Miesiąc: Wrzesień 2014

Indiańskie lato

Nareszcie, po wielu dniach paskudnej i pochmurno-deszczowej pogody, nad Jordanowem zabłysło słońce. Przede wszystkim noce stały się romantycznie gwiaździste, w płonącymi na niebie już jesienno-zimowymi gwiazdozbiorami Bliźniąt, Byka, Oriona i jego Psów… W drugiej części nocy na południowym wschodzie płonie mglista tarczka Jowisza. Rzecz ciekawa, bo wszystkie jasne planety są niewidoczne – znajdują się w pobliżu Słońca. Ciekawy okład gwiazdowy – ponoć bardzo wróżebny… A jeżeli czegoś nam teraz trzeba, to dobrych wróżb na przyszłość, która nie rysuje się wesoło…

Tymczasem wróciło lato – w dzień temperatura dobija do +20°C i więcej! Ciśnienie po wielu miesiącach doszło do 1013 hPa, czyli do normy. Od czerwca br. cały czas byliśmy pod niżami i ani raz – podkreślam – ani raz ciśnienie nie przekroczyło poziomu 1013 hPa czyli 760 mm Hg, albo 15 PSI…

Niestety, piękna pogoda ma także swój minus – wielu ludzi szybko się przeziębia i dzięki temu obciąża naszą niewydolną służbę zdrowia. Poza tym skończył się już potężny megawysyp grzybów borowikowatych, i – jak twierdzi Pan Bednarz – już poza koźlarzami, rydzami i poćcami nie mamy na co liczyć. Nie wiem, sprawdzę w najbliższym czasie… A zatem cieszmy się indiańskim latem i penetrujmy lasy i łąki. Może nic nie znajdziemy, ale załapiemy nieco powietrza i słońca przez ponurymi jesiennymi dniami i zimnymi nocami…

Reklamy

III Wojna Światowa – wizje

Dr Leszek Szuman słynny polski jasnowidz ze Szczecina tak widzi losy Europy w kontekście III wojny światowej, jak opisał to w książce „Tajemnice astrologii” (Warszawa 1992). Pisze on o przepowiedniach różnych wizjonerów począwszy od 1084 roku aż do czasów współczesnych. A zatem zaczął on od wizji mnicha Hepidana/Hepithanousa:

 

Rok 1084Wicher wieje ze wschodu i wicher wieje z zachodu. Biada wszystkim, którzy znajdą się między tymi dwiema nawałnicami, pośrodku tych okropnych i niesamowitych zamieszek. Tysiącletnie trony zostaną strącone jak słomiane strzechy z chałup. Między Renem a Łabą oraz rzeką płynąca na wschód (Dunaj) będzie ziemia zaścielona trupami. Ziemia kruków i sępów. A kiedy później rolnik będzie tam siał zboże, to każde ziarnko zapuści korzenie w piersi jakiegoś zabitego człowieka. (To pasuje do II Wojny Światowej)

 

Rok 1709 – „Pergamin z Wismaru”. – Dojdzie do ciężkich walk pomiędzy Wschodem a Zachodem. Wielu ludzi straci życie. Drogami będą jeździły wozy bez koni, a ogniste smoki będą latały w powietrzu, miotając ogień i siarkę. Smoki te będą niszczyły miasta i wsi. Walki potrwają pięć lat i trzy miesiące. Ludzie bezsilnie będą przyglądać się tym zmaganiom. Głód, dżuma i choroby. Nadejdą czasy, kiedy nie będziesz mógł nic kupić ani sprzedać. Źli ludzie będą mieszkali na dnie morza i czyhali na zdobycz. Wojna rozpocznie się, kiedy zboża zaczną dojrzewać. (To by pasowało do I Wojny Światowej)

 

1750 – Widzenie młynarczyka Mateusza z Apoig (pogranicze Czech i Bawarii) – Przyjdzie wielka wojna. Zacznie ją mały a zakończy wielki, co przybędzie zza morza. Kobiety już nie będą nosiły czarnych chust, a na Dunaju będą szczekały żelazne psy. Obuwie kobiet będzie pozostawiało ślady jak gęsie łapki. Nim się rozpocznie ogólny zamęt, nie będzie można po ubiorze rozróżnić kobiet od mężczyzn. Najgorszy czas nastanie, gdy nad lasem przeleci olbrzymi biały ptak lub będzie to ryba. Wkrótce nastąpi jedna wojna, potem druga, a w końcu trzecia. Zacznie się na Wschodzie a zakończy na Zachodzie. Ostatnia wojna przeleci błyskawicznie. Będzie to jakby olbrzymia czystka. Pełno trupów i moc wylanej krwi. Dojdzie do walki pomiędzy Chinami i ich sąsiadami. Lecz co jeszcze gorsze: zbliża się katastrofa. Zimno i trzęsienia ziemi pozbawią wielu ludzi życia. Te i inne przepowiednie są ważne i spełnią się przed rokiem 2111.

