Miesiąc: Styczeń 2015

70 lat temu: wyzwolenie Jordanowa

W dniu 30 stycznia 2015 roku, w MOK Jordanów odbyła się kolejna prelekcja z cyklu Jordanowskie Spotkania z Historią, Pana Stanisława Bednarza pt. „Walki w styczniu 1945 w okolicy Jordanowa”. Poza miłośnikami historii Jordanowa, prelekcję uświetniła także swą obecnością Pani Burmistrz naszego Miasta.

Prelekcja była bardzo ciekawa – jak zresztą wszystkie prelekcje tego autora – bo rzucała nowe światło na ten epizod historii II Wojny Światowej. Przede wszystkim skupiono się nie na samym fakcie wkroczenia wojsk radzieckich do miasta, ale na to w jaki sposób do tego doszło i jakie toczyły się działania w trzeciej dekadzie stycznia 1945 roku na kierunku marszu Armii Czerwonej na zachód.

Prelegent zwrócił szczególną uwagę na siły radzieckie i niemieckie biorące udział w walkach w naszym rejonie Małopolski. Omówił ich uzbrojenie i wyposażenie, szczególną uwagę poświęcając broni lotniczej i pancernej obu walczących stron. Mówił on także o postawie, motywacji i morale obu walczących stron.

Bardzo ciekawa była również jego prezentacja, w której na mapach rozrysowano poszczególne fazy starć poprzedzających wyzwolenie naszego miasta, a także zdjęcia dowódców, broni, sprzętu oraz terenu, na których toczyły się te boje.

Omówiono także niektóre taktyczne i operacyjne aspekty walk o powiat suski – szczególnie w rejonie Makowa Podhalańskiego i Grzechyni, gdzie Niemcy zaciekle bronili dzisiejszej DK28, która była dla nich strategicznie ważną drogą umożliwiająca transfer wojsk i zaopatrzenia. Ataki na nią kosztowały życie wielu żołnierzy radzieckich – mówi się o 600-700, którzy oddali swe życie właśnie w tych zmaganiach. Wspomniano także o polskich ofiarach tych walk, ludziach, którzy zginęli od wybuchów pocisków artyleryjskich czy przypadkowych postrzałach.

Poza tym prelegent odniósł się do tytułowania Niemców i Austriaków, którzy brali udział w napadzie i okupacji naszego kraju jakimiś  „nazistami”, co tak naprawdę rozmydla prawdę historyczną. Nie ma żadnych „nazistów” – byli to Niemcy, Austriacy i wyznawcy ideologii Hitlera z krajów bałtyckich, Słowacji, Węgier, Rumunii, Francji, Beneluksu i – o czym teraz chce się zapomnieć – z Ukrainy. Na szczęście u nas, w Jordanowie ich nie było.

Takim samym kłamstwem są legendy rozpowszechniane przez IPN o tym, że żołnierze radzieccy gwałcili polskie kobiety. Nie stwierdzono u nas ANI JEDNEGO tego rodzaju faktu. Zresztą z opowiadań mojej Matki wiem, że dowództwo radzieckie karało tego rodzaju przypadki bardzo surowo – kulą w łeb. Inaczej po prostu nie utrzymałoby dyscypliny…

Ze swej strony dodam tylko, że Armia Czerwona karała śmiercią wszelkiego rodzaju kolaborantów, zdrajców i folksdojczów – bo to im się należało i nie ma się nad nimi co zapłakiwać. Podobnie jak nie ma się co zapłakiwać nad Niemcami, którzy uciekali przed Armią Czerwoną. Bali się zemsty ze strony Rosjan i Polaków za swe zbrodnie, aczkolwiek obecnie niektórzy autorzy (Wołoszański, Szarski) usiłują zrobić z Niemców męczenników i niewinne ofiary rosyjskich prześladowań. Gdyby Niemcy nie napadali na Polskę, ZSRR i inne kraje, gdyby nie dokonywali eksterminacji całych narodów, to nie mieliby się czego bać. Uciekając przyznawali się do winy, którą ponosili ich synowie walczący na froncie, katujący ludzi w obozach zagłady i obozach pracy, w katowniach SD i Gestapo. Nie zapominajmy o tym i nie dajmy się zwieść niemieckiej i żydowskiej propagandzie pragnącej zwalić na Polaków winę za wybuch II Wojny Światowej i Holokaust.

O wyzwoleniu Jordanowa opublikowałem krótki artykuł na łamach rosyjskiego tygodnika „Tajny XX wieku” (Sekrety XX wieku), gdzie w numerze 30 z 2013 roku na stronach 8 i 9 zamieszczono materiał pt. „Oswobożdienie Jordanowa” w przekładzie na rosyjski, który zawdzięczam uprzejmości Pana Wadima Ilina z Sankt Petersburga, za co Mu tutaj serdecznie dziękuję.

W sumie, prelekcja była bardzo ciekawa i mam nadzieję, że w tym roku będą równie ciekawe, jak w latach poprzednich.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2015/01/70-lat-temu-wyzwolenie-jordanowa.html

Robert K. Leśniakiewicz

Reklamy

Superniskie ciśnienie i lekkie śnieżenie

Tak ogromnego spadku ciśnienia nie było od dawna, a na pewno od czasu, jak od 1994 roku prowadzę regularne obserwacje pogodowe. Zaczęło się od dnia 28.I, kiedy to ciśnienie zaczęło szybko spadać, by 29.I osiągnąć rankiem poziom 984 hPa przy temperaturze -1,4°C. Następnego dnia rano było już 970 hPa przy zmiennym zachmurzeniu i słabym wietrze z południa. Temperatura w tym czasie wyniosła -1,7°C, a w najcieplejszym punkcie dnia podniosła się aż do +5,4°C i zaczęło się topnienie śniegu. W nocy 29/30 i 30/31.I miał miejsce dramatyczny spadek ciśnienia, który wyglądał tak:

 

30.I.2015 r.

 

03:50 – 972 hPa

04:15 – 970 hPa

06:00 – 969 hPa

07:00 – 968 hPa

08:00 – 968 hPa

09:00 – 967 hPa

10:00 – 967 hPa

11:00 – 966 hPa

12:10 – 965 hPa

13:00 – 963 hPa

14:00 – 963 hPa

16:00 – 962 hPa

17:00 – 961 hPa (rekord!!!)

21:00 – 961 hPa

31.I.2015 r.

01:00 – 962 hPa

04:00 – 963 hPa

06:00 – 964 hPa

07:00 – 965 hPa

08:00 – 965 hPa

Na tym obserwacje zakończono.

Przypominam, że norma wynosi 1013 hPa = 1 atm. = 15 PSI. A zatem jak widać, został ustanowiony kolejny rekord spadku ciśnienia atmosferycznego dla naszego miasta i kraju, bowiem ogromny niż wisi niemal nad całym kontynentem. Jednak jego przesunięcie na wschód niewiele daje, bowiem znad wciąż ciepłego Atlantyku nasuwają się na Europę kolejne niże…

Poza tym w nocy przy temperaturze -1,8°C spadło 10-15 cm świeżego śniegu i nasze otoczenie po prostu… wypiękniało, co widać na poniższych zdjęciach, tak więc mamy wreszcie trochę ładnej zimy – jak w wierszu Puszkina:

* * *

Zima. Co robić na wsi? Widzę, jak służący

niesie nam rano szklanki herbaty gorącej.

