Miesiąc: Listopad 2014

Jordanowski MOK: Kolej pod Basztą!

Wieczorem, dnia 30.XI.2014 roku, o godzinie 18:00, w jordanowskim MOK została otwarta wystawa pt. „Lokomotywy z klocków Lego”, której animatorem jest Pan Damian Wicher.

Temat niby banalny. Lokomotywy z klocków lego? To dobre dla dzieci, no – powiedzmy dla koneserów i fanów kolei, ale dla zwyczajnych ludzi z ulicy? Kogo to obchodzi? – a jednak… Już samo to, że przy wejściu dostawało się pamiątkowy bilet, który kasowało się w autentycznym kasowniku przyciągało uwagę zwiedzających. A potem była ekspozycja.

Ekspozycja była bardzo ciekawa. W pierwszej gablocie sama nowoczesność – pociągi superexpressy TGV i inne pociągi – dla nas niestety jeszcze dalekiej – przyszłości. Poza nimi były także maszyny do montażu i napraw torowisk wraz z obsługą. (Prawdę powiedziawszy nie potrafię zrozumieć, co niektórzy duchowni widzą diabelskiego w postaciach ludzkich Lego??? Nie widziałem niczego takiego…)

Druga gablota, to przede wszystkim transport. Platformy kontenerowe, lokomotywy zwykłe i przetokowe, cysterny, lory do przewozów samochodów i ładunków specjalnych. Jednym słowem praca stanowiąca o zyskach kompanii kolejowych na całym świecie. Oczywiście poza naszym krajem, bo w naszym kraju – wedle mniemania rządzących ekip po 1989 roku – kolej nie opłaca się, więc najlepiej byłoby zlikwidować w ogóle transport kolejowy. Głupota tego punktu widzenia jest ewidentna, bo choćby sama tylko akcja przeniesienia TIR-ów na tory przyniosłaby wszystkim same korzyści. Ale żyjemy w kraju, gdzie korzyści mogą mieć wszyscy, poza Polakami.

Hasło „TIR-y na tory” rzucone jeszcze w latach 90. przez wielkiego przyjaciela naszego miasta red. Andrzeja Zalewskiego spotkało się z wrogością środowisk związanych z UW i obecną PO, które robiły wszystko, by nie dopuścić do przeniesienia ruchu ciężarówek z dziadowskich szos na lory kolejowe. Jak się okazało, za wszystkim stała polityka. No i jak zwykle potężna kasa…

Trzecia gablota była – dla mnie – najciekawsza, bo historyczna. Umieszczono w niej lokomotywy i zestawy wagonów z czasów amerykańskiej Wojny Secesyjnej ułożonej w pociąg pancerny z żołnierzami, działami i kaemem Gattlina. Poza tym dwa pociągi osobowe, przypominający słynny, choć mityczny Wabash Cannonball – pierwszy amerykański transkontynentalny pociąg pośpieszny z Nowego Jorku do Los Angeles. Aż chce się zaśpiewać z Johnnym Cashem…

From the great Atlantic Ocean to the wide Pacific shore

From the green ol’ Smoky Mountains to the south lands by the shore

She’s mighty tall and handsome and she’s known quite well by all

She’s the regular combination of the Wabash Cannonball…

 

Jednym słowem stare, dobre czasy. Wspominałem moje młode lata, kiedy linie kolejowe w tym kraju tętniły życiem, pociągi toczyły sie co kilkanaście minut po torach naszej linii kolejowej z Krakowa do Zakopanego. A dzisiaj? W tzw. „wolnej” Polsce tory zamierają, kolej jest dobijana celowo, metodycznie i z premedytacją.

