Miesiąc: Kwiecień 2015

200 lat 3. Pułku Strzelców Konnych!

W przeszły weekend miały miejsce obchody dwustulecia istnienia 3. PSK – które były zorganizowane przez Szwadron Toporzysko, KJK „Bór”. W piątek i sobotę odbyły się pokazy i zawody sprawnościowe.

W niedzielę, 26.IV.2015 roku, na jordanowskim Rynku miała miejsce podniosła uroczystość patriotyczno-religijna związana z 200. rocznicą istnienia 3. Pułku Strzelców Konnych, który swe korzenie ma w kresowym Wołkowysku, a swój szlak bojowy chlubnie zapisał w wojnach z bolszewizmem i hitleryzmem, co przypomniał w kazaniu kapelan 3. PSK celebrujący to nabożeństwo.

W samo południe miała miejsce Msza św. Polowa na Rynku, uroczysty Apel Poległych, odznaczanie zasłużonych, przekazanie tradycji 3. PSK batalionowi dowodzenia 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej, defilada, a potem piknik na terenie ZS Chrobacze, gdzie znów miały miejsce pokazy sprawnościowe i występ orkiestry wojskowej.

Niestety, jak na pięciotysięczne miasto, na Rynku zgromadziło się może 800 osób. No cóż – ludzie korzystali z pogody i uciekali za miasto, a młodzież – niestety – pracuje gdzieś w Europie i walczy o byt. Niejednokrotnie dla siebie i swych rodzin w Kraju… Poza tym podniosłość uroczystości zakłócali jacyś motocykliści ryczący i smrodzący swymi pojazdami. Ludzie śmiali się, że pewnie to są „Nocne Wilki”…

Pogoda dopisała i w czasie głównych uroczystości na Rynku nie przeszkodziła deszczem, który spadł późnym popołudniem. A oto garść zdjęć z tej imprezy: http://www.grzybypl.blogspot.com/2015/04/200-lecie-3-puku-strzelcow-konnych.html

Robert K. Leśniakiewicz

Reklamy

TRAGICZNY ROK 1847 W ŻYCIU MIESZKAŃCÓW BYSTREJ I SIDZINY

W historii ludzkości co pewien okres czasu powtarzają się różnego rodzaju klęski i nieszczęścia. Dzisiaj również jesteśmy świadkami takich nieszczęść; a to ebola, a to ptasia grypa i inne. W dziejach mieszkańców Beskidów kilkakrotnie powtarzały się okresy „morowego powietrza”, jak dawniej określano epidemie. Największe żniwo zebrała epidemia cholery, tyfusu i czerwonki w roku 1847. W samej Bystrej Podhalańskiej zmarło wówczas 281 osób, co stanowi około 31 procent mieszkańców, w Sidzinie 270 (dane zawierają również zgony naturalne).

W porównaniu z innymi miejscowościami (obecnego powiatu suskiego) nasze wsie należy zaliczyć do stosunkowo „zdrowych”, bowiem już w sąsiednim Osielcu zaraza pochłonęła 688 osób, w Skawicy 447, w Zawoi 889, w Tarnawie Dolnej 850, a w samej Suchej Beskidzkiej 1489 (na podstawie „Rocznika Babiogórskiego 2014”, t. 15, Paweł Franczak, Karol Listwan – „Cmentarze choleryczne na Podbabiogórzu jako świadkowie wielkich dziewiętnastowiecznych epidemii chorób zakaźnych”, ss. 20-21). W parafii jordanowskiej, do której należała Bystra, z powodu głodu, co uważano za główna przyczynę epidemii, zmarło 900 osób, a w łętowskiej 1303 parafian („Kronika parafii Łętownia do roku 1936”, s. 15). Do zasadniczych przyczyn powodujących pandemię również proboszcz sidziński, ks. Wojciech Blaszyński  zaliczał głód i miał wiele w tym racji, bowiem wcześniej na naszym terenie wystąpiła klęska nieurodzaju i ludzie cierpieli ogromny głód tak, że chleb wypiekano z otrąb i plew. Z perzu, pokrzyw i trawy gotowano zupę. (Klęska głodu powtórzyła się także w roku 1847). Epidemie te pozostawiły po sobie spustoszenie, żałobę, głód i nędzę.

Wpływ na stan zdrowotności mieszkańców naszych wsi miało również położenie z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Natomiast roznoszenie choroby powodowali migrujący po wsiach żebracy. Nie zwracano natomiast całkowicie uwagi na stan higieniczny, a zwłaszcza czystość wody, która często była zanieczyszczona odchodami zwierzęcymi i ludzkimi (wszak jeszcze nie wynaleziono wychodków).

Podane liczby są przerażające. Pandemia powodowała śmierć niezależnie od wieku. W wielu domach w jednym czasie umierało kilku domowników. Największe straty miały miejsce w lipcu 1847 roku. Żniwo śmierci zbierało nie tylko starych mieszkańców wsi. Odnajdowano wiele osób nieznanych, które zmarły gdzieś w polu, w lesie, za domami, nad rzeką, itp.

