Miesiąc: Maj 2015

Pogodowe podsumowanie wiosny 2015 roku

Ta wiosna była bardzo urozmaicona i wydawała się być chłodniejszą, niż w latach ubiegłych. Spowodowane to było specyficzną konfiguracją pola barycznego, która powodowała częsty napływ polarno-kontynentalnego powietrza spod Bieguna, albo napływ gorącego, saharyjskiego powietrza znad Afryki Północnej i Lewantu. Tak czy inaczej, dotychczasowa znana nam cyrkulacja łagodnego i wilgotnego powietrza polarno-morskiego znad Atlantyku zastąpiona została przez ekstremalne ruchy powietrza z północy na południe i vice-versa. To też jeden z symptomów zmian klimatycznych wywołanych przez efekt globalnego ocieplenia – EGO.

MARZEC: w pierwszej dekadzie chłodny, z temperaturami minimalnymi do -5,6°C przy czym nocne mrozy utrzymywały się do 24.III, zaś w dzień temperatura maksymalna sięgała do +14,4°C. Nocne mrozy skutecznie hamowały rozwój wegetacji, tym niemniej 9.III stwierdzono kwitnienie podbiałów, wilczego łyka, krokusów i innych kwiatów wczesnowiosennych. 14.III zaobserwowano pierwsze bociany w Kojszówce. 17.III odnotowano oblot pszczół. W nocy 18/19.III na terenie całego kraju zaobserwowano pojawienie się zorzy polarnej, co spowodowane było potężnymi wybuchami na Słońcu. W dniu 20.III obserwowaliśmy częściowe zaćmienie Słońca. 30.III odnotowano gwałtowne przejście chłodnego frontu i spadek temperatury o 10°C w ciągu kilku minut. I wreszcie w ostatni dzień marca odnotowano burzę i 2 uderzenia piorunów. Jeżeli idzie o wiatry, to przez 7 dni wiał halny, co spowodowało niską wilgotność powietrza rzędu 24% w dniu 25.III. Suma opadów za marzec wyniosła 29,73 l/m², a zatem niezbyt wysoka – większość opadów to śnieg i deszcz ze śniegiem odnotowane przez 9 dni i słabego deszczu odnotowane przez 6 dni.

KWIECIEŃ: ten miesiąc – już w pełni wiosenny – wciąż był nieprzyjemnie chłodny w pierwszej dekadzie, kiedy to nocą utrzymywały się ujemne temperatury dochodzące do -2,2°C, a temperatury dzienne dobiły tylko do +13°C. druga dekada była już łaskawsza i temperatury poszybowały w górę – od +3,8°C w nocy do +21,4°C w dzień. Natomiast w trzeciej dekadzie znów pojawiły się przymrozki do -0,6°C, ale dzienna temperatura dobiła do +23,7°C. jeżeli idzie o opady, to w pierwszej dekadzie były to skąpe opady śniegu, zaś w drugiej i trzeciej było sucho. Suma opadów była niska i wyniosła ogółem 47,32 mm. Z ciekawszych wydarzeń odnotowano: 1.IV – trąba powietrzna nad Wielkopolską i wichury w całym kraju. 4.IV – w Walencji odnotowano temperaturę Morza Śródziemnego aż +17°C, zaś 6.IV śnieżyce w Bośni i Hercegowinie. Tego samego dnia na Babiej Górze miała miejsce kolejna akcja ratownicza w trakcie której uratowano 2 niefrasobliwych turystów. 13.IV nad Europą przewala się głęboki niż „Stefan” i kolejny orkan. 16 i 18.IV odnotowano przeloty bocianów nad Jordanowem i Suchą Beskidzką. 26.IV kwitnie tarnina, a na Przykcu widziano salamandry plamiste – rzadkie dzisiaj płazy o charakterystycznym czarno-pomarańczowym ubarwieniu. 27.IV widziano dwa bociany szukające gniazda na „Wielobranżówce”. W związku z awariami w elektrowniach jądrowych zmierzono skażenie terenu, ale nie odbiegało ono od normy i wynosiło 0,01 – 0,14 μSv/h po opadach.

MAJ: ten „czarowny i wonny” miesiąc sprawił nam kilka niespodzianek pogodowych. Temperatury minimalne były już „na plusie”, ale dwukrotnie odnotowano także słabe na szczęście przymrozki w granicach -0,5°C – w dniach 28 i 29.V!  Temperatury nocne wynosiły od +2°C do +11,8°C, zaś dzienne dobijały nam do +28,8°C. Należy także odnotować, że w czasie tychże ciepłych dni wilgotność powietrza spadała do 22%, co grozi pożarami lasów. Trzecia dekada maja znów niezbyt przyjemna, chłodna i wilgotna, z przewagą wiatrów z północy, jedynie końcówka miesiąca była względnie ciepła – z temperaturami +11,2°C w nocy i +23°C w dzień. W maju odnotowano dwa dni z burzami i silnymi opadami – które to miały miejsce w dniach 19-21.V, zaś ogólna suma opadów majowych wyniosła 93,76 l/m², co stanowi wynik dość przyzwoity. Wiatr halny wiał tylko przez 3 dni. Z ciekawszych wydarzeń odnotowano: 1.V pojawiły się pierwsze grzyby leśne – piestrzenice kasztanowate. 6.V nad Pomorzem przewalił się kolejny huragan, zaś Meklemburgię pustoszyła trąba powietrzna. 11.V na Rynku i koło kościoła pojawiły się żółciaki siarkowe, które ozdobiły i ubogaciły wygląd naszego Miasta. Zimni Ogrodnicy i Zimna Zośka nam odpuścili, ale w dniu 15.V, w północno-zachodnich stanach USA spadł śnieg. Następnego dnia śnieg spadł także w północnych prowincjach Chin, gdy tymczasem w Pekinie temperatury dobijały do +30°C! 26.V zaczęła się gwałtowna powódź po-opadowa w Teksasie i Oklahomie, która spowodowała znaczne straty materialne i śmierć kilkunastu osób, tymczasem w Indiach odnotowano upały do +50°C i też kilkanaście ofiar śmiertelnych. 27.V zasygnalizowano pojawienie się pierwszych poćców w naszych lasach.