Rzucam pytanie: Ciepło? Czy zamieć na dworze?

Śnieg prószy czy też ustał? I czy lepiej może

zmienić łóżko na siodło, czy też do obiadu

przeglądać raczej stosy starych pism sąsiada.

Prószy Zatem wstajemy i zaraz na konie

i wczesnym rankiem dalej kłusować przez błonie;

harapy długie w ręku, psy biegną za nami,

patrzymy na śnieg biały pilnymi oczami;

kręcimy się, kluczymy, aż późną już porą,

poszczuwszy dwa zające, wracamy do dworu.

Tu dopiero wesoło ! Już wieczór: wiatr wyje,

świeca ciemno się pali, serce gorycz pije;

wolno, kroplę po kropli, jad nudy połykam.

Chcę czytać, lecz na próżno oczy w kartki wtykam,

myśli moje daleko… A więc książkę chowam,

biorę pióro i gwałtem pragnę wyrwać słowa

u muzy, która drzemie — cóż na to poradzę.

Dźwięk się z dźwiękiem nie łączy… Tracę wszelką władzę

nad rymem, nad pokornym zwykle moim sługą:

wiersz pochmurny się wlecze powoli i długo.

Zmęczony nakazuję lutni swojej ciszę

i idę do salonu; tam rozmowy słyszę

O bliskich już wyborach, cukrowni i płodach.

Gospodyni się chmurzy, właśnie jak pogoda

i zręcznie stalowymi drutami porusza

albo nas do słuchania wróżb karcianych zmusza.

Ach, nuda. Tak samotnie dni za dniami płyną!

Lecz jeśli do wsi smutnej wieczorną godziną,

gdy w kącie od warcabów nie odrywam oczu

przyjedzie nagle z dala w bryczce albo w koczu

rodzina: stara babcia a z nią dwie panienki

(dwie siostry-blondyneczki, smukłe jak sosenki),

jak ożywia się wówczas to głuche pustkowie!

J a k treść przenika życie, ach, któż to wypowie!

Zrazu z boku nieśmiałe uważne spojrzenia,

a potem słówek kilka niby od niechcenia,

a potem zgodna radość, pieśni i swawola

i walce ożywione, i szepty przy stole,

i spojrzenia omdlałe, i śmiech w słów zamęcie,

i umyślne spotkania na schodów zakręcie;

i panna na ganeczek o zmierzchu wypada,

otwarta szyja, piersi i wiatr twarz jej smaga !

Ale róży rosyjskiej zła zamieć nie z warzy.

J a k na szczypiącym mrozie pocałunek parzy !

Jak w pyle śnieżnym świeże jest rosyjskie dziewczę!…

ALEKSANDER PUSZKIN (1829)

spolszczył K. A. Jaworski

Zdjęcia: http://grzybypl.blogspot.com/2015/01/superniskie-cisnienie-i-lekkie-sniezenie.html

Robert K. Leśniakiewicz

Znów dmuchnęło zimą

Pani Zima powróciła znowu po kilkunastodniowej „odwildze”. W dniu 22.I temperatura nocna spadła do -1°C, w powietrzu pokazały się pierwsze śnieżynki. Potem było wszystko, co możliwe, poza gradem: deszcz, deszcz ze śniegiem, śnieżna krupa, śnieg z deszczem i wreszcie śnieg. Apogeum tej śnieżycy miało miejsce w dniu 25.I, kiedy to spadło 12-15 cm świeżego puchu, a temperatura spadła do -3,2°C.

Niemal przez cały czas mieliśmy grubą pokrywę chmur, która przerwała się w nocy 26/27.I i dzięki temu temperatura spadła do -6,1°C. W tym samym czasie śnieg spadł także w Algierii i Iranie, a także aż w Omanie!

Ciekawie zachowywało się pole baryczne. Ciśnienie było niskie i spadało w tempie 2-3 hPa/h do wartości 997 hPa, co jeszcze nie stanowi rekordu, bowiem wraz z Panem Bednarzem obawiałem się, że będzie jeszcze niższe i że dzięki temu dojdzie do silnych wiatrów. Na szczęście do tego nie doszło i wiatr z NW wykręcił się na S, co zapowiada kolejną odwilż, albo łagodną zimę z temperaturami „przez zero”. Aktualnie mamy już +1,7°C i wiatr z S-SW.

Foty – http://grzybypl.blogspot.com/2015/01/znow-dmuchneo-zima.html

Robert K. Leśniakiewicz

Koniec wielkiego siarkowca

Kilka dni temu wreszcie odpadł od czereśni przy ul. Mickiewicza wielki okaz żółciaka siarkowego (Laetiporus sulphureus) – o którym pisałem kilka miesięcy wcześniej na stronie http://grzybypl.blogspot.com/2014/08/zociak-siarkowy-i-tegoskory.html, a którego wzrost obserwowałem od początku, czyli od 20.VIII.2014 roku.

Wielka huba spadła z wysokości 2,5 m i rozbiła się na kilka fragmentów – na czereśni pozostała blizna. Jej masę oceniam na jakieś 6-7 kg, przy czym trzeba uwzględnić duże nasycenie wodą, które spowodowało jej oderwanie się od drzewa.

Mam nadzieję, że żółciak w tym roku znów pokaże się na tym drzewie.

Foto – http://grzybypl.blogspot.com/2015/01/koniec-wielkiego-siarkowca.html

Robert K. Leśniakiewicz

W przeczuciu III Wojny Światowej

Jako, że wszyscy jesteśmy ciekawi Przyszłości, polecam uwadze Czytelnika przekład artykułu na temat możliwości wybuchu III Wojny Światowej, jako że czasy są niepewne, a politycy nieodpowiedzialni i wszystko może się zdarzyć…

Marina Chwyłja

Niektórzy pątnicy po przybyciu do Jerozolimy zaczynają się zachowywać jak święci albo prorocy lub natchnięci Bożą mocą. Na coś takiego jest nawet specjalny termin – syndrom jerozolimski.

Ludzkość wojuje ze sobą od wieków – o terytoria, żywność, zasoby naturalne…  Ale do XX wieku wojenne ambicje ograniczały się tylko do lokalnych konfliktów. I i II Wojna Światowa otworzyły puszkę Pandory. Zgodnie z postulatami ezoteryków, jeżeli coś powtarza się dwa razy to tworzy normę i powtórzy się po raz trzeci. Stosy I i II Wojny Światowej rozpaliły się w Europie, a pożar Trzeciej – według astrologów i proroków wszystkich czasów – zapłonie na Wschodzie.