Oto kilka przykładów:

W Bystrej Podhalańskiej:

  • w dniu 9 marca 1847 roku, w gospodarstwie Wawrzyńca Marchwiaka znaleziony został około 20-letni martwy nieznany mężczyzna.
  • 22 czerwca na polu nad Bystrzanką znaleziono bezimiennego 9-letniego chłopca
  • 1 lipca Tomasz Wróbel znalazł za swoim domem nieznaną około 18-letnią dziewczynę.
  • W tym samym dniu w lesie został znaleziony mężczyzna około 20-letni.
  • Tomasz Peliwo znalazł w dniu 2 lipca martwego mężczyznę około 50-letniego.
  • 13 lipca w polu znaleziono 13-letniego chłopaka.
  • 14 lipca koło domu Jana Kulki został znaleziony około 16-letni chłopak.
  • 19 lipca Wawrzyniec Szewczyk znalazł martwego mężczyznę wieku około 40 lat.
  • 26 lipca odbył się pogrzeb (nie wiadomo, kiedy zmarła) około 25-letniej nieznanej kobiety znalezionej w gospodarstwie Stanisława Chorążego.

Epidemia zabierała jeszcze swe ofiary w I kwartale 1848 roku, i tak np.: w dniu 11 marca Tomasz Gałka znalazł nieznanego mężczyznę liczącego 28 lat. Zmarłych chowano przede wszystkim zgodnie z ceremoniałem kościelnym na cmentarzu w Jordanowie.

W swoich dociekaniach nie znalazłem dowodów na to by, jak głosi wieść gminna, zmarłych na cholerę grzebano z dala od skupisk ludzkich w lesie na tzw. „cholernym” lub bliżej Jordanowa nad Skawą, by woda „zrobiła porządek”. Być może, że były takie przypadki wykonywane „po kryjomu”, bez zgłaszania księdzu. Znane są przypadki śmierci Bystrzanów, której przyczyna była epidemia cholery, również w okresie późniejszym poza granicami kraju. W dniu 27 sierpnia 1855 roku w Segedynie (Węgry) zmarł Jan Traczyk. Służący w wojsku w Żółkwi (Ukraina) 23-letni Wawrzyniec Sutor zmarł w dniu 16 kwietnia 1918 roku, nie doczekał wyzwolenia.

W Sidzinie w 1847 roku wskutek epidemii cholery (a także z innych powodów) zmarło 270 osób, z tego w wieku do 18 lat – 64 osoby. W niektórych miesiącach miały miejsce 2 lub 3 zgony w jednym dniu. Wielu spośród zmarłych, to ludzie wypędzeni ze swych środowisk, by nie zarazili najbliższych lub ludzie wędrowni, żebracy. I tak:

  • 8 stycznia zmarł 28-letni żołnierz (urlopik) Michał Migas (nr domu 451), który mógł przynieść ze sobą chorobę.
  • 20 stycznia znaleziono martwą około 10-letnią dziewczynkę.
  • 5 lutego zmarł 5-letni chłopczyk pochodzący z Malejowej.
  • 8 lutego znaleziono chłopca pochodzącego z Toporzyska, który przychodził do Sidziny żebrać.
  • 11 lutego zmarł 50-letni Stanisław Szczęśniak, żebrak ze Spytkowic.
  • 13 lutego będąc w drodze zmarł pochodzący z Osielca Walenty Rusin.
  • 13 lipca została znaleziona na cmentarzu nieznana dziewczyna licząca sobie jakieś 24 lata.
  • 29 lipca w przedsionku szkoły znaleziona została około 25-letnia kobieta-żebraczka.
  • „Z biedy” w dniu 1 sierpnia zmarł pochodzący z Bystrej Podhalańskiej Szymon Ryś,
  • …a 6 sierpnia 7-letnie biedne dziecko rodziny Piasków z Zubrzycy.
  • W dniu 1 listopada nieszczęście spotkało 58-letnią Katarzynę Suszyn z Białki…
  • …a w dniu 6 listopada Bogumiłę Gigoń z Juszczyna.
  • 1 grudnia w sieni domu nr 240 znaleziony został martwy chłopiec około 10-letni pochodzący z Orawy,
  • …natomiast 3 grudnia 9-letni Jakub z Orawki.

Wszystkim zmarłym  urządzane były kościelne pogrzeby i chowani byli  na cmentarzu parafialnym, które na podstawie dekretu cesarza Józefa II z roku 1784 zostały zlokalizowane z dala od skupisk ludzkich.

Tadeusz Uczniak 

„Czarna śmierć” w Jordanowie i Galicji

W dniu 24.IV.2015 roku, w jordanowskim MOK miała miejsce bardzo interesująca prelekcja pt. „Epidemie w Jordanowie i Galicji w XVIII i XIX wieku”, którą wygłosił mgr inż. Stanisław Bednarz.