 

I połowa XIX wieku – wizje pastucha Mateusza Strombergera z Rabenstein – …nadejdą takie czasy, że ludzie nie będą rozsądniejsi, ale i głupsi. […] Zacznie się to wtedy, kiedy ludzie na wsi zaczną ubierać się jak mieszczuchy i będą wchodzić na klupę gnoju w błyszczących, wyczyszczonych butach. Kobiety będą pachniały jak kozy. Po wsiach będzie się widziało tylko czerwone dachówki, a na wsi będzie się nosić czerwone kapelusze. Kiedy przez wieś przeprowadzą żelazną drogę i żelazny pies będzie szczekać koło Klausenbach. Kiedy wozy będą jeździły bez dyszli i koni, a samowola ludzka przekroczy wszelkie granice przyzwoitości. Gdy w Zwiesel wybudują gmach szkolny jak olbrzymi pałac dla żołnierzy, i kiedy zboże dojrzeje, wówczas nadejdzie nagle wielka wojna. Pieniądz szybko straci na wartości. Za 200 guldenów nie będzie można kupić nawet bochenka chleba. Mimo to nie będzie głodu wśród ludności. Za złotą monetę będzie można kupić całe wiejskie gospodarstwo. Ludzie się będą nawzajem nienawidzili. Żołnierze będą latali w powietrzu jak ptaki. W nasze strony od strony lasu nadleci wielki biały ptak. Drzewo będzie wyniszczone, ale dla ludzi wystarczy. Nastąpi zrównanie stanów. Ludzie zatracą wiarę. Kiedy w Zwiesel kilku kapłanów będzie chciało odprawić nabożeństwo, tylko kilka osób przyjdzie popatrzyć. Zostaną wprowadzone nowe podatki, których nikt nie będzie płacił, i nowe prawa, których nikt nie będzie przestrzegał. Potem rozpocznie się zamieszanie. Brat nie będzie znał brata, a matka swego dziecka. Rozruchy. Ludzie o delikatnych rękach będą mordowani, lecz potrwa to jedną lub dwie fazy księżyca. Ludzie tak się będą ubierali, że nie rozróżnisz kobiety od mężczyzny. Bawarię zniszczą i objedzą, ale Czechy zniszczą całkowicie. Potem nagle przez noc nadejdzie wróg. Chłopi będą siedzieli przy piwie w gospodzie, a tu przez most pojawią się obcy jeźdźcy. Pobliskie góry będą aż czarne od tłumu żołnierzy. Ludzie będą uciekali […] cała zawierucha potrwa bowiem krótko. Kto przeżyje będzie musiał mieć głowę z żelaza. […] Lecz na tym nie koniec. Następnie przyjdzie katastrofa jak koniec świata. Wszędzie poprzez liczne kraje będzie szalał ogień. [Wojna wywoła naturalny kataklizm np. erupcję superwulkanu czy supertsunami?]

 

Okres międzywojenny – wizje rybaka JohanssonaWidzę straszną wojnę daleko na Wschodzie. Żółte twarze staraja się dotrzeć poprzez Alaskę do kanady i Stanów Zjednoczonych. Ich atak zostanie odparty przy pomocy broni rakietowej. Będzie okres, kiedy Związek Radziecki będzie walczył razem z Amerykanami ramie przy ramieniu. Widzę, że przedtem wybuchnie jakaś straszna rewolucja. Mordy, pożoga, trupy. Leżą ich całe stosy.

 

Czasy I Wojny Światowej – dr Ferenc Kossutthany i jego przepowiednie dotyczące III Wojny Światowej – Na północy woda zaleje wybrzeża i zniszczy wiele miast. W przyrodzie nastąpi straszna katastrofa. Czegoś podobnego ludzkość jeszcze nie oglądała […] jednak będzie to dopiero wstęp do okropnych wydarzeń, które potem nastąpią… Nagle, z godziny na godzinę wybuchnie straszna wojna… W tym czasie nie chciałbym żyć – a jeżeli to nie w pobliżu oceanu. Wybrzeża Europy, Anglii i Ameryki zostaną zalane potężna fala wody. Rozpocznie się błyskawiczna wojna, lecz potrwa krótko. Jeden z przeciwników będzie się starał wytruć ludność gazem, ale z powodu przeciwnego wiatru mu się to nie uda. Nastąpi zaćmienie Słońca. W wojnie tej będą poszkodowani zarówno żółci jak i czerwoni. Po tej wojnie będzie długi okres krwawo okupionego pokoju. […]