Tak właśnie jest i piszę to jako członek rodziny kolejarskiej – mój Ojciec i stryj byli długoletnimi pracownikami PKP, a ja sam – wbrew pozorom też w pewnym sensie byłem związany z odprawami granicznymi wagonów polskiej PKP, szwedzkiej SJ, niemieckiej i duńskiej DB i innych. Poza tym jak miliony Polaków podróżowałem naszymi kolejami przez wiele lat: od Świnoujścia i Szczecina do Przemyśla i od Jeleniej Góry do Kętrzyna i Suwałk… – i krew mnie zalewa, kiedy patrzę, do jakiej ruiny doprowadziły PKP niekompetentne, nieodpowiedzialne i ułomne rządy w RP nr III i ½…

Wracając do ekspozycji, to poza gablotkami na ścianach wisiały postery i tablice informacyjne o firmie Lego i jej klockach – pomniejszonej naszej cywilizacji i nie tylko. Zainteresowanie wystawą od pierwszej chwili było ogromne! Jednak jest w ludziach sentyment dla kolei i uroku dalekich szlaków. Uważam, że wystawa ta rozbudziła zainteresowania u dzieci, wspomnienia u dorosłych. Warto było przyjść i ją obejrzeć.

Trochę dziwi na tej wystawie obecność gablotki z rtm. Witoldem Pileckim, który z kolejami raczej nie miał wiele wspólnego. Nie mam nic przeciwko bohaterom, tym autentycznym – a On nim był w przeciwieństwie do tych kreowanych obecnie przez IPN – ale uważam, że Jemu i Jemu podobnym żołnierzom powinna być poświęcona osobna wystawa. Myślę, że twórcy tej ekspozycji wezmą to pod uwagę. A upolitycznianie wystawy przypomina czasy – jak to się teraz mówi – „słusznie minione”.

Podsumowując – wystawa jest udana, dydaktyczna i potrzebna. Żebyśmy nie zapomnieli, że kiedyś kolej była warunkiem sine qua non rozwoju miast i miejscowości znajdujących się wzdłuż linii torów. Mam nadzieję, że kolej wróci na należne jej miejsce i w naszym mieście znów pojawią się czarno-granatowe kolejarskie mundury.

Posłuchajmy:

https://www.youtube.com/watch?v=aZiQ89_s67Q

https://www.youtube.com/watch?v=07HQC8eXpSM

Zdjęcia:

http://grzybypl.blogspot.com/2014/11/jordanowski-mok-kolej-pod-baszta.html

Robert K. Leśniakiewicz

Poczet wybitnych obywateli Jordanowa

Kruszewski - Kopia

    Władysław Kruszewski (1915-1974)

Pochodził z wybitnie uzdolnionej muzycznie rodziny. Ukończył konserwatorium w specjalności organowej. Początkowo w 1938 roku został organistą w Makowie Podhalańskim. Tam jego muzyką zachwycił się ówczesny Proboszcz Jordanowski ks. Józef Sławiński. Namówił go aby przeniósł się do Jordanowa i w tym samym 1938 roku został organistą w Jordanowie. Był obecny i służył poradą podczas montażu nowych organów jak i  sporów sądowych z firmą organową „Biernacki” . Zmieniali się proboszczowie, a on nieprzerwanie pełnił funkcję organisty przez długie 36-lat aż do swej śmierci w 1974 roku. Proboszczem wówczas był Ksiądz Franciszek Gryga. Zachwycał swoją grą i śpiewem pieśni religijnych. Wzbogacał życie muzyczne w Jordanowie i okolicy organizując koncerty organowe, koordynując pracę chórów m.in. chóru męskiego, pomagając także orkiestrom dętym rozpisując kolędy na nuty. Miał też drugą pasję: introligatorstwo, z jego pięknego oprawiania ksiąg korzystali m.in. mieszkańcy Jordanowa. Zapisał się w pamięci jordanowian jako wspaniały muzyk, człowiek prawy i dobry.