Jednakże pierwszym punktem imprezy stało się złożenie życzeń imieninowych Nestorowi kultury naszego Miasta – Panu Profesorowi Jerzemu Semschowi. Życzenia w imieniu zebranych złożył Mu prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej. Następnie przeszedł on do swego wystąpienia.

Przez Jordanów i ziemie Galicji przewaliło się kilka epidemii i pojawów chorób, które – jak obrazowo wtedy pisano – grasowały na tym terytorium. Były to straszliwe dopusty Boże takie jak dżuma – Yersinia pestis, która pustoszyła Europę w latach 1707-1710 – a zatem jeszcze w Królestwie Polskim. Jest to pierwsza udokumentowana epidemia tej choroby na Podhalu, i nastąpiły po niej jeszcze inne. Przy okazji wspomniano jeszcze o „dżumie Justyniana” – I pandemii tej choroby, która zabrała 60 mln ludzi w Europie, a także o pandemii „czarnej śmierci” z XIV wieku, o której pisał m.in. ks. prof. Jan Kracik – autor książki pt. „Pokonać czarną śmierć”, a która pochłonęła wtedy 50 mln ofiar – połowę populacji kontynentu. Epidemia z początków XVIII w. była spowodowana ruchami wojsk saskich, szwedzkich i rosyjskich w czasie Wojny Północnej.

Ciekawym jest to, że dżuma w XIV wieku praktycznie ominęła Małopolskę, w której było bardzo mało zachorowań. Cud? Być może. Nie zapominajmy też, że walczył w 100 lat później z dżumą słynny lekarz i mag Jan Wawrzyniec Twardowski – ten sam, którego według legendy Mefistofeles porwał z karczmy Rzym w Suchej Beskidzkiej… Leczył on ludzi nader skutecznie metodami znanymi wschodniej medycynie, co budziło niechęć ze strony Kościoła… Prelegent okrasił swe wystąpienie zdjęciami kaplic i krzyży wotywnych z tego okresu.

Następnie omówił on pojawienie się epidemii tzw. zgniłej gorączki – Febra putrida – która znów pojawiła się w związku z translokacją wojsk rosyjskich spod Austerlitz/Slavkova. Do Krakowa zwieziono 9000 chorych, zaś codziennie w Galicji umierało 100 osób.

Przez Jordanów w XIX wieku przewaliły się cztery epidemie cholery – Vibrio cholerae. Przywleczona przez Rosjan aż z Indii, cholera uderzyła po raz pierwszy w 1831 roku. W Jordanowie zmarło 11 osób. W Galicji zachorowało 260.000 osób, z czego zmarło 97.700 chorych.

W 1847 roku Jordanów i w ogóle cały kontynent nawiedziła plaga Wielkiego Głodu, który zdziesiątkował populację kontynentu. Jego powodem były trzy lata nieurodzaju i zaraza ziemniaczana. Według Kościoła, była to kara za tzw. Rabację Galicyjską. W naszym Mieście zmarło z głodu i tyfusu – Salmonella typhii – 159 osób, zaś w Malejowej – 200, w Chrobaczem i Przykcu – 25, w Wysokiej – 120 a w Toporzysku – 220. Dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu!

II epidemia cholery uderzyła w 1849 roku. I znów epidemię przywlokły wojska rosyjskie, które szły tłumić powstanie węgierskiej Wiosny Ludów. W naszym Mieście i Malejowej było 75 ofiar i 23 żołnierzy rosyjskich. Była to największa epidemia cholery w Jordanowie.

III epidemia cholery grasowała w 1855 roku. W Jordanowie zmarło 19 osób, we wsch. Galicji – 64 osoby. Epidemia ta została przywleczona w wyniku Wojny Krymskiej.

IV epidemia cholery grasowała w regionie w 1873 roku. W Jordanowie i Malejowej zmarły tylko 3 ofiary, tymczasem w Galicji zachorowało 243.680 osób, z czego zmarło 94.766 ofiar. Nie bardzo wiadomo, co ja spowodowało – być może rozwój handlu i przemieszczanie się ludzi po terytorium kraju.

W kontekście tych wydarzeń prelegent wspomniał o dr Tytusie Chałubińskim, który leczył ludzi w Zakopanem i okolicy oraz dzielnym grabarzu choleryków, ratowniku i przewodniku tatrzańskim Pogotowia Ratunkowego PTT – Klemensie Bachledzie.

Następnie Pan Bednarz skupił się na epidemiach ospy prawdziwej/czarnej – Variola vera – które w Jordanowie wystąpiły w latach: 1799, 1802, 1810, 1818, a w czasie najgorszej z nich – w 1799 – zmarło 45 ofiar. Ogólna ilość ofiar ospy w Jordanowie wynosiła 220 osób, w Malejowej – 100, zaś w skali Galicji każdorazowo umierało 1500 – 2000 ofiar. Były to jednak pojawy choroby, a nie epidemie.