 

Lata 30. – przepowiednie Aloisa Irlmayera[III Wojna Światowa] odbędzie się; w dacie jej wybuchu będą znajdowały się dwie ósemki i jedna dziewiątka. Dwóch mężczyzn zamorduje jakąś ważną osobistość. Może się to wydarzyć na Bałkanach lub na Bliskim Wschodzie. I to będzie oznaczało początek wojny. Rozpoczną się one od Złotego Miasta. Na Dunaju już nie będzie mostu. Żółty pył posypie się od Złotego Miasta do zatoki. Złote Miasto zamieni się w popiół. Spadający pył nie pozostawi śladu życia. Ściana pyłu idzie jak krecha, z dołu aż do morza. […] Na dworze będzie wszystko zatrute, tak woda jak i pożywienie. Śmierć w postaci pyłu będzie krążyła dookoła. Ciemności potrwają 72 godziny. […] Umrze więcej ludzi niż w czasie poprzednich dwóch wojen. […] Nad Renem pojawi się Półksiężyc, co będzie chciał wszystko pożreć. W pobliżu Landau w Bawarii nie zostanie nic. Dookoła będzie wszystko żółte i zniszczone. Papież z Rzymu będzie uciekał w kierunku południowo – wschodnim lub przez Wielką Wodę. Tam potajemnie ukoronuje cesarza. Miasto, gdzie stoi żelazna wieża spala jego mieszkańcy i obywatele. Gdzie spojrzeć, tam rewolucja. W morzu pojawią się dziury, a potem powrotna fala zatopi wyspy i oderwie je od lądu. Trzy miasta znikną pod wodą. Jedno na północy, drugie na południu a trzecie na zachodzie. Na Wschodzie straszne walki – czerwone i żółte masy wojsk na ulicach. Kiedy znów zakwitną kwiaty, papież znów wróci, by opłakiwać. Po katastrofie zmieni się klimat…

 

Lata międzywojenne – wizja Janosa Kele o III Wojnie Światowej – Widzę młodych ludzi, a nawet dzieci, które jako dorosłe przeżyją następną, trzecią wojnę światową. Będą spokojni i szczęśliwi. Po tej wojnie poglądy na wiarę i życie duchowe zmienią się. Widzę ich wszystkich, kiedy będą starsi. Maja twarze pogodne i beztroskie. Będą żyli nie przeciwko sobie, ale razem z sobą dla siebie. Coś strasznego – chyba wojna – przeleci nagle jak huragan. Potrwa to krótko. Nasze dzieci nie ucierpią z tego powodu zbytnio, bardziej inne dzieci tych, którzy mają w obecnie w sercach nienawiść do bliźnich. Przyszłe pokolenia czeka spokój i radość życia, ale nim to nastąpi w różnych krajach wyleje się morze łez. W dacie przyszłej wojny widzę cyfrę 7. 

 

1980 rok – wizja o. Czesława Klimuszko, który w swej książce „Moje widzenie świata” tak pisał o naszej przyszłości: Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości. Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów. Przed Polską widzę jasność i wstępowanie do góry. Będzie bardzo dobrze.

Dodatkowo według Ojca Klimuszki z Polski miały pochodzić osoby, które będą zmieniać świat. Sugerował, abyśmy byli optymistami i wcale nie myśleli o końcu świata. Czasami słynny polski jasnowidz ujawniał swoje wizje na temat przyszłości świata. Pisarz Tadeusz Konwicki twierdził, że ojciec Klimuszko bezbłędnie przepowiedział upadek komunizmu w 50 lat po zakończeniu II wojny światowej. Podobnie jak inni wizjonerzy, on także widział zagrożenia moralne i ekologiczne dla ludzkości i świata. Przyznał, że miał wizję potencjalnej wojny nuklearnej oraz wojen religijnych. Mówił tak:

Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy. Część buta włoskiego znajdzie się pod wodą. Wulkan albo trzęsienie ziemi ? Widziałem sceny jak po wielkim kataklizmie. To było straszne. Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie otrąbiony trwał pokój. Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną w wody morza, obudzą bestie. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale. Widziałem transatlantyki wznoszone jak łupinki… Ta góra wodna stanie ku Europie. Nowy potop ! Zadławi się w Gibraltarze ! Wychlupnie do środka Hiszpanii ! Wleje się na Saharę, zatopi włoski but, aż po rzekę Pad. Zniknie pod wodą Rzym ze wszystkimi muzeami, z całą cudowną architekturą […] Nasz naród powinien z tego wyjść nie najgorzej. Może pięć, może dziesięć procent jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża […]

