Miesiąc: Maj 2014

Burzami otoczeni…

Jordanów to jednak niesamowite miejsce!  Kiedy Dolny Śląsk i inne regiony Polski są zalewane potokami wody przy akompaniamencie grzmotów i w blasku błyskawic, u nas jest spokojnie, leniwie i ciepło – słowem – letnio! I faktycznie – w ciągu ostatnich czterech dni temperatury nocne sięgały +14°C, zaś dzienne – pomimo zachmurzenia wynoszącego ¾ – sięgały +27°C. Jednakże duża wilgotność powietrza przy niskim ciśnieniu wynoszącym 997 hPa dawała się we znaki sercowcom. Tak czy owak, ominęło nas 6 burz, które szły albo nad Podhale albo w kierunku Krakowa i Myślenic. Zaiste rację ma Pan Bednarz, który twierdzi, że nasze miasto chronione jest specjalną łaską Matki Boskiej Jordanowskiej…!

 

Przede wszystkim skorzystały na tym rośliny i w zasadzie rozpoczęło się już kwitnienie letnich, czerwcowych kwiatów. Ogrody zabarwiły się wszystkimi kolorami tęczy. No i pojawiły się także grzyby – na zdjęciach widzimy żółciaka siarkowego, którego rozwalił jakiś półgłówek…

 

Dzisiaj pogoda wreszcie się zepsuła: po słonecznym ranku zza gór na południowym-zachodzie wypełzły paskudne ołowiano-granatowe chmury i od czasu do czasu rozlega się stłumiony pomruk grzmotów. Wygląda na to, że może wreszcie u nas popada? Jak na razie burze huczą wokół nas…

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2014/05/burzami-otoczeni.html

Robert K. Leśniakiewicz

26 maja

Gdy idę spać

Mówisz mi dobranoc

Gdy wychodzę z domu
Słyszę – dbaj o siebie

*

Choć czasem mam dość
Tych słów – to wiem i czuję
Że gdzie ja tam i Ty
Jesteś ze mną zawsze

*

Jestem już dorosły !
Lecz zawsze Twym dzieckiem
Czy dobre – czy złe
Ty wspierasz lub bronisz

*

Czasem jest mi brak
Tej Twojej nadopieki
A gdy ja okażesz
Wkurzam się – bo jestem dorosły !

*

Wiem jedno – Tyś matką
Która wszystko czuje
Moje smutki troski
Wzloty i upadki

*

A 26 maja święto Twoje
Mojej i każdego matki
Serce – sercu życzy
Zdrowia cierpliwości

Oby dla was zawsze świeciło słońce wytrwałości i miłości !

Bożena Sandulska

Lasy po powodzi

Trzeci dzień upałów, a ja wreszcie mam trochę czasu, by wyskoczyć do lasu, bo zachęcają mnie do tego wpisy na Forum klubowym Darz Grzyba. Teoretycznie grzyb powinien już być: ciepłe noce, do +14,8°C, gorące dnie do +30,6°C, wysoka wilgotność ścioły i gleby, no i Księżyc idący do nowiu, który nastąpi 28 maja.

Udałem się tedy rankiem na Majerzówkę i Końskie Ugory, by obejrzeć sobie potok Strącze i brzegi Skawy. Muszę przyznać jedno – widowisko wielce niemiłe!  Znowu – wiszące plastykowe farfocle na gałęziach i brzegach – jedynym pocieszeniem jest to, że one już nie popłyną do morza, by dodać swoją część do tysięcy ton odpadów zaśmiecających i zatruwających Wszechocean.

Grzyby – na swej trasie napotkałem tylko jakieś bedłkowate, dwa borowiki ceglastopore vel ceglasie, a poza tym kilka kurek, które już się pokazały! Dodam, że u nas kurki najwcześniej pokazują się w połowie lipca i to w sprzyjających warunkach, a tutaj… jakieś dwa-trzy dni i będzie z nich jajecznica!