Dożyjemy do roku 2027

Interpretatorzy tekstów średniowiecznego (już renesansowego, bowiem Renesans we Francji zaczął się pod koniec XV wieku – przyp. tłum.) francuskiego astrologa Michaela de Nostre Dame alias Nostradamusa (1503-1566) naliczyli w jego pracach co najmniej 12 proroctw dotyczących III Wojny Światowej. W jednym z nich ukazano nawet datę jej początku:

W siódmym miesiącu roku 1999

Z nieba zstąpi wielki książę zgrozy

Obali on wielkiego króla Angolmois

Ale przedtem i potem szczęśliwie będzie rządził Mars

Dopatrują się oni w tym dwóch przepowiedni: pierwsze trzy linijki mówią o0 jakimś wydarzeniu, na glebie którego na świecie pojawi się jakaś osoba obarczona wielką misją. Ostatnia linijka mówi natomiast o wojnie (Mars to planeta wojny), która się zacznie przed i skończy po tym wydarzeniu.

[Problem polega na tym, że to proroctwo zawarte w „Centuriach” jest różnie tłumaczone, co daje szerokie pole interpretatorom tych przepowiedni, i tak u Leszka Szumana w „Tajemnicach astrologii” czytamy:

W roku 1999 i w siódmym miesiącu

Nadleci z nieba straszny król

Opanuje kraj terrorem

Będzie szczęśliwie rządził przed i po wojnie

Centuria X,72

 

U sir Brinsleya Le Poer Trencha w „Operacja Ziemia” zaś brzmi to tak:

W roku 1999 i w siódmym miesiącu

Z nieba przybędzie potężny Król

Ponownie powstanie wielki Król Jacquerii

Przed nim i po nim będzie rządził Mars.

Jak widać rozbieżności są znaczne i można je sobie interpretować, jak tylko dusza zapragnie. Według tłumaczy „Centurii” istnieje aż 14 wersji tego czterowiersza! I jest w czym wybierać… – uwaga tłum.]

Z punktu widzenia chronologii, proroctwo to można by było nazwać chybionym, ale jeżeli obejrzymy się wstecz i wspomnimy rok 1999, to wszystko staje na swoim miejscu.

11 sierpnia miało miejsce pełne zaćmienie Słońca. W kalendarzu juliańskim, którym posługiwał się jasnowidz, data ta brzmi 28 lipca – czyli siódmego miesiąca. A kim zatem jest król Angolmois? Większość badaczy skupia się na francuskim mieście Angôuleme. Jednakże jest małe „ale”, bowiem jego nazwa brzmi Angôuleme w odróżnieniu od Anglomois u Nostradamusa.

W związku z tym powstała hipoteza, że słowo to jest anagramem (przestawianką sylab) i w takim przypadku rozszyfrowuje się ono bardzo prosto: kiedy wstawi się literę M z szóstej pozycji na pierwszą w wyrazie – otrzymujemy słowo MongoloisMongolski.

W czasach Nostradamusa Mongolią albo Wielką Tatarią zwano we Francji Wielkie Księstwo Moskiewskie, znajdujące się wtedy na skraju cywilizowanego świata, które niedawno uwolniło się od tatarsko-mongolskiego jarzma.

Co więc takiego miało miejsce w 1999 roku w Rosji? Na dwa dni przed zaćmieniem słońca, w dniu 9.VIII.1999 roku, stanowisko premiera objął Władimir Putin. To pasuje do tematyki wojny: dwie wojny czeczeńskie przed i po jego dojściu do władzy.

Tymczasem na arenie międzynarodowej miała miejsce operacja wojskowa NATO przeciwko Związkowej Republice Jugosławii, która trwała od 24.II do 10.VI.1999 roku. Być może to właśnie ona stała się iskrą, która zapaliła płomienie pożaru III Wojny Światowej.

[Trudno tej operacji nie nazwać konfliktem światowym, w który było zaangażowane 26 krajów z trzech kontynentów, na co już wskazywałem pisząc moja pracę „Projekt Tatry” w 2000 roku – uwaga tłum.]

Potem zapłonęły Irak, Libia i Syria…

Podobnie jak w Mezopotamii – dzisiejsze terytorium Iraku – Nostradamus prorokował straszne wydarzenia: Dwadzieścia i siedem lat będzie się dłużyć krwawa wojna.

Sądząc z tego wszystkiego, sami tego nie wiedząc, żyjemy już w toku działań Trzeciej Wojny Światowej, i jeżeli założyć, że jej korzenie tkwią w przełomie XX i XXI wieku, to wedle Nostradamusa nie zakończy się ona do 2027 roku.

Przepowiednie Grigorija Rasputina

Można różnie odnosić się do postaci Grigorija Rasputina (1869-1916), ale w jego przepowiedniach i proroctwach można znaleźć różne świadectwa o nadchodzącej III Wojnie Światowej:

Po drogach Europy popełzną trzy głodne żmije pozostawiające po sobie popiół i dym, mają one jeden dom – i to miecz, i znają tylko jedno prawo – przemoc. Ale przeciągnąwszy Ludzkość przez kurz i krew, one same zginą od miecza.

Dwie żmije już przepełzły po Europie: I i II Wojna Światowa. Gdzieś przyczaiła się i czeka na swój czas ta Trzecia – najbardziej podstępna.

Być może będzie to – według tegoż Rasputina – na ziemiach pomiędzy dwoma rzekami (znów Irak), albo w palmowym ogrodzie (Egipt, Arabia Saudyjska) lub tam, gdzie kwitną lilie (Francja – ma trzy złote lilie na białym tle w swoim średniowiecznym herbie).

[Jak dotąd wszystkie wymienione wyżej miejsca są punktami zapalnymi islamskiego terroryzmu – czego dowodzą ostatnie wypadki we Francji i Belgii oraz powstanie ISIS – terrorystycznego państwa islamskiego – uwaga tłum.]

I jeszcze jedna wizja:

Z Zachodu przybędzie krwiożerczy książę, który ujarzmi ludzi bogactwem, a ze Wschodu – drugi książę, który ujarzmi ludzi ubóstwem. I będą wojny jak letnie burze, powalające drzewa i rozorujące wsi. I będzie tak do tego czasu, póki się nie okaże, że słowo Boże jest jedno, jedyne, choć napisano je w wielu językach. I od tej pory będzie jeden stół, tak jak jednym będzie chleb.

Syria jeszcze nie padła…

Bułgarska jasnowidząca Wanga także prorokowała wojnę pomiędzy wszystkimi narodami, przepowiedziała Ludzkości długie i ciężkie czasy konfliktów religijnych, a szczególnie wrogości pomiędzy muzułmańskim Wschodem a chrześcijańskim Zachodem.

Według prorokini, wojna zacznie się od padnięcia Syrii, a potem rozleje się ona na terytorium Rosji i Zachodniej Europy.

[Wygląda więc na to, że sprawdzi się wizja bezpiecznej Polski, którą przedstawił o. Klimuszko w 1980 roku. Twierdził on, że Polska będzie bezpieczna przez kolejnych 50 lat, czyli gdzieś do roku 2030 i to w czasach, w których wokół niej będą szalały wojny i katastrofy żywiołowe – uwaga tłum.]