Stanisław Bednarz

Profesjonalny i gustowny remont kamieniczki w Rynku

Cieszy oko że kolejny budynek w Jordanowie odzyskał dawny blask. Chodzi tym razem o kamieniczkę  w Rynku zakupiona z rąk prywatnych przez firmę cukiernicza „Steskal”. Zadbano o wszystkie detale architektoniczne , których temu budynkowi nie brakuje. Brakuje tylko chorągiewki na szczycie wskazującej kierunek wiatru , a taka była kiedyś. Kamieniczka pochodzi z  początku XX wieku i jest modelowym przykładem budynku z tego okresu. Życzyć by sobie należało by wszystkie stare budynki były tak remontowane z wyczuciem smaku danej epoki. W związku z tym czekamy na remont budynku dawnego sądu Grodzkiego (obecnie poczta i Urząd Gminy) , który będąc symbolem  miasta popada w zaniedbanie. Bądźmy dobrej myśli że nowe władzę miasta zadbają o ten kluczowy zabytek.

Stanisław Bednarz

Wreszcie spadł!

Po tylu dniach ciepłych i wietrznych, w dniu wczorajszym, wieczorem po słonecznym dniu nadeszły nad nasze miasto ciężkie chmury, z których najpierw koło 20:00 spadł marznący deszcz a potem śnieg. No i pozostał, co widać na poniższych obrazkach:
Temperatura spadła do +1,1 st.C, pojawiła sie mgła, zaś ciśnienie utrzymuje się na poziomie 1012 hPa. Jak przepowiadaja w radio i TV, temperatura będzie szła w dół, a zatem będzie gołoledź. Taka zima może być do Godów i Nowego Roku!

Zdjęcia zob. – http://www.grzybypl.blogspot.com/2014/11/wreszcie-spad.html

Robert K. Leśniakiewicz

 Krajobraz po bitwie

No i zawieruchę wyborczą mamy za sobą. Po zaciętej kampanii wyborczej, tak zaciętej że aż musiało dojść  do oficjalnych przeprosin wyłonił się zupełnie odmienny krajobraz powyborczy. Wybory samorządowe w małych miejscowościach takich jak nasze cieszą się z reguły wysoką frekwencją , wyższą niejednokrotnie niż do parlamentu lub na Prezydenta. Tak też było i tym razem. Do wyborów w Jordanowie  poszło około 60,18% mieszkańców. Cieszy tak wysoka frekwencja bo świadczy o zaangażowaniu obywatelskim.

W wyborach na Burmistrza Jordanowa mamy zasadniczą zmianę. Po raz pierwszy od 1990 roku to jest od pierwszych wolnych wyborów samorządowych Burmistrzem została kobieta.

Jest nią Pani Iwona Bilska  była v-ce dyrektor Szkoły Podstawowej  w Jordanowie , startująca z  Komitetu Wyborczego „Szansa dla Jordanowa”. Otrzymała 1261 głosów tj. 50,09%. Tym samym zwyciężyła już w pierwszej turze, oszczędzając miastu dalsze zmagania wyborcze.  Wygrać z urzędującym burmistrzem to nie lada sukces. Zwyciężczyni serdecznie gratulujemy w imieniu Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej. Tym bardziej jest nam miło gdyż Pani Iwona Bilska jest członkiem naszego Towarzystwa. Urzędujący do tej pory Burmistrz Pan Zbigniew Kolecki otrzymał 787 głosów, a reprezentujący PiS  Pan Andrzej Malczewski 470 głosów.

W wyborach na radnych miejskich prawdziwa rewolucja. Ze starej Rady Miasta ostały się trzy osoby. Pozostałych 12 to nowe twarze. W tym wypadku wniosek jest jednoznaczny, styl działania starej Rady nie spotkał się z aprobatą mieszkańców. Stąd aż tak radykalne zmiany.