 

A zatem będziemy mieli spokój gdzieś do roku 2032. Pocieszające. Jak na razie, poza wojną nuklearną, to rzeczywiście grozi nam Superwybuch dwóch albo nawet trzech Superwulkanów: Yellowstone, Laacher See i Campi Flegrei no i atak supertsunami po osunięciach się do oceanów ogromnych ilości gruntu na wyspach Palma de Canaria oraz Hawaii. To są realne zagrożenia ze strony matki Natury.  Co do inwazji na Europę, to bardziej kojarzy się to z falami nielegalnych emigrantów uciekających z Afryki właśnie małymi łódkami – wielu z nich to V kolumna wojującego, szariackiego islamu, wiec wojna pomiędzy chrześcijaństwem a islamem na kontynencie europejskim jest wysoce prawdopodobna. Dlatego właśnie należałoby się dobrze pilnować. I dobrze pilnować naszych granic…     

Dla ojczyzny

 

                                                                                                            „W krwawym polu srebrne ptaszę

                                                                                                              Poszli w bój chłopce nasze”

                                                                                                              /Wincenty Pol/

 

 

                    U schyłku XIX i na początku XX wieku zarysowały się  sprzeczności między państwami zaborczymi. Z roku na rok pogarszały się stosunki między nimi, napięcie rosło. Kraje te przystąpiły do wzmożonej produkcji broni i sprzętu potrzebnego dla wojska.

Był   sierpień 1914 , dokładnie przed stu laty wstrząsnął światem wybuch wielkiej wojny ,pierwszej wojny światowej. Wojna jest zawsze złem i nieszczęściem ,ale z tą wojną naród polski wiązał nadzieje na odzyskanie niepodległości. Upatrywano szansy dla sprawy polskiej. Na kilka lat przed rokiem 1914 w zaborze austriackim w Galicji przystąpiono do organizowania związków paramilitarnych. Przewidywano rozprawę zbrojna z Rosją., która po klęsce jej w wojnie z Japonia uznano za :kolos na glinianych nogach”. Rząd Austro-Węgier  tolerował powstawanie polskich organizacji, które po ewentualnej przyszłej wojnie z imperium cara Mikołaja II miały stać się z wsparciem dla armii cesarza Franciszka Józefa I.

Począwszy od roku 1908 powstawały „Związek Walki Czynnej”, „Polskie Drużyny Strzeleckie”, „Strzelec”, ”Drużyny Bartoszowe”, ”Drużyny Podhalańskie”, „Sokół” i „Tajny Związek Wojskowy”. Szli do nich na zasadzie ochotniczego zaciągu studenci uczelni wyższych, uczniowie ostatnich klas gimnazjalnych, uczniowie warsztatów rzemieślniczych i synowie rolników. Odbywano ćwiczenia w wolnych od pracy i nauki godzinach, często przed świtem. Uczono taktyki, strzelectwa, terenoznawstwa i musztry, przygotowywano przyszłych oficerów i podoficerów. Głównymi ośrodkami ruchu niepodległościowego były Kraków i Lwów. Tutaj odbywano narady, układano plany , podejmowano decyzję , wydawano rozkazy.

Do najbardziej aktywnych działaczy ruchu niepodległościowego należeli : Tomasz Arciszewski, Walery Sławek , Kazimierz Sosnkowski ,Władysław Sikorski ,Marian Januszajtis ,Aleksandra Szczerbińska ,Henryk Bagiński , profesor U.J. Wacław Tokarz ,Tadeusz Rozwadowski. Największym autorytetem cieszył się Józef Piłsudski zasłużony działacz patriotyczny przybyły z zaboru rosyjskiego-Sybirak.

Znaczny wpływ na pozycję ruchu niepodległościowego miała w Małopolsce Polska Partia Socjalistyczna . Przygotowania insurekcyjne popierał też Ignacy Daszyński wybitny działacz socjaldemokratyczny cieszący się wielkim szacunkiem w wiedeńskim parlamencie. Społeczeństwo Małopolski wspierało działania niepodległościowe. Włączali się do nich uchodźcy z zaboru rosyjskiego , którzy w Galicji czuli się bezpieczniej.

Po zamordowaniu w Sarajewie arcyksięcia Ferdynanda dnia 28 czerwca wypadki następowały szybko. Komisja Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych powierzyła Piłsudskiemu naczelne dowództwo w Legionach. Wydała tez odezwę do wszystkich Polaków o zgłaszanie się ochotniczo do oddziałów legionowych. Austria wypowiedział 1 sierpnia wojnę Serbii, 3 sierpnia Niemcy Francji. W Rosji zarządzono mobilizacje, czemu sprzeciwiły się Niemcy żądając wstrzymania jej. Rosja dała odpowiedź odmowną. Wobec czego Austro-Węgry i Niemcy wypowiedziały 5 sierpnia  wojnę Rosji.