Na tym prelekcję zakończono. W ramach dyskusji wypowiedział się m.in. Pan Tadeusz Uczniak, który zapoznał zebranych z epidemią cholery, tyfusu i czerwonki (Shigella sonnei) w 1847 roku w Bystrej i Sidzinie. Z tym bardzo ciekawym materiałem zapoznamy, Czytelników w osobnym artykule.

Prelekcja ta ukazała nam, jakiego postępu w walce z tymi straszliwymi plagami dokonano w czasie tych trzech stuleci, dzięki czemu teraz możemy się czuć bezpiecznie.

Niestety – pojawiła się głupia i bardzo niebezpieczna moda na nieszczepienie małych dzieci, co może spowodować ponowne nawroty epidemii różnych chorób – jak np. epidemia odry (Morbili) w Niemczech. Moda ta, jak każda głupota, przybyła zza oceanu i jest bardzo szkodliwa, bowiem obniża odporność młodzieży na choroby i co gorsza – powoduje pojawiania się tzw. superbakterii odpornych na antybiotyki. Poza tym pojawiają się nowe, niebezpieczne infekcje, które przybyły na nasz kontynent wraz z nielegalną imigracją z krajów Północnej Afryki i Azji i efektem globalnego ocieplenia. Na wszelkie sposoby nie jest to dobre.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/04/czarna-smierc-w-jordanowie-i-galicji.html

Robert K. Leśniakiewicz

Zieleniejące krajobrazy

Nareszcie robi się nieco cieplej, choć wiatry wciąż wieją z kierunku N i NW, co zawsze zwiastuje zagon lodowatego powietrza z „arktycznej zamrażarki”, jak określał to śp. red. Andrzej Zalewski. Na szczęście niebo się wypogodziło i temperatury poszły w górę. Niestety – wciąż mieliśmy temperaturę minimalną przed wschodem słońca w granicach -0,2…-0,6°C (co odczuły magnolie i inne ciepłolubne rośliny), za to w słoneczne dni było już wręcz majowo – temperatura dobijała do +20°C. Niestety – powietrze jest bardzo suche i jego wilgotność wynosi ok. 20-30% – czyli tyle, co wilgotność kartki papieru. Nie muszę chyba mówić, że zaktywizowały się półmózgi palące trawy… Strażacy wyjeżdżali kilka razy do akcji!

Ciekawie rozkłada się pole baryczne, bo pogodę mamy w miarę wyżową z ciśnieniem rzędu 1013 hPa, ale ciśnienie zaczyna lecieć w dół i mamy aktualnie – 1010 hPa i lekkie zachmurzenie, co może zwiastować – wreszcie – opady deszczu. A deszcz by się przydał, bo już zaczyna być sucho…

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/04/zieleniejace-krajobrazy.html

Robert K. Leśniakiewicz

Co się dzieje w CERN?

Od pewnego czasu na forach internetowych i portalach społecznościowych ponownie zaczęły się panikarskie pogaduchy na temat CERN czyli Conseil Européen pour la Recherche Nucléaire – a tak naprawdę to Organisation Européenne pour la Recherche Nucléaire – czyli Europejska Organizacja Badań Nuklearnych i wznowienia pracy Wielkiego Zderzacza Hadronów – LHC w Genewie. Czym jest to urządzenie?

GHC mówiąc najprościej jest przyspieszaczem cząstek naładowanych przy pomocy supersilnego pola magnetycznego. Oczywiście pole to jest odpowiednio synchronizowane i modulowane po to, by rozpędzić owe cząstki do prędkości relatywistycznych i zderzania ich ze sobą. Uczonych najbardziej interesuje to, co stanie się po zderzeniu się ze sobą dwóch i więcej cząstek, a dokładniej produkty tego zderzenia. Być może odkryte zostaną nowe cząstki materii i nowe zjawiska z mikroświata. To są naprawdę obszary NIEZNANEGO. Tak to wygląda w największym skrócie.

Wikipedia pisze o tym tak:

10 września 2008 został uruchomiony akcelerator Large Hadron Collider (LHC), który przyspiesza przeciwbieżne wiązki proton-proton (14 TeV) i proton-jądro ołowiu (1150 TeV). Cząstki są w stanie okrążać odziedziczony po LEP-ie tunel o długości dwudziestu siedmiu kilometrów 11.000 razy na sekundę. Tory cząstek zakrzywiają schłodzone helem do 1,9 K (-271,05 °C) elektromagnesy, przez które płynie prąd elektryczny o natężeniu do 11,85 kA.

Wielki Zderzacz Hadronów ma wielką świetlność (liczbę cząstek w wiązce), dzięki czemu wzrasta prawdopodobieństwo obserwacji interesujących zderzeń. Cztery ogromne detektory (największe wysokości sześciopiętrowego budynku) przy LHC: ATLAS (A Toroidal LHC AparatuS), CMS (Compact Muon Solenoid), ALICE (A Large Ion Collider Experiment), LHCb (Large Hadron Collider beauty).

Fizycy mieli nadzieję, że podczas eksperymentów na LHC zostaną zaobserwowane bozony Higgsa. Potwierdziły się one w 2012 roku.