Oto nowy skład Rady Miasta:

Okręg nr 1(3-go Maja , Mickiewicza 1-53 oraz 111) – Nogaj Leszek Piotr– KWW„ Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 2 (Mickiewicza od nr 54 do końca ,Zacisze) – Rączka Zbigniew Henryk  KWW „Niezależni Razem”

Okręg nr 3 (Babiogórska, Batalionów Chłopskich, Przykiec, Skotnica, Słoneczna) –

Frątczak Mróz Jadwiga Grażyna KWW „Razem dla Jordanowa”

Okręg nr 4 (Banacha, Kolejowa, Jana Pawła II) – Firek Krystyna Wanda KWW „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 5 ( Przemysłowa, Rapaczówka, Spółdzielcza, Świętej Anny, Dziechciarza, Zagrody)

Turchan Konrad Antoni – KWW „Razem dla Jordanowa”

Okręg nr 6 ( Różana, Rynek ,Słowackiego, Bł..Ks. Dańkowskiego) – Burmistrz Krzysztof Wiesław KWW „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 7 (Os. Wrzosy 1-3) – Myszogląd Krzysztof Roman KWW „Razem dla Jordanowa”

Okręg nr 8 (Os. Wrzosy 5-6) – Kołodziej  Józef Jan KWW „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 9 (Konopnickiej, Kopernika, Krasińskiego, Spytka Jordana)

 – Bednarz Wacław Stanisław  KWW „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 10 (Gen. Maczka 1-89, Komunalna) – Plewa Ryszard KWW „Razem dla Jordanowa”

Okręg nr 11 (Gen. Maczka od 90-do końca, Leśna, Sosnowa) – Kowalcze Stanisław Piotr -KWW „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 12 (Piłsudskiego) – Cieżak Krzysztof Piotr – KW PIS

Okręg nr 13 (Zakopiańska) – Mrózek Agnieszka Lidia KWW „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 14 (Hajdówka, Malejowska od 1 do 33,123 ,141,142,143,Nad Skawą) –

Siepak Dominika „Szansa dla Jordanowa”

Okręg nr 15 (Malejowska od 31 do końca) – Białoń Robert Józef KW PIS

Czyli Komitet „Szansa dla Jordanowa” związany z Burmistrzem Bilską Iwoną  uzyskał większość 8 mandatów, Komitet „Razem dla Jordanowa” 4 mandaty, Komitet PIS 2 mandaty, Komitet „Niezależni Razem” 1 mandat.

Ze starej Rady Miasta przedłużyli swe kadencje Cieżak Krzysztof, Kołodziej Józef, Plewa Ryszard.

Wszystkim wybranym Radnym serdecznie gratulujemy i życzymy skuteczności i sukcesów.

Przed nimi masa pracy, problemów jest moc, nie da się ich wszystkich od razu załatwić więc do nas wyborców apel o pewną dozę cierpliwości, gdyż nie da się naraz i natychmiast  palących problemów rozwiązać.

Z Miasta Jordanowa jedyna kandydatka która dostała się do Rady Powiatu jest pani Czesława Madoń – długoletnia radna Rady Powiatu, która uzyskała 700 głosów. Życzymy jej sukcesów i polecamy  drogi powiatowe w granicach miasta.

W wyborach do Sejmiku Województwa Małopolskiego z mieszkańców powiatu suskiego mandat uzyskał dr Marek Haber. Również składamy serdeczne gratulację i życzymy sukcesów.