Józef Piłsudski w nocy z 1 na 2 sierpnia wydał do wszystkich okręgów rozkaz mobilizacyjny. Miejscem koncentracji dla polskich oddziałów był teren Wystawy Architektury Wnętrz przy ulicy Oleandry w Krakowie. Budynki wykorzystano na koszary. Już 2 sierpnia  sformowano Pierwsza Kompanie Kadrową. Dowódca jej został gen. Tadeusz Kasprzycki. Liczyła ona 144 strzelców . O świcie dnia 6 sierpnia wyruszyła do Kielc. Formowano następne kompanie ,bataliony i pułki. Dowódcami ich często młodzi oficerowie wyszkoleni w organizacjach , a częściowo oficerowie austriaccy skierowani do oddziałów polskich z armii zaborczej. Do tych drugich należeli dwaj austriaccy generałowie Karol Trzaska –Durski i Stanisław Puchalski. Legiony miały tez swoich kapelanów , a głównym był  ks. Biskup Władysław Bandurski ,znakomity kaznodzieja.

Wśród  legionistów byli poeci m. in. Władysław Orkan ,Władysław Broniewski, Józef Mączka , a także pisarze Andrzej Strug i Juliusz Kaden-Bandrowski. W wyposażeniu oddziałów legionowych były braki ,ale był duch bojowy i gotowość do poświęceń. Zaborcy austriaccy dawali mgliste obietnice Polakom , którzy liczyli na przychylność rządu monarchii habsburskiej.

Legiony okazały się znacząca siłą na froncie wschodnim. Brały udział w walkach pozycyjnych nad Nida , w wielkiej bitwie pod Limanową , w wyniku której zmuszono Rosjan do odwrotu w ich marszu na Kraków. Ciężkie boje toczono z wojskiem rosyjskim pod Łowczówkiem, Mołotkowem , w obronie Przełęczy Pontyrskiej. Broniono Węgier przed rosyjska inwazją. Do historii przeszły bitwy pod Konarami, Rokitną , Rarańczą. Do lipca 1915 roku straty w legionach wyniosły 7 tysięcy poległych ,rannych ,zaginionych. W początkach września oddziały legionowe zostały przerzucone na Wołyń, gdzie stoczono większe bitwy pod Kamieniuchą ,Wołoczeckiem, Kuklami ,Kostiuchnówka.

Władysław Broniewski legionista pisał:

„Dowiedziałem się , o czym milczy czarny Styr i zielony Stochód , gryzą  ziemie moi najmilsi, nawąchali się dość prochu”

Mimo wielkiej ofiary życia i krwi Polaków zaborcy  nie uczynili niczego dla sprawy polskiej. Poczucie zawodu i rozgoryczenia wśród legionistów rosło. , doszło na początku 1917 roku do kryzysu przysięgowego i rozwiązania Legionów , ale chwała ich czynu zbrojnego przeszła do historii, zyje i żyć będzie we wdzięcznej pamięci narodu polskiego.

 

                                                                                                       Jerzy Semsch

Poczet wybitnych obywateli Jordanowa: Zdzisław Barć

 CCF20140922_00000

Zdzisław Barć (1930-2003).Artysta malarz samouk, miłośnik Jordanowa. Dzieciństwo i młodość przypadającą na czasy okupacji niemieckiej spędził w rodzinnym Przemyślu. Po okupacji wyjechał na Ziemie Odzyskane  w okolice Koszalina ,następnie służył w Marynarce Wojennej na Oksywiu ,po czym osiadł w Krakowie gdzie pracował w hucie. W roku 1979 po przejściu na emeryturę sprowadził się do Jordanowa skąd pochodzi jego małżonka. Uwielbiał Jordanów ,okoliczną przyrodę i nasze jordanowskie klimaty. Swoją twórczość malarska w dużej części poświęcił naszemu miasteczku. Malował pejzaże oddające piękno okolicznej przyrody, architekturę Jordanowa , a także sceny batalistyczne związane z walkami w naszych okolicach. Część swojej twórczości poświęcił obrazom o tematyce religijnej. Był autorem wielu wystaw malarskich. Współpracował w tej dziedzinie z MOK. Do dziś jego obrazy można napotkać w wielu miejscach Jordanowa. Był znakomitym gawędziarzem , znawcą tematyki historycznej. Wiele z jego opowieści można było się dowiedzieć o czasach okupacyjnego Przemyśla , zagospodarowywaniu Ziem Odzyskanych ,ciekawostkach przyrodniczych. Chętnie dzielił się swoim bogatym doświadczeniem życiowym. Do końca swych dni aktywnie uczestniczył w pracach Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej, będąc autorem wielu cennych inicjatyw. Uczestniczył tez czynnie w działalności Stowarzyszenia ”Pasja” skupiającego artystów Jordanowa. Zdzisławie brakuje nam ciebie i twej pogody ducha.