Ogólnie rzecz biorąc w dalszym ciągu trwa przebudowa klimatu nad naszymi głowami i w naszym regionie, co nie wróży niczego dobrego na najbliższą i dalszą przyszłość. Wydaje się, że Polska znajduje się w strefie zmiany klimatu na gorszy, co objawi się spadkiem średniej temperatury rocznej i zwiększoną ilością opadów – ale to są tylko moje przypuszczenia.

Robert K. Leśniakiewicz

Sprzątanie potoków i lasów

W dniu 30.V.2015 roku, w godzinach popołudniowych miała miejsce akcja sprzątania lasów i potoków w okolicy naszego miasta. Organizatorem był Miejski Ośrodek Kultury w Jordanowie, Radni naszego Miasta, młodzież szkolna i Towarzystwo Miłośników Ziemi Jordanowskiej.

Zebrani pod Ratuszem wolontariusze – z czego zdecydowaną większość stanowili młodzi ludzie z naszych szkół – podzielili się na trzy grupy, które poszły sprzątać Las na Flakówce, potok Strącze i potok Nawsie/Malejówka.

Ekipa Towarzystwa poszła właśnie wzdłuż Nawsia – od ujścia do Skawy aż do „Strumyka”. W ostatecznym rozrachunku zebrali oni 20 worków frędzli z plastykowych worków zawieszonych na nadbrzeżnych wierzbach i olszach. Poza tym były tam butelki szklane i plastykowe, a także wyrzucone opony.

Najgorsze z tego wszystkiego są plastyki ze względu na bardzo długi czas półrozkładu – do nawet 1000 lat – emitując do środowiska szkodliwe, toksyczne substancje. Kiedyż wreszcie dotrze to do ciemnych mózgownic ludzi traktujących lasy i strumienie jako wysypisko śmieci, bo zaoszczędzą raptem kilka złotych. To jest chore myślenie, które ma krótkie nogi.

Dobrze byłoby, gdyby takie czyszczenie odbywało się częściej!

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/05/sprzatanie-potokow-i-lasow.html

Robert K. Leśniakiewicz

Jordanów „siarkowcami” stoi!

Tegoroczny dziwny maj, którego końcówka – zimna i mokra – ma niewiele wspólnego z „czarownym i wonnym” miesiącem opiewanym przez poetów.  Temperatury minimalne oscylują koło +9°C, zaś maksymalne – zaledwie +14°C. słońca jak na lekarstwo, ale za to padające deszcze wreszcie położyły kres deficytowi wody w glebie. Chyba żytko będzie „niby gaj”. I taka będzie pogoda, póki nie zmieni się rozkład pola barycznego: na wschodzie i zachodzie pogodne i słoneczne wyże, a pośrodku nich paradujące zasmarkane, pochmurne niże z północy niosące wilgoć i chłód spod Bieguna.

Tym niemniej nie przeszkadza to grzybom, które rosną w naszym mieście, a których dawniej się u nas nie obserwowało. Jak na razie znikły purchawce olbrzymie (ale prezes Darz Grzyba pociesza, że one mają grzybnię tak rozrośniętą i silną, że będą owocować po upływie kilku lat, więc nie ma się co martwić), ale za to pojawiły się żółciaki siarkowe (huba siarkowa, żagiew siarkowa) – Laetiporus sulphureus – rosnące na drzewach na Plantach oraz obok kościoła. Tam też są one szczególnie duże piękne!

A zatem mamy w mieście trzy stanowiska, w których możemy obserwować te piękne grzyby, które są jadalne, ale nie radzę ich zbierać – są łykowate i dobre tylko na zdrowy żołądek, a poza tym rosnąc przy drogach kumulują różne świństwa – przeważnie sole metali ciężkich, którymi samemu można się paskudnie zatruć. Lepiej niech radują nasze oczy.

Poza nimi na Plantach pojawiły się jakieś majówki i kolejny wysyp ucha bzowego alias grzybów mun. Czekamy na poprawę pogody by wyruszyć w las, bowiem mam sygnały od Pana Bednarza, że pokazują się wreszcie pierwsze poćce! Czekamy także na wysyp koźlarzy, który może mieć miejsce 2.VI – na pełni Księżyca.

