Miesiąc: Kwiecień 2014

Zaginiony samolot malezyjski – dalsze hipotezy

Wygląda na to, że sprawa tajemniczego zniknięcia malezyjskiego Boeinga 777 zaczyna się powoli wyciszać, albo jest stopniowo wyciszana. To jest zrozumiałe o tyle, że rezultaty poszukiwań jak na razie są zerowe, nie znaleziono żadnych szczątków maszyny, a także – jak podał dzisiejszy „Teleexpress” – nie potwierdzono lokalizacji wraka samolotu, którego ponoć widziano w Zatoce Bengalskiej czyli jakieś 5000 km od akwenu poszukiwań.

Australijczycy wycofują się z poszukiwań nawodnych, które są jak dotąd bezowocne poprzestając na poszukiwaniach podwodnych. „Gazeta Krakowska” z dnia 29.IV.2014 podaje, że:

Będą poszukiwać samolotu pod wodą

CANBERRA – Poszukiwania szczątków malezyjskiego samolotu weszły w nowy etap – oznajmił premier Australii Tony Abbott. Obejmą większy obszar Oceanu Indyjskiego, ponieważ jest mało prawdopodobne, by po tak długim czasie szczątki były na powierzchni, uznano, ze poszukiwania skoncentrują się pod wodą z użyciem specjalistycznego sprzętu. 

Nadzieją jest podwodny dron, o którym media informowały wcześniej, w dniu 15.IV.2014 roku.

Nadal media przekazują fantastyczne teorie i przypuszczenia, że samolot został uprowadzony przez CIA do bazy na Diego Garcia, a powodem była obecność na pokładzie Boeinga 777 specjalistów od lotniczych technologii „stealth”.

Wirtualna Polska dodaje, że:

Jutro wstępny raport w sprawie zaginionego Boeinga

Jutro zostanie opublikowany wstępny raport w sprawie zaginionego Boeinga linii Malaysia Airlines. Poinformował o tym dziś pełniący obowiązki ministra transportu Malezji Hishammuddin Hussein.

Jutro zostanie opublikowany wstępny raport w sprawie zaginionego Boeinga linii Malaysia Airline. /AFP

Jak dodał, raport będzie podobny do tego, który został przesłany do Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Hishammuddin Hussein w przyszłym tygodniu wybiera się do Australii, gdzie będzie rozmawiał o planach dalszych poszukiwań zaginionego samolotu.

Boeing linii Malaysia Airlines z 239 osobami na pokładzie zniknął z radarów w drodze z Kuala Lumpur do Pekinu 8 marca. Do tej pory nie odnaleziono żadnych śladów ani szczątków maszyny. (WP.pl)

Natomiast interesuje mnie jeden fakt – skąd pewność, że samolot wodował właśnie w tamtym sektorze Oceanu Indyjskiego? A może było tak, jak stwierdził Albert Rosales, że samolot został porwany i poleciał nie na południowy-zachód, ale na północny-zachód i bezpiecznie wylądował w którymś ze „stanów”…? Ciekawe, że akurat TEJ możliwości nikt nie bierze pod uwagę. Dlaczego? Czy samolot mógł niezauważony przez nikogo przelecieć nad terytorium kilku państw i lądować np. w Pakistanie, Uzbekistanie czy Kazachstanie? Szczególnie podejrzany jest Pakistan – to jest państwo mające pretensje do Indii, z bazami al-Kaidy na swoim terytorium, no i należące do „klubu atomowego”. Gdyby tak do posiadanej broni jądrowej dodać niewidzialne radarowo i optycznie samoloty, to…

Mam nadzieję, że tak jednak się nie stało, choć głupotą byłoby nie wzięcie tego pod uwagę.

 

Zob. także –  http://wszechocean.blogspot.com/2014/04/zaginiony-samolot-malezyjski-10.html 

Robert K. Leśniakiewicz

Choć burze krążą wokół nas…

Końcówka kwietnia jest burzliwa, wilgotna ale ciepła. Postępy wiosny takie, jak w połowie maja. Zewsząd dobiegają sygnały o „wynalazkach” grzybowych – poza smardzami i piestrzenicami w lasach niżej położonych rosną już borowiki: poćce i prawdziwki, maślaki żółte oraz pojawiły się już kurki! Grzyby, które u nas pojawiają się dopiero w czerwcu!

