.m. , który jest drugim co do wielkości  w Beskidzie Wyspowym.

Szczyt jest bardzo atrakcyjny posiada wiele osobliwości przyrody ożywionej i nie ożywionej, tak że zachęcam czytelników do odwiedzenia go. Z polany szczytowej roztacza się przepiękna panorama. Ale nie o tym będzie mowa. W dniu 19 marca z Warszawy wyruszył samolot Lisunow Li-2 Polskich Linii Lotniczych LOT na rejs do Krakowa. Powiedzmy więc  sobie co nieco o historii tego samolotu. Li-2 był licencyjną produkcją ZSRR na podstawie amerykańskiego samolotu DC-3 (Dakota). Wyjątkowo ZSRR legalnie zakupił licencje w 1938 roku od USA. Piszę wyjątkowo bo ZSRR bardzo często kopiował kapitalistyczne produkcje , nie pytając o zgodę Po dokonaniu przeróbek umożliwiających dostosowanie samolotu do ciężkich przewozów transportowych w 1939 uruchomiono produkcje do celów głównie transportowych , a także pasażerskich. Ogółem do końca 1946 roku gdy zakończono produkcje z taśm fabryki w Chimkach koło Moskwy zeszło 3000 sztuk , najwięcej w wersji transportowej. Polskie Linie Lotnicze LOT po wojnie odczuwały drastyczny brak maszyn. Z końcem 1946 roku do Polski sprowadzono do Polski 20 samolot Li-2 wersji 2P-pasażerskiej o dwóch silnikach tłokowych o mocy 840 KM każdy. Taki samolot zabierał 26 pasażerów  i  posiadał załogę złożona z 4 osób( 2 pilotów, 2 stewardessy). Otrzymały one numery rejestracyjne do SP-LAA do LAW. Nasz samolot nosił rejestracje SP-LAH. Czyli pochodził z tej dostawy. Były i następne dostawy tak że w 1954 roku PLL LOT miał na swoim wyposażeniu maksymalna liczbę 39 egzemplarzy. Samoloty te były w służbie  PLL LOT do połowy lat sześćdziesiątych  , a ostatni lot pasażerski  odbył się w 1967 roku. Stopniowe wycofywanie tego modelu rozpoczęto w 1961 roku. W lotnictwie wojskowym przetrwały do 1974 roku.

Ale wróćmy do pechowego 19 marca wówczas samoloty PLL LOT  Warszawy do Krakowa  latały nieco inna trasą kierowały się na Dąbrowę Tarnowska gdzie był radiolatarnia, a następnie skręcały na Kraków. Po minięciu radiolatarni w Dąbrowie Tarnowskiej  która w tym dniu miała awarię zasilania samolot utracił zdolności prawidłowej nawigacji . Zboczył  zatem  z zaplanowanej trasy i niespodziewanie w warunkach złej pogody to jest gęstej mgły  i błędu nawigacyjnego znalazł się nad Przełęczą Gruszowiec. Należy w tym miejscu dodać ze w 1969 roku  gdy była katastrofa w Zawoi  samoloty z Warszawy do Krakowa latały już inna trasą kierując się na radiolatarnie w Jędrzejowie. Ze względu na wspomnianą mgłę pilot w ostatniej chwili zauważył stoki Ćwilina. Podciągnął więc maszynę do góry by nie uderzyć czołowo i złagodził w ten sposób skutki uderzenia gdyż osiadł  równolegle do stoku. Manewrem tym uratował pasażerów bowiem  zginęła  tylko 1 osoba z 23 znajdujących się na pokładzie  , a pozostałe zostały ranne. Samolot rozbił się wysoko koło przysiółka Bursawina nad osiedlem Granice na wysokości około 950 m n.p.m. W warunkach dużego zaśnieżenia okoliczni mieszkańcy przez cały dzień  na prowizorycznych noszach z gałęzi świerkowych jak i na własnych plecach znosili  rannych do karetek , które stały na dzisiejszej drodze krajowej nr 28. Manewr podniesienia dziobu maszyny , który uratował pasażerów , był możliwy w tej maszynie gdzie zainstalowane były silniki tłokowe , a prędkość przelotowa wynosiła 240 km/h. W AN-24B w 1969 taki manewr był niemożliwy gdyż samolot miał silniki turbośmigłowe o mocy 2820 KM każdy, a prędkość przelotowa wynosiła 450km/h,  i samolot uderzył czołowo w stok. Wrak Li-2  w późniejszych dniach przetransportowano do Limanowej gdzie leżał jeszcze długo koło bazyliki.