Zob. foto –  http://grzybypl.blogspot.com/2015/05/jordanow-siarkowcami-stoi.html     

Robert K. Leśniakiewicz

Ostrzeżenie dla świata (1)

Kod BROKEN ARROW: Pewnego czasu omal nie zrzuciliśmy bomby H na Północną Karolinę

– i inne straszne wydarzenia w arsenale atomowym USA

Josh Harkinson

Dzięki stromo wznoszącej się krzywej jakości projektowania i obsługi broni jądrowej, mimo tego, że wciąż kładzie się nacisk na bezpieczeństwo przed niegospodarnością, amerykańska armia miała przerażającą liczbę wypadków z bronią jądrową i termojądrową, które omal nie skończyły się niekontrolowaną eksplozją. Oto skrócone kalendarium wypadków i skandali związanych z broniami A i H z mediów i źródeł wojskowych oraz z książki Erica Schlossera pt. „Command and Control”, która jest kroniką opisującą przerażające szczegóły tego, jak blisko staliśmy od krawędzi przepaści. A oto skrót tej kroniki:

  • 1956 – bombowiec B-47 wypadł z pasa startowego i uderzył rozwalając magazyn broni A zawierający bomby Mark-6, które omal nie eksplodowały;
  • Styczeń 1958 – na pasie startowym w Morocco, samolot B-47 zapalił się, pożar strawił maszynę wraz z bombą H Mark-36 tworząc 4 tony radioaktywnego popiołu;
  • Marzec 1958 roku – przelatując nad Mars Bluff, SC, pilot B-47 zrzuca przez pomyłkę bombę Mark-6 na podwórze domu mieszkalnego. Chociaż bomba była pozbawiona swego ładunku zasadniczego, jej ładunek konwencjonalnego materiału wybuchowego roznosi dom, rani sześcioosobową rodzinę i pozostawia po sobie krater głęboki na 11,6 m;
  • Listopad 1958 – samolot B-47 z bombą wodorową Mark-39 rozbija się w okolicy Abilene, TX. Eksploduje ładunek konwencjonalnego materiału wybuchowego nie powodując wybuchu termojądrowego;
  • 1958 rok – wymieniono ładunki jądrowe wszystkich bomb Mark-28 po testach które dowiodły, że katastrofa lotnicza może spowodować wybuch jądrowy;
  • 1959 rok – bombowiec B-52 zderza się z latającym tankowcem i rozpada się nad Kentucky. Dwa nuklearne ładunki zostały znalezione leżące na stosie silnych materiałów wybuchowych.
  • 1960 rok – eksperci do spraw uzbrojenia wizytujący bazę NATO widzieli niemieckiego myśliwca przenoszącego bomby jądrowe będącego strzeżonym przez tylko jednego amerykańskiego żołnierza uzbrojonego w zwyczajny karabin z II Wojny Światowej!
  • 1961 rok – cztery dni po objęciu władzy przez prezydenta F. Kennedy’ego, bombowiec B-52 wpadł w korkociąg w okolicach Goldsboro, NC, wyrzucając bombę wodorową Mark-39 i tylko wyłącznik w kokpicie nie dopuścił do detonacji bomby. Drugi Mark-39 spadł na ziemię nieuzbrojony, zaś odłamki bomby wbiły się głęboko w błotnisty grunt (zob. zdjęcie) zaś jego uranowy ładunek zasadniczy nie został znaleziony.
  • 1965 rok – spawacz pracujące w silosie ICBM Titan II w Arkansasie spowodował pożar, który udusił dymem 53 osoby;
  • 1966 rok – bombowiec B-52 mający na pokładzie 4 bomby H (i ponoć 2 rakiety klasy powietrze-ziemia z głowicami nuklearnymi – przyp. tłum.) Mark-28 eksplodował wraz z latającą cysterną KC-135 nad miejscowością Palomares, Hiszpania. W dwóch bombach doszło do detonacji ładunku materiałów wybuchowych, co doprowadziło do rozrzucenia ładunków zasadniczego i inicjującego na znacznej powierzchni, co spowodowało zerwanie i wywiezienia do mogilnika 4000 ciężarówek ziemi i roślinności – w tym upraw pomidorów, dyni i in. jarzyn i warzyw.
  • 1968 rok – bombowiec B-52 lecący nad Grenlandią rozbił się (w okolicy Qaanaaq/Thule – przyp. tłum.) rozrzucając radioaktywne szczątki 4 bomb wodorowych (niekiedy mówi się o 6 lub 4 bombach H i 2 rakietach z głowicami nuklearnymi – przyp. tłum.) na obszarze 7,77 km².
  • 1969 rok – dwudziestu członków załogi okrętu podwodnego SSBN USS Polaris zostało przyłapanych na używaniu narkotyków. Były załogant powiedział dziennikarzom, że haszysz był często popalany na okręcie w czasie rejsu. (Przerażające jest to, że los całego świata spoczywał w rękach jakichś ućpanych haszem czubków, którym w narkotycznym widzie mogła odbić jakaś szajba i mogli wystrzelić SLBM-y na nasze głowy, a tak już nawiasem mówiąc, to teraz nie dziwię się, że ućpani marynarze słyszeli jakieś głosy czy widzieli jakieś UFO czy USO… – uwaga tłum.)
  • 1970 – dyrektor ds. bezpieczeństwa w Sandia National Laboratory przekazał Komisji Energii Atomowej – AEC notatkę służbową o tym, że przypuszczalnie bezpieczne w czasie awarii głowice nuklearne mogą eksplodować pod działaniem bardzo wysokich temperatur i nacisku. AEC nie podjęła żadnego działania. (Eksperymenty dotyczące tej problematyki wykonywano w Australii na Poligonie Maralinga – przyp. tłum.)
  • 1974 rok – w liście do wysokiego urzędnika AEC, Sandia VP ostrzega, że wiele głowic może eksplodować samoczynnie w wyniku pożaru lub katastrofy lotniczej. Odpowiedzią było milczenie AEC.