Przy okazji wydawało się, że udało się przekroczyć prędkość światła – niestety okazało się, że to był jedynie błąd pomiarowy.

Czym grozi – według stronników STD – uruchomienie LHC?

  • Straszak 1to pole magnetyczne. LHC ma co najmniej jeden magnes 100.000-krotnie silniejszy od ziemskiego pola magnetycznego.

To akurat nie ma większego znaczenia, co najwyżej będzie z niego trzeci Biegun Magnetyczny Ziemi. Autorzy tego zastrzeżenia nie biorą pod uwagę faktu, że pole to pulsuje i że w sumie będzie to jedynie lokalna, bo ograniczona do LHC – a nie globalna – zmiana pola magnetycznego Ziemi. Tego bym się najmniej obawiał.

  • Straszak 2temperatura niemal Zera Absolutnego.

Problem polega na tym, że niemal. Właśnie! Bo naprawdę wynosi ona 1,7 K, a Zero Absolutne – czyli -273,16°C jest nieosiągalne, podobnie jak prędkość światła dla ciała materialnego. Teoretycznie możliwa jest temperatura poniżej 0 K, ale to jest tylko na papierze, i jak dotąd nikomu się jej osiągnąć nie udało – podobnie jak Zero Absolutne. Więc nie ma się czego bać.

  • Straszak 3osiągnięcie przez LHC 0,8 – 1,0 mln zderzeń protonów na sekundę. Szczególnie groźne mają być rezultaty tych zderzeń.

Fakt. To, co tam będzie zrobione jest prawdziwym NIEZNANYM. I tego właśnie nie wiemy. Stronnicy STD widzą w tym zagrożenie utworzenia się ze zderzających się ze sobą protonów miniaturowej czarnej dziury, która zacznie pochłaniać materię – czyli Ziemię – w coraz większym tempie by następnie pochłonąć ją całkowicie. W Kosmosie proces ten jest domeną wielkich gwiazd o masie 20-150 mas Słońca i ponoć stanowi finalny produkt ewolucji materii w Universum.

Poza tym czarna dziura jest jedynym obiektem o zerowej temperaturze, bowiem nie emituje ona żadnego promieniowania jak termodynamiczne ciało doskonale czarne. Do powstania czarnej dziury potrzebna jest wielka masa w małej objętości. To pozwala na ściśnięcie materii przez siłę grawitacji tak, że nawet światło nie jest w stanie opuścić takiego tworu, bo przeszkadza mu w tym właśnie grawitacja. Nie wydaje się, by nawet miliardy protonów zderzonych ze sobą z prędkościami relatywistycznymi było w stanie wytworzyć czarną dziurę, nawet taką miniaturową…

  • Straszak 4generowane sztucznie pole grawitacyjne.

Cząstki rozpędzane w akceleratorach do prędkości relatywistycznych powinny – wskutek zjawisk przewidzianych przez Szczególną Teorię Względności – generować masę ze względu na dostarczanie im coraz większych ilości energii w czasie ich rozpędzania do prędkości bliskich prędkości światła. To wynika z einsteinowskiego wzoru – E = mc².  Zwiększająca się masa pędzących cząstek powodowałaby zwiększenie siły grawitacji. Zwolennicy STD twierdzą, że przy rozpędzeniu cząstek do prędkości przyświetlnych ich masa utworzyłaby własne pole grawitacyjne, które dodałoby się do pola grawitacyjnego Ziemi tworząc coś w rodzaju księżycowego maskonu, a co z kolei mogłoby doprowadzić do katastrofy.

  • Straszak 5uzyskanie broni ukierunkowanych fal grawitacyjnych.

Stronnicy STD obawiają się ponadto, że doświadczenia w CERN prowadzą do stworzenia broni ukierunkowanych fal grawitacyjnych – coś w rodzaju broni grawitacyjnej opisanej przez Siergieja Sniegowa w powieści „Dalekie szlaki” w 1966 roku (polskie wydanie w 1972 roku).

  • Straszak 6uzyskanie antygrawitacji i jej katastrofalne efekty.

Istnieją obawy, że do jeszcze gorszej katastrofy dojdzie przy rozpędzaniu antycząstek, bo wtedy mogłoby dojść do stworzenia ujemnego maskonu, negamaskonu, i lokalnego zmniejszenia siły ziemskiego pola grawitacyjnego, czy nawet jego zniesienia. Opisał to Stanisław Lem w powieści „Astronauci” już w 1951 roku.

  • Straszak 7uzyskanie broni D.