Poza nimi pięknie rosnące zielone sznury widłaków i jakieś ładne leśne kwiaty. Wracam przy 26-stopniowym gorącu. Pachnie słodko skoszone siano, niezmordowane ptaki koncertują na drzewach… – zupełnie letnia pogoda. I tylko gdzieś nad Beskidem Wyspowym wypiętrzają się chmury zwiastujące popołudniową lub wieczorną burzę.

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2014/05/lasy-po-powodzi.html      

Robert K. Leśniakiewicz 

Czyżby koniec grzybobrań?

W dniu wczorajszym otrzymałem pełen niepokoju email od jednego z moich znajomych:

Prawdziwki, podgrzybki, kozaki obrodziły wyjątkowo. I to zarówno w Beskidach jak i lasach ziemi częstochowskiej. Przy DK1 popularnej „gierkówce” w Siedlcu Dużym grzybiarze wystawili kilkanaście straganów oferując do sprzedaży świeżo znalezione okazy. I pewno nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby kalendarz wskazywał co najmniej połowę września. Tymczasem grzybobranie w maju musi budzić zdziwienie i pytania: czy to normalne, czy może przyroda oszalała. Zwłaszcza że doniesienia o wysypie prawdziwków napływają też z Zachodniopomorskiego, Mazowieckiego czy Borów Tucholskich. Prof. Adam Rostański, szef Pracowni Dokumentacji Botanicznej na wydziale Biologi Uniwersytetu Śląskiego tłumaczy niespodziewane majowe grzybobranie tak: – Prawdziwki i podgrzybki o tej porze roku to zjawisko rzadkie, zatem z pewnością mamy do czynienia z anomalią. Jej przyczyn trzeba szukać w ciepłej zimie i wiośnie. Grzybnia do rozwoju oprócz wilgoci potrzebuje przede wszystkim właśnie ciepła, którego miała pod dostatkiem. Ostatnie ochłodzenie dało sygnał grzybom, że „skończyło się lato” i wystartowały z owocnikami – mówi prof. Rostański. Czy to oznacza, że o tradycyjnym jesiennym grzybobraniu możemy już zapomnieć? Wszystko zależy od tego jakie będzie lato. Jeśli wilgotne i ciepłe, to już we wrześniu czeka nas drugi zbiór w tym roku.

A oto, co mu odpowiedziałem:

E, spoko. Grzyby w maju to akurat jest i normalne i możliwe, bo maj jest początkiem sezonu grzybowego w większości krajów Europy i Ameryki Pn. Rzecz jest nie w samym pojawie, ale w jego wielkości – ta rzeczywiście jest imponująca – i rzeczywiście zależy od ilości opadów w kwietniu i maju. Te rzeczywiście były potężne, aczkolwiek nie tylko ich obfitość i ciepło mogło być sygnałem do startu pojawu. Nie zapominajmy, że wciąż mamy w ściołach i glebie radionuklidy pozostałe po katastrofach w czarnobylskiej EJ oraz Daiichi – Fukushima 1 EJ. Nie mierzyłem radioaktywności, ale z doświadczenia wiem, że wzrasta ona po każdym deszczu który oczyszcza atmosferę i zrzuca jądra krystalizacji pochodzące m.in. z w/w elektrowni oraz pożarów lasów w Rosji, które uwolniły do atmosfery kilkaset ton różnego rodzaju “gorącego” świństwa. Dokładniejszy opis tych zjawisk na moim blogu www.wszechocean.blogspot.com.  

I zwróciłem się także z tym problemem do Koleżanek i Kolegów z „Darz Grzyba”: a co Wy o tym sądzicie ?? Koniec-to czy nie ?? ?? ??