Stanisław Bednarz

Drugi podmuch zimy

 

Drugi podmuch zimy zwiastował przede wszystkim rozkład pola barycznego na naszym kontynencie. Cztery głębokie niże, które spowodowały u nas spadek ciśnienia atmosferycznego do 923 (984) hPa, a co za tym idzie bardzo złe samopoczucie i kłopoty z krążeniem u ludzi starszych i chorych na serce. Oczywiście nie mogło to pozostać bez echa!

Pierwsze zaniepokoiły się zwierzęta, które zaczęły się gwałtownie obżerać – szczególnie ptaki. Taki sygnał wzbudza zawsze niepokój i każe się spodziewać rychłej zmiany pogody na gorszą.

W dniu 20.XI spadł deszcz i to w ilości 32,24 l/m², a potem dopadało jeszcze kilka mm deszczu, który przeszedł w śnieg. Następny opad śniegu miał miejsce w dniu 23.XI – wieczorem. W obu przypadkach spadło niewiele, ale temperatura poszła w dół i śnieg pozostał…

W dniu 24.XI odnotowałem rano -5,2°C, zaś w najcieplejszym punkcie dnia termometr pokazał zaledwie +1,1°C… Wystarczyło by zabieliły się krajobrazy. Oczywiście słońce zrobiło swoje i „zlizało” śniegi na południowych stokach, ale jadąc do i z Krakowa widzieliśmy wciąż biały całun pokrywający drzewa i zacienione pola i łąki, zaś góry powyżej 650 m n.p.m. były wciąż białe.

Jadąc do Krakowa tankowałem na stacji benzynowej w Pcimiu i miałem okazję zaobserwować zjawisko żółtego słupa światła poprzedzającego wschód słońca. Zjawisko to widziałem tylko raz – tak jasno, czysto i wyraźnie. To było jakieś dwa lata temu w Jordanowie. Jak widać, zima ma także swe uroki!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/11/drugi-podmuch-zimy.html

Robert K. Leśniakiewicz

Pogodowe podsumowanie jesieni

Jesień 2015 roku zrazu była jakby kontynuacją lata.

Wprawdzie WRZESIEŃ  – był bardziej pochmurny – tylko 3 dni pogodne i bezchmurne, ale temperatury i tak były letnie: 1.IX było +33,3°C; 17.IX było +29,8°C, odnotowano 5 burz, ale niewiele było w te pochmurne dni opadów – za cały miesiąc spadło zaledwie 83,72 dm³/m². To mało – powinno być co najmniej o 100 mm więcej! Tych deszczowych dni było 15, ale nie były to jakieś silne deszcze, co widać z ilości spadłej wody. Mimo tego Skawa wciąż była niska i poziom jej oscylował wokół 150 cm. Dopiero 27.IX Skawa podniosła się do 181 cm.

Najzimniej zaś było w dniu 8.IX, kiedy to temperatura spadła do +4,2°C – niżej było tylko +1,5°C, a w Tatrach posypało śniegiem – na Kasprowym Wierchu spadło 2 cm puchu. Pierwszy przymrozek przyszedł w dniu 21.IX – w mieście temperatura była jeszcze +2,5°C, ale poza miastem już było -1°C i szron na ziemi.

Z ciekawszych zjawisk należy odnotować m.in. 5.IX – powodzie we Włoszech wskutek działania Niżu Genueńskiego, 10.IX – powódź po tajfunie w Japonii. W nocy 16/17.IX temperatura podskoczyła do +28°C! – a to wszystko dzięki wiatrowi halnemu, który wiał od 13.IX. Tej właśnie nocy ciśnienie spadło do poziomu 998 hPa. 24.IX Tarnów uległ podtopieniom wskutek norymnego deszczu w ilości 87 dm³/m².