Stanisław Bednarz

 Moje refleksje o lokacji Jordanowa – artykuł z okazji 450-lecia miasta

W 1564 roku w Piotrkowie Trybunalskim w dniu 7 listopada  król Zygmunt    August nadał  Wawrzyńcowi Spytkowi  Jordanowi kasztelanowi krakowskiemu prawa do lokacji miasta na surowym korzeniu w dobrach wsi Malejowa. Artykuł jest więc jak najbardziej na czasie .  Ród Jordanów był potężnym gniazdem  , którego potęga wyrosła na działalności związanej z wydobyciem soli  czyli tzw. żupnictwem.  W ówczesnych czasach udziały w  eksploatacji złóż solnych można by porównać do dzisiejszych interesów związanych z wydobyciem ropy naftowej i gazu. Ród Jordanów możemy udokumentować od XIV wieku kiedy to król Kazimierz Wielki  w 1355 roku nadał tytuł szlachecki niejakiemu mieszczaninowi wielickiemu i myślenickemu o imieniu Hanko. Od niego do czasów  Wawrzyńca Spytka Jordana można udokumentować 5 pokoleń. Jordanowie będąc dziedzicznymi wójtami myślenickimi zakładali lub nabyli szereg wsi posuwając się sukcesywnie wzdłuż rzeki Raby aż do zlewni Skawy. Z tego licznego szeregu wsi wymieńmy te najbliżej Jordanowa. Zacznijmy od Malejowej założonej w 1422 roku wymieńmy też  Naprawę datowaną  na 1420 rok ,Wysoką lokowaną w 1456 roku , Toporzysko z około 1500 roku , Osielec z 1519 roku , który w niejasnych okolicznościach został Jordanom odebrany przez Starostwo Lanckorońskie w 1521 roku i stał się wsią królewska, wreszcie Bystra odkupiona przez Jordanów od Jana z Brodów w 1501 roku. Tak więc z wiosek otaczających Jordanów tylko Sidzina była stricte królewszczyzna założoną w 1563 roku. Osobne poczesne miejsce należy się Łętowni która była wzmiankowana w 1365 roku i jest najstarsza lokacją okolicy Jordanowa jeszcze za czasów Kazimierza Wielkiego. Czyli w momencie lokacji Jordanowa wszystkie okoliczne wsie już istniały  brakowało im tylko ośrodka handlowo- jarmarczno- rzemieślniczego, który by zaspakajał potrzeby okolicznych mieszkańców. Do czego zmierzam , a mianowicie do stwierdzenia że Jordanów nie mógł obyć się bez okolicznych wiosek , a wioski bez Jordanowa. Tak więc rozdzielenie tej historycznej symbiozy w 1992 roku w myśl doraźnych potrzeb stało w sprzeczności z założeniami historycznymi. Po lokacji wytyczono ogromny rynek , którego powierzchnia wynosi około 4 morgów (morga=0,56ha). Tak wielkim  rynkiem może poszczycić się tylko Radomyśl Wielki koło Tarnowa i Kraków. Tak wielki rynek potrzebny był na organizowanie wielkich jarmarków. No i z biegiem lat posypały się przywileje jarmarczne. Wymieńmy je ponieważ łączą się ze świętami katolickimi, a niektórych z nich już nie ma. Król Stefan Batory nadał prawo do dwóch jarmarków  jednego święto nawrócenia sw. Pawła(25 stycznia), drugiego w dzień  św. Idziego 1wresnia. Kolejni królowie nie skąpili jarmarków. Władysław IV zezwolił  na cztery jarmarki w następujących terminach poniedziałek po czwartej niedzieli wielkiego postu, w święto Trójcy Przenajświętszej ,w dzień św. Wawrzyńca i w dzień św. Michała Archanioła. Dodajmy tylko że August III Sas, który szafował bez umiaru wszystkim zezwolił aż na 12 jarmarków. Terminów nie będziemy już wymieniać bo stron by nie starczyło. W ten sposób Jordanów