Ale wróćmy do pogody – jest rankami mglisto, ale w najcieplejszym punkcie dnia temperatura dochodzi do +20°C, a w nocy spada w okolice +7°C. Niestety – majowe święta, Zimni Ogrodnicy i Zofia zapowiadają się chłodno i nawet z przymrozkami! Miejmy nadzieję, że to się jednak sprawdzi niedokładnie…

Tymczasem w dniu wczorajszym, po przedwczorajszych ulewach – 16,64 l/m² w Jordanowie i gradobiciach w okolicy – a dokładniej na Wysokiej – pogoda znowu bawiła się w berka i opady omijały Jordanów. Dosłownie – wczoraj mieliśmy okazję obserwować cztery klastry burzowe, które tworzyły się w okolicach naszego miasta – w tym jeden szczególnie potężny nad Beskidem Wyspowym. I znowu – nie spadła ani jedna kropla deszczu. Ale widowisko było naprawdę niesamowite! Zdjęcia, które przedstawiam nie oddają piękna tych masywów chmur, które świeciły jaskrawym blaskiem w promieniach niskiego już słońca.

Dzisiaj i jutro będzie stosunkowo ładnie, ale pojutrze grozi nam załamanie pogody. Pamiętam 1 Maje, kiedy padał śnieg i było zimno, bo temperatura w nocy spadała poniżej zera, a w dzień oscylowała przy zerze. Parę lat temu spadła nawet do -10°C – czyniąc straszliwe szkody w sadach i ogrodach. Mam nadzieję, że w tym roku jednak do tego nie dojdzie…

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2014/04/choc-burze-kraza-woko-nas.html

Robert K. Leśniakiewicz

Dwie burze i smardze

Wczorajsza niedziela była w zasadzie pochmurna, ale – co szczególne – nie deszczowa, chociaż niebo straszyło ciemnymi chmurami, to spadło z niego zaledwie 0,1 l/m² – czyli tyle co kot napłakał. Tym niemniej wilgotność powietrza sięgała do 70%, a temperatura w najcieplejszym punkcie dnia do +20,9°C, przy stałym niskim ciśnieniu 1000 hPa.

Podobnie jak w ubiegłym roku zaobserwowaliśmy z Panem Bednarzem zjawisko omijania naszego miasta przez burze i gwałtowne opady. Około godziny 14:30 mieliśmy chwilę słonecznej pogody pomiędzy dwiema burzami idącymi na nas z kierunku południowego-wschodu – od Rabki i zachodu – od Babiej Góry.  Zapowiadało się koszmarnie, bo wyglądało na to, że ich atramentowe chmury zaraz się połączą i powstanie z tego megaklaster burzowy i jakieś tornado! Na szczęście tylko się tak zapowiadało, bo jedna burza odeszła w kierunku Myślenic, a druga w stronę Krakowa i na szczęście skończyło się na niczym…

No i smardze. Jak się okazało, smardze u nas są i dwa dorodne egzemplarze znalazł Pan Marek J. na swoim polu. Niestety, ktoś je skopał, a szkoda. Przypominam wszystkim, że te rzadkie u nas grzyby są pod całkowitą ochroną i nie wolno ich niszczyć! Jutro nów, a zatem należy spodziewać się już pierwszych borowików: szlachetnych i ceglastoporych, bo to pociec to wszystkich grzybów ociec, a w ubiegłym roku pierwsze tego rodzaju grzyby zostały znalezione 2 maja! Czy w tym roku rekord ten zostanie pobity?

 

Zdjęcia – http://grzybypl.blogspot.com/2014/04/dwie-burze-i-smardze-wreszcie.html

Robert K. Leśniakiewicz

Odszedł ks. Jan Kracik

kr - Kopia

Z wielkim smutkiem, żalem i bólem przyjęliśmy wiadomość

o śmierci naszego drogiego i bardzo szanowanego Kolegi

śp. księdza profesora doktora habilitowanego

 J A N A   K R A C I K A

– zmarłego w wieku lat 73

 

– odznaczonego miedzy innymi Złotym Krzyżem Zasługi oraz odznaczeniem regionalnym Zasłużony Dla Ziemi Jordanowskiej,

absolwent Liceum Ogólnokształcącego w Jordanowie – Matura 1959

Zmarł wielki znawca dziejów Kościoła, historyk Kościoła, wieloletni pracownik Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie – publicysta.

W 1965 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk abp krakowskiego Karola Wojtyły.