PAŹDZIERNIK – zaczął się od czterech słonecznych i stosunkowo ciepłych dni spowodowanych wiatrem halnym. Potem zaczęły się dni z zachmurzeniem, ale wcale nie takim wielkim – najgorzej było 12.X, kiedy to spadł pierwszy śnieg. Opad ten przyniósł 11,44 l/m² wody. Jednakże śnieg nie utrzymał się długo i w ciągu 2 dniu jego pokrywa znikła. Ogółem opady w październiku nie były powalające – spadło ogółem 42,23 dm³/m², a powinno znów być o co najmniej 100 l więcej. Efektem tego jest brak wody w studniach i w ujęciu na Przykcu. Poza tym miesiąc ten nie odbiegał zbytnio od normy, poza tym, że było jednak cieplej. Susza nadal dała się nam we znaki.

A jednak nawet te niewielkie opady spowodowały, że koło 6.X nastąpiła w lasach „eksplozja populacyjna grzybów” – jak nazwał to zjawisko Stanisław Bednarz i moi koledzy klubowi z DARZ GRZYBA. Pojawiły się borowikowate, rydze, opieńki… Ciekawe, że było bardzo mało gołąbków i niemal wcale goryczaków żółciowych, których dawniej w lasach rosły całe czeredy! Nie było także borowików ponurych. Pojawiły się za to siedzunie sosnowe i borowiki grubotrzonowe. Poza nimi było dużo muchomorów czerwonych i cytrynowych, przy nieomalże całkowitej nieobecności muchomorów twardawych, których dawniej rosły całe czarcie koła. Pojawiły się także gąski zielonki, których tutaj nie obserwowano. Czyżby zaczęła się przebudowa gatunkowa grzybów w naszych lasach?

Najcieplejszy był dzień 4.X, kiedy to temperatura wynosiła +21,1°C, zaś najzimniejszym był dzień 27.X, kiedy temperatura spadła do -1,2°C. Poza tym odnotowano 4 dni z przymrozkami, 10 dni deszczowych, 15 dni mglistych.

Poza tym w dniu 1.X nastąpiła seria wstrząsów podziemnych spowodowanych działalnością KWK „Janina”. Maksymalna siła wstrząsów osiągnęła 3,7°R i były one odczuwalne także i u nas. 4.X zaczęła się powódź w Południowej Francji, którą spowodowały opady deszczu ok. 100 l/m². Także w środkowych stanach USA wylały rzeki, a 9.X sypnęło śniegiem w Moskwie. 10.X miało miejsce kolejne trzęsienie ziemi o sile 3,2°R spowodowane przez tąpnięcia w KWK „Ziemowit”. 17.X powodzie dotknęły środkowe Włochy i Bałkany, a to za sprawą kolejnego Niżu Genueńskiego. 19.X w Jordanowie zakwitły fiołki. 23.X miała miejsce powódź w Grecji, zaś w dniu 31.X mieliśmy bardzo wysokie ciśnienie atmosferyczne – 1027 hPa, spowodowane przejściem wyżu europejskiego.

W nocy 30/31.X nad Polską zaobserwowano dwa jaskrawe bolidy (meteory, które spłonęły w atmosferze nie dolatując do Ziemi), które najprawdopodobniej były towarzyszami podróży asteroidy 2015 TB145 o średnicy 500-600 m. Jej trafienie w Ziemię mogłoby spustoszyć powierzchnię 300.000 km – czyli porównywalną z powierzchnią Polski. Szczegóły na stronie internetowej – http://wszechocean.blogspot.com/2015/11/rakiety-versus-bolidy.html.

I jeszcze jedna ciekawa sprawa dla fanów astronomii, a mianowicie: w ostatnich dniach miesiąca mieliśmy okazję podziwiać przepiękną koniunkcję czterech ciał niebieskich na wschodnim niebie: Księżyca, Wenus (jasność -3,95 mag.), Jowisza (-1,41 mag.) i Marsa (+1,81 mag.) w gwiazdozbiorach Lwa i Panny. Taka koniunkcja wypada raz na kilkadziesiąt lat i nie powtórzy się za naszego życia…

LISTOPAD – rozpoczął się pogodnie, i ta pogoda trwała aż do 8.XI, kiedy to pogoda się załamała. Nie, nie spadł śnieg, tylko napłynęły chmury i zaczęło się niezwykle ciekawe zjawisko, które nazwałem „antyhalnym” czy „odwrotnym (odwróconym) halnym”. Wynikał on z układu pola barycznego – niże na północy, wyże na południu, co zaowocowało wichurami na obszarze całego kraju i ponad 10.000 użytkowników pozbawionych elektryczności. Temperatura podskoczyła do +18°C w dniu 8.XI, zaś na Bałtyku szalał sztorm o sile 10°B. Potem dzień ciszy i znów to samo…