  • 1977 rok – doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Jimmy’ego Cartera William E. Odom przedstawił SIOP czyli Narodowy Plan Wojny Atomowej, i oświadczył: Czasami po prostu nie jestem w stanie uwierzyć w to, co mi pokazano i powiedzianopowiedział później gen. Odomto był ogromny plan mechanicznej wojny, nakierowany na stworzenie jak najbardziej niszczycielskich skutków, bez brania pod uwagę politycznego kontekstu. A prezydent tylko będzie mógł wybrać dwie lub trzy bezsensowne opcje w czasie 10 minut, kiedy będzie obudzony z głębokiego snu pewnej nocy… (Takie właśnie były i nadal są realia Zimnej Wojny, której tak bardzo łakną różnej maści idioci po obu stronach oceanu i w naszym kraju. To oznacza również, że bez względu na sojusz, USA zrzucą nam na głowy głowice jądrowe, kiedy uznają, że są zagrożone ich interesy. Po prostu wybiorą mniejsze zło… – uwaga tłum.)
  • 1979 rok – technik władował przez pomyłkę bardzo realistyczną symulację gry wojennej do komputerów NORAD, która sygnalizowała masowe odpalenie rakiet z terytorium ZSRR. Decydenci poderwali bombowce i przygotowywali się do III Wojny Światowej. Dopiero kiedy fantomowe ICBM nie zmaterializowały się, oni uznali że był to fałszywy alarm. (Wypadek ten posłużył realizatorom filmu „Gry wojenne” z 1983 roku w reżyserii Johna Badhama, w którym młody haker włamuje się do komputera WOPR w NORAD i rozgrywa grę wojenną z użyciem broni rakietowo-jądrowej… Wystarczy, by w systemy komputerowe NORAD włamał się jakiś świr, i rozpoczął taką symulację, a wtedy mogłoby zabraknąć czasu na jakiekolwiek działanie. Coś takiego właśnie opisał Robert Stratton vel Wiesław Górnicki w powieści „Czas nietoperza” (Warszawa 1988) – przyp. tłum.)
  • 1980 rok – doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego Zbigniew „Zbig” Brzeziński zostaje obudzony przez gen. Odoma o godzinie 02:30 EDT z powiadomieniem, że 220 SLBM zostało odpalonych z radzieckich okrętów podwodnych w kierunku USA. Brzeziński przygotował siły do nuklearnego kontruderzenia. Gen. Odom ponownie zadzwonił z meldunkiem o 2200 pociskach wystrzelonych z terytorium ZSRR. I podobnie jak wcześniej, winnym fałszywego alarmu był wadliwy chip komputerowy, którego wymiana kosztowała 46 centów. (I znowu widzimy, jak nasze życie zależy od jakiegoś chipa komputerowego, który podając fałszywe dane może doprowadzić do termonuklearnej masakry. Do czego mogłoby dojść, gdyby gen. Odom nie skontaktował się z Brzezińskim, a zaczął działać pod presją czasu i wydarzeń na własną rękę? Możemy powiedzieć tylko tyle, że po prostu mieliśmy szczęście, wielkie szczęście! Jak długo jeszcze? – przyp. tłum.)
  • Wrzesień 1980 roku – gniazdko upuszczone przez jednego z pracowników uszkodziło pocisk Titan II w Arkansas. Doszło do wybuchu silnie toksycznego paliwa rakietowego, zginęła 1 osoba, a 21 zostało rannych, zaś głowica została wyrzucona na odległość 183 m i wylądowała w przydrożnym rowie.
  • Wrzesień 1980 roku – ekspert ds. bezpieczeństwa ze Sandii VP zademonstrował Generalnemu Inspektoratowi USAF, jak bomba Mark-28 może detonować w czasie katastrofy samolotu. GI USAF zamawia studium na ten temat.
  • 1984 rok – w czasie próby mikrofonu przed radiowym przemówieniem do narodu prezydent Ronald Reagan zaimprowizował: Amerykanie, spieszę wam oznajmić, że dzisiaj podpisałem dekret o wymazaniu Rosji raz na zawsze. Zaczynamy bombardowanie za pięć minut. Kiedy rozeszła się wieść o tym gagu, świat nie był tym zachwycony. (Dla propagandy ZSRR i bloku wschodniego była to kolejna okazja do pokazania amerykańskiego nieodpowiedzialnego awanturnictwa zimnowojennego, czym zresztą to wystąpienie właśnie było – przyp. tłum.)
  • 1990 rok – notatka służbowa mówiąca o „spostrzeżeniu, że niecelowe wybuchy nuklearne przedstawiają większe ryzyko, niż się to pierwotnie oceniało” znalazła się w raporcie House Armed Services Committee.
  • 1995 rok – wystrzelenie małej norweskiej rakiety meteorologicznej przekonało Kreml, że to Amerykanie atakują Rosję z terytorium USA. Prezydent Borys Jelcyn przygotował swe siły do kontruderzenia, ale potem odwołał alarm.
  • 2003 rok – połowa z jednostek USAF odpowiadających za broń jądrową nie przeszły przez inspekcję bezpieczeństwa pomimo trzydniowego ostrzeżenia.
  • 2006 rok – zespoły bezpieczników z czepców balistycznych 4 pocisków Minuteman III zostały pomyłkowo wysłane z Utah do Tajwanu. Skrzynki te znajdowały się tam dwa lata, zanim USAF – naciskane przez chińskich urzędników – nie przyznały się do błędu i zabrały je z powrotem. (Czy to ma świadczyć o odpowiedzialności USAF? To jest kolejny przykład nieodpowiedzialności i niekompetencji ludzi, od których dosłownie i w przenośni, zależą losy tej planety – przyp. tłum.)
  • 2007 rok – 6 pocisków nuklearnych znikło na 36 godzin po tym, jak załoga z Minot AFB, ND, przez pomyłkę załadowała je do samolotu i poleciała z nimi przez cały kraj. (!!!)