Zenit (Kraków): W dobie internetu , FB łatwiej pokazać i zauważyć coś co inni widzą to co roku…

W sezonie jest zawsze kilka wysypów czy jak mówią „naukowcy” pojawów – po każdym z nich grzybnia musi odpocząć i odbudować się gdy są sprzyjające warunki wysypów może być kilkanaście. Pamiętam taki rok w którym non stop przez dwa miesiące rosły borowiki (co normalne nie jest w suchym roku)

 

Pat (Kołobrzeg): Sprzyjające warunki i pora, to nie jedyne czynniki decydujące o owocnikowaniu. Gdyby tak było, zawsze wiedzielibyśmy, kiedy spodziewać się zbiorów. Przy optymalnej pogodzie zawsze byłyby grzyby, a przecież tak nie jest. Rzecz w tym, że owocniki w przyrodzie mają do spełnienia ściśle określoną rolę. Zdaje się, że owocników niekiedy nie ma w takiej ilości, jakiej się spodziewamy, bo być może nie ma takiej potrzeby. Zresztą, w świecie zwierząt, roślin i grzybów funkcjonuje chyba pewien inteligentny mechanizm, którego do końca nie uda nam się poznać J

A tymczasem w naszych lasach pojawiły się koźlarze, o czym powiadomił mnie Pan Bednarz i przesłał mi dwa zdjęcia kozaków zrobione przez Pana Kramarczyka z Olszówki. Drugie zdjęcie przedstawia borowika prawdziwka. A zatem należy spodziewać się większego wysypu grzybasów po 28 maja, w czasie nowiu Księżyca.

 

Fotki – http://grzybypl.blogspot.com/2014/05/czyzby-koniec-grzybobran.html

Robert K. Leśniakiewicz

Plastykowe ślady po powodzi

Wczoraj pojechałem w rejon stacji kolejowej, gdzie obejrzałem sobie obrazy po wielkiej wodzie. A są one przygnębiające: wygnieciona wegetacja, oberwane brzegi i… setki plastikowych worków, toreb i innych farfocli wiszących na nadbrzeżnych krzewach i drzewach – doprawdy nieprzyjemny to widok! A tyle się mówi o szkodliwości plastyków i innych tworzyw sztucznych w ogóle dla biosfery, ale to jest rzucanie grochem o ścianę – dla wielu wieśniaków rzeka jest śmietniskiem, w który można wrzucać byle co, bo woda i tak zabierze…

Najgorsze jest to, że ten cały chłam, jak nie zostanie zatrzymany przez łoziny, to pójdzie do Wisły a z nią do morza. I teraz plastyk wraz z odpadami organicznymi i nieorganicznymi pójdzie do Zatoki Gdańskiej i Zalewu Wiślanego powiększając skażenie chemiczne i biologiczne wód Bałtyku, jakby było jeszcze ich tam mało. A potem wszyscy dostają histerii, kiedy w czerwcu woda w morzu „zakwita” algami, które wydzielają neurotoksyny szkodliwe dla zdrowia ludzi i zwierząt. Cierpią wszyscy, ale oczywiście co to obchodzi wieśniaka i nie tylko, bo mieszkańcy miast są nie lepsi pod tym względem, który cieszy się, że zaoszczędził kilka złotych na wywozie śmieci. Śmieciowa kwadratura koła trwa nadal i problem nadal istnieje.

I będzie wciąż narastał, bo każdy Niż Genueński przynosi powodzie, a że letnia pogoda już się zaczęła, co wróży powtórkę… – oby nie!

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2014/05/plastykowe-slady-po-wielkiej-wodzie.html

Robert K. Leśniakiewicz

Krajobraz po wielkiej wodzie czyli masakra w ogrodzie

Powódź skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Chmury powoli schodzą z nieboskłonu, coraz częściej błyska słońce. Temperatura w nocy wynosiła +10,6°C, ale ciśnienie wciąż utrzymuje się magicznej granicy 1002 hPa i nie chce drgnąć. Niż Ivetta twardo się trzyma naszego kraju…

 

Tymczasem robimy pierwsze obrachunki popowodziowe. Jak widać z fotek, fale wody przewaliły się przez łąki pozostawiając warstwę szlamu jak Nil w Egipcie. Niestety – tu i ówdzie podmyło brzegi i powaliło drzewa. Skawa jeszcze wysoka, ale już w swoim korycie. Na brzegach powoli wszystko wraca do normy.