                                                                                            Stanisław Bednarz

Śp. Roman Stec

 Stec

Zarząd Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej  oraz Redakcja „Echa Jordanowa”  z głębokim żalem zawiadamia , że w dniu 4 lipca 2014 roku  odszedł od nas  w wieku 65 lat Pan Roman Stec-Prezes Banku Spółdzielczego  w Jordanowie, zasłużony samorządowiec  odznaczony  m.in. odznaczeniem regionalnym „Zasłużony dla Ziemi Jordanowskiej”

Śp. Roman Stec  pochodził z Osielca pracował m.in. jako nauczyciel w powiecie miechowskim i powiecie brzeskim. W rodzinne strony wrócił w 1978 roku by założyć tam specjalistyczne gospodarstwo rolne. W latach 1994-2002 był radnym Rady Miasta Jordanowa  i członkiem Zarządu Miasta. Z Bankiem Spółdzielczym w Jordanowie związany był od 1991 roku , najpierw pracował społecznie , po kilku latach został dyrektorem oddziału w Makowie Podhalańskim. Funkcje Prezesa Zarządu pełnił od 2010 roku.

Dla nas jako Towarzystwa Miłośników Ziemi Jordanowskiej był  zawsze życzliwy i otwarty na nasze tarapaty finansowe i stale wspierał nasza działalność. Dużo mu zawdzięczamy.

Był lubianym człowiekiem ,dobrym gospodarzem, spokojnym ,rozważnym ,uprzejmym , życzliwym ludziom, którym zawsze pomagał .

Wspomina go grono ludzi Jemu życzliwych, koledzy, znajomi i nasze Towarzystwo.

Odzwierciedleniem Jego dobroci i szacunku dla Jego osoby  była ostatnia droga pogrzebu gdzie można było zauważyć licznie uczestniczących  mieszkańców i delegacje spółdzielcze oraz samorządowe

 

NIECH ODPOCZYWA W POKOJU

Setna rocznica wybuchu Wielkiej Wojny

W tym roku przypadła okrągła 100 rocznica wybuchu Wielkiej Wojny zwanej także I Wojną Światową. Trudno się o niej pisze, bo całe stulecie, które upłynęło od tego czasu, zabrało już naocznych świadków tych ponurych wydarzeń. My znamy ją już tylko z książek i filmów oraz opowiadań dziadków. Moi dziadkowie niejednokrotnie wspominali Wielką Wojnę, w której brali osobisty udział. I tak np. jeden z nich bił się na Dalekim Wschodzie w wojsku rosyjskim z Japończykami na sopkach Mandżurii. Drugi dziadek był ułanem w szeregach c.k. armii austrowęgierskiej w Galicji. Całe szczęście, że nie mogli stanąć naprzeciw siebie w szeregach wrogich armii… Inni Polacy mieli mniej szczęścia i ginęli w bezsensownych, bratobójczych walkach.

Rację miał Otto von Bismarck, żelazny kanclerz, który powiedział kiedyś, że następną wojnę w Europie wywoła „jakieś przeklęte błazeństwo na Bałkanach” i tak się też stało. Zaczęło się w Sarajewie, gdzie grupa serbskich terrorystów zamordowała austriackiego arcyksięcia Ferdynanda w dniu 28.VI.1914 roku. To był wyzwalacz, który jak zapalnik podziałał na napięcia, które narastały w Europie od lat. Wybuch wojny był kwestią dni, i wojna wybuchła. Jej działania rozpoczęły się 28.VII.1914 roku.

Wielka Wojna to przede wszystkim użycie nowych rodzajów broni i nowych rodzajów wojsk: broni podwodnej, czołgów i samolotów oraz sterowców. To pierwsze w historii użycie broni masowego rażenia w postaci gazu musztardowego, fosgenu i chloru. To użycie superciężkiej artylerii do burzenia umocnień fortecznych i ostrzału miast z dużej odległości. To bombardowania obiektów wojskowych i otwartych miast, co zaznały Londyn, Mediolan, Bukareszt… Poza tym nieruchawe fronty, linie transzei i miliony żołnierzy stojących naprzeciwko siebie, których dziesiątkowały nie tyle kule wroga, ile dur brzuszny i inne choroby wynikające z braku higieny, niedożywienia i złej pogody, szczurów, wszy, itd.