stał się słynnym ośrodkiem kupieckim handlowano  sola , bydłem, wyrobami miejscowego rzemiosła, płótnem artykułami żelaznymi, przyprawami. Do dzisiaj  poniedziałkowy jarmark jordanowski jest wydarzeniem skupiającym mieszkańców okolicznych wiosek. Ale wróćmy do rzeczy założyciel Jordanowa Wawrzyniec Spytek Jordan (1518-1568) był prawdziwym człowiekiem renesansu. Był dostojnikiem państwowym tytuł kasztelana krakowskiego był drugim cywilnym tytułem po królu, wspomnijmy też że był przyjacielem króla Zygmunta Augusta , któremu nawet pożyczał pieniądze ,a miał z czego. Był także przyjacielem Jana Kalwina ale na kalwinizm nie przeszedł, jak również Mikołaja Reja, który wspomina również go w swych wierszach. Zmarł w swoich dobrach w Mogilanach w 1568 tak ze nie doczekał pełnego ukształtowania urbanistycznego Jordanowa. Pochowany jest w kościele św. Katarzyny w Krakowie , gdzie podziwiać możemy przepiękny  renesansowy nagrobek . Miał jedynie pięć córek co zrodziło konsekwencje dziedziczenia Jordanowa po kądzieli i wnoszenia miasta w posagu. Stąd różne nazwiska przyszłych właścicieli.  Lokacja Jordanowa była dla niego świetnym interesem tym bardziej że leżał na trasie tzw. traktu solnego. T należą się pewne wyjaśnienia. Początkowo eksport soli z Wieliczki na południe Europy musiał obowiązkowo przechodzić przez komorę celną w Nowym Targu co wiązało się  z dużymi opłatami. Pierwotny trakt solny biegł więc z Myślenic przez Mszanę Dolną , Olszówkę Stare Wierchy do Nowego Targu i dalej w kierunku Jabłonki.  Po uruchomieniu konkurencyjnej komory celnej w Jabłone na Węgrzech przedsiębiorczy handlarze wynaleźli nowa trasę omijająca Nowy Targ. Biegła ona z Myślenic do Trzebuni , następnie do  Więciórki , Tokarni, terenów  przyszłego Jordanowa, Toporzyska, Sidziny ,Podwilka i dalej do Jabłonki. Zapewniało to nowo powstałemu miastu dochody gdyż przejezdni handlarze musieli wystawiać towary przez odpowiednią ilość dni. Raz pozwalało to miejscowym kupcom zaopatrzyć się w zapasy , a przejeżdżający kupcy musieli do kasy miasta wnosić opłaty. Czyli zadbano o dochody dla kasy miejskiej. Początkowo  Jordanów skupiał się wokół rynku i na początku wylotowych ulic. Ulicy Bystrzańskiej mniej więcej po dzisiejsza lecznicę, ulicy Chrobacznej po teren dzisiejszego CPN , Malejowskiej po skręt na dzisiejsze  Wrzosy, Szpitalnej po teren dzisiejszego cmentarza. Panująca ciasnota skłoniła Annę Sieniawską wdowę po Spytku do dokupienia od Malejowej  ośmiu kawałków ról. Z czasem te tereny po sprzedaży mieszczanom domierzono do wymiaru podatkowego i nazwano tzw. Przymiarkami. Nazwa ta funkcjonowała jeszcze w latach 70-tych XX wieku zwłaszcza dla ulicy Kopernika. Nawet po tych poszerzeniach Jordanów był malutki gdyż Chrobacze  wraz z Przykcem było osobnym przysiółkiem ciążącym ku Łętowni , a za Flakowskim potokiem i Nawsiem była już Malejowa. Rzemieślnicy mieszkający w rynku mieli za domami  na skłonach opadających do Strącza i Nawsia niewielkie paski ziemi do uprawy , które były nazywane ogrodami. Nazwa ta nie miała nic wspólnego z prawdziwym ogrodem , lecz była wyrazem  pewnego miejskiego snobizmu. Nazwa ogrody funkcjonowała jeszcze za mojego życia.