Rolę zbawcy świata, podobnie jak w czasie II Wojny Światowej przeznaczona jest dla Rosji. Po tym zwycięstwie stanie się ona Supermocarstwem i będzie kierowała nowym światowym porządkiem. Po zakończeniu wojny na Ziemi zapanuje nowa religia i rozpocznie się tysiące pokojowego rozwoju i odrodzenia duchowego.

Tutaj możemy zaobserwować zbieżność z przepowiedniami astrologa Siergieja Wrońskiego, które ukazały się jeszcze w końcu lat 90. ub. wieku na nieuchronność Trzeciej Wojny Światowej, której ogniskiem stanie się rejon Zatoki Perskiej.

[Podobnie rzecz się ma z przepowiedniami astrologów i przepowiadaczy przyszłości z Europy Zachodniej, którzy przewidują III Wojnę Światową jako konflikt z islamem w Azji i Europie Zachodniej, i powstaniem po niej nowego systemu religijnego i rozwoju duchowego – nowego porządku świata w kolejnej epoce zodiakalnej – Epoce Wodnika. Polecam polskiemu Czytelnikowi pracę dr Leszka Szumana – „Tajemnice astrologii” (d. „Astrologia i polityka”, Warszawa 1992)  – uwaga tłum.]

On uważał, że Saddam Husain rozsiał w całym świecie arabskim bakterie czerwonej dżumy, która spowoduje wybuch wojny. No, ale po III Wojnie Światowej nastąpi tysiącletni okres pokoju

Na progu wojny

Według prognoz Pawła Głoby, światowy kryzys ekonomiczny rozpoczęty w 2008 roku będzie trwał do 2020 roku. Ten okres będzie najcięższym w czasie ostatnich 70 lat, a skumulowane naprężenia i napięcia mogą zakończyć się tylko wojną, a w 2014 roku Ludzkość stanie na jej progu. Nastąpi podstawowa zmiana politycznej mapy świata i zasadnicza zmiana geopolitycznego rozkładu sił.

Najbardziej niepokoi astrologa przebywanie Uranu z znaku Barana, co prowokuje permanentne wojny na Wschodzie i arabskie rewolucje. One rozpoczną stopniowe przenoszenie się w kierunku Rosji i w najbliższych latach także do Azji Środkowej.

A co się tyczy daty rozpoczęcia III Wojny Światowej, to wg wersji Pawła Głoby, to albo ją już przeskoczyliśmy, albo od marca 2014 roku (właśnie ta data często ukazywała się astrologom) ona już nadchodzi.

W związku z tym, staje się interesującą przepowiednia jednego z pierwszych rosyjskich astrologów Wasyla Niemczina, przepowiadającego wojnę światową po tym, jak 44 rządzącym zaoceanicznym mocarstwem będzie „czarny człowiek”. I został nim Barack Obama.

Apokalipsa

Petersburski astrolog Siergiej Szestopałow uważa, że aktualnie istniejący świat zbliża się do swego końca. Od 2014 do 2016 roku Ludzkości przyjdzie żyć pod panowaniem Plutona otwierającego Apokalipsę. Ale wbrew powszechnemu poglądowi, nie oznacza on końca świata, ale kres starego i powstanie nowego świata

Z ludzkich oczu spadnie wreszcie kurtyna, i ludzie zobaczą wszystko w prawdziwym świetle. Narody przestaną wierzyć politykom (już nie wierzą – sic!) oszukaństwo i pazerność elit stanie się widoczna dla ludzi, i nikt nie będzie się na to godził.

Jednocześnie nastąpi przejście od piątej – aryjskiej, do szóstej rasy człowieka – teosam. Praktycznie wszyscy ludzie nowej rasy będą mieli możliwości paranormalne, takie jak prekognicja i jasnowidzenie.

[Takie PSI-właściwości posiadało wielu ludzi, ale zostali oni wytępieni lub znacznie przetrzebieni przez zbrodniczą działalność Świętej Inkwizycji w Średniowieczu i Odrodzeniu, tak więc właściwie będzie to powrót do korzeni, od których usiłowało odciąć Ludzkość chrześcijaństwo – uwaga tłum.]

Zmiany nastąpią także w obszarach moralności i etyki. Rasa aryjska odznaczała się skłonnościami do wojowania i złożonym stosunkiem do moralności. Dla pokojowych ze swej natury teosów ideały moralności będą świętymi.

Nowa era w historii Ludzkości zacznie się w 2017 roku. Ogromną rolę w tym odegrają naukowe odkrycia tanich i praktycznie niewyczerpanych źródeł energii. To pozwali wreszcie zlikwidować problem głodu, świeżej wody i cały szereg problemów (bytowych). Zmieni się życie Ludzkości.

[Początek Ery Wodnika według różnych astrologów zaczyna się – wg Wikipedii – od:

  • roku 1844 (David Williams),
  • początku ery industrialnej w XIX wieku (Marcia Moore, Mark Douglas),
  • przejęcia całkowitej kontroli nad planetą (Vera Reid),
  • ekspansji religii podobnej do tej ze Średniowiecza (Robert Zoller),
  • wykorzystania energii jądrowej w II połowie XX wieku (Neil Spencer),
  • powstanie nowych rewelacyjnych technologii i wynalazków (Louis MacNeice),
  • kluczowych punktów historii jak np. Rewolucja Francuska (1789) czy rewolucja obyczajowa lat 60. (Ray Grasse),
  • roku 3573 (Rudolf Steiner),
  • roku 1433 (Terry Mac Kinnel),
  • dnia 11.XI.1991 roku (Śri Singh Sahib Harbhajan Singh Khalsa Yogiji),
  • i wreszcie dnia 26.II.1890 (August Vandekerkhove).

Jak więc widać – rozrzut jest dość znaczny i obejmuje niemal 2000 lat – uwaga tłum.]

I jeszcze jedna wizja Siergieja Szestopałowa. Nie wolno mieszać Apokalipsy (z greckiego: objawianie, odkrywanie, ujawnianie) z Armagedonem (ostateczną wojną pomiędzy światłem a ciemnością, dobrem a złem). Armagedon zaczął się 31.X.1931 roku, zaś 5 grudnia tegoż roku w Moskwie wysadzono w powietrze Cerkwię Chrystusa Zbawiciela. II Wojna Światowa i obozy koncentracyjne stały się efektem wydarzeń zachodzących na cienkim planie. Główne i decydujące starcie wygrały siły światła w październiku 1949 roku. Po tym wszystkim wojen w skali globalnej być nie powinno. Możliwe są lokalne starcia, polowania na oddzielne „wilcze stada”.

Cała nadzieja w kosmicznych siłach?

W tym także kluczu dotyczącym Trzeciej Wojny Światowej, wypowiadała się także filozofka religii Elena Roerich. W jednym ze swych listów z 1950 roku, stwierdziła ona, że nie będą użyte bomby atomowe, bo oznaczałoby to koniec naszej planety. Jej zdaniem, od wojny światowej odwiodą Ludzkość wpływy kosmicznych sił. Rosja będzie chroniona i będzie krajem zwycięskim: tak jest zapowiedziane i nakreślone w gwiezdnych runach. I wszyscy ci, którzy podzielą jej zwycięstwo.