  • Maj 2008 roku – pożar w silosie pocisku Minuteman III w Wyoming stopił część wyrzutni i zniszczył elektryczne kable podłączone do tego ICBM. Pożar nie został wykryty przez czujniki p.-pożarowe wykrywające dym. (!!!)
  • Październik 2008 roku – USAF uruchomiły program „podtrzymywania, modernizowania i rekapitulacji ich potencjału nuklearnego”. Reformatorskie wysiłki zawierały zupełnie nowe reżimy inspekcji i były „bardziej zagrożone karą niż rygorystyczne”, jak przyznał to później generał-porucznik James Kowalski – dowodzący działem broni jądrowej USAF.
  • 2009 rok – w Malmstrom AFB, MO, zatrudniono specjalistę od pocisków rakietowych bez certyfikatu upoważniającego do wypełniania rozkazów w przypadku wojny.
  • Luty 2010 – obsługa magazynu broni jądrowej w Kirtland AFB, NM, została wydalona ze służby wskutek nie przejścia kontroli bezpieczeństwa.
  • Październik 2010 roku – uszkodzenie komputera wyłączyło z gotowości bojowej 50 ICBM Minuteman III na czas powyżej godziny i uszkodziło komunikację załóg z systemami uzbrojenia.
  • 2011 rok – Defense Science Board donosi, że reformy inspekcji USAF są do niczego i „tworzą klimat nieufności”.
  • Lipiec 2012 roku – 84-letnia zakonnica siostra Megan Rice i jej dwóch towarzyszy, aktywistów włamuje się do fabryki broni w zakładzie przetwarzania uranu, gdzie przebywali niewykryci przez ochronę ponad godzinę (!!!). Ten wyłom w ochronie zakładu odnotował Generalny Inspektor DOE, ukazał „kłopotliwy przykład nieudolności”.
  • Wrzesień 2012 roku – wyłączyły się urządzenia alarmowe w wyrzutniach rakietowych w Warren AFB, WY. Służby ochrony nie zareagowały na czas.
  • Grudzień 2012 roku – ponownie zatrudniono przez pomyłkę specjalistę bez certyfikatów w Malmstrom AFB, co wyszło po kontroli zabezpieczenia.
  • Styczeń 2013 roku – DSB ostrzega, że możliwości systemów nuklearnego dowodzenia i kontroli wytrzymania silnego ataku hakerskiego nie zostały dokładnie sprawdzone.
  • Kwiecień 2013 roku – 19 osób z obsługi z Minot AFB nie nadawało się do służby z różnych powodów.
  • Maj 2013 roku – zastępca kierownika zmiany zasnął w bunkrze startowym z otwartymi drzwiami do kanału odprowadzania gazów, co jest naruszeniem zasad bezpieczeństwa. To był drugi taki incydent w ciągu tego roku.
  • Lipiec 2013 roku – „Największym zagrożeniem dla mojego życia jest robienie głupiego roboty” – mówi gen. James Kowalski na forum obronnym w Waszyngtonie, DC.
  • Sierpień 2013 roku – skrzydło rakiet w Malmstrom AFB zawaliło inspekcję bezpieczeństwa i ochrony. Oficer ochrony został usunięty ze służby.
  • Sierpień 2013 roku – w Malmstrom AFB żandarmeria prowadziła sprawę przeciwko dwóm oficerom kontrolnym odpalania ICBM podejrzanych o użycie extasy i dopalaczy. Sprawdzenie ich telefonów doprowadziło śledczych do dowodów na fałszowanie wyników egzaminów kompetencyjnych i testów na obecność narkotyków. (Czy taki oficer będący na haju nie stanowi potencjalnego choćby zagrożenia dla życia na planecie Ziemia? Wystarczy jeden świr mający dostęp do ICBM, i który może rozpętać III Wojnę Światową, bo NIE MA takich zabezpieczeń, których nie można obejść… – uwaga tłum.)
  • Wrzesień 2013 roku – wiceadmirał Tim Giardina – człowiek nr 2 w dowództwie sił nuklearnych, został zawieszony po znalezieniu u niego fałszywych sztonów pokerowych.
  • Wrzesień 2013 roku – dziennikarz śledczy Eric Schlosser publikuje „Command and Control”, expose podnoszące włosy na głowie, a mówiące o niekompetencji i wpadkach nuklearnego personelu USAF.
  • Październik 2013 roku – generał-major Michael Carey zostaje odsunięty od dowodzenia wydziałem programowania ICBM po jego podróży służbowej do Rosji, w czasie której „zaangażował się w niewłaściwe zachowania” w tym ciężkie pijaństwa, chamstwo w stosunku do swych gości i przebywanie w towarzystwie „podejrzanych kobiet”.
  • Listopad 2013 roku – Raport RAND ujawnia, że specjaliści od pocisków cierpią na syndrom „wypalenia” i mają wysokie wskaźniki przemocy małżeńskiej i sprawy w sądach wojskowych o wykroczenia dyscyplinarne.
  • Styczeń 2014 roku – więcej niż połowa ze 138 specjalistów od ICBM w Malmstrom AFB jest zamieszanych w oszukańcze machinacje i skandale.
  • Luty 2014 roku – siostra Megan Rice, starsza zakonnica, która włamała się do kompleksu produkcyjnego broni jądrowej została skazana na 36 miesięcy więzienia, a jej dwóch towarzyszy na 65 miesięcy każdy.
  • Marzec 2014 roku – 9 oficerów startowych zostaje usuniętych ze stanowiska, a płk Robert Stanley – dowódca Skrzydła Rakietowego w Malmstrom AFB – składa rezygnację. USAF ogłaszają zmiany w testach kompetencyjnych w celu eliminacji oszustw i podniesienia morale.
  • Listopad 2014 roku – USAF wyrzuca dwóch wysokiej rangi dowódców z Programu Minuteman i dyscyplinuje trzeciego za różne błędy dowodzenia, w tym za maltretowanie podwładnych.