Znany ze swych publikacji nie tylko w kraju, ale w Europie i na świecie.

Został tegorocznym laureatem Nagrody Znaku i Hestii im. Ks. Józefa Tischnera.

Jego książki są wspomnieniem ważnego postulatu fides quaerens intellectum – wiara, która szuka zrozumienia.

Wyróżniony Nagrodą im. Ks. Tischnera w kategorii pisarstwa religijnego i filozoficznego, stanowi kontynuację „tischnerowskiego” myślenia według wartości. Niestety, nagrody tej nie zdążył odebrać osobiście.

Byliśmy dobrej myśli, że wm dniu 31 maja 2014 roku znów spotkamy się na kolejnym zjeździe absolwentów liceum Ogólnokształcącego w Jordanowie „Matura 1959” w 55 rocznicę zdania matury, niestety brak nam będzie Ciebie.

 

Msza Św. Pogrzebowa odprawiona zostanie w piątek, 2 maja 2014 roku o godz. 10:00 w Bazylice Św. Floriana w Krakowie – spocznie na cmentarzu w Krakowie-Bielanach.

WSZYSTKO BÓG CI WYNAGRODZI

Żegnamy Cie pogrążeni w bólu

koleżanki i koledzy

Liceum Ogólnokształcącego w Jordanowie

„Matura 1959”

Zaginiony samolot malezyjski – ciąg dalszy

Temat tajemniczego wypadku lotniczego malezyjskiego Boeinga-777 z lotu nr MH370 nie schodzi z czołówek światowych mediów. A ja dla odmiany proponuję artykuł Pana Wadima Ilina na temat innej katastrofy, która miała miejsce parę lat temu i też obfitowała w niezwykłe wypadki. Myślę, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z czymś podobnym do tragedii w Smoleńsku i w Azji…

 

—oooOooo—

 

Katastrofa lotnicza nad Überlingen

 

Wadim Ilin

 

Dnia 16.VII.1923 roku na Chodyńskim Polu samolot Junkers-13 w czasie przymusowego lądowania zahaczył o przewody telegraficzne i spadł na ziemię. Zginął lotnik wojskowy Aleksiej Pankratiew, ranni zostali mechanik i trzech kursantów z Akademii Floty Powietrznej.

Wieczorem, 17.XI.2013 roku, w porcie lotniczym w Kazaniu w czasie lądowania rozbił się lecący z Moskwy samolot Boeing-737. Zginęli pasażerowie i załoga – wszystkiego 50 osób. Wyrażono ból i współczucie wszystkim rodzinom zabitych w katastrofie. W związku z tą tragedią postanowiliśmy Czytelnikom przypomnieć o katastrofie, która miała miejsce ponad 11 lat temu, na nocnym niebie nad jeziorem Bodeńskim. Tam nade wszystko doszło do dziwnego, niemal mistycznego zbiegu wielu zdarzeń. Nie mniej dramatyczne są i następstwa tej tragedii.

 

Dzieci poleciały innym samolotem

 

Nocą 1/2.VII.2002 roku, na niebie nad niemieckim miasteczkiem Überlingen – 47°46’42” N – 009°10’26” E, które znajduje się na północnym brzegu jeziora Bodeńskiego zderzyły się rosyjski Tu-154 (należący do Bashkirian Airlines, nr boczny RA-84816 z lotu 2937 z Moskwy do Barcelony) i Boeing-757-23APF transportowej kompanii DHL (nr boczny A9C DHL, nr lotu 611 z Bergamo do Brukseli). Zginęło 71 osób, w tym 52 dzieci lecących z Baszkirii na wczasy w Hiszpanii i dorośli opiekunowie.

Tragedię tą poprzedził cały szereg nieoczekiwanych wydarzeń i dziwnych okoliczności. I tak dzięki pomyłce pracowników firmy organizującej wyjazd dzieci na wczasy, samolot którym dzieci z Baszkirii powinny były lecieć do Barcelony, poleciał bez nich. Swój błąd firma naprawiła w ciągu dwóch dni, organizując dla tych dzieci specjalny rejs czarterowy.

Zderzenie miało miejsce w przestrzeni powietrznej , znajdującym się pod kontrolą szwajcarskiej firmy „Skyguide” w Zurychu, która z początku nie zamierzała wziąć na siebie odpowiedzialności za katastrofę. Oficjalne kondolencje złożyli rodzinom zabitych w katastrofie tylko przedstawiciele rządów Niemiec i Szwajcarii. Kierownictwo „Skyguide’a” dopiero uczyniło to po dwóch latach!