Być może jest i nadzieja, która pozostaje w puszce Pandory? Przecież zgodnie z starogreckim mitem, po wyjściu z niej wszystkich plag i biedy, puszka zamknęła się – i pozostała w niej tylko Nadzieja.

A na zakończenie powrócimy do tego, od czegośmy zaczęli – do proroctw Nostradamusa. Zainteresowanym jego twórczością dotyczącym Trzeciej Wojny Światowej polecam jeszcze jeden jego mistyczny czterowiersz, w którym on wykorzystując astrologiczną symbolikę wieszczy:

Kosa zjednoczy się ze stawem w Strzelcu

W jego najwyższym punkcie

Dżuma, głód i śmierć ze zbrojnych rąk,

Wiek zbliża się do swego odnowienia.

Udało się rozszyfrować to proroctwo. Sądząc z tego wszystkiego, chodzi tutaj o koniunkcję Saturna (atrybut: kosa, sierp) i Uranu (staw), w samym końcu konstelacji Strzelca. Taka sytuacja panowała w dniu 13.II.1988 roku, i nie powtórzy się w ciągu następnych 500 lat.

[Według innej interpretacji podanej przez dr Leszka Szumana w „Astrologii i polityce”, chodzi tutaj koniunkcję Saturna i Uranu w północnych sektorach Skorpiona i taka sytuacja będzie miała miejsce latem 2016 roku, co jednocześnie wyznacza początek Ery Wodnika – uwaga tłum.]

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 33/2014, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

Nocne Światło nad Beskidem Wyspowym

Kilka dni temu zaliczyłem ciekawą obserwację UFO w postaci Nocnego Światła. Ów obiekt poruszał się bardzo nisko nad horyzontem i wyglądał jak dość jasna gwiazda, a widoczny był nieopodal szczytu góry Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) w Beskidzie Wyspowym. A oto dane o tej obserwacji:

TYP INCYDENTU: NL

MIEJSCE: Jordanów –  49°38′57″N – 019°49′48″E

DATA: 16.I.2015 r.

CZAS: 17:40 CET/16:40 GMT

CZAS TRWANIA: ok. 5 minut

ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1

ŚWIADKOWIE: 1

ZDJĘCIA: nie było

PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: możliwy samolot lecący ze wschodu a potem na południe

Warunki pogodowe były następujące:

TEMPERATURA POWIETRZA: +1,4°C

WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 45%

WIATR: słaby wiatr halny z S-SW

CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 1001 hPa

ZACHMURZENIE: ¾ – 7/8 pokrycia nieba

WIDZIALNOŚĆ: dobra, w przerwach pomiędzy chmurami widoczne gwiazdy

Góra Luboń Wielki znajduje się na kierunku na wschód od Jordanowa. Obiekt przypominający świecącą białym kolorem gwiazdę ok. +2 mag., znajdował się początkowo na wysokości 3/4° na lewo i do góry od czerwonego światła ostrzegawczego dla samolotów umieszczonego na maszcie przekaźnika TV obok Schroniska PTTK. W czasie ok. 5 minut przemieścił się początkowo w lewą stronę, a następnie równie powoli poleciał w kierunku czerwonego markera i znikł, i nie wiem czy za chmurami czy znikł w ogóle.

Obserwacja ta jest o tyle ciekawa, że:

  1. W tej okolicy nie widuje się przelotów samolotów, a jeżeli nawet, to są to przeloty w kierunku z południa na północ i vice-versa.
  2. Obiekt ten był widoczny jako światło stałe, nie migające, w przypadku samolotu zawsze obserwuje się błyski stroboskopów;
  3. Nie mogła to być żadna gwiazda, bowiem na tej wysokości nad horyzontem gwiazd tak słabych się nie obserwuje, szczególnie przy takich warunkach pogodowych (zachmurzenie).
  4. Nie mogła to być ISS czy jakiś sztuczny satelita Ziemi, bowiem było już dwie godziny po zachodzie Słońca, zaś ISS nie leci z kierunku wschodniego na zachód, tylko odwrotnie.

Osobiście stawiam na jakiś samolot czy śmigłowiec, aczkolwiek w następnych dniach media nie podały żadnych informacji na temat prowadzonych akcji ratowniczych na terenie Beskidu Wyspowego. W każdym razie obserwację tą odnotowuję, jako obserwację NL.

Robert K. Leśniakiewicz

Jeszcze o epidemii Eboli

Ebola: Zemsta znieważonej Przyrody

Borys Szarow

W I Wojnie Światowej w czasie 4 lat zginęło 14.000.000 ludzi, i w tym czasie wkrótce po niej w czasie kilku miesięcy kolejnych 20.000.000 ludzi zmarło w czasie pandemii hiszpańskiej grypy (H1N1 – przyp. tłum.).

Ebola. Ten śmiertelnie niebezpieczny wirus został odkryty 40 lat temu. Wywołuje on gorączkę krwotoczną i jest letalny w 90%. Do dziś dnia nie znaleziono jego naturalnych źródeł, do dziś dnia nie są zrozumiałe mechanizmy jego przenoszenia się i przeznaczenie jego niektórych białek. Amerykańscy wirusolodzy badający wirus Ebola nazywają swych kolegów wyjeżdżających do Afryki do walki z chorobą Ebola Virus Disease – EVD, bezrozumnymi. Między innymi ten wybuch epidemii EVD grozi staniem się najbardziej niszczycielską plagą na Ziemi. Eksperci z WHO twierdzą, że ta gorączka krwotoczna wymyka się już spod jakiejkolwiek kontroli.

Narodził się, by zabijać

Czynnik chorobotwórczy gorączki krwotocznej Ebola należy do rodziny filowirusów, które porażają świnie, naczelne i człowieka. Wywołuje on krwawą biegunkę, która narusza równowagę elektrolitów w organizmie. We krwi pojawiają się zgęstki, które hamują jej obieg. Jest ich coraz więcej i są coraz większe, zatykają kapilary i przerywają dopływ krwi do narządów ciała.

Potem obumierają płaty mózgu i innych narządów a także skóry. Następują wylewy krwi pod skórę, która pokrywa się czerwonymi plamami. Ebola poraża wszystkie organy z wyjątkiem kości i mięśni. Zainfekowany człowiek literalnie rozpada się za życia, wydzielając krew ze wszystkich otworów ciała i w wewnętrznych krwotokach. Poza tym wirus wydziela substancje paraliżującą wytwarzanie przeciwciał.

Efektywnego leczenia i szczepionki przeciwko EVD jak dotąd nie ma, wprawdzie niektórych pacjentów udało się uratować za pomocą terapii zastępczej, walcząc z odwodnieniem organizmu przy pomocy wewnętrznych iniekcji. Okres inkubacji wynosi od 2 dni do 3 tygodni. Jest oczywistym, że Ebola przechodzi na człowieka od dzikich zwierząt, ale jak – do dziś dnia nie wiadomo.