Wielka Wojna to także represje ludności cywilnej i jej cierpienia wywołane przez niedostatki i głód. Jej efekty były straszliwe: 8.500.000 zabitych, 21.210.000 rannych i 7.700.000 zaginionych. Straty materialne właściwie nieoszacowane. Do tego należy dorzucić jako pochodną pandemię grypy hiszpanki AH1N1 z lat 1918-1919, która zabrała dalsze 50-100 mln ofiar na całym świecie, a która spowodowana była obniżeniem odporności wywołanym niedożywieniem i bardzo złym stanem zdrowotności ludzi oraz nędzą spowodowaną przez wojnę.

A jednak Wielka Wojna dała nam zmiany na politycznej mapie Europy: rozpad c.k. Monarchii Austrowęgierskiej, rewolucję w Rosji, upadek Niemiec. I powstanie szeregu nowych państw – w tym także Polski. To było właśnie dokładnie to, o co modlili się polscy patrioci przez 123 lata niewoli. Polska powstała 11.XI.1918 roku i w dwa lata później już musiała stawić czoło bolszewickim hordom niosącym rewolucję do Niemiec. Możemy teraz gdybać, ale gdyby nie bohaterstwo, odwaga i poświęcenie polskiego żołnierza, gdyby nie doskonałe przygotowanie, determinacja, doświadczenie i wiedza ich dowódców, praca sztabów i wywiadu (szczególnie radiowego), to nie byłoby „cudu” nad Wisłą, a mapa Europy wyglądałaby zupełnie inaczej. A wszystko dlatego, że w ramach podstępu wojennego Niemcy podesłali Rosjanom wodza Rewolucji Październikowej, który zawarł haniebny pokój z Niemcami, ale i utopił Rosję we krwi. To też było pokłosie Wielkiej Wojny!

To, co stało się we wrześniu 1939 roku było kolejną pochodną niezałatwionych spraw po Wielkiej Wojnie, co atoli jest już inną historią.

Pisząc naszą „Monografię” zwróciliśmy uwagę na tych naszych ziomków, którzy zginęli w Wielkiej Wojnie walcząc na obcych ziemiach, w obcych mundurach, a którym należy się nasza wieczna pamięć. Są to:

Aleksander Dańkowski, Józef Feuereisen, Władysław Hajda, Mieczysław Kawski, Wawrzyniec Leśniakiewicz, Stanisław Oprzędek, Józef Skorupski, Nikodem Sulak, Stanisław Sulkowski, Jan Zaręba, Jan Zduń i Stanisław Zduń, Michał Cieślak, Jan Dańkowski, Paweł Durek, Stanisław Gancarczyk, Stanisław Mąkacz, Antoni Olczak.

Do tego należy doliczyć także mieszkańców Malejowej:

Jan Babik, Franciszek Fudali, Józef Fudali, Wawrzyniec Fudali, Jan Gruca, Jan Gruca, Józef Gruca, Józef Hajda, Stanisław Kłącz, Ludwik Madoń, Stanisław Madoń, Józef Mentel, Władysław Mentel, Wawrzyniec Wierzba.

I tym ludziom należy się upamiętnienie jak na to zasługują. Nie rozumiem, dlaczego miasto Jordanów nie poświęciło im już nawet nie pomnika, ale choć najskromniejszej tablicy? W innych miejscowościach w Polsce i całej Europie takich ludzi się upamiętnia, tylko nie u nas. Uważam, że jest to jedna z pierwszych spraw, którą powinien zająć się nowo wybrany samorząd naszego Miasta, i upamiętnić tych mieszkańców naszego Miasta w 101. rocznicę wybuchu Wielkiej Wojny w 2015 roku.

 

Robert K. Leśniakiewicz

12 pułk piechoty „Ziemi Wadowickiej” w walkach na ziemi jordanowskiej  we wrześniu 1939 roku – artykuł rocznicowy

Znów  rocznica wrześniowej katastrofy 1939 roku. Kolejny czas do refleksji. W artykule tym pragnę przybliżyć działania 12 pułku piechoty w obronie Jordanowa. Do tej pory w publicystyce dotyczącej walk pod Jordanowem koncentrowano się na działaniach 10 Brygady kawalerii płk. Maczka. Temat ten solidnie wyczerpano. Pora zająć się innymi jednostkami Wojska Polskiego, których rola w walkach była marginalizowana. Wybrałem celowo ten pułk gdyż był on terytorialnie  najbliższym oddziałem wojskowym dla  naszego Jordanowa.