Poza tym ludzie obawiają się tego, o czym pisał Dan Brown w powieści „Anioły i demony”– produkcji antymaterii na skalę przemysłową, a co pozwalałoby na stworzenie broni D – dezintegracyjnej o gigantycznej mocy i sile rażenia, przede wszystkim falą uderzeniową wybuchu i błyskiem promieniowania gamma. Nie muszę specjalnie dodawać, że broń D byłaby bronią ultymatywną, jak bronie opisane w staroindyjskich eposach… – a historia powtarza się tyle razy, ile tylko może! Polecam Czytelnikom opowiadanie hipotetyczne Daniela Laskowskiego pt. „Dziwne dni”, na stronie – http://wszechocean.blogspot.com/2014/11/dziwne-dni-1.html, w którym opisuje on właśnie działanie takiej broni w rzeczywistości Ery Hyboryjskiej po katastrofie Atlantydy…

  • Straszak 8uzyskanie broni cząstek o wysokiej energii.

Marzenie prezydenta Ronalda Reagana i jego jastrzębi z Pentagonu oraz wszelkich pomyleńców marzących o wojnach w Kosmosie. Broń ta miałaby być użyta przeciwko wrogim ICBM i statkom kosmicznym/sztucznym satelitom Ziemi/pojazdom podorbitalnym lecącym na Stany Zjednoczone. Jej działanie opisał dokładnie prof. dr hab. inż. Zbigniew Schneigert w swych pracach na temat wojny w Kosmosie: „Broń i strategia nuklearna” (Warszawa 1983), „Zagrożenie z Kosmosu” (Warszawa 1987), które to prace polecam Czytelnikom, bo niczego nie straciły na swej aktualności.

Lecące ICBM, sztuczne satelity i pojazdy kosmiczne miały być atakowane przez strumienie cząstek (p+, p, cząstki i antycząstki α czyli 4He) przyspieszonych do prędkości relatywistycznych, które literalnie rozwalałyby je swą energią kinetyczną lub wchodziły w reakcję anihilacji. Podobnie można by było niszczyć cele na Ziemi z wysokości orbity. Marzenie każdego dyktatora i idioty śniącego o władzy nad światem. I to jest właśnie najbardziej realne zagrożenie!

Reasumując – jest się czego bać. Niestety nie jestem idealistą i nie wierzę w to, że te badania nie zostaną przejęte przez wojsko, marzące o stworzeniu kolejnej generacji BMR i broni kosmicznych i kosmicznego bazowania. Takich cudów we współczesnym świecie nie ma. Jesteśmy znowu na progu konfrontacji i sytuacja jest jeszcze gorsza, niż w latach 80. XX wieku, kiedy to Ameryka straszyła nas gwiezdnymi wojnami.

Jest oczywistym, że znów wojna światowa jest bardzo potrzebna obu supermocarstwom, a Polska na niej wyjdzie, jak zawsze – jak Zabłocki na mydle albo Stańczyk na grzybach…

Robert K. Leśniakiewicz

Zob. także – http://humansarefree.com/2015/04/harnessing-black-holes-large-hadron.html

Europa w obliczu potopu

Istnieją tematy, które wprawiają mnie w zdumienie i irytację. Jednym z nich jest arogancja USA, które ustami wysokiego urzędnika państwowego oskarża nas o współudział w Holokauście. Nasze władze domagają się przeprosin, co uważam za słuszne, ale z drugiej strony jestem pewien, że słowo „przepraszam” nie padnie. Ameryka nigdy nie przeprasza, a już szczególnie jakieś śmieszne kraiki w Europie Środkowej, który spokojnie można sprzedać Rosji po raz któryś dla świętego spokoju i rozwoju własnego biznesu… Oczywiście trzeba głośno mówić o tym na forum międzynarodowym, ale nie ma co liczyć na przeprosiny. Polska dla Ameryki była, jest i będzie pionkiem na szachownicy. Pionkiem, który można przestawiać, zbijać i podstawiać pod bicie. Kiedy wreszcie dotrze to do naszych politykierów z PO, PiS i PSL, którzy wchodzą Amerykanom sami-wiecie-gdzie bez mydła i wazeliny?

Druga szczególnie wkurzająca i niepokojąca sprawa ma miejsce na Morzu Śródziemnym. Chodzi o zalew południa Europy przez nielegalnych emigrantów z krajów północnej Afryki. I znów winą za to obarczam UE i USA, które w swej głupocie i niezrozumieniu realiów rozpaliły ogień islamskiej rewolucji we wszystkich krajach regionu. Zamordowanie Kadafiego, obalenie prezydenta w Egipcie i Tunezji, krwawa awantura w Syrii – wszystko to otworzyło drogę do Europy wojującemu islamowi, czego skutkiem może być i będzie kolejna wojna światowa pomiędzy chrześcijaństwem a islamem. To nie Rosja stanowi zagrożenie – jak usiłuje nam to wmówić amerykańsko-polska propaganda wojennych jastrzębi znad Potomacu i Wisły – ale właśnie islamska V Kolumna, która wszelkimi możliwymi drogami wciska się do Europy. Rosja jaka jest taka jest, ale jest chrześcijańska. Przybysze z Afryki Pn. to przede wszystkim islamiści. Ilu wśród nich jest terrorystów, to jeden Allach wie.