Istnieje pięć różnych gatunków wirusa Ebola, które nazywają się od miejsca pierwszej odnotowanej epidemii: Ebola-Zair, Ebola z Wybrzeża Kości Słoniowej, Ebola-Sudan, Ebola-Bundiburgio (Uganda) i Ebola-Reston. Ta ostatnia nie jest niebezpieczna dla człowieka tylko dla małp. Krewnymi Eboli są wirusy gorączki krwotocznej Marburg i wirus Lloviu/LLOV. Pierwszy został odkryty w 1967 roku w czasie epidemii gorączki krwotocznej w małpiarni w niemieckim Marburgu, zaś drugi – mało zbadany – jest niebezpieczny dla nietoperzy.

(LLOV został po raz pierwszy wspomniany w literaturze fachowej dopiero w 2010 roku – uwaga tłum.)

Poza tym niczego o nich nie wiadomo poza tym, że Ebola jest idealną maszyną do zabijania. Wirusowi HIV powodującego AIDS potrzeba 10 lat by rozprawić się ze swą ofiarą i przez cały czas żyje na koszt swego nosiciela. Umiera ofiara – ginie i wirus. Ebola zabija w kilka dni i – w odróżnieniu od innych śmiercionośnych mikroorganizmów – wciąż zachowuje swe właściwości nawet po śmierci swej ofiary. Innymi słowy mówiąc, większość patogenów pasożytuje na swej ofierze, zabijając ją ubocznymi produktami swej życiowej działalności. Natomiast Ebola stara się zabić zainfekowany organizm jak najszybciej i najskuteczniej.

Uczeni ustalili, że wirus ten ma swe pochodzenie od odry, wścieklizny i im podobnych, ale w procesie ewolucji nabrał on samych niebezpiecznych właściwości.

(Podobnie rzecz się ma z bakterią dżumy – Yersinia pestis, która początkowo była nieszkodliwą dla ludzi, ale jakieś 20.000 lat temu naraz zmutowała i stała się plagą nękającą Ludzkość. Należałoby więc postawić pytanie, czy Ebola nie jest właśnie takim mutantem i czy ta mutacja nie powstała sztucznie, jak się to podejrzewa w przypadku dżumy – uwaga tłum.)

Zadziwiające jest to, że wirus Ebola w przeciwieństwie do dwóch tu wymienionych chorób, do dziś dnia nie wyruszył na „zdobywanie” świata. Choroba pojawia się dosłownie znikąd, zakaża ludzi na ograniczonym terytorium i bez śladu znika.

[Jak widać, jest to idealna broń B (biologiczna z triady ABC BMR) dywersyjnego zastosowania, idealna do rozsiewania jej w postaci aerozolu z samolotów (sławetne „chemtrails”!!!) czy nawet bezzałogowych dronów… – przyp. tłum.]

Pierwsze spotkanie

We wrześniu 1976 roku, na północy Zairu wybuchła zagadkowa epidemia. Praktycznie w tym samym czasie w 55 wioskach rozmieszczonych w lasach deszczowych regionu Bumba! Centrum zapowietrzonego rejonu stała się wioska, w którym była jedyna w okręgu misja medyczna. Pierwszego chorego dostarczono z dżungli już w stanie agonalnym. Potem infekcja zaczęła się rozprzestrzeniać po całym regionie, zaś pacjenci i personel medyczny wymarł dosłownie w całości.

Misję obsługiwali belgijscy lekarze i siostry – ludzie doskonale wykwalifikowani. Ale niczego nie mogli zrozumieć z tego, co się działo w tamtym miejscu. Jedną z zarażonych sióstr dostarczono do kliniki w Kinszasie. Tam ona zmarła powodując panikę wśród personelu. Naoczni świadkowie wspominali, że ściany namiotu były zbryzgane jej krwią, a jej ciało zamieniło się w galaretowatą masę.

Tymczasem z zapowietrzonego regionu Bumba poszły pogłoski o nowej, zagadkowej i strasznej infekcji. Stolicę Zairu ogarnęła panika: nieznana choroba w dwumilionowym megapolis, i w dodatku przy niskim poziomie afrykańskiej medycyny… Prezydent kraju Mobutu Sese Seko polecił wojsku otoczyć szpital w Kinszasie i cały region Bumba. A do każdego, kto chciał nielegalnie opuścić zapowietrzone strefy strzelano bez uprzedzenia i tak, żeby zabić.

Na miejsce tych wydarzeń udała się misja WHO, ale już nie było czego badać. Z regionem Bumba przerwała się nawet łączność radiowa. W niektórych ocalałych wioskach mieszkańcy nie wpuszczali nikogo obcego, a zakażonych ludzi po prostu palili. Kwarantanna dała rezultat: przybyli na miejsce medycy nie znaleźli żadnego chorego. W próbkach pobranych u nielicznych, co to przeżyli udało się wydzielić sprawcę. Wirusa nazwali Ebola – od nazwy rzeki, która przepływała przez region Bumba.

Wtedy też lekarze uznali, że wirus przerzuca się wraz z krwią i innymi płynami ustrojowymi ludzkiego organizmu, zaś epidemię spowodowało masowe użycie wielorazowych igieł bez sterylizacji. Mniej więcej w tym samym czasie podobny wybuch infekcji miał miejsce na terytorium Sudanu. Tam także znienacka epidemia wybuchła na ograniczonym rejonie. I równie nagle choroba znikła. Wprawdzie w Zairze umarło 9 na 10 chorych w rejonie ogarniętym epidemią, to w Sudanie mniej więcej 2/3 zakażonych. Lekarze sądzili, że mają do czynienia z innym patogenem, ale badania dały jednoznaczną odpowiedź: to była Ebola, ale w jakimś innym wariancie. Ale i w tym przypadku sposób emisji zakażeń pozostał zagadką.

Wydarzenia w małpiarni

W USA, nieopodal Waszyngtonu znajduje się miasteczko Reston. Tam znajduje się stacja kwarantanny dla małp, w której trzyma się naczelne przywożone do kraju w celach naukowych.

W 1989 roku dostarczono tam partię koczkodanów zielonych z Filipin, ogółem 100 głów. One powinny przeżyć miesięczną kwarantannę, ale niemal natychmiast zaobserwowano u mnich symptomy zagadkowej choroby. Kiedy zaczęły padać, próbki ich tkanek i krwi dostarczono do ośrodka USAMRIID w Ft. Detrick. Rezultaty badań tych próbek wstrząsnęły Amerykanami – eksperci wyizolowali z nich wirus Eboli. Ale przecież koczkodany były pochodzenia azjatyckiego i w żaden sposób nie mogły się zetknąć ze swymi afrykańskimi krewnymi!

Po pewnym czasie epidemia zaatakowała także innym mieszkańców małpiarni. To oznaczało, że EVD przenosi się drogą powietrzno-kropelkową. Ten wniosek przewrócił dosłownie wszystko, co medycy wiedzieli na temat Eboli. Okazało się bowiem, że choroba ta jest bardziej zaraźliwa i niebezpieczna, niż wcześniej sądzono. Okazało się przy tym, że żaden człowiek opiekujący się tymi małpami nie zachorował, z czego wyciągnięto ostrożny wniosek, że ten szczep wirusa jest dla człowieka nieszkodliwy.