Bardzo interesująco przedstawiała się przynależność terenów Malejowej i Jordanowa do sieci parafialnej. Malejowa aż do roku 1492  należała do  odległej parafii w Pcimiu. W 1492 roku erygowano parafie w Łętowni za przyczyna Mikołaja Jordana była to rozległa parafia obejmująca nie tylko najbliższe okolice Jordanowa ale także Skawę ,Rabkę ,Bystra i Tokarnie. Była to zatem jedna z pierwszych parafii w tej okolicy. Z erygowaniem parafii w Łętowni wiązały się pewne kłopoty. Pleban Pcimia Błażej za nic nie chciał się zgodzić  na nowa parafię  poszło o dochody. Interweniował dopiero biskup Fryderyk Jagiellończyk. Jordanów oczywiście musiał przynależeć do parafii w Łętowni. Paradoksem jest że miasto na swoja parafię musiało czekać aż do drugiej połowy  XIX wieku. Tym razem plebański upór proboszczów łętowskich był skuteczniejszy pomimo że  nieraz rezydowali w Jordanowie. Pierwsza świątynią jordanowska była kaplica pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Nie wiemy jak wyglądała. Po krótkim okresie Anna z Sieniawskich fundowała w 1573 roku drewniany większy kościół pod wezwaniem św. Trójcy. Kościół ten ostał się aż do 1913 roku kiedy został rozebrany. Po zbudowaniu kościoła św. Trójcy mała kaplica  św. Wawrzyńca została przekazana na potrzeby szpitala dla ubogich , a w  drugiej połowie XVIII wieku z powodu złego stanu technicznego rozebrana( z tej pierwszej świątyni pochodzą obrazy św. Wawrzyńca i św.Anny.  Wieś Malejowa na uposażenie kościoła św. Trójcy i szpitala  przekazała jeden opuszczony  łan ziemi tzw. Siepakówkę. Tam znajduje się dzisiaj tzw. „Księży las” Oprócz tego Anna Sieniawskich darowała pokaźny szmat gruntu aż za dzisiejszy cmentarz. Ważna fundacją był przytułek dla ubogich zwany też szpitalem. Otrzymał nadział ziemi w kierunku Nawsia tam gdzie dziś są działki, a także na dziale nad ulica Kolejową , który potniej został nazwany Szpitalnym Działem (dzisiejsza ul.św.Anny), Mieszkańcy płacili czynsz na utrzymanie szpitala(przytułku). W owych czasach taki dom dla ubogich to była nowość dopiero bowiem w XVII wieku stało się to powszechne. Tak więc od początku opieka społeczna stanowiła ważny problem. Istniał nawet tzw. ogród dziadów , gdzie ubodzy mogli go obsiewać.