 

Dlaczego doszło do zderzenia

 

Dochodzenie w sprawie przyczyn katastrofy ujawniło cały szereg wydarzeń, które zaszły wskutek niedbalstwa pracowników „Skyguide’a”. bezpośrednią winę za katastrofę ponosił dyspeczer Peter Nielsen, który kontrolował przestrzeń powietrzną, w której zderzyły się te samoloty.

Krytycznej nocy, nie pracował jeden z radarów Centrum Kontroli Lotów, a na nocnej zmianie zamiast trzech dyżurnych był tylko Nielsen. Prawdę powiedziawszy, na początku był drugi kontroler, ale on, za zgodą Nielsena zaprosił do Centrum swoją przyjaciółeczkę i poprowadził ją na „wycieczkę” po pomieszczeniach. Takie lekkomyślne zachowanie obu dyspeczerów wyjaśnia się przez to, że intensywność ruchu lotniczego w tym czasie była całkiem niewielka.

Jakby tego było mało, to odłączyli oni linię zewnętrznej łączności telefonicznej, pracowała tylko linia rezerwowa. Ale i ona była niedostępna – bo akurat ją wykorzystywała przyjaciółeczka kontrolera gadając ze swoimi koleżankami po zwiedzaniu Centrum. I właśnie dlatego kontrolerzy z niemieckiego centrum zobaczywszy na swoich radarach możliwość powstania niebezpiecznej sytuacji, nie byli w stanie ostrzec swoich kolegów w Zurychu.

Na domiar złego, właśnie w tym momencie w przestrzeni powietrznej „Skyguide’a” pojawił się „niezaplanowany” samolot, podchodzący do lądowania w porcie lotniczym Friedrichshafen, i tą właśnie maszyną należało zając się natychmiast i w pierwszej kolejności.

A na to wszystko nałożył się błąd Petera Nielsena – jego decyzja podjęta w krytycznym momencie. Zajęty naprowadzaniem „dodatkowego” samolotu, on nie dosłyszał wołania pilotów Boeinga o zaczętym przez nich zniżaniu pułapu lotu. I przez pomyłkę dał rosyjskiemu samolotowi polecenie zmniejszenia wysokości lotu.

Systemy ostrzegania o możliwości zderzenia się z ziemią na obu samolotach pracowały normalnie. W zaistniałej sytuacji, rosyjski kopilot zastosował się do wskazań automatyki i zaczął wznoszenie. Jednakże obowiązujące przepisy nakazywały uzyskanie do tego manewru akceptacji z wieży kontroli lotów.

W rezultacie tego, oba samoloty znalazły się na prostopadłym kursie i statecznik pionowy Boeinga werżnął się w środek kadłuba Tu-154 i obydwie maszyny spadły na ziemię.

 

Przyznanie się do winy

 

Winą za katastrofę media obarczyły przede wszystkim Petera Nielsena. Po katastrofie miał on silne załamanie nerwowe, zwolnił się z pracy i przez resztę życia cierpiał na duchową traumę.

Po pewnym czasie, Nielsen napisał oświadczenie, w którym wyraził swój żal, że w krytyczną noc stał się winnym tragedii i prosił o wybaczenie rodziny baszkirskich ofiar katastrofy. Niestety, kierownictwo „Skyguide’a” nie ogłosiło tego oświadczenia. Opublikowano je jedynie w niemieckim czasopiśmie „Focus”, a Rosjanie o nim niczego nie wiedzieli. I to stało się jeszcze jedną złą okolicznością dla późniejszych wydarzeń.

Nielsen poczuwał się do odpowiedzialności za śmierć 71 ludzi i życie z tą świadomością było dla niego nie do zniesienia. Można sobie wyobrazić wyrzuty sumienia i męki duchowe, jakie przeszedł. A w półtora roku po tej strasznej tragedii w próg jego domu wszedł mężczyzna o nie-europejskich rysach twarzy…

 

Tragedia rodziny

 

W rozbitym Tu-154 znajdowała się rodzina 46-letniego Witalija Kałojewa z Północnej Osetii. Ten architekt wysokiej klasy w 1999 roku podpisał kontrakt z hiszpańską firmą architektoniczno-budowlaną i wyjechał do Barcelony. Jego żona Swietłana i dwoje dzieci pozostały w domu, i właśnie wtedy miał on się z nimi spotkać, na lotnisku w Barcelonie, by razem spędzić urlop w Hiszpanii.