 

Moje 3 grosze

To jest własnie to, co nas przeraża – niefrasobliwość i niekompetencja, która może w każdej chwili zaowocować tym, że pojawią się śmiercionośne atomowe słońca nad każdym większym miastem naszego globu, a pozostała przy życiu ludność zostanie wydana na pastwę niewyobrażalnych cierpień i strasznej, powolnej śmierci. Życie na Ziemi zostanie starte z jej powierzchni, albo cofnie się do najprymitywniejszych form i 4,5 mld lat ewolucji materii żywej pójdzie na marne przez jeden błąd jakiegoś nieodpowiedzialnego czubka…

Miejmy tego świadomość.

Tekst i ilustracje – http://www.motherjones.com/politics/2014/11/timeline-nuclear-weapons-accidents-mishaps-near-misses   Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

Majowe mgły

No i po wyborach – z diabelskiej alternatywy dżuma czy cholera Polacy wybrali dżumę. Jedno co mnie cieszy z tego wszystkiego, to to, że PO wreszcie dostało nauczkę, że buta, arogancja i pogarda dla szarych ludzi, jakieś księżycowe quasi-reformy nie popłacają i ludzie wreszcie pokazali im środkowy palec. Tego najwyraźniej nie rozumie Niesiołowski, który wściekł się na antenie PR-1 i powiedział, że…

Bronisław Komorowski przegrał wybory prezydenckie przez falę nienawiści i kłamstw, jaka na niego spadła w czasie wyborów prezydenckich. Nie był w stanie tego odeprzeć. Mieliśmy do czynienia z nieustającą klaką na wiecach wyborczych. Kłamstwa na temat Komorowskiego nasilały się od lat, przyjmując kulminacyjny punkt w ostatnich tygodniach. Za wszystkim stoi „pisowska szczujnia”.

Ten człowiek jest niereformowalny, co widać po powyższym i szkoda tego komentować.

Co będzie dalej? Zobaczymy – przede wszystkim ludzie jednak obawiają się katolickiego szariatu i powstania Republiki Wyznaniowej Katolandu z dyktatem/terrorem ewangelii jako doktryny państwa, co jest bardzo możliwe.

A tymczasem pogoda nadal szara i ponura. Po górach ciągną się mgły, kropi mżawka, jest chłodno – zaledwie +12,1°C w dzień i +9,8°C w nocy, wiatr wieje z kierunku N i N-NW, ciśnienie niskie – 1009 hPa.

Z tej pogody – w odróżnieniu od sercowców i reumatyków – cieszą się grzyby, które – jak pokazany na zdjęciu żółciak siarkowy – rosną jak na drożdżach nomen-omen… Czekamy na słońce!

Fotki – http://grzybypl.blogspot.com/2015/05/majowe-mgy.html

Robert K. Leśniakiewicz

Zimny maj…

Niestety, po paru pogodnych dniach nastała zmiana pogody i to na gorszą. Przysłowie ludowe mówi: „suchy kwiecień, mokry maj, będzie żytko niby gaj” jak na razie się sprawdza o tyle, że mamy zimny i mokry maj. Po zimnych Ogrodnikach i zimnej Zoście, przyszło kilka dni ładnej, słonecznej i ciepłej – do +20°C – pogody, która generalnie sknociła się 19.V.

Tego dnia temperatura minimalna wyniosła +9,7°C, a potem szybko sięgnęła aż +27,9°C i zrobiło się ciepło jak latem, przy powietrzu suchym jak pieprz – jego wilgotność wyniosła tylko 22%! Co ciekawsze, tego samego dnia w północnych Chinach odnotowano opady śniegu i kilkustopniowy mróz, a w tym samym czasie, w Pekinie było +30°C. Podobnie było w północno-zachodnich stanach USA… U nas w tym samym dniu po południu od północy obeszła nas burza, która wprawdzie zagrzmiała, ale tylko 4 razy i na tym się skończyło, ale zdrowo popadało – 12,48 l/m².

Dnia 20.V temperatura minimalna wynosiła +12,8°C, zaś maksymalna znów podskoczyła do +28,8°C i w czasie nocnej burzy spadło 10,2 mm wody.

W dniu 21./V, temperatura skokowo spadła od +9,4°C nocą do jedynie +11,5°C w dzień, przy zachmurzeniu całkowitym i mgle spadło 23,4 l/m² deszczu i mżawki, co czyni sumarycznie 46,08 l/m² opadów. Nie podwyższyło to specjalnie poziomu wody w Skawie.

W dniach 22.V i dzisiejszym padać przestało, ale jest nadal chłodno – temperatura maksymalna wciąż nie może się wywindować ponad +11,5°C.

Jednakże ta porcja wody pozwoliła na dalszy rozwój wegetacji i uzupełniła zapas wody w glebie. Poza tym pojawiły się grzyby, które rosną u nas na Plantach – piękny okaz żółciaka siarkowego chociażby, który ładnie się rozwija, co widać na filmiku.

Poza nim na jednym z jesionów koło naszego kościoła pojawiły się mniejsze okazy żółciaków, które będą się rozrastały w kolonię.

Zwiększona ilość wody spowodowała inwazję ślimaków winniczków w Suchej Beskidzkiej, które opanowały zarośla przy Szpitalu Powiatowym. Jeszcze nie widziałem tylu ślimaków w jednym miejscu!