Tyle dobrze, że trochę popadało. Sytuacja taka trwała aż do 12.XI. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i silne uderzenia wiatru wydmuchały z Krakowa i innych wielkich miast wiszące nad ich ulicami od dwóch tygodni chmury smogu, które uformowały się na początku miesiąca przy nieruchawym powietrzu i bardzo wysokim ciśnieniu atmosferycznym – 1027 hPa. W Krakowie stężenie pyłów w atmosferze przekroczyło 6-krotnie wszelkie normy! Ludzie na ulicach nosili maseczki chirurgiczne, albo osłaniali nosy i usta szalikami i chustkami. Na szczęście u nas tego nie było.

W dniu 17.XI stwierdziliśmy jeszcze wysyp grzybów: rydzów, borowików ceglastoporych i nawet prawdziwków. W mieście stwierdziliśmy pojawienie się uszaków bzowych i boczniaków ostrygowatych. Zadziwia mała ilość podgrzybka brunatnego – ten smaczny grzyb stał się wręcz deficytowy, oraz goryczaka żółciowego. Dawniej nasze lasy były go pełne, teraz na lekarstwo… Pogoda była deszczowa ale ciepła – spadło ogółem 27 mm deszczu, który uzupełnił deficyt wody w glebie. Po 18.XI pogoda zaczęła zmierzać coraz wyraźniej ku zimie i w chwili, kiedy piszę te słowa za oknami zabieliła się śnieżna ponowa. Wygląda na to, że trzecie dekada listopada będzie już zimowa z opadami śniegu i ujemnymi temperaturami przez całe dnie.

W dniu 22.XI ciśnienie spadło aż do poziomu 984 hPa (norma to 1013 hPa!), a więc bardzo niskie, które wywierało negatywny wpływ na mieszkańców naszego miasta i okolic. Stało się to za sprawą biegu na jednym niewielkim obszarze kontynentu aż 5 ośrodków niżowych! Takiej anomalii jeszcze nie odnotowałem.

Z ciekawszych wydarzeń należy odnotować silne wichury w Polsce, które szalały w drugiej dekadzie miesiąca, za to w Alpach w dniu 13.XI było aż… +25°C! Dnia 17.XI Indie nawiedziła powódź, zaś Grecję od strony Morza Jońskiego – trzęsienie ziemi o sile 6,5°R. Nieco mniejsze wstrząsy odnotowano w Zachodniej Małopolsce, co miało związek z aktywnością antropogeniczną w KWK „Janina”.

*

Ktoś może zapytać, jaka będzie zima? Wiele wskazuje na to, że łagodna. Szyszki świerkowe są na górze strzał, krety ryją, brzoza wciąż ma jeszcze żółte liście. Wydaje się więc, że śniegi z trzeciej dekady są tylko tymczasowo i początek grudnia może być po wodzie, co wróży Boże Narodzenie po lodzie.  I tak trzymać. Mniej palenia w piecach, mniej sadzy i dwutlenków węgla i siarki w powietrzu i czystsze środowisko.

Robert K. Leśniakiewicz

Stanisław Bednarz

Koniec sezonu

No i mamy już chyba koniec sezonu na grzyby. Wprawdzie na rynku pojawiają się jeszcze kobiety handlujące grzybami i widać, że w lesie są jeszcze rydze, ceglaki i nawet borowik się trafi! :ok:
Nie mam czasu na grzybasy, ale… – w mieście grzybasy rosną i nawet pięknie. W lecie mieliśmy wysyp siarkowców, potem była susza, zaś teraz, już pod koniec sezonu mamy prześliczne ucha bzowe i… boczniaki ostrygowate zwane (z)boczniakami! Wyglądają szczególnie uroczo, rzeczywiście jak jakieś ostrygi czy koralowce rosnące na dnie ciepłych mórz. :shock:
Niestety, wydaje się, że to koniec sezonu, bo synoptycy przewidują już nadejście chłodów i być może opady śniegu po 20.XI, więc będą rosły już tylko płomiennice… :(

Fotki – http://grzybypl.blogspot.com/2015/11/koniec-sezonu.html

Robert K. Leśniakiewicz