Dlaczego tak? Ano dlatego, że ci ludzie są islamistami i nie ma opcji, by zmieszali się i zasymilowali (podobnie jak ortodoksyjni Żydzi) z Europejczykami. W Europie zamyka się kościoły i otwiera meczety. Nie ma w tym niczego dziwnego – chrześcijaństwo – a szczególnie katolicyzm – nie ma ludziom niczego do zaoferowania, poza drętwą paplaniną o aborcji, eutanazji, materializmie, hedonizmie, konsumpcjonizmie i relatywizmie moralnym. Poza tym istnieje silna tendencja do upolitycznienia działań Kościoła, który nie chce stracić swych wpływów i przede wszystkim – finansów. Doszło do tego, że postrzega się go jako przedsiębiorstwo bez żadnej odpowiedzialności. Ludzie mający tego serdecznie dosyć po prostu odchodzą od Kościoła i idą w różne inne religie, sekty lub ateizm i jest ich coraz więcej. Jak tak dalej pójdzie, to rzeczywiście spełni się ponura (dla kleru i związanych z nim politykierów) przepowiednia o religio depopulata – pustym Kościele…

Problem ten szczególnie w naszym kraju nasilił się od roku 1990, kiedy to granice Polski stawały się coraz bardziej otwarte. Doprowadziło to do dwóch bardzo niebezpiecznych zjawisk: zalewu polskiego rynku tanimi towarami o gorszej jakości z krajów b. ZSRR i Chin, co wraz z „reformami” polskiej gospodarki wbiło nóż w plecy polskiemu przemysłowi lekkiemu produkującemu rzeczy droższe, ale jakościowo lepsze i trwalsze oraz napływu imigrantów – głównie ze Wschodu i Południa. Jako oficer WOP a potem funkcjonariusz SG dostrzegałem zagrożenie i zrobiłem to, co powinienem – ostrzegałem moich przełożonych o narastającym problemie – pisałem notatki służbowe i analizy na ten właśnie temat. Niestety – sprawa rozbiła się o MSZ, którym kierował wtedy Skubiszewski za rządów koalicji UW-AWS. Okazało się, że jego veto było w stanie powstrzymać Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Handlu, MSW i MON.  Rządy te nie widziały i nie chciały widzieć zagrożeń transgranicznych, w rezultacie czego w Polsce na dobre zagnieździły się różnego rodzaju mafie i grupy przestępcze. Próbkę tego, co potrafili ich członkowie mieliśmy w Magdalence pod Warszawą, w nocy 5/6.III.2003 roku, gdzie dwóch przestępców trzymało w szachu pluton specjalny AT! Ktoś by powiedział, że to zbrodnicza lekkomyślność i niekompetencja. Nie, to było celowe działanie w ramach rozkradania i rozmontowywania Polski i jej gospodarki.

Obecnie Polska będzie musiała w ramach UE wziąć do siebie uchodźców z Afryki Północnej. Oczywiście jest to żadne rozwiązanie problemu, bo z tymi ludźmi trzeba będzie coś zrobić, tylko co? Czy ten rząd ma na to jakiś pomysł, poza umieszczaniem ich w ośrodkach azylanckich? – bardzo w to wątpię. Ten rząd nie potrafi nawet zapewnić polskiej młodzieży pracy w kraju a ludziom godnej egzystencji, a co dopiero jakimś Murzynom i Arabom? Skąd na to weźmie kasę? – pewnie znów okradnie emerytów, rencistów i inwalidów, jak zwykle…

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Otóż jak napisałem, mamy eksport V Kolumny islamu do Europy. Wydaje się, że przybliża się dzień, w którym może dojść do czegoś takiego, co opisał Nostradamus w Centurii V,73:

Bóg sam będzie prześladował Kościół

Święte kościoły będą splądrowane

Dziecko zostawi matce tylko koszulę.

Wówczas Arabowie sprzymierzą się z Polakami.

Ktoś powie, że to niemożliwe. A ja twierdzę, że jest możliwe i to całkiem. Jeszcze trochę głupich, niekompetentnych, chciwych, złodziejskich rządów, jeszcze trochę nienawistnie-antypolskiej propagandy uprawianej przez Amerykanów i tameczne żydostwo. Jeszcze trochę poniewierania Polską na arenie międzynarodowej, upokorzeń i zniewag, a Polacy wreszcie się ockną i powiedzą, że mają tego dosyć. I sprzymierzą się z naturalnymi wrogami USA. Dr Leszek Szuman w swej książce „Tajemnice astrologii” (Warszawa 1992) komentując powyższy czterowiersz napisał, że są to wydarzenia z przyszłości, i że ich data jest niemożliwa dziś do określenia. Obawiam się, że ten czas właśnie nadchodzi…

Tenże Leszek Szuman podaje także wizje III Wojny Światowej. Jego książka, którą tu powołuję, pisana była na przełomie lat 70/80. XX wieku, kiedy skończyła się polityka deténte lat 70., i zaczął się kolejny – kosmiczny już – etap wyścigu zbrojeń w ramach Zimnej Wojny. Patrząc na to, co się dzieje dookoła, dochodzę do wniosku, że paradoksalnie tamte czasy były o wiele bezpieczniejsze dla świata!