Małpki zostały uśpione, a małpiarnię poddano dokładnej sterylizacji, zaś w Pentagonie zaczęto myśleć o sporządzeniu szczepionki przeciwko tej strasznej infekcji. Poza tym wojskowi obawiali się, że na bazie tego wirusa ktoś może stworzyć broń biologiczna o niesłychanej mocy.

Świat na progu pandemii?

W czasie ostatnich 20 lat, epidemia gorączki krwotocznej Ebola wybuchały w różnych kątach Afryki i to nie raz, w: Zairze, Sierra Leone, Ugandzie, Sudanie. Za każdym razem udawało się je wygasić za pomocą kwarantanny, a wirusy naraz pozostawiały porażone epidemią rejony, jakby wracały z powrotem do dżungli. Ale medycy ani na krok nie przybliżyli się do rozwiązania zagadki Eboli. A w 2012 roku, amerykańscy wojskowi zaprzestali prac nad szczepionką. Według oficjalnej wersji – z powodu braku funduszy na ten cel.

Wiosną tego roku (2014) w Afryce wybuchła kolejna epidemia EVD. Zaczęła się ona w Gwinei, ale szybko przedostała się na terytoria Liberii, Sierra Leone i Wybrzeża Kości Słoniowej. Sytuację utrudnia to, że są to najbiedniejsze kraje kontynentu z przerażająco niskim poziomem medycyny. Granice pomiędzy tymi krajami też są umowne, a upilnować je w dżungli – niepodobna!

Natomiast mieszkańcy z zapowietrzonych regionów w ogromnej liczbie przemieszczają się po kraju. Kto jest zarażony, a kto nie – nie wiadomo do czasu przejścia choroby w fazę terminalną. Ale wtedy już jest na wszystko za późno: pozostaje jedynie przyłączenie do strefy kwarantanny nowy rejon.

W wielu wsiach i nawet niedużych miastach, krewni zmarłych na EVD ukrywają takie fakty i w tajemnicy chowają swych zmarłych. A to z kolei doprowadza do jeszcze większego rozprzestrzeniania się epidemii, bowiem wirus wcale nie ginie ze swa ofiarą, ale staje się bardziej agresywny.

[Dlatego właśnie najbardziej sensownym byłoby palenie ciał ofiar EVD. Nawiasem mówiąc krajowcy boją się leczenia szpitalnego, bowiem krążą wśród nich pogłoski o tym, że to biali sprowadzili na nich epidemię Eboli i że choroba ta jest wymierzona właśnie w nich… – uwaga tłum.]

Także i tym razem Ebola ponownie jest nieprzewidywalna. Jednakże póki nie ma jakiejkolwiek wiarygodnej informacji, terytorium z milionowym zasiedleniem jest ogarnięte paniką. Liczba umarłych i zainfekowanych w każdym razie już przekroczyła poprzednie epidemie. Także i areał rozprzestrzenienia się EVD tym razem jest nadzwyczaj bardzo duży.

Póki w afrykańskiej dżungli garstka entuzjastów próbuje powstrzymać rozprzestrzenianie się EVD, wielu specjalistów sprzecza się co do tego, czy światu zagraża globalna pandemia? Jedni twierdzą, że prędzej czy później wirus wyrwie się z Czarnego Kontynentu i przetrzebi ludzka populację bardziej, niż bakteria dżumy dymieniczej w Średniowieczu. Inni powołują się na wysoką śmiertelność i nader szybki przebieg choroby. Wszystko to – jak twierdzą „optymiści” – będzie miało wpływ na wygaśnięcie epidemii i zmieni jej globalny charakter.

A jak na razie, to pozostaje nam tylko pogadać sobie o stosunku człowieka do śmiercionośnego wirusa. Ciekawa jest teoria amerykańskiego wirusologa dr Richarda Prestona, który sądzi, że powstanie i rozprzestrzenianie się takich wirusów jak HIV/AIDS czy Ebola powstało wskutek rozchwiania równowagi ekosystemu lasów deszczowych. Jest całkowicie możliwe, że to jest właśnie tak jak twierdzi dr Preston, wszak Przyroda ma masę sposobów na przywracanie naruszonej równowagi.

A zatem Ebola i EVD przez nią spowodowana, to jest jakaś obronna reakcja Natury? A to oznacza, że wcześniej czy później patogen wyrwie się z afrykańskich dżungli i z sześciu miliardów ludzi na Ziemi (czy aż 7,2 mld – przyp. tłum.) pozostanie tylko 6.000.000…

Moje 3 grosze

W grudniu 2014 roku w jordanowskim Miejskim Ośrodku Kultury przeprowadziłem prelekcję na temat „Ebola: Czerwony Mór XXI wieku” – przez analogię do opowiadania Edgara Allana Poë pt. „Maska Szkarłatnej Śmierci” a traktującej o epidemii Czerwonego Moru i ludzkich zachowań w atmosferze biologicznego horroru, w czasie której szczególną uwagę zwróciłem na szalenie realne niebezpieczeństwo przedostania się wirusa Ebola do Europy i swobodne jego rozprzestrzenianie się dzięki Efektowi Globalnego Ocieplenia.

Na domiar złego dzięki „reformom” rządów po 1989 roku, ze szkół średnich znikło Przysposobienie Obronne, które uczyło młodzież podstawowych zasad ochrony i obrony przed wszystkimi BMR z triady A, B i C. Nie trzeba dużej wyobraźni, by uzmysłowić sobie, do czego brak tej wiedzy może doprowadzić w przypadku inwazji EVD na nasz kontynent i w nasz kraj…

Jak dotąd ustalono, że Ebola rozprzestrzenia się roznoszona przez małpy i nietoperze – co ciekawe – owocożerne, a nie drapieżne, zaś głównym źródłem zakażeń jest ich mięso spożywane przez tamecznych mieszkańców. Jednym ze sposobów unikania zakażenia jest wegetarianizm.

A oto kilka faktów, które uzupełniają artykuł Borysa Szarowa:

Organizacje państwowe w Stanach Zjednoczonych zajmujące się badaniami i zwalczaniem  EVD

USAMRIID United States Army Medical Research Institute of the Infection Diseases – Instytut Badań Medycznych Chorób Zakaźnych Armii Stanów Zjednoczonych w Ft. Detrick, MD.

CDCCenters for Disease Control & Prevention  – Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom w Atlancie, GA.

FDAFood and Drug Administration – Agencja Żywności i Leków w Silver Spring, MD.