No i jeszcze jedna informacja, która zapewne ucieszy fanów kolei. Zabrano się – wreszcie!!! – za odnowę mostu kolejowego nad rzeką Białką przy stacji Juszczyn, co należało mu się od dawna. Może wreszcie ktoś odnowi mosty kolejowe nad Skawą w Jordanowie???

Zdjęcia i filmik – http://grzybypl.blogspot.com/2015/05/zimny-maj.html

Robert K. Leśniakiewicz

Znów od nowa?

Kończy się wielki bój o najwyższy urząd w państwie. Nasi dwaj pretendenci do niego coraz bardziej się wysilają, by przekonać do siebie wyborców, by głosowali tylko i wyłącznie na niego, a nie na tego drugiego. Polskie radio i TV pokazują obu kandydatów, ich spoty wyborcze i debatę. Na tej ostatniej się zawiodłem – obaj panowie zamiast radzić „o skutecznym rad sposobie”, obrzucali się pomówieniami i facecjami. Żałosne to było widowisko, które większość z moich znajomych utwierdziło w przekonaniu, że oto odbywa się nie bój o Polskę, ale o koryto i żłób dla siebie i swej partii. Tak jest w rzeczywistości tego ćwierćwiecza, polskiej tzw. „wolności”. Wolności głównie od rozumu i odpowiedzialności za Ojczyznę.

Oba sztaby wpadają na coraz to nowe pomysły, jak utopić kontrkandydata i zrobić Polakom wodę z mózgu. Te ostatnie 25 lat pokazało, że Polacy lubią mieć robioną wodę zamiast mózgów przez rozmaitych cwanych politykierów, których jedynym modus operandi et modus vivendi jest dorwanie się do żłobu w Warszawie i Brukseli. I rzeczą symptomatyczną do tego jest fakt, że taki prowincjalny wybraniec ludu od siedmiu boleści, kiedy już dopadnie sejmowego czy senackiego koryta, natychmiast zapomina o tym, co obiecał wyborcom, zapomina po co tam właściwie jest. To nazywam „udarem warszawskim” czy „stołecznym”.

Pamiętam, jeszcze w latach 90. współpracowałem z posłami KPN w naszym regionie. Szkoda gadać. Nie dziwię się, że mamy co mamy. Jakoś szybko zapomniano o wielkich, szczytnych i patriotycznych hasłach, a zaczęto bronić kruchty z uporem godnym lepszej sprawy. Nie wytrzymałem i wyrąbałem list do pp. Posłów z zapytaniem, czy KPN ma bronić Niepodległej czy Kościoła katolickiego i jego interesów. Rzecz jasna odpowiedzi nie otrzymałem, więc na tym moja współpraca się skończyła. Bez żalu z mojej strony.

Nie mówiąc już o pewnym burmistrzu, który porzucił nasze miasto i w zamian za likwidację pododdziału szpitalnego w Jordanowie poszedł w posły. Tą fatalną dla miasta decyzję przypłaciło życiem i zdrowiem kilka osób, do których nie zdążyły dojechać karetki pogotowia z Suchej Beskidzkiej. A on poszedł i… nie przypominam sobie, bym go widział kiedykolwiek na sejmowej mównicy. O walce w interesie miasta nawet nie wspominam, bo jej nie było. I tak jest w całym kraju – branie kasy za dolce far niente, przeżycie kadencji tak, by robić nie trzeba było, a kasa leciała i – ewentualnie – zetrzeć się na posiedzeniu z takim samym przemądrzałym besserwisserem po to, by pokazała to TV, no bo robienie PR też wchodzi w porządek codziennych zajęć naszych „wybrańców”. I tak od 25 lat toczy się obłędny, chocholi taniec naszej władzy. Władzy, która została wybrana, by bronić interesów Polaków i Polski (Boże, kogo ja oszukuję…)

Niektórzy tzw. „styropianowcy” bredzą wciąż o niebywałym skoku cywilizacyjnym Polski w ciągu tego czasu i o tym, że wojna z Rosją jest nam potrzebna. No i mają straszne pretensje o to, że Polacy nie idą do wyborów. Faktycznie – frekwencja wciąż nie może przeskoczyć 50%, co oznacza, że o kształcie kraju tak naprawdę decyduje mniejszość. Ale ten medal ma drugą stronę: Polacy mają dość kłamstw gangów politycznych, dość propagandy sukcesu, dość biedy, nędzy i braku perspektyw na lepsze życie. Polacy mają dość grabienia dorobku naszych Ojców, i Polski Ludowej – tej teraz wyszydzanej, obśmiewanej i pogardzanej przez tzw. „światłych” Europejczyków z plugawą mordą, idiotycznym uśmieszkiem na wargach i słomą w zabłoconych buciorach – dzięki której weszli na salony, a nie świnie pasać u bauera czy rzępolić na skrzypeczkach u Żyda.