 

Inaczej w ogrodach: ulewne deszcze spowodowały połamanie się konarów i krzewów. Nasączone wodą liście i kwiaty zwiększyły obciążenie na gałęzie, a porywisty wiatr zrobił swoje. W naszym ogródku zmasakrowało bez, który trzeba będzie przeciąć, a na dodatek omal nie wykrociło nam rokitnika nadmorskiego, którego trzeba było podeprzeć…

 

No i kiedy wreszcie się rozpogodzi po tym potopie, trzeba będzie pójść w lasy na grzyby, bowiem koleżanki i koledzy z Darz Grzyba sygnalizują pojawienie się pierwszych… podgrzybków brunatnych! Wprawdzie rzecz miała miejsce na Podkarpaciu, ale niewykluczone że pojawią się one także i u nas…

 

Fotki i filmik – http://www.grzybypl.blogspot.com/2014/05/krajobraz-po-wielkiej-wodzie-czyli.html

Robert K. Leśniakiewicz

Zimna Zośka i mokra Ivetta (2)

Piątek, 16.V.2014 r.

 

g. 02:00 – temperatura +11,2°C, Skawa osiągnęła 453 cm, ewakuowano 20 osób.

g. 03:00 – temperatura +10°C, ciśnienie 1001 hPa, deszcz i silny wiatr z N-NE.

g. 06:30 – od rana przyjmuję telefony i emaile z różnych zakątków Polski i nawet świata. Ludzie dzwonią i pytają o to, co się u nas dzieje, czy maja organizować nam pomoc, czy sytuacja jest taka paskudna, jak pokazuje to TV, i wreszcie chcą wiedzieć, czy po prostu żyjemy. To podnosi na duchu, ale… Czemu my, Polacy, okazujemy sobie życzliwość tylko wtedy, kiedy mamy bagnet na gardle i bat nad grzbietem…?

g. 07:00 – temperatura +9,0°C, ciśnienie, wiatr – BZ, mżawka, suma opadów wynosi 54,6 l/m²/24 h, wiatr osłabł. Na Rynku, na Plantach leżą kałuże wody, której nie przyjmuje już ziemia…

g. 09:00 – „Gazeta Krakowska” pisze o tym, że żywioł uderzył w Sądecczyznę. Jest tam klasyczne medialne ble-ble-ble o mieszkańcach zaskoczonych przez powódź i bohaterskiej pracy strażaków z OSP i PSP. Najważniejsze jednak jest podsumowanie, które podaję poniżej:

  • na Podhalu było 125 interwencji Straży Pożarnej
  • na Przełęczy Knurowskiej wywróciło się ok. 30 drzew
  • w powiecie tatrzańskim było 47 interwencji
  • wczoraj o g. 18:00 wszystkie rzeki przekroczyły stan ostrzegawczy, a…
  • …potok Poroniec w Poroninie – alarmowy
  • w Tatrach obowiązuje III stopień zagrożenia lawinowego
  • Oświęcimskie: przekroczenie stanu wody na Sole
  • Wadowickie: na Skawie 1,5 m do stanu ostrzegawczego
  • Tarnowskie: alarm powodziowy w Ciężkowicach i…
  • …50 wyjazdów do powalonych drzew
  • Myślenickie, Wielickie: podtopienia, zerwane mostki, przekroczenie stanu alarmowego na Rabie.

g. 09:45 – zabłysło na moment słońce. Przed Domem Strażaka spotykam strażaków – moich ziomali z Poznańskiego – z Poznania, Konina i Turku. Walczą oni z wodą tutaj od wczoraj i zostali przysłani naszym na odsiecz. TV POLSAT pokazuje na okrągło akcję ratowniczą na ul. Przemysłowej. Tam właśnie zalało 20 budynków a także boisko sportowe i zakład Palettenwerk, tartaki i młyn nad Skawą. Zalało także dom Pana Rączki. W wielu domach zalało piwnice.