Pierwszym burmistrzem Jordanowa był Jan Malejowski miał też trzech rajców. Burmistrz i rajcowie składali przysięgę której rota brzmiała” „Przysięgam …wiarę ,cześć i poddaność i coby dobry porządek i pożytek miasteczko miało(…) sprawiedliwość wedle sił i możności mej ustawicznie rozmnażać, mocnić , gruntować wdowy i ludzie osierocałe bronić i krzywdy im czynić nie dopuszczać. Prawa ,przywileje , zwyczaje ,ustawy i postanowienia wszelakie miejskie zachowywać i przestrzegać, wszelaką niesprawiedliwość niszczyć  i tłumić , na ostatek nic po sobie nie okazywać coby o mnie mniemanie u ludzi dobre było. a zwłaszcza żebym to czynić miał (…..) nie przez dary , nie przez własny pożytek.

            Rotę tej przysięgi dedykuje nowej Radzie Miasta.

Na koniec warto wskazać te nazwy w Jordanowie , które zachowały się od lokacji. Na początek Skotnica. Było to wspólne pastwisko miejskie od słowa starosłowiańskiego skatina- bydło. Taka nazwą określany jest teren obok nieczynnego wysypiska śmieci. Stare pochodzenie ma też słowo Nawsie ,określano tym żyzne wspólne łąki nad rzekami, Występuje w różnych miejscowościach. W Jordanowie potok Malejówka  w granicach Jordanowa jest nazywany Nawsiem. Słowo Przymiarki funkcjonowało do czasów wybudowania osiedla Wrzosy. W drugiej połowie XX wieku używano nazwę ogrody dla pól za domami w Rynku. Do lat 60-tych XX wieku odcinek ulicy Kolejowej od Poczekaja do boiska nazywano Pustkami. Nazwa ta określano miejsca gdzie osadnicy nie chcieli się lokować. Zachowały się nazwy ról Malejowej , które funkcjonują od XV wieku. Już raz broniliśmy tego nazewnictwa przed zakusami zmiany na ulicę inaczej nazwane. Zachowały się szczątkowo pierwotne nazwy  ulic jordanowskich Chrobaczna , Malejowska, Szpitalna, Bystrzańska. Zachowały się natomiast  w całości nazwy Bystrzański Dział i Szpitalny Dział. Nadal też funkcjonuje nazwa „końskie ugory” na  miejsce dawnego  grzebowisko padliny.

Od założenia miasta minęło 450-lat warto te wszystkie szczegóły zapamiętać i przekazać przyszłym pokoleniu gdyż mamy szczęście mieszkać w miejscowości gdzie istnieje nieprzerwana ciągłość pokoleniowa od założenia miasta  to jest około 15 pokoleń.

Stanisław Bednarz

Listopadowa anomalia termiczna

Niektórzy tzw. „uczeni” twierdzą, że Efekt Globalnego Ocieplenia – EGO, to wymysł ekologów i szwindel ludzi zwanych przez nich eko-oszołomami związanymi z różnymi ruchami ochrony Przyrody, a którzy są dla wielkiego biznesu energetycznego obstaklami ekologicznymi i ochroniarskimi komplikatorami, które należy usunąć i wyeliminować z gry o wielkie pieniądze. Bo tylko o nie w tym wszystkim chodzi.

A jednak EGO istnieje i, mało tego, coraz bardziej się potęguje. Zgodnie z tym, co mówią klimatolodzy i ekolodzy – narastający EGO będzie się objawiał coraz bardziej nasilonymi negatywnymi zjawiskami pogodowymi, takimi jak: burze, trąby powietrzne i wodne, huragany, anormalne opady atmosferyczne, powodzie, osunięcia ziemi, itd. itp. Jak dotąd – realizuje się najgorszy scenariusz przez nich przewidywany. Temperatura atmosfery znów wzrosła i we Włoszech mamy powodzie, w USA sypie śnieg, a w Polsce halny masakruje podhalańskie miejscowości… Ale znowu – jak zapewniają nas sprzedajni tzw. „uczeni” – nic się nie dzieje i wszystko jest pod kontrolą. A co się okazuje? – ano to, że nic nie jest pod kontrolą i Przyroda przestaje powoli być przewidywalna.

Tegoroczna listopadowa anomalia termiczna zaczęła się pod koniec października, kiedy to pojawiły się u nas pierwsze przymrozki, kiedy nocna temperatura spadła do -3,7°C, a dzienna trzymała się pomiędzy +2,5 do +3°C.

Potem zaczęło być ciekawiej, bo od 1.XI zamiast robić się coraz zimniej było na odwrót – temperatury dzienne i nocne szły w górę! Jednocześnie zawiało z południa i wiatr halny spowodował to, że w dniu 10.XI stwierdziłem, że w Jordanowie zakwitły… forsycje! Zresztą wykres temperatur mówi więcej, niż tysiące słów.

Oczywiście taka sytuacja nie mogła trwać zbyt długo i w dniu dzisiejszym – czyli 18.XI – zachmurzyło się niebo, wiatr zawiał z kierunku północno-zachodniego i temperatura przysiadła przy +3°C, spadł deszcz i w górach zabieliło śniegiem. Jak na razie anomalia się skończyła. Prognozy wskazują na powrót do normalności – spadek temperatur i opady deszczu, deszczu ze śniegiem i śniegu.

Tylko na jak długo?…

Fotki – http://grzybypl.blogspot.com/2014/11/listopadowa-anomalia-termiczna.html

Robert K. Leśniakiewicz