Co do wojny z Rosją, to ci styro-idioci najwidoczniej nie zdają sobie sprawy o tym, co mówią. A raczej doskonale wiedzą, czym to pachnie, ale walą głupa w imię dobrych stosunków z USA. Ale to już inna bajka…

Polacy mają dość chorych z chciwości polityków zgrupowanych w Sejmie, Senacie, rządzie i we władzach niższych szczebli. Polacy także mają dość tej polskiej, patologicznej demokracji. Polacy chcą uczciwie pracować za godziwą zapłatę i mieć uczciwych, prawych, wykształconych i profesjonalnych ministrów i samorządowców, a nie ciemniaków. Polacy mają dość styropianu. Nadeszły czasy, że mówi się wprost, bez zaciemniania rzeczywistego stanu rzeczy… Tylko że choć oficjalnie nie ma cenzury, to prawda o rządzącym układzie jest blokowana. Przykłady? Proszę bardzo:

Najbardziej wkurza mnie odwoływanie się do Katynia, Wołynia i „żołnierzy wyklętych”. A że polegli za Polskę, za wolność, itp. slogany. Walczyli o Polskę, OK., tylko o jaką? O jaką Polskę walczyli? O Polskę z której bezrobotna młodzież ucieka przed biedą i emigruje za chlebem? O Polskę w której stosunkowo niewiele obywateli nie wie co robić z pieniędzmi, a większość nie wie co do gara włożyć? Czy trzeba było mordować po wojnie 5500 polskich cywilów, aby taka Polska właśnie rozkradziona, chora i okaleczona powstała? Na to pytanie jakoś nie odpowiada żaden z „patriotów”, bo przecież to są pytania zastrzeżone…

A przecież te rządy-nierządy doprowadziły do tego, że Polacy mają serdecznie dosyć. Czego? Tygodnik „ABC” nr 5/2014 wylicza, czego mamy dość:

  1. Pracy na smieciówkach, za najniższe możliwe stawki.
  2. Przywilejów polityków. „Solidarność” obiecywała likwidację przywilejów, ale jak dotąd skutkuje to jedynie w stosunku do robotników i chłopów oraz inteligencji. Oligarchowie z parlamentu wciąż je mają…
  3. Ogromne raty kredytów. Bandyckie oprocentowanie zubaża ludzi i doprowadza ich do samobójstwa, bankructwa czy biedy.
  4. Brak perspektyw dla młodych – i w rezultacie ucieczka za granicę. A przecież ludzie z Polski uciekali tylko w komunie! – jak głosi oficjalna propaganda… Tym chorym, nieodpowiedzialnym rządom udało się to, co nie udało się Niemcom w latach wojny! Wtedy Polaków wywożono tam pod przymusem, dzisiaj wyjeżdżają sami…
  5. Żałośnie niskie pensje. Nędzarskie po prostu: 2840,- PLN średnio na rękę, a minimalna pensja to 1750,- PLN brutto. Obawiam się, że dane te są mocno zawyżone przez propagandystów RP nr III i ½. W takim Luksemburgu wynagrodzenie wynosi 7700,- PLN/miesiąc!
  6. Marna edukacja. Masowa produkcja quasi-inteligentów, zaniżający się wciąż poziom nauczania. Dawniej nasze dwa czołowe uniwersytety Jagiellonka i Warszawski były w pierwszej setce, dzisiaj – w czwartej setce. To o czymś mówi.
  7. Dziadowska służba zdrowia. Kolejki do lekarzy, brak opieki medycznej, dentystycznej, itd. itp.
  8. Niebotyczne pensje ludzi władzy. Urzędasy biorą średnio 3854,- PLN, a posłowie po 10.000,- PLN. Moja „oburzająco wysoka” emerytura oficera WOP i SG, którą tak wypominają mi solidaruchy i ogłupieni przez nich solidurnie to ok. 1300,- PLN.
  9. Oderwanie elit od problemów zwykłych ludzi – wystarczy posłuchać przemówień Komorowskiego i Kopaczowej. Ci ludzie plotą koszałki-opałki dla swoich wyborców.
  10. Brak miejsc w państwowych przedszkolach. Z tym to zawsze był kłopot.
  11. Lekceważenie Polski na arenie międzynarodowej. Polska stała się popychadłem i chłopcem do bicia.
  12. Głodowe waloryzacje rent i emerytur – od 18 do 36 PLN. To są kpiny z tych, którzy pracowali dla Ojczyzny i powinni być za to godnie wynagrodzeni.
  13. Brak sprawiedliwości. Coś wiem o tym – pozbawiono mnie 55% mojej emerytury tylko na podstawie donosów pseudonaukowców z IPN i pomówień ludzi pokroju Macierewicza, Borusewicza i im podobnych. Bez śledztwa, bez procesu, bez wyroku… – to jest oczywiste, bo nie jestem winien tego, o czym ci nieprzytomni z nienawiści ludzie bredzili z trybuny Sejmu i Senatu. Poza tym pobłażliwość dla morderców, aferzystów i zwykłych bandytów. Brak zrozumienia dla słabych i biednych.

A do tego dołożyłbym jeszcze rozkradanie majątku narodowego i bandycka „prywatyzacja”, w tym zamach na Lasy Państwowe, co uważam za szczególnie ohydną zbrodnię, która powinna być przykładnie ukarana.

A teraz mamy wybrać prezydenta, który reprezentować ma wszystkich Polaków. Mnie na pewno nie. Śmiać mi się chce (choć to wcale nie jest śmieszne), bo kiedy wygra Duda, to tak naprawdę rządzić będzie Kaczyński, Macierewicz i Rydzyk z abp. Michalikiem i Głodziem. Kiedy wygra Komorowski, to będzie rządzić żydowsko-niemiecko-ukraińska koteria, dla której polska to taka dojna krowa, a Polacy to mięso armatnie NATO i niewolnicy do roboty za śmieciówki. Ale już na pewno nie Polacy będą tu rządzili…!

Cóż – znów stajemy pod ścianą i głosujemy na mniejsze zło. Mniejsze zło, za które tak wieszano zdechłe psy na Jaruzelskim, kiedy musiał podjąć najtrudniejszą z decyzji o stanie wojennym! Historia zatoczyła kolejne koło…

Robert K. Leśniakiewicz