g. 11:00 – ponownie gęstnieje mżawka i robi się ciemniej. Temperatura +10,4°C, ciśnienie 1002 hPa, wilgotność powietrza 79%.

g. 11:50 – znowu pada deszcz z przerwami.

g. 13:30 – stan Skawy wynosi 363 cm. Wg Pana Bednarza, woda wyraźnie opadła, zaś od wschodu wchodzą do Polski komórki konwekcyjne i idą na północ. Temperatura +10,7°C, wilgotność 84%, ciśnienie BZ.

g. 15:00 – Skawa opadła do stanu ostrzegawczego. Deszcz pada z przerwami. Podliczane są straty zniszczonego mienia, które wynoszą już wstępnie kilkanaście milionów złotych. Ludzkiego strachu, łez i poświęcenia nie przeliczy nikt…

g. 18:00 – ponownie opady ciągłe, temperatura +10,1°C, ciśnienie 1003 hPa, wilgotność powietrza 87%.

g. 21:40 – gwałtowny, nawalny opad „norymnego” deszczu trwający ok. godzinę.

 

Sobota, 17.V.2014 r.

 

g. 01:30 – temperatura +10,1°C, ciśnienie 1004 hPa, przestało padać…

g. 06:00 – nadal nie pada, ale pojawiła się mgła. Temperatura +11,9°C, wilgotność powietrza 95%, suma opadów wynosi 23,92 l/m²/24 h, ale ciśnienie znów spadło do poziomu 1002 hPa…

 

Na tym można by zakończyć tą relację. Nasze miasto zaliczyło kolejną powódź, która – według niektórych ekspertów – była równa tym z 1997, 2001 i 2010 roku, a nawet jeszcze gorsza. To akurat nie dziwi, bowiem jak w tamtych przypadkach – została ona spowodowana przez mokry i dżdżysty Niż Genueński, który otoczony przez wyże jest niemal nieruchawy – stacjonarny i wylewa się nad obszarami Europy Środkowej. Oczywiście nikt nie słucha ekologów i klimatologów, którzy ostrzegali i ostrzegają przed EGO, który powoduje, że mamy do czynienia z coraz częstszymi i coraz bardziej niszczycielskimi anomaliami pogodowymi…

 

I tylko rodzą się pytania: co stało się z pieniędzmi przeznaczonymi na zabezpieczenie przeciwpowodziowe? Kto i ile znów „wyprowadził” kasy na to przeznaczonej? Jak długo jeszcze będzie trwała urzędnicza niekompetencja? Wszyscy ludzie pytani o zabezpieczenia nie potrafili powiedzieć, kiedy były naprawiane wały przeciwpowodziowe. To o czymś świadczy – przede wszystkim o niemocy i niekompetencji władzy, która robiła niewiele lub zgoła nic, by zabezpieczyć ludzi przed kolejna powodzią! Która zachowuje się tak, jakby powodzi nigdy nie miało być! Zero wyobraźni, zero odpowiedzialności!

 

I jeszcze jedna sprawa – moim zdaniem wyjątkowo obrzydliwa. Jak długo jeszcze – pytam – będziemy musieli oglądać pełne poświęcenia akcje strażaków i innych służb stanowiące jedynie tło dla polityków skamlających o głosy wyborców? Szczególnie to ostatnie widowisko było wprost żenujące. Moralne dno z ludzkim cierpieniem w tle, po prostu wstyd i totalna wiocha. Mam nadzieję, że ludzie potrafią myśleć samodzielnie i wyciągną wnioski, które potem przełożą się na głosy wyborcze.

 

Zdjęcia i filmiki – http://grzybypl.blogspot.com/2014/05/zimna-zoska-i-mokra-ivetta-2.html