I znów zdarzenie losowe. Kiedy Swietłana z 10-letnim synem i 4-letnią córką przybyła do Moskwy, to okazało się, że na samolot do Barcelony nie ma już biletów. Ale zaproponowano jej lot czarterem Baszkirskich Linii Lotniczych wraz z dziećmi lecącymi na wczasy. Oczywiście ona z radością się zgodziła…

Dowiedziawszy się o katastrofie, Witalij od razu udał się do Zurychu, a potem do Überlingen. Zwłoki jego córki znaleziono w odległości trzech kilometrów od miejsca katastrofy. Zmasakrowane ciało syna leżało na asfalcie, nieopodal przystanku autobusowego.

Wydarzenie to wywołało u Witalija głęboką depresję. Powrócił on do ojczyzny, gdzie pochował ciała żony i dzieci. Na ich mogiłach widziano go nawet nocami.

W listopadzie 2003 roku, firma „Skyguide” zaproponowała mu odszkodowanie w wysokości 60.000 CHF za żonę i po 50.000 CHF za każde z dzieci (w przeliczeniu z USD).

 

Próby uzyskania przebaczenia

 

To wszystko doprowadziło Kałojewa do desperacji. On zażądał spotkania z Allanem Rosserem – szefem „Skyguide’a” i Peterem Nielsenem i przed kamerami zażądać od nich przeprosin dla wszystkich rodzin ofiar katastrofy oraz przyznania się do winy za śmierć tych dzieci. Ale odmówiono mu tego. Wprawdzie spotkał się on z Rosserem, ale ten nie potrafił znaleźć słów, które stanowiłyby jakieś pocieszenie dla człowieka, który stracił cała swoja rodzinę.

Kałojew wielokrotnie prosił kierownictwo firmy „Skyguide” o możliwość spotkania z Nielsenem. Chciałby się on spotkać twarzą w twarz z człowiekiem, który jest odpowiedzialny za śmierć jego najbliższych. Ale nade wszystko chciał on słyszeć od niego słowa przeprosin i publiczne przyznanie się do winy. Ale wszystkie jego prośby zostały odrzucone.

I tak więc postanowił on pojechać do Überlingen jako osoba prywatna. Było to w lutym 2004 roku, w półtora roku po katastrofie.

 

Samosąd

 

Adres Nielsena, Kałojew znalazł w książce telefonicznej. […] Potem udał się do niego i pokazał mu zdjęcia swej żony i dzieci.

– Popatrz na nich – rzekł.

To, co stało się potem, Kałojew już nie pamiętał. Jedno jest pewne, że zadał mu wiele ciosów nożem, który zawsze miał przy sobie i uciekł. Żona i dzieci 36-letniego Nielsena były w domu, kiedy usłyszała ona jego krzyk. Wybiegła ze swego pokoju i zobaczyła męża leżącego na podłodze i uciekającego człowieka. Peter Nielsen zmarł na jej oczach jeszcze przed przyjazdem pogotowia.

 

Następstwa zemsty

 

Znalezienie Kałojewa nie było trudne – znajdował się on w najbliższym hotelu. Policja zatrzymała go i odwiozła do kliniki psychiatrycznej, a prowadzący śledztwo sędzia doszedł do wniosku, że było to morderstwo w afekcie. Po procesie wydano wyrok – 8 lat więzienia, ale w 2007 roku szwajcarski sąd apelacyjny zniżył mu wyrok – Witalij wyszedł z więzienia i wrócił do kraju.

Opinia publiczna w Rosji, a przede wszystkim w Północnej Osetii było po stronie Witalija Kałojewa. Wielu ludzi uważa, że swym postępkiem wymierzył on sprawiedliwość winnemu. Sam Witalij jeszcze w więzieniu mówił, że wcale mu od tego nie jest lżej – przecież od tego nie zmartwychwstanie jego żona i dzieci. I cały czas twierdził, że nie pamięta jak zabił Nielsena.

Po powrocie do ojczyzny, zaproponowano mu objęcie teki ministra architektury i budownictwa Północnej Osetii.

A szwajcarski sąd uznał winnymi 4 pracowników „Skyguide’a” nieumyślnego spowodowania śmierci wielu osób. Trzech z nich objęto dozorem policyjnym, a jeden zapłacił grzywnę.