Dr Szuman podaje kilka przepowiedni dotyczących III Wojny Światowej, która ma być najkrótszą, ale zarazem najokrutniejszą z wojen. Najbardziej wyrazistą jest przepowiednia Aloisa Irlmayera z Freilassing, Austria. Przewiduje on, że wojna zacznie się od zabójstwa jakiejś znaczącej postaci na Bałkanach lub Bliskim Wschodzie. Walki potrwają trzy dni lub trzy tygodnie i zostanie w ich trakcie użyta broń masowego rażenia. Doprowadzi to do jakiejś katastrofy ekologicznej. I teraz najciekawsze: nad Renem pojawi się Półksiężyc (Arabowie, wyznawcy islamu). Papież z Rzymu ucieknie w kierunku południowo-wschodnim (do Grecji???) lub za wielką wodę (USA???). Miasto, gdzie stopi żelazna wieża spalą jego obywatele. Wszędzie zamieszki i rewolucje. W morzu pojawia się dziury, a fala zwrotna (tsunami???) zatopi wyspy i oderwie je od lądu. Trzy miasta znikną pod wodą. Jedno na północy, jedno na południu a trzecie na zachodzie. Na Wschodzie straszne walki – czerwone i żółte masy wojsk na ulicach.

A co najciekawsze: inwazja islamu zacznie się na południu Włoch, gdzie Arabowie przeprowadzą desant na małych statkach i barkach. I to chyba właśnie ma miejsce.

Wizjonerzy nie potrafią podać daty wybuchu III Wojny Światowej – widzą jedynie cyfry, które wystąpią w jej dacie: 7 i 8 – 8 – 9. Najintensywniejsze działania mają mieć miejsce w Niemczech i Austrii, a także na wybrzeżach Francji i Hiszpanii. Wojna ta zbiega się również z jakąś straszliwą katastrofą, która ma być albo jej powodem albo jej następstwem.

Czy tak będzie – tego nie wiem. Wiele przepowiedni – mimo dokładnego umiejscowienia ich w Czasie – się nie sprawdziło. Być może te ponure przepowiednie także się nie sprawdzą, ale… – graviora manet, więc trzeba być na baczności – wszak najgorsze zawsze przed nami.

Robert K. Leśniakiewicz

Kwiecień przeplótł…

Znane przysłowie mówi: „Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata”. W tym roku spełniło się ono dokładnie, co do joty! Po zimnych i paskudnych Świętach Wielkanocnych, kiedy to od 2. do 7.IV temperatury spadały do -2,2°C, codziennie padał śnieg lub śnieg z deszczem – a napadało go 9,88 l/m² – zaś temperatura dnia nie sięgnęła wyżej, niż +6,7°C.

Potem pogoda się poprawiła i było prawie letnio: temperatury minimalne były już na plusie, zaś maksymalne podskoczyły do +21,4°C – co odnotowałem w dniu 16.IV. Ludzie pozbyli się zimowych ciuchów, młodzież zaczęła się rozbierać do figury. Dzieciaki kopały piłkę w strojach sportowych, a spacerowicze chodzili już w T-shirtach i szortach. I wydawało się, że wiosna już będzie radosna, ale Pani Aura chciała inaczej i…

… i w dniu 17.IV nastąpiło załamanie pogody i temperatura maksymalna spadła do +9,7°C, a wiatr z SW wykręcił się na NW i N-NW. Ludzie na powrót włożyli ciepłe kurtki i swetry. Z ciemnych, ciężkich chmur znów sypnęło śniegiem, zaś temperatura minimalna na szczęście wciąż trzymała się powyżej zera (co ocaliło kwiaty) i w niedzielę, 19.IV rano mieliśmy jeszcze +0,9°C. W czasie tylko dwóch dni spało nam 7,28 l/m² wody w postaci śniegu. W górach śnieg znajduje się aktualnie od wysokości 600 m n.p.m. A zatem kwiecień przeplótł i to dość dokładnie!

Co się stało? Ano stało się to, co zwykle – na północy aktywne niże, na południu nieruchawe wyże, które współpracując ze sobą zesłały nad nasz kraj lodowate podmuchy z Arktyki. Ale nic to, bo wiosna mimo wszystko nadchodzi. Dnia 16.IV odnotowałem przelot bociana nad Suchą Beskidzką, zaś 18.IV Pan Bednarz zasygnalizował przelot pary bocianów nad Jordanowem. Kwitną niemal wszystkie wiosenne kwiaty i pszczoły oraz inne owady mają już pożywienie. A my czekamy na pierwsze smardze i inne wiosenne grzyby – jeżeli temperatury nocne się podniosą, to spodziewam się ich na przełomie kwietnia i maja…

Zdjęcia –  http://grzybypl.blogspot.com/2015/04/kwiecien-przeplot.html

Robert K. Leśniakiewicz