12 pułk piechoty utworzono w styczniu 1919 roku. Podstawę kadrową pułku stanowili żołnierze 55 i  56 pułku austriackiej piechoty które były terytorialnymi pułkami dla mieszkańców Jordanowa. To znaczy byli oni wcielani do tych pułków.. Bezpośrednio po utworzeniu pułk walczył o Śląsk Cieszyński i w ofensywie 1919 roku o Ziemie Lwowska dochodząc aż do Trembowli. Później walczył na Ukrainie w ramach wojny bolszewickiej z armia Budionnego oraz w późniejszych walkach obronnych w roku 1920. Z tułaczki wojennej wrócił w 1921 roku obierając sobie Wadowice jako stały garnizon. Jedynie III batalion stacjonował w Krakowie.  W 1926 roku oddziały tego pułku podczas święta Wojska 15 sierpnia defilował w Jordanowie .We  wrześniu 1939 roku część pułku ( głownie III batalion) walczył na kierunku śląskim, a I i II batalion bronił kierunku podtatrzańskiego. Sztandar pułku był darem Wadowic ,Andrychowa i Kalwarii i został poświęcony w 1924 roku. Sztandar wobec rozbicia pułku pod Suścem (woj. lubelskie)  sztandar został zabezpieczony przetrwał okupacje i po wojnie zawędrował do Muzeum Wojska Polskiego. Ale wróćmy na nasz teren walk. W dniu 1 września 1939 roku I batalion stacjonował w Jaroszowicach nieco na południe od Wadowic, a II batalion ( bez drobnych pododziałów skierowanych na Pszczynę) w Choczni na zachód od Wadowic. O godz. 11 pułk  w składzie  wspomnianych 2 batalionów dostał rozkaz wymarszu do Suchej. Część wymaszerowała piechota ,a II batalion koleją. II batalion pozostał w Suchej i miał bronić przed uderzeniami od strony Zawoi i Żywca, a I batalion został skierowany  transportem kolejowym w godzinach wieczornych do Jordanowa. Po zameldowaniu  się w Jordanowie u płk Maczka adiutant pułku  kapitan Dyr   otrzymał rozkaz nocnego wypadu na Spytkowice. Do nocnego wypadu na Spytkowice d-ca 12 pp ppłk Marian Strażyc nakazał skierować 4 i5  kompanie strzelecką. Jako wzmocnienie otrzymali od płk Maczka 1 szwadron 24 pułku ułanów z plutonem ckm.i oddziały Obrony Narodowej (kompanie Zakopane ,Żywiec). Grupa ta miała zaatakować wojska niemieckie nocujące w Spytkowicach ze wzgórza 693 i Wielki Las .Wypad ten miał być powiązany z czołowym atakiem od strony Wysokiej dwóch szwadronów 24 pułku ułanów. Tylko przy współdziałaniu tych dwóch atakujących grup wypad ten miał sens. Grupa gdzie były kompanie 12 pp wyruszyły z pod folwarku w Toporzysku bardzo późno oczekując na butelki zapalające do niszczenia czołgów. Do tego jeszcze kompanie te pobłądziły w nocy w nieznanym sobie terenie i rezultacie na planowane wzgórza dotarły o świcie. Atakując ponieśli duże straty poległ m.in. dowódca 4 kompanii II batalionu por. Tadeusz Stefaniszyn. Jego grób znajduje się na cmentarzy w Spytkowicach. Szwadrony 24 pułku ułanów  mające atakować od strony Wysokiej wycofały się przedświtem skoro nie było odgłosu walk w oczekiwanym czasie. Musiały się wycofać bo w bezleśnym terenie ich walka miała sens tylko w nocy.  Wypad był nieudany ale zniszczono trochę sprzętu niemieckiego i wzięto do  niewoli jednego Niemca. To niepowodzenie taktyczne było po wojnie przedmiotem sporu . Oficerowie 24 pułku ułanów zarzucali 12 pp  zabłądzenie , a pozostali przy życiu oficerowie 12 pp tłumaczyli to późną porą przybycia do Jordanowa o 22 15. Nie wnikajmy w to żołnierze 12 pp oddali daninę krwi i starali się wykonać zadanie mimo przybycia nad Spytkowice dopiero o świcie. Po nieudanej akcji II batalion 12 pp wycofał się w rejon południowych przedmieść Jordanowa w pasie Hajdówka wzgórze 492 na południe od Naprawy. Po wycofaniu się oddziałów płk Maczka z Jordanowa II batalion 12 pp udał się z powrotem do Suchej i dalej do Budzowa. W taki oto sposób 12 pp zaznaczył swa obecność na Ziemi Jordanowskiej. Odwiedźmy więc cmentarz w Spytkowicach gdzie pochowany jest d-ca 4 kompanii por. Stefaniszyn i oddajmy mu hołd.

Stanisław Bednarz