 

Moje 3 grosze

 

Patrząc na to wszystko, o czym pisał Pan Ilin zastanawiam się, czy i w przypadku zaginionego samolotu z lotu MH370 nie mamy do czynienia z czymś podobnym – z całkowitym zlekceważeniem swoich obowiązków przez obsługę naziemną stacji radiolokacyjnych, które powinny uderzyć na alarm dokładnie w chwilę po tym, jak na pokładzie Boeinga 777 został wyłączony transponder. Owszem, na ekranie znikł opis odbicia, ale samo echo samolotu przecież było widoczne! A zatem można było śledzić jego kurs i wysokość? I to ponoć zrobiono. Ale dlaczego po stwierdzeniu wyłączenia transpondera nie próbowano ustalić, co się dzieje z samolotem, który zmienił przecież kurs i poleciał na zachód zamiast na północ??? Przecież już to samo powinno spowodować alarm i powiadomienie wojsk OPLOT, bowiem mogła się powtórzyć historia z feralnego dnia 11.IX.2001 roku!

MH370 przeleciał nad Międzymorzem Kra nad pograniczem tajsko-malajskim  i poleciał w stronę Oceanu Indyjskiego, najprawdopodobniej omijając indonezyjską Sumatrę od północy. Jak to się stało, że ten samolot-widmo nie zainteresował żadnych wojskowych od OPLOT w tych trzech krajach? A przecież powinni. Co więcej, powinni poderwać dyżurną parę by poleciała sprawdzić, co się dzieje – a tego nie zrobiono. Dlaczego??? Nie zrobili tego ani Malezyjczycy, ani Tajowie, ani Indonezyjczycy! To już jest całkowicie niezrozumiałe – chyba że komuś bardzo zależało, by ten samolot leciał nierozpoznany Bóg jeden raczy wiedzieć dokąd.

To tylko kilka pytań, które nie dają mi spokoju w związku z tą dziwną sprawą. Niedawno kanał Discovery Channel wyemitował film pt. „Zagadka lotu MH370” w którym twierdzi się wprost, że do katastrofy (?) doprowadziły rażące luki w procedurach prowadzenia i kontroli lotów. Dokładnie tak samo, jak w przypadku lotu 2937. Ale pewność będziemy mieli tylko wtedy, gdy znajdziemy wrak malezyjskiego Boeinga – a do tego jeszcze daleko…

 

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 51/2013, ss. 8-9

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

Tytani z Dańkowskiego

Obrazek

ADRIAN I MATEUSZ NA III MIEJSCU W POLSCE!

Drużyna z Zespołu Szkół im.bł. ks. Piotra Dańkowskiego w składzie Adrian Kowalczyk i Mateusz Macioł pod nazwą: ”Mędrcy ze Wschodu” zostali laureatami III miejsca Ogólnopolskiego Konkursu Ja Titan z zarządzania firmą.  W konkursie brały udział 1123 drużyny z całej Polski. Do ścisłego finału zakwalifikowało się  tylko 12 drużyn.

Finał konkursu odbył się na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie  i trwał od 9.04.2014 do 11.04.2014 roku.

9.04.2014 roku odbyło się przywitanie uczestników finału, losowanie gier  i podział drużyn na grupę A i B do każdej gry oddzielnie.

10.04.2014 roku o godzinie 10.00 rozpoczęły się rozgrywki. Uczestnicy grali  w 3 gry każda miała po 8 etapów. Po każdym etapie były ogłaszane  wyniki. Z wyjątkiem wyniku z ostatniego etapu, który  był ogłoszony dopiero 11.04.2014 r. przed południem. Wieczorem wszyscy razem pojechaliśmy na tor gokartowy do Janek po Warszawą. Zabawa była przednia. Wszyscy brali udział w wyścigu i po każdym starcie były podawane czasy najlepszych.

To jednak nie miało wpływu na wynik konkursu!

11.04.2014 roku od 9.30 trwały Friendly Games z wolontariuszami a byli nimi: sponsorzy, maklerzy, prezesi i inni znakomici goście.  Po zakończeniu tego punktu programu nastąpiło ogłoszenie wyników i wręczenie nagród laureatom i finalistom konkursu.

Obrazek

Rozgrywki  do samego końca były bardzo emocjonujące i dostarczyły mnóstwo wrażeń grającym i obserwującym.