EVD – pojawy i epidemie (wg. CDC i WHO)

– podano tutaj kolejno: rok, kraj, szczep wirusa, ilość zakażeń/ilość zgonów, letalność wirusa w procentach i uwagi:

  • 1967 – RFN, SFRJ – Ebola Marburg – 25/7 (17,5%) – zakażenie odzwierzęce od małp z Ugandy
  • 1976 – Zair (DRC) – szczep Ebola Zair – 318/280 (88%)
  • 1976 – Pd. Sudan – Ebola Sudan – 284/151 (53%)
  • 1976 – Anglia – Ebola Sudan – 1/0 (0%) – przypadek laboratoryjny
  • 1977 – Zair – Ebola Zair – 1/1(100%)
  • 1979 – Pd. Sudan – Ebola Sudan – 34/22 (65%)
  • 1989 – USA – Ebola Reston – 0/0 (0%) – zachorowały małpy przywiezione z Filipin
  • 1990 – USA – Ebola Reston – 4 asymptomatyczne/0 (0%) – przypadek jw.
  • 1989-1990 – Filipiny – Ebola Reston – 3 asymptomatyczne/0 (0%) – przypadek jw.
  • 1992 – Włochy – Ebola Reston – 0/0 (0%) – przypadek jw.
  • 1994 – Gabon – Ebola Zair – 52/31 (60%) – początkowo sądzono, że jest to Yellow Fever
  • 1994 – Wybrzeże Kości Słoniowej – Ebola Taï Forest – 1/0 (0%)
  • 1995 – Zair – Ebola Zair – 315/250 (81%)
  • I-IV. – Gabon – Ebola Zair – 37/21 (57%) – znaleziono także martwe szympansy
  • 1996 – RPA – Ebola Zair – 2/1 (50%) – zawleczona z Gabonu
  • 1996 – USA – Ebola Reston – 0/0 (0%) – zachorowały małpy z Filipin
  • 1996 – Filipiny – Ebola Reston – 0/0 (0%) – epizootia wśród małp
  • 1996 – Rosja – Ebola Zair – 1/1 (100%) – przypadek laboratoryjny
  • 2000-2001 – Uganda – Ebola Sudan – 425/224 (53%)
  • 2000-III.2001 – Gabon – Ebola Zair – 65/53 (82%)
  • 2001-2002 – Kongo – Ebola Zair – 57/43 (75%)
  • 2002-2003 – Kongo – Ebola Zair – 143/128 (89%)
  • XI-XII.2003 – Kongo – Ebola Zair – 35/29 (83%)
  • 2004 – Pd. Sudan – Ebola Sudan – 17/7 (41%)
  • 2004 – Rosja – Ebola Zair – 1/1 (100%) – zakażenie laboratoryjne
  • 2005 – Angola – Ebola Marburg – 244+ – nieznany szczep wirusa o wysokiej letalności
  • 2007 – Zair – Ebola Zair – 264/187 (71%)
  • 2007-I.2008 – Uganda – Ebola Bundibugyo – 149/37 (25%)
  • 2008 – Filipiny – Ebola Reston – 6 asymptomatyczne/0 (0%)
  • 2008-II.2009 – Zair – Ebola Zair – 32/15 (47%)
  • 2011 – Uganda – Ebola Sudan – 1/1 (100%)
  • VI-X.2012 – Uganda – Ebola Sudan – 11/4 (36,4%)
  • VI-XI.2012 – Zair – Ebola Bundibugyo – 36/13 (36,1%)
  • 2012-I.2013 – Uganda – Ebola Sudan – 6/3 (50%)[1]
  • 2014 – ??? – kraje w Afryce, Europie i Ameryce – Ebola Zair – 5481/2946 (54%)[2]

EVD – przeciwdziałanie

Standardowe leczenie polega na łagodzeniu objawów Eboli, podczas gdy organizm walczy z infekcją. Ten rodzaj leczenia znany jest pod nazwą leczenia podtrzymującego. Obecna epidemia spowodowała więcej zgonów, niż inne do tej pory rejestrowane, powiedział przedstawiciel organizacji „Lekarze bez granic”, przy umieralności w granicach 60-90% można by myśleć, że medyczny establishment otworzy się na rozwiązania, które mają naukowe uzasadnienie.

Wirusolodzy tak bardzo ugrzęźli w błędnym paradygmacie szczepień, że zawęzili sobie pole widzenia i nie dostrzegają, co może zadziałać. W przypadku Eboli nie ma szczepionki i nie będzie przez następne kilka lat.

Pacjenci szukający pomocy w ośrodkach leczenia nie dostają leków, są tylko nawadniani kroplówkami. Uważa się, że epidemia szalejąca w Afryce Zachodniej jest całkowicie poza kontrolą, zaś lekarze niezmordowanie próbują walczyć z chorobą zgodnie z aktualnie obowiązującym podejściem, które w większości przypadków nie ratuje pacjentów od śmierci.

Obecnie w leczeniu Eboli wykorzystuje się zazwyczaj dożylne podawanie płynów, a dodatkowo podaje się antybiotyki i tlen. Leczenie może również obejmować stosowanie środków przeciwgorączkowych, zwiększających krzepliwość krwi i utrzymujących ciśnienie krwi. Nawet przy takim leczeniu podtrzymującym zgon następuje u 50 – 90% ludzi chorych na Ebolę.

Dożylne płyny do utrzymywania odpowiedniego poziomu nawodnienia i elektrolity (sód, potas i chlorki).  Tlen i sprzęt wspomagający oddychanie.

Leki utrzymujące pod kontrolą gorączkę, wspomagające krzepliwość krwi i podtrzymujące ciśnienie krwi

Antybiotyki przeciwdziałające wtórnym zakażeniom bakteryjnym

Najlepszą metodą walki z EVD jest utrzymanie organizmu chorego w dobrej kondycji jego funkcji obronnych. Podawanie mikroelementów w rodzaju selenu (Se), Magnezu (Mg) oraz witamin A, C, D i E. Wszystkie te środki wzmacniają zdolności komórek pacjenta do walki z atakującymi je wirusami, a co za tym idzie – wzmacniają ogólną odporność.[3]

Ebola – teorie spiskowe

  • Ebola jest bronią biologiczną USA, Wk. Brytanii, Francji, Chin lub RPA zastosowana celowo przeciwko Afrykańczykom;
  • Ebola jest narzędziem depopulacji zastosowaną przez wyznawców NWO;
  • Ebola jest to broń biologiczna Muammara Kadafiego wymierzona w Afrykańczyków w celu ich całkowitej eksterminacji;
  • Bill Gates, CDC i koncerny farmaceutyczne mają szczepionkę na Ebolę, ale jej nie udostępniają, bo chcą wywindować jej cenę i uzyskać jak największe zyski;
  • Ebola spadła z Kosmosu wraz z meteorytami;
  • Ebola (i inne letalne infekcje) została rozsiana przez Kosmitów chcących eksterminować ludzi i zagarnąć Ziemię dla siebie.

Zalecana lektura dla polskiego Czytelnika:

  • Preston – „Strefa skażenia”, Warszawa 1996
  • B. A. Oldstone – „Wirusy, plagi i dzieje ludzkości”, Warszawa 2002
  • Wills – „Żółta febra, czarna bogini”, Poznań 2001
  • Radetsky – „Niewidzialni najeźdźcy”, Warszawa 1998

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 34/2014, ss. 20-21

Przełożył z j. rosyjskiego i opracował – Robert K. Leśniakiewicz ©

[1] Dane potwierdzone laboratoryjnie.

[2] Dane z dnia 22.X.2014 roku.

[3] Źródło – Wikipedia.