Gra polega na prowadzeniu firmy w symulatorze internetowym. Członkowie drużyny wcielają się w członków zarządu firmy i podejmują decyzje dotyczące np.: produkcji, marketingu, ceny, inwestycji  i innowacji. W całej grze chodzi o to aby maksymalizować zysk  prowadzonego przedsiębiorstwa i pokonać konkurencję na rynku.

 Agnieszka Tupta

LAJTOWE WYCIECZKI

Obrazek

„Bo ja mam tylko jeden świat, słońce, góry, pola, wiatr

I nic mnie więcej nie obchodzi, bom turystą się urodził.”

Oto jedna z piosenek turystycznych, którą śpiewamy na spotkaniach grupy wokalnej w Miejskim Ośrodku Kultury.

Zdrowy rozsądek nie pozwala mi robić wszystkiego co przyjdzie mi do głowy np. zdobyć ośmiotysięczniki. Mogę jedynie o takich wyprawach poczytać lub pooglądać galerie zdjęć. Grupa Turystyczno – Krajoznawcza powstała w MOK na potrzeby turystów, którzy „odpadli”z Grupy Wysokogórskiej a oni nadal wspinają się z profesjonalistami. Przyczyną podjęcia takiej decyzji są dolegliwości zdrowotne, ograniczenia ruchowe  a także doznane i odnawiające się kontuzje. Niejeden uczestnik, u którego pojawia się kryzys wieku średniego lub starszego, stoi przed lustrem i zastanawia się, dlaczego to „opakowanie” postarzało się, skoro w środku mam młodą duszę i nadal chcę kontynuować dotychczasową aktywność fizyczną a zarazem moją pasję życiową. Trzeba korzystać z życia, dokąd jest chęć czerpania pozytywnych wrażeń wzrokowych z otaczającej nas przyrody. Średnia wieku wydłuża się i jesteśmy dłużej aktywni, ponieważ dbamy o kondycję. Trzeba łapać chwile szczęścia, uwrażliwiać się na piękno przyrody i kumulować energię, kiedy wracamy z wycieczek rozpromienieni i uskrzydleni.

Chętnie wspominam ubiegłoroczne jesienne wycieczki. Wówczas nasze polskie góry a także słowackie, zdobił wachlarz oranżów, żółci i czerwieni. Nastąpiła lekka zima i mogliśmy dalej chodzić w plener. W pierwszą niedzielę grudnia szliśmy Doliną Chochołowską, w której z grozą obserwowaliśmy połamane potężne drzewa przez halny niczym zapałki. Kiedy wracaliśmy ze schroniska drogą powrotną, spadł puszysty śnieg, za którym już tęskniliśmy. W lutym było cieplutko, ale szlaki turystyczne na Halę Krupową a także na Sarnią Skałę były oblodzone ale szczęśliwie zeszliśmy w dół. W marcu zdobyliśmy trzy szczyty: Czupel, Rogacz i Żar. Natomiast w kwietniu byliśmy na Leskowcu. Byłam tam pierwszy raz i jestem zachwycona zadbanymi szlakami, idąc przez lasy bukowe w niczym niezmąconym spokoju, a różnie to bywa w okolicy uczęszczanych szlaków w naszej okolicy. Magicznym miejscem była końcówka, gdy schodziliśmy w kierunku Świnnej Poręby i oczekiwaliśmy na busa aby dojechać do Jordanowa.

Nie należy przesadzać, aby sobie nie zaszkodzić. Zmniejszyliśmy tempo na korzyść bezpiecznego a zarazem efektywnego ruchu na świeżym powietrzu a dziwnym trafem zazwyczaj przy sprzyjającej pogodzie. Są takie osoby, które czerpią inspirację z piękna Natury i wykonują ciekawe fotografie. Czas spacerów wykorzystujemy na pozyskanie nowych przyjaciół. Niezbyt wymagający teren ma wpływ na to, że uczestnicy pokonują trasę bez większego wysiłku a tereny są fajne na rekreacyjne wycieczki. Przecież zdrowie jest najważniejsze.

„Życie nie jest łatwe dla nikogo z nas. Ale co z tego? Musimy być wytrwali, a przede wszystkim wierzyć w siebie. Musimy wierzyć, że mamy do czegoś talent i że to coś należy osiągnąć za wszelką cenę.” Stwierdziła Maria Skłodowska-Curie.

Maria Nowak